Archiwum dla grudzień, 2008
W TYCH OSTATECZNYCH CZASACH
W TYCH OSTATECZNYCH CZASACH
453.
Wszystko co się do ciebie garnie jest ważne, szczególnie gdy dotyczy to twojego wnętrza, osobistego »ja«, twojego sumienia. Te wewnętrzne podpowiedzi są szczególnie ważne i choć brzmią jak tchnienie na wietrze, to są cenniejsze niż twoje tępe rozmyślanie. I gdy wokół ciebie będą się działy różne zjawiska wręcz szokujące, ty musisz pamiętać o odczuciach z wnętrza płynących, gdyż to one wyprowadzają cię z każdej trudnej sytuacji, nawet wtedy, gdy twój rozum nie będzie miał wyjścia i będziesz produkował tylko same wątpliwości.
I aby mieć czyste odczuwanie, aby być czujnym wewnętrznie nie możesz dać się zdominować przez mózg twój przedni, ulec strachowi, czyli bać się, bo to ciemności, które natychmiast odetną cię od ciebie samego prawdziwego, od twojego ducha i sparaliżowany idziesz w zatracenie, stajesz się łatwym łupem, żeruje na tobie ciemność, aż już ciebie nie będzie.
Dlatego należy utrzymywać cały czas stan czujności wewnętrznej, inaczej już was nie będzie wśród żywych duchowo czyli wewnętrznie.
Sami się już wkrótce o tym przekonacie. Czy zdążycie się tego nauczyć? Życie na was wymusi, aby przetrwać. Do czterech umiecie liczyć, to pamiętajcie; co czwarty, piąty przeżyje wydarzenia, reszta w zatracenie na waszych oczach.
Popatrzcie na Greka, tam jedno wydarzenie sieje w skutkach zwrotnych w całym kraju spustoszenie, czy to przypadek, pomyślcie i odczujcie, a będziecie mieć pewność. Jaka siła musi pobudzić młodych ludzi do tak skrajnych czynów, a to przecież był tylko jeden impuls.
Patrzmy szerzej, pojawią się nie mniej tragiczniejsze sytuacje, a wy będziecie przymuleni patrzeć dalej, aż wam spalą chałupę, dobytek i ziemska rodzina przy życiu wam się nie ostanie, i co wtedy powiecie, że straszę, czy dziś nie mówię jak tego uniknąć, bo widzę nadchodzący rozwój wydarzeń.
Pomyślcie, a potem krzyczcie, odczujcie i wyciągnijcie wnioski jak jeszcze potraficie, przecież macie być czujni wewnętrznie i logiczni, pamiętajcie, a może przeżyjecie fizycznie i duchowo.
Czas pokaże co zrobicie, w Świetle wydarzenia już zachodzą, przed 1 września 1939 roku też wielu nie brało pod uwagę tak wielkiego narodowego nieszczęścia.
Czy z historii potraficie wyciągać wnioski? Pewnie nie, bo byście byli duchowo żywi, a wy przecież nadal jesteście martwi, a Ja piszę waszą mowę pogrzebową do waszej krypty, będziecie mieli szczęście jeżeli wam ktoś grób wykopie i odprowadzą wasze ziemskie ciało w kondukcie pogrzebowym, bo duch wasz trafi na pewno do leja rozkładu. Co czwarty, piąty przeżyje, pamiętajcie o tym!
Sędzia Boży!
CZY MOŻNA POLECAĆ PRAKTYKI OKULTYSTYCZNE I EZOTERYCZNE?
CZY MOŻNA POLECAĆ PRAKTYKI OKULTYSTYCZNE I EZOTERYCZNE?
46.
Jest to jednostronne dążenie po omacku naprzód, z dołu do góry, przy którym nigdy nie można przekroczyć tak zwanego pasma ziemskiego. Wszystkie zjawiska i procesy, które mogą w konkretnych warunkach nastać, są zawsze tylko niskiego lub najniższego gatunku i nie mogą człowiekowi pomagać, aby dostał się w swym wnętrzu wyżej, lecz mogą łatwo go zawieść.
Człowiek w ten sposób może przeniknąć tylko do najbliższej okolicy subtelnomaterialnej, w której istoty inteligentne posiadają często o wiele niższy stopień poznania niż ludzie ziemscy. Wszystko, co może człowiek w ten sposób osiągnąć, to to, że otwiera się na działanie nieznanych i groźnych dla niego nurtów, przed którymi byłby chroniony właśnie tym, że by się na nie nie otworzył.
Kto w wyniku praktyk okultystycznych czy ezoterycznych stał się jasnowidzący lub jasnosłyszący, ten często w owej okolicy niskiego gatunku widzi lub słyszy także coś, co pozornie jest wzniosłe i czyste, chociaż ma to do tego bardzo daleko. Na to nawarstwia się jeszcze jego własna, ćwiczeniem mocno podrażniona fantazja, która również wytwarza środowisko widziane i słyszane później przez adepta, i chaos gotowy.
Taki ziemski człowiek, stojąc na chwiejnych nogach z winy sztucznych praktyk, nie może poznać, nie może nawet przy najlepszych chęciach rozróżniać ostrej granicy między prawdą a iluzją, ani granic leżących między tysiącami form w subtelnomaterialnym życiu. No i w końcu trzeba się liczyć z zawsze dla niego szkodliwym działaniem niskich wpływów, na które sam się z wielkim wysiłkiem dobrowolnie otworzył, a którym nie może przeciwdziałać siłą wyższego gatunku. W ten sposób staje się wrakiem bez steru, dryfującym po otwartym morzu i niebezpiecznym dla wszystkiego, z czym wejdzie w kontakt.
To sytuacja całkiem podobna do tej, kiedy człowiek nieumiejący pływać potrafi płynąć w obcym żywiole posługując się łodzią, która doskonale go zabezpiecza. Można to porównać z ziemskim życiem. Jeżeli jednak podczas pływania usunie z dna łodzi, która człowieka chroni, deskę, to powstanie wyrwa, przez którą wtargnie woda pozbawiając go azylu i porywając go ze sobą. Taki nieumiejący pływać człowiek staje się ofiarą obcego żywiołu.
To samo dzieje się także podczas praktyk okultystycznych i ezoterycznych. Człowiek usuwa tylko deskę z dna chroniącej go łodzi, nie uczy się jednak pływać!
Lecz są także pływacy, którzy zwą siebie mistrzami. Pływacy w tej branży to tacy ziemscy ludzie, którzy posiadają już pewną cechę wrodzoną i poprzez praktyki okultystyczne czy ezoteryczne podali jej rękę, aby ją rozwinąć i starają się nieustannie w ten sposób ją pogłębiać. W takich wypadkach łączą się ze sobą mniej lub bardziej przygotowana zdolność i sztuczne praktyki. Nawet najlepszemu pływakowi ustanowiono jednak dosyć ograniczone pole działania. Jeżeli odważy się wypłynąć za daleko, to jego siły osłabną i w końcu skończy tak samo, jak ten, który nie umiał pływać w ogóle, jeśli… podobnie jak nie umiejący pływać nie otrzyma pomocy.
Taka pomoc może w świecie subtelnomaterialnym przyjść tylko ze światłych wyżyn, z czysto duchowego i to tylko wtedy, jeżeli osoba zagrożona osiągnęła w rozwoju swego ducha dany stopień czystości, z którą pomoc może się później połączyć i udzielić wsparcia. Czystości takiej nie można jednak osiągnąć poprzez praktyki okultystyczne czy ezoteryczne, lecz tylko poprzez osiągnięcie wyższego stopnia wewnętrznej, prawdziwej moralności w nieustannym zwracaniu wzroku w stronę czystości Światła.
Jeżeli człowiek podążał taką drogą, to z czasem doprowadzi go ona do konkretnego stopnia wewnętrznej czystości, a ta z kolei w naturalny sposób odbije się w jego myślach, słowach i uczynkach umożliwiając jemu coraz silniejszą łączność z czystymi wyżynami, z których później popłynie do niego w zwrotnym działaniu zwielokrotniony nurt siły.
Przez to uzyskał połączenie przebiegające przez wszystkie stopnie pośrednie, to zaś podtrzymuje go i daje jemu oparcie. Potem nie trzeba już długo czekać, a otrzyma bez własnych wysiłków to, co bezskutecznie usiłowali osiągnąć pływacy. Nieugięte prawa działania zwrotnego obdarują go jednak ostrożnie i tylko w takim stopniu, aby mógł dar ów opanować własną siłą. W ten sposób z góry wykluczono jakiekolwiek zagrożenie.
Odgradzająca bariera, którą można porównać z deską łodzi, staje się w ten sposób coraz cieńsza, aż w końcu zniknie całkiem. Nastaje wtedy taki moment, kiedy człowiek czuje się w świecie subtelnomaterialnym aż po światłe wyżyny tak, jak ryba w wodzie. Tylko taka droga jest właściwa.
Wszystko, co osiągnięto w wyniku przeróżnych praktyk zbyt wcześnie, jest chybione. Woda jest bezpieczna tylko dla ryby, ponieważ jest »jej« żywiołem, do którego ryba jest świetnie przystosowana. Taki stopień przystosowania nie jest osiągalny nawet dla najlepiej wyszkolonego pływaka.
Kiedy ziemski człowiek rozpoczął praktykowanie okultyzmu, ezoteryki, to musiało zostać to poprzedzone dobrowolną decyzją. Skutkom tej decyzji zostaje później podporządkowany. Dlatego też nie może polegać na tym, że pomoc musi nadejść. Miał możliwość wcześniejszego podjęcia wolnej decyzji.
Człowiek ziemski namawiający do praktyk okultystycznych czy ezoterycznych innych ludzi, którzy są potem w różny sposób zagrożeni, bierze na siebie wielką część skutków winy każdej takiej jednostki. Będzie z wszystkimi takimi ludźmi subtelnomaterialnie mocno związany. Po ukończeniu swojego ziemskiego życia będzie musiał nieodwracalnie runąć aż na dół do tych, którzy go poprzedzili, którzy niebezpieczeństwom podlegli. Dotrze aż do tego, który upadł najgłębiej.
Sam nie będzie mógł poruszać się w górę dopóty, dopóki nie pomoże każdej swej ofierze w odnalezieniu właściwej drogi wzwyż i dopóki każda z ofiar nie dogoni straconego czasu. To jest wyrównanie w działaniu zwrotnym, a równocześnie ofiarowana łaska, która umożliwia naprawienie błędów i jego własny wzlot.
A jeżeli ktoś działał nie tylko słowem mówionym, lecz także pismem, to działanie zwrotne przygniecie go jeszcze bardziej, ponieważ książki szkodzą dalej po jego ziemskiej śmierci. Taki człowiek musi w życiu subtelnomaterialnym czekać dopóty, dopóki nie przestaną pojawiać się ludzie zwiedzeni przez jego słowo pisane, ponieważ takim musi pomagać dostać się w górę. W ten sposób mogą upłynąć całe stulecia.
To mówiąc wcale jednak nie twierdzę, że sfera świata subtelnomaterialnego powinna pozostać dla życia ziemskiego zamknięta i odizolowana!
Ludzie wewnętrznie dojrzali stwierdzą zawsze we właściwym czasie, że czują się jak w domu tam, gdzie na innych czyha niebezpieczeństwo. Wolno im Prawdę widzieć i krzewić ją dalej. Posiądą jednak przy tym jasne rozeznanie w sprawach grożących tym, którzy praktykami okultystycznymi czy ezoterycznymi chcą jednostronnie wedrzeć się na niziny nieznanej im ziemi. Owi wewnętrznie dojrzali ludzie nigdy jednak nie będą nikogo namawiać do praktyk okultystycznych i ezoterycznych.
BLOKADA UKŁADU KRĄŻENIA
BLOKADA UKŁADU KRĄŻENIA
451.
Każdy ludzki duch, który nie podąża drogą rozwoju duchowego blokuje sobie układ krążenia krwi w ziemskim ciele. Krew jest przez niewydolne serce źle pompowana, niewłaściwy skład krwi i złe promieniowanie, układ oczyszczenia krwi nie funkcjonuje należycie, do krwi nie są dostarczane składniki odżywcze, a i tlen nie nasyca krwi należycie.
I jak z takimi dysfunkcjami może ktokolwiek na ziemi dobrze funkcjonować?
Nie ma ani jednego takiego!
Co twór ziemski robi?
Idzie do lekarza ziemskiego, robią mu ziemskie badania, które są niepełne i jakże odległe od doskonałego odczuwania, dostaje skierowanie na stół, albo receptę. Na stole jak świnia skończy, a w aptece dostanie taką chemię, która go rozłoży.
Czytelniej nie trzeba opisać stanu obecnej medycyny grobowej ziemskich ludzi rozumu.
Co można w zamian?
Można się wyleczyć samemu i wspomóc Siłą, którą Mam od Stwórcy. Ocena stanu zdrowia powie każdemu, które miejsca, czy organy są osłabione, chore, czy niewydajne. Następnie zostaną oczyszczone. Pacjent dowie się dlaczego ma taki zły stan swojego ziemskiego ciała, w czym tkwi przyczyna i co należy zrobić, aby to odczynić. Po tym wszystkim jest uzdrowienie i jak trzeba to wzmocnienie.
Pacjent zaczyna wracać do lepszego zdrowia, już po zabiegu lepiej się czuje, organizm odreagowuje, jest zdrowszy, a i logiczne myślenie szybko powraca. I oby pacjent ten stan utrzymał, czego oczywiście uczę.
Jeden dobry Uzdrowiciel, a osobiście znam dwóch ludzkich duchów z tym darem, to Tyara i Mojżesz, potrafią, każdy z osobna o wiele więcej niż współczesna placówka medyczna licząca personelu kilka tysięcy osób.
Sprawdźcie w swoich kartach chorobowych, wy którzy jesteście leczeni i dalej chorzy, gdzie tu sens i logika.
Ona wtedy będzie, gdy białe fartuchy w duchach medyków zaczną się przejawiać, a tak to macie tylko złudzenie czystości. A i można powiedzieć zdecydowanie, że cała szpitalna wiara jest zdecydowanie rozchorowana.
Myśl i odczuwaj pacjencie, z kim i czego ci przybędzie, bo Ja widzę, że w gorszym stanie energetycznym i co za tym idzie też zdrowotnym wychodzicie po każdej wizycie u ziemskiego medyka.
Medycyna naukowa już zanika obciążona drogim sprzętem rozumowym, nietrafnymi diagnozami i ujemnym leczeniem. Pozostawiony sobie sam pacjent w lepszym stanie wielokrotnie jest dalej choć osłabiony, niż ten, który wejdzie w świat głębokich kieszeni.
Cóż, system finansowy idzie raźno w zatracenie, to i medycyna naukowa odchodzi w zapomnienie, a obecne sygnały mówią wyraźnie, że tak jest.
A jak to będzie wyglądało w przyszłości?
Uzdrowiciel naturalny, to doradca jak żyć, aby służyć, w swoim ziemskim ciele jako duch, Stwórcy. Otrzyma poradę, naturalny lek i siłę do uzdrowienia. A jak trzeba będzie dokonać ingerencję wewnętrzną, to zrobi to lepiej niż rozumowy chirurg czy inny dziwny medyk z trudną ziemską specjalizacją nikomu nie przynoszącą pożytku.
Patrzmy uważnie bo wydarzenia szybko pokazują wszystko, co oddaliło się od Bożych praw.
Uzdrowiciel ze Światła
Jezus Chrystus
ASTROLOGIA
ASTROLOGIA
71.
Bywa nazywana królewską sztuką i nie bez racji. Nie dlatego bynajmniej, że jest królową wszystkich sztuk, a już na pewno nie korzystają z niej tylko ziemscy królowie, ale człowiek, który potrafiłby rzeczywiście odpowiednio do niej podchodzić, mógłby w duchowości zajmować stanowiska królewskie. Stałby się w ten sposób tym, w którego rękach spoczywa to, co się dzieje oraz do czego dojść nie może.
Nie ma jednak ani jednego ziemskiego człowieka, któremu owe zdolności zostałyby ofiarowane. Dlatego wszelkie wysiłki podejmowane w tej dziedzinie muszą pozostać tylko żałosnymi i niepewnymi eksperymentami, chociaż przeprowadzane są skrupulatnie i pieczołowicie. Jeśli natomiast eksperymentom tym towarzyszy zamiast najwyższej powagi zarozumialstwo i chorobliwa fantazja, to stają się one bluźnierstwem.
Same obliczenia opierające się na ruchu gwiazd mogą pomóc tylko nieznacznie. Do promieniowania gwiazd należy przecież także współdziałające z nim promieniowanie danego miejsca na ziemi, w którym człowiek żyje oraz niewątpliwie także wszelkie działanie żywej subtelnomaterialności. To na przykład świat form myśli, następnie karma, nurty ciemności i Światła w materii i jeszcze wiele innych spraw. Który człowiek może się szczycić tym, że posiada dokładny i jasny wgląd tak samo w najgłębsze głębiny jak i najwyższe wyżyny materii?
Promieniowanie gwiazd wytwarza tylko drogi i kanały, którymi mogą w pobliże ludzkiego ducha przenikać bardziej skoncentrowane przejawy wszystkiego, co w subtelnomaterialności jest żywe, aby miało to na ducha wpływ. Można to sobie również wyobrazić w ten sposób: gwiazdy wysyłają sygnały okresom, w których mogą bezpośrednio płynąć do człowieka skoncentrowane powracające działania uczynków zwrotnych i innych nurtów, które prowadzone są przez promieniowanie gwiazd. Do nieprzyjaznego lub wręcz wrogiego promieniowania gwiezdnego dołączają się nieprzyjazne lub złe nurty unoszące się dla danego człowieka w świecie subtelnomaterialnym. Do promieniowań przychylnych dołączają się zaś w wyniku jednorodności nurty dobre.
Dlatego same obliczenia nie są znów aż tak całkiem bezwartościowe. Muszą one dlatego być bezwarunkowo oparte na założeniu, że w czasie niesprzyjającego promieniowania dosięgnie człowieka także powracające niesprzyjające jemu działanie zwrotne. I na odwrót – sprzyjającemu promieniowaniu gwiazd towarzyszy działanie zwrotne sprzyjające. W inny sposób promieniowanie nie może się przejawić. Promieniowania gwiazd same w sobie nie są wszak żadnym pozbawionym mocy przywidzeniem, dopóki nie mają kontaktu z innymi siłami. Posiadają także samoczynne skutki, tworzą swego rodzaju tamę.
Jeżeli w świecie subtelnomaterialnym wchodzą w rachubę dla danego człowieka tylko złe skutki zwrotne, to ich czynność i wpływ na człowieka w dniach lub godzinach korzystnego promieniowania jest w wyniku gatunku tego promieniowania jakby odcięte, stłumione, zepchnięte na dalszy plan lub przynajmniej mocno ograniczone. Mechanizm ten działa naturalnie także w sytuacji odwrotnej. Niesprzyjające promieniowania gwiazd mogą zatrzymać sprzyjające skutki na tak długo, jak długo trwa działanie wrogich promieni, chociaż do człowieka akurat powraca dobre działanie zwrotne i właśnie działa.
Jeżeli więc kanały gwiezdnego promieniowania pozostają puste dlatego, że nie ma jednorodnych z nimi skutków karmicznych, spełniają przynajmniej rolę tymczasowej tamy przeciwko zwrotnym skutkom innego gatunku, jeśli oczywiście takie działają, a więc w jakimś stopniu kanały te przejawiają się zawsze. Dobre promieniowanie gwiazd nie musi przynosić jednak ze sobą zawsze czegoś dobrego, tak samo jak złe promieniowanie nie zawsze musi szkodzić, jeżeli dla danego człowieka nie jest to przygotowane.
Astrologowie nie mogą na to odpowiedzieć: »A więc mamy jednak rację!« Przecież ta ich racja jest w najróżniejszy sposób uwarunkowana i bardzo ograniczona. Nie daje im prawa do tak często przejawiającego się z ich strony zarozumialstwa i zachwalania własnej działalności, połączonej z czerpaniem korzyści materialnych. Puste kanały gwiezdnych promieni mogą wprawdzie być przyczyną przerwania danego działania, lecz niczego innego. Dobra i zła nie wytwarzają.
Trzeba jednak przyznać, że krótkotrwałe przerwanie niekorzystnych skutków działania zwrotnego jest właściwie w pewnym sensie także czymś dobrym. Udręczony człowiek może wtedy skorzystać z nadarzającej się okazji do odpoczynku, aby w ten sposób naczerpać siły potrzebnej jemu do znoszenia dalszego ciągu niekorzystnych skutków zwrotnych.
Oprócz tego właśnie niekorzystne promieniowania powinny pobudzić człowieka do większego wytężenia sił, które ducha obudzi, wzmocni i zawsze bardziej rozżarzy, jeżeli musi te przeszkody z wysiłkiem pokonywać.
Jeżeli nie zwracamy uwagi na chełpliwość i autoreklamę wielu astrologów, to ich obliczenia pomimo wszystko mogłyby przynosić pewną korzyść. Decydują o tym jednak jeszcze inne ważne okoliczności, w wyniku których na obliczeniach tych nie można polegać. Dlatego przynoszą ludziom w końcowym efekcie często więcej szkody niż pożytku.
W rachubę bowiem nie wchodzi tylko owych kilka ciał niebieskich, które biorą pod uwagę w dzisiejszych czasach astrologowie w swych obliczeniach. Bardzo ważna jest niezliczona liczba innych, przez astrologów nieznanych gwiazd, które działanie znanych gwiazd osłabiają lub wzmacniają, przecinają i odsuwają, tak więc końcowy wynik obliczeń może być niekiedy zupełnie różny od tego, do którego zdolny jest dotrzeć dziś chociażby najlepszy nawet astrolog.
Wreszcie decydującą jest jeszcze jedna sprawa i to ta najważniejsza i najbardziej skomplikowana: duch każdego człowieka! Na zestawianie astrologicznych obliczeń powinien ważyć się tylko taki człowiek, który prócz innych spraw potrafi także dokładnie, do ostatniego szczegółu ocenić każdego poszczególnego ducha! Taki człowiek musi być zdolny rozróżniać wszystkie jego cechy, właściwości, powiązania jego karmy, jak również całość jego dążenia. Krótko mówiąc, całą jego rzeczywistą subtelnomaterialną dojrzałość lub niedojrzałość musi on widzieć w gamie najbardziej subtelnych odcieni.
Choćby promieniowanie gwiazd było dla człowieka jak najbardziej przychylne, to i tak nie spotka go nic światłego, a więc dobrego, jeżeli w wyniku stanu swego ducha jest otoczony ciemnością. I na odwrót, nawet najbardziej zły gwiezdny nurt nie jest zdolny człowieka, którego filozofia życia pozwala jemu znosić wokół siebie tylko wszystko to, co czyste i jasne, ograniczyć do tego stopnia, aby jemu poważnie zaszkodzić. Wszystko w końcu przyjmie korzystny obrót spraw.
Wszechmoc i mądrość Boga nie jest tak jednostronna, jak wyobrażają to sobie zwolennicy astrologii w swych obliczeniach. Bóg nie czyni losu swych ludzi, a więc ich szczęścia i cierpienia, zależnym tylko od promieniowania gwiazd.
Promienie te wprawdzie mocno współdziałają i to nie tylko w wypadku każdej jednostki, lecz także w wypadku procesów ogólnoświatowych, zawsze są jednak tylko aktywnym narzędziem, a ich udział w owych procesach nie dość, że zależy od wielu innych wpływów, lecz jest także zależny od tego, czy owe wpływy i skutki mogą się przejawić. Jeżeli nawet wielu astrologów sądzi, że w swojej pracy opierają się na intuicji czy wręcz natchnieniu lub inspiracji, to i tak nie są zdolni wpłynąć na wyniki swej pracy do tego stopnia, aby można było bardziej dowierzać ich obliczeniom.
Obliczenia są więc jednostronne, niezupełne i pełne niedociągnięć, krótko mówiąc: są niedoskonałe. Wprowadzają wśród ludzi niepokój. Niepokój wszak jest najbardziej niebezpiecznym wrogiem ducha, ponieważ narusza mur będący naturalną ochroną i otwiera w ten sposób drzwi akurat przed takim złem, które w innym wypadku nie miałoby do człowieka dostępu.
Wielu ludzi ogarnia niepokój, jeżeli dowiedzą się, że znajdują się pod wpływem niekorzystnego, złego promieniowania. Często także bywają zbyt ufni, a w wyniku tego nieostrożni, jeżeli są przekonani o działaniu na nich promieni akurat im sprzyjających. Opierając się na niedoskonałych obliczeniach biorą na swoje barki dodatkowy ciężar zbędnych trosk, zamiast mieć ciągle wolnego, radosnego ducha, zdolnego zmobilizować do obrony o wiele więcej sił niż mogą stłumić najbardziej mocne złe nurty.
Jeżeli już astrologowie nie mogą postępować inaczej, to mieliby spokojnie kontynuować swe prace i doskonalić się w nich, lecz tylko w cichości i tylko dla siebie samych. Tak zresztą postępują wszyscy ci pośród nich, którzy sprawy te traktują poważnie! Powinni zaoszczędzić ludziom kłopotów związanych z poważnym traktowaniem ich niedoskonałych obliczeń, ponieważ w ten sposób sieją tylko zamęt i zgubę. Owocem takiego postępowania może być tylko nadszarpnięta wiara człowieka w swoje własne możliwości i szkodliwe ograniczanie wolnych duchów, a tego trzeba się koniecznie wystrzegać.
ZBRODNIA HIPNOZY
ZBRODNIA HIPNOZY
70.
To dziwne! Kiedyś ziemscy ludzie, przede wszystkim liczni lekarze ostro sprzeciwiali się teoriom, które twierdziły, że hipnoza rzeczywiście istnieje. Bez wahania oznaczali hipnozę za bezsens i podstęp. Tak samo zresztą niedawno wyglądała sytuacja z magnetoterapią, która jest dzisiaj błogosławieństwem dla wielu chorych. Osoby leczące z jej pomocą były bezwzględnie atakowane i oskarżane o szarlataństwo oraz wyłudzanie pieniędzy.
Dzisiaj wbrew temu wszystkiemu najczęściej używają hipnozy właśnie lekarze. Tego, co kiedyś w najbardziej niewybredny sposób atakowali, dzisiaj bronią.
Ową rzeczywistość można oceniać z dwóch punktów widzenia. Kto całkiem obiektywnie obserwował ówczesne spory i kłótnie, teraz musi uśmiechać się pod nosem, widząc, jak ci, którzy jeszcze nie tak dawno byli wrogami hipnozy, starają się obecnie jeszcze gorliwiej nią się posługiwać. Z drugiej strony trzeba jednak przyznać, że tak groteskowemu obrotowi sprawy należy się również uznanie. Trzeba mieć niemało odwagi, aby wystawiać swoją reputację na w tym wypadku mające rację bytu kpiny i docinki.
Można w takim postępowaniu zauważyć szczere chęci, z jakimi lekarze rzeczywiście chcą ludzkości pomóc, nie lękając się równocześnie zagrożenia ze strony prześmiewców.
Szkoda tylko, że ludzie nie wzięli z tego nauki na przyszłość i nie stali się bardziej ostrożni w wystawianiu swych ocen w wypadkach wręcz jawnego atakowania spraw należących do tego samego kręgu spraw, co hipnoza. W wielu innych sprawach tego typu rzecz wygląda, wbrew wszelkim doświadczeniom, niestety zupełnie tak samo lub jeszcze gorzej.
W końcu znowu sytuacja będzie się powtarzać. Ludzie ziemscy znów ni stąd, ni zowąd zaczną nagle gorliwie popierać coś, z czym do tej pory z uporem walczyli. Ba, mało tego. Będą bezwzględnie i wszelkimi środkami dążyć do opanowania tych rzeczy tylko we własnym zakresie, aby tylko oni sami mogli z tego korzystać, chociaż przedtem z ostrożnością pozostawiali odkrywanie tego innym, najczęściej tak zwanym »laikom«, których nieustannie atakowali.
Nie ustalam na razie, czy takie postępowanie powinno być traktowane jak zasługa i czyn bohaterski. Jest jednak bardziej prawdopodobne, że w wyniku ciągłego powtarzania się tej sytuacji może się ona pokazać w całkiem innym świetle. Taki zawsze jest wynik powierzchownego badania sprawy.
Cała rzecz jednak stanie się o wiele bardziej poważna, jeżeli należycie znacie skutki korzystania z hipnozy. To dobrze, że nareszcie uznano i potwierdzono istnienie hipnozy i że w wyniku tego nauka zaprzestała swych ataków. Ataków obfitych w słowa, lecz po obecnych doświadczeniach zdradzających tylko swoją niekompetencję. Ale to, że używanie hipnozy tak bardzo się rozprzestrzeniło i to w dodatku pod ochroną jej byłych przeciwników, którzy nagle posiedli wiedzę, świadczy tylko o tym, że owi wiedzący w rzeczywistości są o wiele bardziej oddaleni od rzeczywistego poznania niż laicy, którzy pierwotnie szukali i którzy czuli się obrażeni.
To straszne mieć świadomość tego, jakie nieszczęście powstaje w wyniku ufnego powierzania swego losu przez tysiące ziemskich ludzi w tak zwane powołane ręce w celu dobrowolnego poddania się hipnozie. Zostali do tego namówieni, lub, a to jest bardziej niż karygodne, bez swej wiedzy zmuszeni. I chociaż wszystko to dzieje się z jak najlepszymi zamiarami i z chęcią osiągnięcia dobra, to i tak nic nie zmieni faktu powstawania ogromnych szkód w każdym wypadku użycia hipnozy! Ręce używające hipnozy nie są powołane. Powołanym może być tylko ten, kto doskonale zna sfery, do których należą środki, jakich używa. W wypadku hipnozy chodzi o sferę subtelnomaterialną! Kto ją zna naprawdę, a nie tylko domyśla się tego, ten nigdy nie będzie używał hipnozy, jeżeli życzy swemu bliźniemu dobra. Chyba, że chce jemu umyślnie i z całą świadomością wyrządzić wielką krzywdę.
W ten sposób ziemscy ludzie obciążają się winą wszędzie tam, gdzie stosują hipnozę i to bez względu na to czy są laikami, czy też nie! Pod tym względem nie ma żadnych wyjątków!
Wystarczy po prostu logicznie się zastanowić, aby dojść do wniosku, że chodzi w końcu o niesamowitą lekkomyślność, jeżeli pracuje się z czymś, czego wyniki można przewidzieć tylko w początkowym stadium, a o końcowym efekcie nie potrafi się niczego powiedzieć.
Nie można spokojnie spoglądać na tak lekkomyślne postępowanie w dziedzinie dotyczącej błogości lub cierpienia bliźnich. Chodzi przecież o szkody spowodowane nie tylko osobie, która hipnozie się poddała. Odpowiedzialność spada także podwójnie ciężko na tego, który wszystko przeprowadził. Ludzie ziemscy nie powinni z ufnością poddawać się czemuś, czego sami dokładnie nie znają. A jeżeli dzieje się to bez ich wiedzy i woli, to postępowanie takie jest i tak zbrodnią, chociaż przeprowadzane jest przez tak zwane powołane ręce.
Ponieważ nie można zakładać, że wszyscy używający hipnozy mają zamiar swym bliźnim szkodzić, w rachubę wchodzi więc już tylko absolutny brak rozeznania dotyczący tak mechanizmu działania hipnozy, jak skutków swej własnej czynności. W to nie można wątpić nawet przez chwilę; można brać pod uwagę tylko jedno lub drugie. Jako jedyny możliwy pozostaje więc wariant drugi: nieznajomość rzeczy.
Kiedy więc ktoś działa na swego bliźniego za pomocą hipnozy, to pęta tym jego ducha! Owo pętanie samo w sobie jest przestępstwem duchowym, zbrodnią. Nie pomoże usprawiedliwianie się tym, że hipnoza została użyta w celu leczenia choroby cielesnej lub psychicznej. Obroną hipnozy nie może być również fakt poprawy kondycji psychicznej, a więc twierdzenie, że w ten sposób tylko polepszyła się wola człowieka, czyli, że ten zyskał.
Życie i postępowanie opierające się na takim przekonaniu to okłamywanie samego siebie. Duch może skorzystać tylko i wyłącznie z tego, co przeprowadzi w swym wolnym i przez nikogo nie zmanipulowanym chceniu, które właśnie potrzebne jemu jest do rzeczywistego wzlotu. Cała reszta to rzeczy, które się nie liczą i które mogą przynosić tylko chwilową korzyść lub szkodę.
Każde spętanie ducha, bez względu na to, w jakim celu zostało przeprowadzone, zawsze uniemożliwia postęp, a ten jest bezwarunkowo potrzebny Nie bacząc już nawet na to, że owo spętanie niesie ze sobą więcej zagrożenia niż pożytku. Na w ten sposób spętanego ducha może później w łatwy sposób oddziaływać nie tylko hipnotyzer, lecz duch ten jest do pewnego stopnia także zdany na wpływy subtelnomaterialne i to nawet wtedy, kiedy hipnotyzer ewentualnie tego zakazał. Jeżeli duch jest spętany, to brak jemu tak bardzo potrzebnej obrony przeciwko takim wpływom, obrony, którą może jemu dać tylko całkowita wolność poruszania się.
Fakt nie zaobserwowania żadnych przejawów owych ciągłych walk, ataków i udanej lub nieudanej obrony nie jest dowodem na to, że świat subtelnomaterialny nie jest żywy i że ludzie nie biorą w tym wszystkim udziału.
Każdy, kto znajduje się pod wpływem skutecznej hipnozy, ma więc bardziej lub mniej ograniczoną możliwość prawdziwego rozwoju swego najbardziej wewnętrznego sedna. Towarzyszące temu okoliczności zewnętrzne, bez względu na to, czy są przejściowo korzystne, czy niosące szkodę, są drugorzędne i nie mogą wpływać na ocenę zjawiska. Duch musi pozostać pod każdym względem wolny, ponieważ ostatecznie chodzi tylko o niego!
Załóżmy, że dojdzie do widzialnej, na pierwszy rzut oka wyraźnej poprawy, co zresztą jest częstym argumentem tych, którzy z hipnozy przy pracy korzystają. Lecz człowiek, o którego chodzi, nie odniósł z tego w rzeczywistości żadnej korzyści. Jego spętany duch nie może w subtelnomaterialności działać tak twórczo, jak duch posiadający doskonałą wolność. Subtelnomaterialne wytwory jego spętanej lub zmuszonej do czegoś woli nie posiadają siły, ponieważ zostały sformowane dopiero z drugiej ręki i w świecie subtelnomaterialnym bardzo szybko więdną. Dlatego jego ulepszone chcenie nie może jemu w zwrotnym działaniu przynieść takich korzyści, jakich można by oczekiwać w wypadku wytworów wolnego ducha.
Lecz tak samo sprawy wyglądają wtedy, kiedy duch spętany rozkazem hipnotyzera chce wykonać lub wykona coś złego. Jego subtelnomaterialne wytwory nie posiadają potrzebnej siły i szybko zanikną lub pozostaną wchłonięte przez inne wytwory z nimi jednorodne, chociaż gęstomaterialne postępowanie jest złe. W ten sposób w ogóle nie może nastać subtelnomaterialne działanie zwrotne, tak więc człowiek, który został do tego zmuszony, może wprawdzie odpowiadać za swoje czyny w obliczu świeckiej sprawiedliwości, lecz nigdy nie duchowo. Dokładnie o taki sam mechanizm działania chodzi w wypadku ludzi chorych umysłowo.
Widzimy w tym znów absolutną Sprawiedliwość Stwórcy, która w świecie subtelnomaterialnym przejawia się pod postacią żywych i doskonałych praw. Osoba zmuszona przez obcą wolę do złych czynów nie może być winna w takim samym stopniu, w jakim nie otrzyma błogosławieństwa człowiek czyniący dobro, ponieważ co uczynił lepszego, to uczynił będąc pod ciśnieniem obcej woli. On sam jako samodzielne »ja«, nie brał w tym udziału.
Może za to nastać coś innego: Do ducha hipnotycznie przemocą spętanego przykuty jest, jak łańcuchami do swej ofiary, również hipnotyzer. Łańcuchów tych się nie pozbawi, dopóki nie dopomoże swej przemocą spętanej i zatrzymanej w rozwoju ofierze dogonić wszystkiego tego, co w wyniku spętania hipnozą utraciła. Po zakończeniu swojego ziemskiego życia musi hipnotyzer podążyć aż do poziomów osiągniętych przez ducha przez niego spętanego, nawet jeżeli miałby zanurzyć się w najgłębszą głębinę.
Można sobie łatwo wyobrazić, co czeka na ziemskich ludzi często parających się hipnotyzowaniem. Kiedy po ziemskiej śmierci przebudzą się i trochę się opamiętają, to poznają z przerażeniem, jak wiele pętli wiąże ich zarówno z tymi, którzy umarli przed nimi, jak również z tymi, którzy jeszcze wędrują po ziemi. Ani jedna pętla nie zostanie im wybaczona. Włókno po włóknie muszą wszystkie rozwiązać, nawet gdyby mieli w ten sposób stracić tysiące lat.
Jest jednak całkiem prawdopodobne to, że uczynić tego nie zdążą, lecz zostaną porwani w rozkład do leja, który zniszczy ich osobowość, ich własne »ja«, albowiem ciężko zgrzeszyli przeciw Duchowi!