Archiwum dla styczeń, 2009

MAŁŻEŃSTWO

MAŁŻEŃSTWO

52.

Małżeństwa zawiera się w niebie! Zdanie to wypowiadane jest często przez małżonków w gniewie i rozgoryczeniu. Używa go jednak także wielu takich, którzy w swej obłudzie mają do owego nieba bardzo daleko. W wyniku tego naturalną reakcją na to powiedzenie jest obojętne wzruszenie ramion, uśmiech lub nawet szyderstwo i kpiny.

Jeżeli człowiek spojrzy uważniej na wszystkie małżeństwa, które w ciągu lat poznał w swoim bliższym i dalszym otoczeniu, to reakcję tę zrozumie. Prześmiewcy mają rację. Lecz jeżeli już się śmiać, to nie z powiedzenia, a z owych małżeństw! To im prawem należą się nie tylko kpiny, lecz nawet pogarda.

Małżeństwa w dzisiejszej postaci oraz te, zawierane setki lat temu, przynoszą wstyd i hańbę na początku przytoczonemu powiedzeniu. Dzisiaj już nikt w nie nie wierzy. Poza kilkoma bardzo rzadkimi wyjątkami jest małżeństwo stanem dosłownie niemoralnym, którego w dodatku nie można szybko ukończyć, aby ratować tysiące ziemskich ludzi przed ową hańbą, do której zgodnie z dzisiejszym obyczajem ślepo pędzą. Myślą, że nie może być inaczej, ponieważ taki jest zwyczaj. W dodatku trzeba się liczyć z tym, że właśnie w dzisiejszych czasach wszystko stopniuje się aż do granic bezwstydności, aby zmącić i zdusić w zarodku każde czyste uczucie. Nikt nie zastanawia się nad tym, że powinien przejawiać szacunek dla ciała i w ten sposób uczynić z osobowości to, czym osobowość ma być, czym być może i czym być musi.

Ciało w takim samym stopniu, co duch, powinno być dla człowieka czymś bardzo cennym i dlatego także nietykalnym. Czymś, czego nie używa się jako wabika ani nie wystawia na pokaz. Dlatego na ziemi nawet pod tym względem nie można oddzielać ciała od ducha. Jedno i drugie trzeba tak samo ochraniać i czcić, jak coś nietykalnego, jeżeli mają w ogóle mieć jakąś wartość. W przeciwnym razie, podobnie jak w wypadku starego ubrania, od którego można się tylko zabrudzić, nie mają żadnej wartości i zasługują tylko na to, aby rzucić je w kąt na użytek pierwszego lepszego handlarza starzyzną.

W dzisiejszych czasach ziemię nachodzą tłumy owych handlarzy i mają oni do dyspozycji całe stosy takiego śmiecia. Na każdym kroku natykają się na zwały szmat, które na nich już czekają. A handlarzy tych jest już bardzo dużo. To narzędzia ciemności, wysłańcy, którzy z chciwością zagarniają tanią zdobycz, aby móc porywać ją w coraz głębsze przeżycia tego co uczynili w całym swoim bycie. Nad ofiarami tymi zapanuje w końcu nieprzenikniona noc i już nigdy nie będą mogły odnaleźć drogi ku Światłu lecz trafią do leja rozkładu.

Nic dziwnego więc, że jeśli ktoś usłyszy poważną wzmiankę na temat zawierania małżeństw w niebie, to zaczyna się śmiać!

Śluby cywilne niczym nie różnią się od zimno skalkulowanej operacji handlowej. Nowożeńcy nie biorą ślubu po to, aby z powagą poświęcić do wspólnej pracy, która uwznioślałaby wewnętrzne i zewnętrzne wartości obojga uczestników, dziełu, które pomogłoby im wspólnie podążać ku szlachetnym celom i które by się tak stało błogosławieństwem dla nich samych, dla ludzkości i dla całego stworzenia. Nie, ślub jest dla nich tylko umową, która gwarantuje im zabezpieczenie materialne, aby oboje mogli oddawać się pozbawionemu wyrzutów sumienia spółkowaniu cielesnemu.

W tym układzie kobieta staje na pozycji, która ją poniża. W osiemdziesięciu na sto przypadków wynajmuje się lub sprzedaje mężczyźnie. Mężczyzna nie szuka w niej równego jemu partnera, lecz patrzy na nią jak na eksponat wystawowy widząc w niej jeszcze tanią i chętną gospodynię, która zadba o wygodne mieszkanie i z którą może, udając cnotliwego, wspólnie ukoić swoje żądze.

Bardzo często zdarza się, że młode dziewczyny pod byle błahym pozorem opuszczają dom po to tylko, aby zawrzeć małżeństwo. Warunki panujące w ojcowskim domu często przestają im odpowiadać i zaczynają szukać warunków, w których mogłyby same podejmować decyzje. Inne znów pociąga wyimaginowany obraz bujnego życia młodej pani lub nawet możliwość lepszych warunków materialnych.

Tak samo zdarza się, że młode dziewczyny wychodzą za mąż z przekory po to, aby kogoś innego tym rozgniewać. W grę także wchodzi zaspokajanie instynktów cielesnych, które zbyt wcześnie zareagowały pobudzone niewłaściwą lekturą, wątpliwej jakości igraszkami i zostały jakby sztucznie wyhodowane.

Wypadki, w których dziewczyna decyduje się na ów najważniejszy w jej ziemskim życiu krok pod wpływem prawdziwej, wypływającej z ducha miłości, są nader rzadkie. Wspierane gorliwymi argumentami rodziców są po prostu »zbyt sprytne«, aby dać się kierować czystszymi uczuciami. Lecz to właśnie ów »spryt« uczyni je nieszczęśliwymi. Takie kobiety część haraczu płacą już podczas trwania małżeństwa. I to naprawdę tylko część! Dopiero o wiele później gorzko przeżyją skutki zwrotne, które pojawią się jako wynik takich wątpliwej jakości małżeństw. Przecież złe w nich jest przede wszystkim to, że w lekkomyślny sposób marnuje się możliwość wzlotu.

Tak więc, zamiast realizować rzeczywisty cel indywidualnego bytu, całkowicie marnuje się wiele ziemskich żywotów. To wręcz wielki krok wstecz, który trzeba później z ogromnym wysiłkiem nadrobić.

Jakże inaczej sprawy wyglądają w wypadku zawarcia małżeństwa na właściwych podstawach, w wypadku małżeństwa, które rozwija się harmonijnie! Radośnie, dobrowolnie służąc jeden drugiemu wspólnie uszlachetniają swego ducha. Ręka w rękę, z uśmiechem spoglądają w twarz ziemskim kłopotom. Dopiero takie małżeństwo jest zyskiem dla całego bytu. A w szczęściu zawarty jest rozmach nie tylko jednostki, lecz także całej ludzkości!

Dlatego biada rodzicom, którzy kierowani rozumem starają się namawianiem, podstępem lub siłą wpędzić swoje ziemskie dzieci w wątpliwe związki małżeńskie. Ciężar odpowiedzialności, sięgającej w tym wypadku nie tylko ich ziemskiego dziecka, przygniecie ich prędzej lub później tak dotkliwie, że cieszyliby się, gdyby nigdy przedtem nie przychodziły im do głowy tak »fantastyczne« pomysły.

Jeżeli chodzi o ślub kościelny, to ten z kolei traktowany jest przez wielu tylko jako część czysto świeckiej ceremonii ślubnej. Same Kościoły poprzez swych przedstawicieli używają słów: »Co Bóg połączył, niech człowiek nie rozłącza!«

Religijne obrzędy opierają się na poglądzie, że podczas ceremonii ślubnej łączy obu małżonków sam Bóg. Kto uważa siebie za »postępowego«, ten powyższym słowom nadaje taki sens: ślub kościelny połączył dwoje ludzi przed obliczem Boga. Taka interpretacja zawiera w sobie niewątpliwie odrobinę więcej logiki.

Nie tak powinno się jednak tłumaczyć owe słowa! One chcą powiedzieć zupełnie co innego! Opierają się na fakcie rzeczywistego zawarcia ślubu w niebie.

Jeżeli ze słów tych wykluczymy wszystkie fałszywe pojęcia i interpretacje, to nie pozostanie nic, z czego można by było się śmiać lub drwić. Poważny, prawdziwy i niezmienny sens tych słów jawi się wtedy całkiem jasno. Wypływa z tego w całkiem naturalny sposób wniosek, że małżeństwo to coś zgoła innego niż to, co nazywacie małżeństwem obecnie. Oznacza to, że ślub można zawrzeć tylko w oparciu o całkowicie inne założenia, posiadając całkiem inne poglądy i przekonania oraz mając zupełnie czyste zamiary.

Słowa »Małżeństwa zawierane są w niebie« wskazują przede wszystkim na fakt posiadania przez człowieka już w momencie wejścia w ziemskie życie konkretnych cech, które mogą rozwijać się harmonijnie tylko w obecności ludzi posiadających znów odpowiednie ku temu cechy. Cechy te nie są jednak identyczne z cechami partnera, lecz takie, które je dopełniają i w ten sposób czynią je pełnowartościowymi.

Jeśli są w ten sposób pełnowartościowe, to potem wszystkie struny brzmią w harmonijnym akordzie. Inaczej mówiąc, jeżeli jedna strona uczyni stronę drugą stroną pełnowartościową, to również strona druga, która do niej należy, jest pełnowartościowa, a w ich wspólnym życiu i wspólnym działaniu rozbrzmiewa ów harmonijny akord. Takim jest małżeństwo zawarte w niebie.

To jednak nie oznacza, że człowieka dopełnia w harmonijnym małżeństwie tylko jeden, całkiem konkretny inny ziemski człowiek. Najczęściej chodzi o kilku ludzi zdolnych dopełniać go wewnętrznie.

Nie powinniśmy więc bynajmniej wędrować dziesiątki lat po świecie, aby odnaleźć drugą część, która by do nas rzeczywiście pasowała i dopełniała nas we właściwy sposób. Wystarczy podchodzić do tego z odpowiedzialnością temu należną, mieć otwarte oczy i serce, i być czujnym, a przede wszystkim nie dbać o to wszystko, co do tej pory było uważane za podstawy zawarcia małżeństwa. Właśnie to, co dziś obowiązuje, nie powinno być.

Wspólna praca i wysoko postawione cele są niezbędnymi warunkami potrzebnymi do życia w zdrowym małżeństwie. Są tym samym, czym jest ruch i świeże powietrze dla zdrowia cielesnego. Kto oczekuje, że małżeństwo przyniesie mu tylko wygodne i możliwie beztroskie życie i w oparciu o takie właśnie podstawy stara się wspólne życie wybudować, ten wkrótce doczeka się tylko masy niezdrowych spraw i wszystkiego, co im towarzyszy. A więc wstępujcie nareszcie w związki małżeńskie, które zawarte są w niebie. Potem szczęście was odnajdzie!

Zawarcie małżeństwa w niebie oznacza, że obaj małżonkowie zostali dla siebie z góry wybrani już przed wejściem lub w trakcie wejścia w to ziemskie życie. Lecz ów wybór tkwi tylko w cechach, które ze sobą przynieśli i którymi obaj nawzajem doskonale się dopełniają. Tacy ludzie są sobie przeznaczeni.

A że tak właśnie jest, można po prostu wyrazić w słowach: »Pasują do siebie«. To z kolei oznacza, że naprawdę się dopełniają. Na tym polega przeznaczenie.

»Co Bóg złączył, niechaj człowiek nie rozłącza.«

Niezrozumienie Moich słów było przyczyną wielu nieszczęść. Wielu do tej pory sądziło, że słowa »Co Bóg złączył« oznaczają ślub. Ten jednak nie miał prawie nic wspólnego z sensem owych słów. »Co Bóg złączył« oznacza związek spełniający warunki potrzebne do doskonałej harmonii i właśnie taki związek zawarty został w niebie. Czy ślubu udzielił Kościół, czy urząd cywilny, niczego w tym nie zmienia.

Oczywiście, że trzeba się w tym wypadku dostosować do praw i przyzwyczajeń panujących w społeczeństwie. Jeżeli po ślubie w urzędzie cywilnym odbędzie się jeszcze dodatkowo ślub według obrządku którejkolwiek z istniejących w tym czasie religii i to z należną jemu pobożnością, to wtedy związek ten naturalnie zostanie o wiele bardziej uświęcony dzięki wewnętrznemu nastawieniu osób w tym uczestniczących. Uświęcenie to przyniesie małżonkom rzeczywiste i mocne duchowe błogosławieństwo. Takie małżeństwo naprawdę połączone jest przez Boga i przed Bogiem i zawarte w niebie.

Teraz nastanie ostrzeżenie: »Niechaj człowiek nie rozłącza!« Jak bardzo wzniosły sens także tych słów został wypaczony.

A prawda jest przecież tutaj tak prosta! Gdziekolwiek istnieje związek, który został zawarty w niebie, czyli związek, w którym dwoje ludzi dopełniają się nawzajem w absolutnie harmonijnym akordzie, tam nikomu trzeciemu nie wolno próbować związku tego rozbić. Takie zuchwalstwo byłoby grzechem bez względu na to, czy celem tego działania było spowodowanie niezgody, uniemożliwienie zawarcia związku, czy też jego rozłączenie. Byłoby to bezprawie ciężko doświadczające winowajcę w swym zwrotnym działaniu. Albowiem poszkodowanych w tym wypadku jest dwoje ludzi, a wraz z nimi także błogosławieństwo, które płynęłoby z ich szczęścia w świat gęstomaterialny oraz subtelnomaterialny.

W słowach tych tkwi prosta i dla wszystkich widoczna prawda. Wyżej wymieniona przestroga ma chronić tylko związki spełniające powyższe warunki, a więc związki zawarte w niebie, potwierdzone cechami ducha, które przyniesione przez dwoje ludzi nawzajem się dopełniają.

Takim ludziom nie powinien przeszkadzać nikt trzeci, nawet rodzice! Nikomu z dopełniającej się pary nie wpadnie do głowy myśl o rozłące. Harmonia, którą włożył w nich Bóg, polega na wzajemnym dopełnianiu cech swego ducha i harmonia ta nie pozwoli, by myśl taka powstała. W ten sposób ich małżeństwo już z góry ma zabezpieczone szczęście i stałość uczuć.

Jeżeli jeden z małżonków proponuje rozwód, to udowadnia tym najlepiej, że podstawą małżeństwa nie jest potrzebna harmonia, a więc że małżeństwo to nie mogło być zawarte w niebie. W takim wypadku małżeństwo powinno się bezwarunkowo rozejść, aby wzmocnić poczucie moralnej wartości obu małżonków żyjących na tak niezdrowym poziomie.

Takich niewłaściwych małżeństw jest dziś ogromna większość. Winę za taki smutny stan ponosi tak moralny upadek ludzkości, jak dominujące czczenie rozumu.

Rozłączanie tego, co Bóg połączył, nie dotyczy jednak tylko małżeństwa, lecz również poprzedzającego je zbliżania się do siebie dwóch duchów przejawiających harmonię wynikającą z wzajemnego dopełniania się, a więc duchów sobie przeznaczonych. Jeżeli także w tym wypadku ktoś trzeci stara się rozbić lub przynajmniej oszczerstwami oczernić taki związek, to już sam zamiar dokonania tego jest równoznaczny z rozbijaniem małżeństwa.

Sens słów »Co Bóg złączył, niechaj człowiek nie rozłącza!« jest tak jasny i prosty, że trudno pojąć, jak mogło dojść do tak wielkiego ich wypaczenia. Możliwe to było tylko dlatego, że człowiek błędnie oddzielił świat ducha od świata ziemskiego i w ten sposób mogło dojść do głosu ograniczone rozumowe pojmowanie, które jeszcze nigdy nie przyniosło czegoś naprawdę wartościowego.

Słowa te były dane z duchowości i dlatego tylko z duchowości może nadejść ich właściwe wytłumaczenie!

Dodaj komentarz

ODBIÓR ENERGETYCZNY

ODBIÓR ENERGETYCZNY

473.

Uczcie się sami duchowych odbiorów, wszystko się przecież zmienia i nie wolno sztywno postępować, ale kierować się Bożym prawem, to konieczność, aby wszystko w Królestwie Tysiącletnim funkcjonowało należycie bez zgrzytów, każdy może się przekonać.

Przy odbiorze musi być kręgosłup prosty, to jak arteria energetyczna, głowa może mieć oparcie, ale niekoniecznie.

Odbiór się czuje, szum narasta, tył, środek, prawa strona głowy, oddech swobodny. I nie trzymać sztywno rozumu, jest rozluźnienie, żadnych napięć, a wewnętrzne oczekiwanie, bez uporczywych myśli.

Słowo zapisać w swoim brzmieniu, a potem zająć się ortografią zgodną z prawem Bożym, a te się wyczuwa w całości. I zawsze pisać ręcznie, nie na ziemskich urządzeniach, te rozkojarzają, a i istotni mali przeszkadzają dotykając w tym czasie bezpośrednio, obok mogą przebywać, niech się uczą.

Boży poseł czerpie ze Źródła, z siebie samego, a duch ludzki odbiera z nurtu poprzez świadome duchowe połączenie i obrazy łączyć z tekstem, gdy takie się pojawiają, jest tak odbiór pełniejszy, czytelniejszy dla pokoleń. Godzina odbiorów jest dowolna, uczcie się wyczuwać tą chwilę gdziekolwiek jesteście, zatrzymajcie się i zapisujcie. Dobrze jest, gdy jest cisza i spokój wokół.

Z telewizją i ich programami należy się pożegnać, to formy mocno ograniczone, sztywne i narzucone, ciemny kanał. Nie przeceniać wartości informacji podawanej, jest tam dużo celowych błędów. W Królestwie tego nie będzie, strata czasu, powróci informacja wewnętrzna, stąd i czujność i wrażliwość. Elektronikę można wykorzystać do ziemskiej łączności, ale utrzymywać przede wszystkim tą wewnętrzną, o niej nigdy nie zapominać, a o odbiorców trzeba dbać szczególnie i muszą się rozwijać w oparciu o prawo Boże, inaczej fałszywy i rozumowy odbiór będzie pod zamówienie. Dlatego sprawdzać jego wartość duchową i co niesie, jaki przekaz, bez nacisku rozumu, mózgu przedniego.

Wszędzie, na każdym poziomie i przejściu musi być jasnowidzący, to przewodnik dla danej kasty, to łączność, która musi być utrzymywana, a każdy rządzący oprócz własnych odbiorów ma przy swoim boku jasnowidza, konsultanta niezależnego od świeckiego wpływu, zależności ziemskiej, za swoją pracę musi być również wynagradzany.

A informacja będzie układała w danym miejscu i czasie, poprawność działania ludzkich duchów w zgodzie z naturą, ją wzmocni i ożywi, zgodnie z Bożym prawem. Każdą blokadę usunie i nie dopuści do jej rozwinięcia, czy wogle do przejawienia. O to ziemscy ludzie dbajcie, ale też uczcie się sami wyczuwać życie wokół i postępujcie według niego, a wszystko rozkwitnie do najwyższej możliwej doskonałości.

Tylko tak osiągniecie harmonię i miłość, i wszystko co na tej ziemi jest wam potrzebne.

Również odbiór zaczyna zanikać naturalnie, zawsze się to czuje.

Podpowiedzi płynące zawsze będą aktualne w swej wymowie i nie mogą zostać na papierze, musi być wprowadzone w życie, to konieczność, gdy są czyste, to i owoce dadzą wysokie zbiory.

Niech Miłość rozkwita wokół, to wasz najwierniejszy towarzysz, gdy go słuchacie i według niej postępujecie żyjąc tak ku czci i chwale Stwórcy. Cóż można chcieć więcej.

Dodaj komentarz

CZUWAJ I MÓDL SIĘ!

CZUWAJ I MÓDL SIĘ!

51.

Jakże często ziemscy ludzie używają owych słów Moich Syna Bożego jako przyjacielskiej rady i przestrogi. Przy tym ani ten, kto ową radę daje, ani osoba ją przyjmująca nie stara się zastanowić nad tym, co właściwie słowa te oznaczają.

Co znaczą słowa »modlić się«, wie każdy ziemski człowiek lub, prawdę powiedziawszy, mniema, że wie, chociaż w rzeczywistości tego nie wie. W taki sam sposób mniema, że wie, co oznacza »czuwaj«, a jednak od prawdziwego sensu tych słów dzieli go jeszcze bardzo wiele.

»Czuwajcie i módlcie się« to w obrazie podane ostrzeżenie, aby ożywić zdolność odczuwania, a więc czynność ducha! Ducha we właściwym sensie tego słowa, a więc nie pracy mózgu, ponieważ żywy ludzki duch przejawia się tylko i wyłącznie poprzez uczucie. Duch człowieka, to znaczy pierwotne sedno człowieka, które na drodze przez późniejsze stworzenie sformowało się we właściwe »ja«, nie przejawia się w żaden inny sposób.

»Czuwaj i módl się« nie jest więc niczym innym, jak tylko żądaniem, aby ziemski człowiek wysubtelnił i wzmocnił swoją zdolność odczuwania. Jest to równoznaczne z ożywieniem ducha, owej jedynej wiecznej wartości człowieka. Tylko duch może powrócić do raju, skąd wyszedł. Powrócić do raju musi, bądź to pod postacią ducha dojrzałego, który posiada świadomość samego siebie, bądź też pod postacią ducha, który stał się znów nieświadomy, czyli albo jako żywe »ja«, które dążyło do Światła i stało się w stworzeniu pożyteczne, albo jako rozerwane, martwe »ja«, jeżeli duch stał się w stworzeniu niepotrzebny.

Kiedy więc Ja Syn Boży napominam »Czuwaj i módl się«, to ludzkość na ziemi otrzymuje w ten sposób jedno z najpoważniejszych ostrzeżeń. Równocześnie jest to surowe zwrócenie uwagi na to, aby ludzie starali się być w stworzeniu pożyteczni. Tak mogliby uniknąć potępienia, które w przeciwnym wypadku dosięga ich już dziś według samoczynnie działających w stworzeniu praw Bożych.

Spójrzcie na kobietę! Kryje w sobie, niczym najcenniejszy skarb żeńskości, tak wielką delikatność uczuć, jakiej nie jest zdolny okazać żaden inny twór. Dlatego w stworzeniu powinno się mówić tylko o szlachetnej żeńskości, ponieważ żeńskość kryje w sobie najpotężniejsze dary, pomagające urzeczywistnić wszelkie dobro.

W ten sposób jednak także największa odpowiedzialność spoczywa na barkach kobiety. To dlatego Lucyfer atakował wraz z całą swoją sforą przede wszystkim kobietę, aby móc podporządkować sobie całe stworzenie.

I niestety, u kobiety późniejszego stworzenia Lucyfer natrafił na zbyt podatny grunt. Z błyskiem w oczach wybiegała mu naprzeciw i swym zachowaniem, które czyste pojęcia obracało w zakłamane karykatury, zatruwała całe późniejsze stworzenie. W wyniku tego wśród wszystkich ludzkich duchów zapanował chaos.

Czysty kwiat szlachetnej żeńskości, korona tego późniejszego stworzenia, pogrążył się z własnej winy i pod wpływem kusiciela szybko zmienił się w jadowite zielsko, które ozdobione połyskującymi barwami wabi kuszącym zapachem wszystko do miejsc, w których ono samo czuje się świetnie – w trzęsawisko, w którym ugrzęzną wszyscy przywabieni.

Biada kobiecie! Ponieważ powierzono jej to najcenniejsze, a ona tego we właściwy sposób nie wykorzystała, dosięga już dziś uderzenie miecza Bożej Sprawiedliwości najpierw jej karku, ponieważ nie zdecydowała się pójść w pierwszych szeregach ziemskiej ludzkości dążącej do koniecznego wzlotu i opuszczającej ruiny walącej się budowli, która opierała się na wypaczonych poglądach, będących wynikiem podszeptywania Lucyfera. Kobieta może i mogła podjąć taką decyzję, ponieważ aktywność duchowego odczuwania jest jej podstawową cechą.

Ziemska kobieta zamieniła wzorowe dążenie do osiągnięcia drogocennego białego kwiatu szlachetnej czystości na chęć podobania się i próżność, które to cechy mogła w pełni wykorzystać podczas życia towarzyskiego wypielęgnowanego aż do przesady.

Kobieta dobrze wyczuwała, że traci przy tym prawdziwą ozdobę żeńskości i sięgała w stronę tego, co w zamian zaproponowały jej ciemności. Namiastkę odnalazła w ofiarowywaniu swych cielesnych wdzięków, stając się bezwstydną niewolnicą mody. Tak postępując pogrążała się w coraz większych głębinach i pociągała za sobą także mężczyzn drażniąc ich instynkty, co stało się nieuniknioną przeszkodą ich duchowego rozwoju.

W ten sposób wszakże kobiety wyhodowały w sobie zalążek zniszczenia, który podczas sądu, który już się zakończył, przyniósł im w swym zwrotnym działaniu zagładę. Tak jest ze wszystkimi błądzącymi kobietami, które stały się w stworzeniu zgniłymi owocami niezdolnymi przetrzymać przejawiających się z wielkim hukiem oczyszczających szkwałów i burz.

Niech nikt nie brudzi sobie rąk pomagając w niedoli tym, które kłaniają się idolowi próżności i pychy, kiedy będą chwytać się waszych rąk, aby wydostać się z ciężkich opresji. Odepchnijcie je i pozwólcie im się pogrążać, albowiem nie ma w nich żadnej wartości, która mogłaby dopomóc przy obiecanym budowaniu nowego w obecnym Królestwie Tysiącletnim.

Kobiety nie widzą śmieszności i pustki swego postępowania. Lecz ich obelżywe drwiny wymierzone w niewielką garstkę tych, które starają się zachować dla samych siebie prawdziwą kobiecą przyzwoitość i czystość, i które nie pozwoliły, aby zdeptano w nich resztki delikatnej wstydliwości będącej najpiękniejszą ozdobą każdej dziewczyny i kobiety, owe drwiny bardzo szybko w nich zamieniają się w okrzyki bólu i milkną!

Kobieta późniejszego stworzenia stoi obecnie jak na ostrzu noża, ponieważ obdarzono ją tak wzniosłymi cechami. Teraz wreszcie rozlicza się z tego, jak z darów tych korzystała. Podczas obecnego rozliczenia nie są możliwe jakiekolwiek wymówki! Za późno również na to, aby się zmieniła lub poszła inną drogą, ponieważ czas na to przeznaczony już minął. Wszystkie powinny pomyśleć o tym wcześniej i uświadomić sobie, że ich poglądy nie mogły przeciwstawiać się niezmiennej Woli Bożej, w której zawarta jest tylko przejrzysta jak kryształ czystość.

Kobieta przyszłości wszakże, która potrafi uratować siebie i swoją wartość w samym środku obecnego rozpustnego życia, podobnego do życia Sodomy i Gomory, a potem także i ta, która się odrodzi, uczyni z żeńskości nareszcie kwiat, do którego każdy będzie mógł zbliżyć się tylko z uświęconą nieśmiałością i najczystszym szacunkiem. Będzie potem taką kobietą, która żyje według Woli Bożej, co znaczy, że będzie stała w stworzeniu, niczym promienna korona, jak stać może i jak stać powinna. Będzie rozpromieniać wszystko wibracjami przyjmowanymi ze światłych wyżyn i będzie zdolna przekazywać wibracje te dalej, stale jasne i bez zanieczyszczeń. A wszystko to siłą swojej zdolności, która jest zakotwiczona w delikatnym wyczuwaniu prawdziwej żeńskości.

Słowa Moje Syna Bożego »Czuwajcie i módlcie się« będą ucieleśnione w każdej przyszłej kobiecie tak, jak powinny już być ucieleśnione w każdej kobiecie dzisiejszej. Jeśli kobieta dąży do czystości i zmierza ku Światłu, to w wibracjach jej zdolności odczuwania zawarte jest tak nieustanne czuwanie, jak również najpiękniejsza modlitwa, która jest miła Bogu!

Takie wibracje pozwalają przeżywać pełną dziękczynienia radość! I to jest właśnie ta modlitwa, jaka ma być! Wibracje te są wszakże równoznaczne ze staniem na straży, a więc z czuwaniem! Albowiem wszystko wstrętne, co chciałoby się zbliżyć oraz każde złe chcenie, zostaje odkryte i zauważone przez te wibracje delikatnego uczucia jeszcze wcześniej niż może sformować się w myśli. Potem kobieta może łatwo obronić się już zawsze w porę, jeśli tylko sama nie chce inaczej.

Pomimo tego, że wibracje te są tak delikatne, to jest w nich i tak zawarta siła zdolna wszystko w stworzeniu przekształcać. Nie istnieje nic, co mogłoby się jej oprzeć; albowiem siła ta zawiera w sobie Światło, a tym samym także życie!

O tym Lucyfer wiedział bardzo dobrze! Dlatego też ze swymi atakami i kuszeniem zwrócił się głównie przeciwko wszystkim kobietom! Wiedział, że z chwilą kiedy pozyska kobietę, będzie panował nad wszystkim. I niestety, niestety, udało mu się to, jak może dziś każdy wyraźnie widzieć, kto widzieć chce!

Dlatego wołanie Światła skierowane jest w pierwszym rzędzie znów w stronę kobiety! Kobieta musi teraz poznać, na jak niski stopień upadła. I pozna, nawet wtedy gdyby… nie pozwoliła na to jej próżność. Lecz ta pułapka Lucyfera trzymała całą żeńskość w okowach, trzymała tak mocno, że ta już nie mogła Światła poznać, ba, nawet poznać nie chciała! I nie chce, ponieważ dzisiejsza nowoczesna kobieta nie może wyrzec się lekkomyślnych igraszek, chociaż w głębi ducha już podejrzewa, co w ten sposób utraciła. Wręcz bardzo dobrze o tym wie! I żeby zagłuszyć owe ostrzegawcze przeczucie, które równe jest poznaniu, rzuca się, niczym smagana batem, w wir innego paradoksu: Pragnie stać się amazonką i to nie tylko w pracy, lecz także całą swą istotą!

Czyni tak, zamiast nawrócić się w stronę prawdziwej żeńskości, w stronę najbardziej cennego skarbu całego stworzenia, a tym samym w stronę zadania, które Światło jej wyznaczyło!

To ona ograbia mężczyzn z wszelkiej ich uświęconej szlachetności i w ten sposób przeszkadza im rozwinąć czysto męskie cechy.

Tam, gdzie mężczyzna nie może spoglądać na kobietę przedstawiającą prawdziwą żeńskość, tam nie może rozkwitać naród ani lud!

Tylko prawdziwa, najczystsza żeńskość zdolna jest mężczyznę obudzić i doprowadzić do wielkich czynów. Nic poza tym. I to według Woli Bożej jest zadaniem kobiety w stworzeniu. Albowiem tak uskrzydla naród, ludzkość, ba, nawet całe późniejsze stworzenie; przecież tylko kobieta posiada ową niezmierną moc delikatnego oddziaływania! To moc zwycięska, moc, której nie można się oprzeć, a jeżeli kierują nią najczystsze zamiary, to spoczywa na niej błogosławieństwo Boże. Nic jej nie dorówna, ponieważ wszędzie, dokąd dotrze oraz w każdym swym przejawie szerzy najczystsze piękno!

Dlatego oddziaływanie kobiety powinno przenikać przez całe stworzenie, odświeżać je, wzmacniać i ożywiać, ma być podobna do powiewu z utęsknionego raju.

Lucyfer więc w pierwszym rzędzie chytrze i podstępnie sięgnął po najwspanialszą z pereł ofiarowanych wam przez Stwórcę. Doskonale przy tym wiedział, że w ten sposób naruszył wszelkie oparcie w waszym dążeniu do Światła! Kobieta bowiem ma w sobie tajemniczy skarb, zdolny obudzić w stworzeniu czystość i szlachetność myśli, spowodować gwałtowną inwencję twórczą i pobudzić do najbardziej szlachetnych czynów, lecz… tylko wtedy, jeśli kobieta jest taka, jaką chciał ją mieć Stworzyciel, kiedy tak sowicie obsypał ją owymi darami.

A wy dałyście się zbyt łatwo oszukać! Poddałyście się kuszeniu całkiem bez walki. Jako chętna służka Lucyfera wykorzystywała kobieta piękne dary Boże w wypaczony sposób i tym pomagała ciemnościom w opanowaniu całego późniejszego stworzenia.

Wszystko, co w tym stworzeniu powinno było powstać ku radości i szczęściu wszelkich tworów, zamieniło się w odrażające karykatury! Wszystko to wprawdzie powstało, lecz pod wpływem Lucyfera zostało zmieniane, wypaczane i fałszowane!

A kobieta późniejszego stworzenia chętnie pośredniczyła w tym wszystkim! Na światłych podstawach czystości wybudowała grzęzawisko zionące mamiącymi oparami. Promienny entuzjazm zamieniła na opętanie zmysłami. Teraz chcecie walczyć, lecz przeciw wszystkiemu, czego Światło żąda! W ten sposób chcecie nadal trwać w lekkomyślnym samolubstwie, którym się upajacie!

Pozostało już mało kobiet, które zdolne są wytrzymać jasne spojrzenie. Większość z nich przejawia się jak trędowate, których uroda, a więc prawdziwa żeńskość, została już uszkodzona, a tego nigdy nie da się odtworzyć. Wiele z nich, jeśli będą mogły być uratowane, ogarnie wstręt do samych siebie i już po nie wielu dniach przypomną sobie wszystko, co teraz według nich jest dobre i piękne. Będzie to jak przebudzenie z najgorszego koszmarnego snu!

I tak, jak kobieta potrafi porwać za sobą w głębiny całe późniejsze stworzenie, tak posiada również siłę potrzebną do jego wydźwignięcia i wspierania, ponieważ mężczyzna pójdzie tą samą drogą, co ona.

Już wkrótce po oczyszczeniu nadchodzi czas, w którym można będzie radośnie zawołać: »Spójrzcie, oto taka kobieta, jaka powinna być, to prawdziwa kobieta w całej swej wzniosłości, najszlachetniejszej czystości i mocy.« Przy jej boku będziecie potem przeżywać Moje słowa Chrystusa: »Czuwajcie i módlcie się« całkowicie naturalnie i w najpiękniejszej formie!

Dodaj komentarz

FORMY MYŚLI

FORMY MYŚLI

50.

Usiądźcie w którejś z kawiarni lub w innym lokalu i zwróćcie swoją uwagę na otaczających was ziemskich ludzi przy stolikach. Obserwujcie, w jaki sposób spędzają swój wolny czas, o czym rozmawiają. Idźcie do domów, obserwujcie swoje najbliższe otoczenie podczas odpoczynku, kiedy wszystkie ważne sprawy są już załatwione.

Przerażenie was ogarnie, gdy uświadomicie sobie pustkę i jałowość zawartą w rozmowach, które nie są związane z pracą zawodową. Poznacie, jak jałowe są ich myśli i jak niesamowicie wąskie są horyzonty ich zainteresowań. Dotrze do was nagle straszliwa płytkość takich rozmów, a obserwując nadal uważnie poczujecie nagle do owych rozmów wstręt.

Do tych kilku wyjątków, które przy tym spotkacie, do owych ludzi, których słowa są w chwili odpoczynku przeniknięte tęsknotą do doskonalenia ducha, będziecie podchodzić, jak do samotnych obcych zagubionych w wirze powszedniego życia.

Właśnie w tzw. chwilach wolnych od codziennych zajęć można najłatwiej poznać prawdziwe wnętrze człowieka. Gdy przerwane zostaną jego rutynowe zajęcia, odpadnie równocześnie zewnętrzne oparcie o formy specyficznego zakresu zainteresowań i wiadomości. To, co potem pozostaje, jest rzeczywistym człowiekiem. Obserwujcie go nie angażując się i wsłuchajcie się w to, co mówi. Po bardzo krótkiej chwili swoją obserwację przerwiecie, ponieważ stanie się ona dla was nie do zniesienia.

Kiedy uświadomicie sobie, jak wielu ziemskich ludzi właściwie nie różni się niczym od zwierząt, ogarnie was głęboki smutek. Nie są wprawdzie tak tępi, są bardziej rozumni, lecz w gruncie rzeczy są tym samym, co zwierzęta. Z klapkami na oczach jednostronnie idą przez życie na ziemi widząc tylko to, co materialne. Troszczą się o jedzenie i picie, o większe lub mniejsze gromadzenie ziemskiego majątku, zabiegają o przyjemności cielesne. Myślenie o czymś, co jest niewidzialne, traktują jak stratę czasu, który według ich mniemania można wykorzystać o wiele lepiej w wirze rozrywek i zabaw.

Nie mogą pojąć i także nigdy nie pojmą, że ziemskie życie wraz ze wszystkimi swoimi korzyściami i radościami dopiero wtedy otrzymuje właściwą treść, jeżeli człowiek chociaż trochę poznał subtelnomaterialność, która także jest częścią życia, a kiedy wie o działaniu zwrotnym, które łączy go ze światem subtelnomaterialnym, przestaje mieć wrażenie, że wydany jest na łaskę przypadku. Lecz większość ziemskich ludzi dystansuje się od tych rzeczy mylnie sądząc, że jeżeli rzeczywiście istnieje świat subtelnomaterialny, a oni będą przejawiać o niego zainteresowanie, to zaplączą się w sprawy dla nich niewygodne lub wręcz przerażające.

Myślenie o tym, że dopiero dążenie do wyższych celów nadaje rzeczywisty sens całemu ziemskiemu życiu, jest dla nich całkiem obce. Dopiero w wyniku tego dążenia przepływa przez wszelkie ziemskie radości i przyjemności ciepły nurt prawdziwego życia. Owe radości nie są wtedy bynajmniej spychane na bok. Wręcz odwrotnie. Ci, którzy tęsknią do czystego i szlachetnego, i którzy poważnie poszukują, otrzymują w zamian najpiękniejsze działanie zwrotne w postaci gorącego życiowego optymizmu, który często przemienia się w entuzjastyczny zachwyt nad wszystkim, co istnieje.

Jakże naiwni są ziemscy ludzie, którzy obojętnie przechodzą obok tych faktów! To tchórze, którzy nigdy nie zaznają radości człowieka zdecydowanie idącego naprzód.

Niech więc zapanuje w was radosny entuzjazm, wywodzący się ze świadomości, że wszystko, dosłownie wszystko, łącznie z tymi odległymi i pozornie dla was nieosiągalnymi przestrzeniami dookoła was żyje! Nic nie jest martwe, nic puste, jak mogłoby się wydawać. A wszystko współdziała i tka w prawie wzajemnego oddziaływania, którego centrum jesteście wy, ludzie. To wy tworzycie nowe włókna losu i kierujecie nimi, z was wychodzą skutki zwrotne i wy jesteście w końcu ich celem. Jesteście potężnymi władcami, a każdy z was tworzy sobie swe królestwo, które albo wyniesie go wzwyż, albo pod sobą pogrzebie.

Obudźcie się! Wykorzystajcie z pełną świadomością i znajomością rzeczy moc, która była wam dana, byście nie wytwarzali w głupocie, uporze i lenistwie szkodliwych kreatur, które uzyskają przewagę nad wszystkim, co zdrowe i dobre, i które w końcu także tego, kto je wytworzył, doprowadzą do zachwiania i upadku.

Już najbliższa subtelnomaterialna okolica człowieka może bardzo dopomóc jego wzlotowi, ale też upadkowi. To ów specyficzny świat form myśli, który w swym żywym oddziaływaniu jest tylko małą częścią olbrzymiego systemu kół całego stworzenia. Włókna łączące wychodzą z form myśli, przenikają do gęstomaterialności tak samo jak dalej w górę do subtelnomaterialności, lecz tak samo przenikają w dół – do królestwa ciemności. Wszystko jest nawzajem mocno powiązane i złączone, niczym w ogromnym splocie naczyń krwionośnych i włókien nerwowych. Mocno i nierozerwalnie! Pamiętajcie o tym!

Ludzie obdarzeni specjalną łaską mogą od czasu do czasu część tego obserwować, lecz większość raczej wyczuć. W ten sposób ludzkość się już wiele dowiedziała. Człowiek starał się budować na owym poznaniu, aby uzyskać pełniejszy obraz. W ten sposób powstawało jednak wiele błędnych poglądów i luk. Wielu z badaczy sfery subtelnomaterialnej przeprowadzało zbyt karkołomne doświadczenia zatracając przy tym jasny obraz całości. Inni znów swoje luki w poznaniu zastępowali fantastycznymi wymysłami, które powodowały wypaczanie rzeczywistości i musiały nadwerężyć wiarę w świat subtelnomaterialny jako taki. Wynikiem takiego działania były mające w tym wypadku rację bytu drwiny, które wzmacniane nielogicznymi argumentami musiały zwyciężyć.

Jeżeli mam już o tym mówić, to muszę przede wszystkim przez wszystko, co dzieje się w stworzeniu, poprowadzić mocną linę, aby obserwator mógł się przytrzymać i wspinać po niej w górę. Wiele z niezrozumiałych dla niego procesów ma swój początek już w najbliższej jego okolicy. Gdyby zajrzał w świat form myśli, to na pewno wiele rzeczy wcześniej dla niego niepojętych stałoby się bardziej zrozumiałymi.

Także wymiar sprawiedliwości odnalazłby w wielu przypadkach prawdziwych winowajców wśród całkiem innych ludzi niż ci, których oskarżył i ich pociągnąłby najpierw do odpowiedzialności. A wszystko polega na tym, że człowiek, jako jednostka, jest mocno uzależniony od świata sformowanych myśli, świata, który jest dla ziemskiej ludzkości najbliższy.

To, że ludzie nie mogą tych rzeczy oglądać wprost, że nie widzą dalej niż sięga ich wzrok cielesny, jest bez wątpienia dla wielu z nich wielkim dobrodziejstwem. Widząc jakiego gatunku są dzisiejsze formy myśli, po prostu by się przestraszyli.

Obezwładniające przerażenie ogarnęłoby większość ziemskich ludzi, którzy dziś pośród tego żyją lekkomyślnie, naiwnie i bez wyrzutów sumienia. Przecież każda powstała myśl, jak zresztą wszystko w świecie subtelnomaterialnym, otrzymuje od razu konkretną postać, która ucieleśnia i wyobraża rzeczywisty sens owej myśli.

Żywa Siła przepływająca przez stworzenie, a więc także przez ludzi, uchwyci mocno przy pomocy konkretnej woli zawartej w wytworzonej myśli jej subtelnomaterialność i zagęści ją w scaloną formę, która wyraża sens tego, czego myśl chce. A więc pod wpływem Żywej Siły powstaje coś rzeczywistego, coś żywego, coś, co później w owej sferze form myśli przyciąga jednorodne według prawa, które mówi, że lgnie do siebie to, co jest do siebie podobne lub jest na odwrót przez jednorodne przyciągane, zawsze zależnie od swej siły.

W zależności od tego, jak została myśl podczas swego powstawania równocześnie przesiąknięta uczuciem, mocniej czy słabiej, takie będzie miała jej subtelnomaterialna postać życie, które będzie wprost proporcjonalne do owej siły lub słabości. Ów świat myśli jest gęsto zamieszkały. W wyniku wzajemnego przyciągania powstały całe ośrodki sił. Z ośrodków tych spływa na ludzi skoncentrowana siła i wpływa na nich.

Przede wszystkim działa zawsze na tych, którzy mają skłonności tego samego gatunku, którzy mają w sobie coś podobnego. Ludzie ci są przez to wzmacniani w ich odpowiadającemu temu chceniu i są prowokowani do ponownego wytwarzania podobnych form. Formy te działają tak samo i włączają się w świat sformowanych myśli.

Lecz ośrodki myśli mogą wpływać także na ludzi mających inne cechy charakteru i powoli ich do siebie przyciągać. Tak się dzieje, jeśli ośrodki są nagle wzmocnione w wyniku nieustannie odnawianego przypływu. Przed takim działaniem chronieni są tylko ci, którzy w swym wnętrzu posiadają coś mocniejszego, odróżniającego się od ośrodka, ponieważ łączenie się z różnorodnym nie jest możliwe.

Nie tak dawno jeszcze najmocniejszymi ośrodkami w świecie subtelnomaterialnym, a więc mającymi najwięcej zwolenników, były niestety ośrodki nienawiści, zawiści, gniewu, zmysłowości, łakomstwa i wszelkiego innego zła. Mniejszy wpływ miały ośrodki czystości i miłości. Z tego też powodu zło rozprzestrzeniało się niebezpiecznie szybko. Do tego trzeba jeszcze doliczyć to, że takie ośrodki myśli nawiązywały z kolei łączność z jednorodnymi z nimi sferami ciemności. Stamtąd były najbardziej pobudzane do coraz mocniejszych przejawów, w wyniku czego w swym dalszym działaniu mogły narobić ludzkości wiele szkód i katastrof.

Dlatego jest błogosławiona godzina, w której myśli czystej miłości zaczęły wśród ludzi znowu dominować, aby w świecie sformowanych myśli powstawały i rozwijały się jednorodne, mocne ośrodki, które otrzymują pomoc bezpośrednio przeze Mnie i ze światlejszych sfer. W ten sposób nie tylko wspierają dążących do dobra, lecz równocześnie mocno oczyszczają myśli ciemniejsze.

Trzeba jednak zwrócić uwagę jeszcze na inny proces zachodzący w owym subtelnomaterialnym świecie: w wyniku starań tego, kto myśl wytworzył, sformowane myśli atakują konkretne osoby i mogą do nich przylgnąć.

Jeżeli owe formy myśli są czyste i szlachetne, to daną osobę uszlachetnią, wzmocnią ochraniającą ją czystość, a jeśli w dodatku są jednorodne z jej wewnętrznymi uczuciami, to mogą wydźwignąć ją jeszcze wyżej, mogą przyśpieszyć jej wzlot i przyśpieszają.

Nieczyste myśli jednak drugą osobę skalają akurat tak samo, jak można zabrudzić gęstomaterialne ciało rzucając w nie błotem. Jeśli w ten sposób skalany człowiek nie posiada mocnego wewnętrznego wsparcia w ośrodkach światłych nurtów, to z czasem, pod wpływem rzuconych na niego nieczystych myśli, może zostać zmącone jego własne odczuwanie. Może tak się dziać, ponieważ lgnące do niego nieczyste myśli przyciągają do siebie myśli z nimi jednorodne, wzmacniają się i zatruwają powoli myśli tego, którego otaczają.

Główny ciężar odpowiedzialności spada oczywiście z powrotem na człowieka, który nieczyste myśli wytworzył i wysłał do poszkodowanej osoby, posługując się przy tym swym chceniem lub życzeniem. Przecież sformowane myśli pozostają połączone również z ich twórcą i działają zwrotnie na niego w taki sam sposób.

Dlatego trzeba ciągle wołać do wszystkich poważnie poszukujących: »Dbajcie o czystość swych myśli!« Starajcie się ze wszystkich sił. Nie macie nawet pojęcia, co tym wytworzycie. Spoczywa w tym olbrzymia potęga! W ten sposób oddziałujecie niczym mocni wojownicy. Jesteście czołówką szerzącą Światło, a tym samym także wojownikami walczącymi o wyzwolenie swych bliźnich z ciernistych łanów jadowitego zielska w świecie sformowanych myśli.

Gdyby w tej chwili komuś zdjęto opaskę z oczu, aby mógł obserwować najbliższą subtelnomaterialną okolicę, to wystraszony najpierw zobaczyłby dziki chaos, który niejednego mógłby przerazić. Lecz strach miałby nad nim władzę tylko do momentu, w którym uświadomiłby sobie, jaką siłą sam dysponuje. Z jej pomocą potrafi torować sobie drogę niczym mieczem. I to bez wysiłku! Korzystając tylko ze swego chcenia.

Zobaczyłby bardzo wiele różnych gatunków form myśli wszelkich możliwych i dla ludzkiego oka często »niemożliwych« kształtów. Mógłby zauważyć, że każdy poszczególny kształt w swym wyraźnie zdefiniowanym stylu przejawia się i żyje dokładnie tak, jak myślał ten, kto daną myśl wytworzył. Myśl ta odzwierciedla dokładnie jego chcenie w rzeczywistej postaci i bez sztucznych ozdobników.

Lecz po upływie krótkiego czasu, bez względu na tysiące przejawiających się gatunków, zacząłby jednak rozróżniać to, co dla poszczególnych form myśli jest podstawowe i mógłby każdą z nich zaszeregować tam, gdzie jest jej właściwe miejsce bez względu na jej przeróżne kształty. Tak samo jak możemy według kształtów odróżnić człowieka od zwierzęcia lub nawet odróżnić poszczególne ludzkie rasy według charakterystycznych rysów twarzy. Tak samo każda sformowana myśl posiada specyficzne rysy, na podstawie których możemy określić czy forma zalicza się do nienawiści, zawiści, zmysłowości lub innej klasy podstawowej.

Każda taka klasa podstawowa posiada swoją charakterystyczną cechę, która wtłoczona jest do poszczególnych form myśli i która jest podstawą tego, co myśl ucieleśnia. Nie zależy to od postaci zewnętrznej, jaką dana forma przyjęła pod wpływem myśli podstawowej. W ten sposób można natychmiast rozróżnić, do jakiego podstawowego rodzaju dana forma należy bez względu na możliwość jej zniekształcenia i przetworzenia w najbardziej fantastyczną obrzydliwość. Wraz z pojawieniem się takiego poznania znika nawet tak pozornie dziki chaos. Przestaje to tak wyglądać.

Widzimy surowy ład i konsekwencję podstawowych praw, które płyną przez całe stworzenie. Jeżeli owe prawa poznamy i dostosujemy się do nich z ufnością, to będą one nas bezgranicznie ochraniać i przyniosą wielkie błogosławieństwo.

Kto jednak prawom w stworzeniu się sprzeciwia, ten będzie cierpiał i jeśli nie zostanie wręcz powalony oraz zmiażdżony, to przeżyje w najlepszym przypadku ostre szlifowanie. To będzie go tak długo przetwarzać przy pomocy bólu i cierpkich doświadczeń, aż w końcu ziemski człowiek dostosuje się do nurtów owych praw i przestanie im przeszkadzać. Dopiero potem prawa te będą mogły wynieść go wzwyż.

Powyżej opisane formy myśli działały zwrotnie nie tylko na ludzkość, lecz ich działanie sięgało o wiele dalej, ponieważ najbliższą okolicę świata subtelnomaterialnego zamieszkuje także większość istotnych natury. Kto już raz pogodził się z myślą, że wszystko żyje i w wyniku tego wszystko posiada kształt, bez względu na to, czy można to widzieć ziemskim okiem, czy nie, ten nie będzie miał problemu wyobrazić sobie to, że także wszystkie siły żywiołów posiadają swą postać.

Do owych sił natury należą istoty ziemi, powietrza, ognia i wody, czyli skrzaty, nimfy, sylfy, elfy, gnomy itp., które niekiedy ludzie widywali – dawniej zdarzało się to częściej niż dziś. Na istoty te wpływały sformowane myśli, przez co znowu powstało wiele dobra lub zła. I tak wszystko idzie dalej, wszystko zazębia się, niczym tryby maszyny skonstruowanej w najbardziej umiejętny sposób.

Lecz w samym środku tego całego ruchu stoi człowiek! Wyposażony w środki wybierające gatunek tkaniny, która ma powstać na krosnach stworzenia. Człowiek może poszczególne tryby owej maszyny nastawić w różnych kierunkach.

Pamiętajcie o owej niezmiernej odpowiedzialności, albowiem wszystko to dzieje się tylko we własnym kręgu waszej ziemskiej wędrówki przez życie. Według mądrych zasad Stworzyciela nic nie opuści tego kręgu, lecz powróci z powrotem do was samych. Swymi życzeniami, myślami i swą wolą mogliście oba światy zatruć lub na odwrót oczyścić i wydźwignąć w górę, Światłu naprzeciw. Dlatego czystością swych myśli decydujcie o zmierzaniu swego losu na wyżyny!

Dziś jednak procesy energetyczne wymuszają na was konieczne i ostateczne rozliczenie, abyście nie mogli szkodzić dalej sobie i swojemu otoczeniu!

Dodaj komentarz

CZY WSTRZEMIĘŹLIWOŚĆ SEKSUALNA SPRZYJA SPRAWOM DUCHA?

CZY WSTRZEMIĘŹLIWOŚĆ SEKSUALNA SPRZYJA SPRAWOM DUCHA?

49.

Gdy ziemscy ludzie odrzucą błędne poglądy dotyczące wygód wstrzemięźliwości seksualnej, to będzie o wiele mniej nieszczęść. Wymuszanie wstrzemięźliwości to błąd, który może się gorzko zemścić.

Gdzie tylko się nie spojrzy, tam wszystkie prawa w stworzeniu wskazują przecież dosyć wyraźnie drogę, którą trzeba podążać. Tłumienie jest nienaturalne. A wszystko, co nienaturalne, jest przecież buntem przeciwko prawom natury, a więc przeciwko prawom Bożym, co ani w tym, ani jakimkolwiek innym przypadku nie może przynieść niczego dobrego.

Pod tym względem nie ma żadnego wyjątku. Nie wolno jednak człowiekowi dopuścić do tego, aby cielesny popęd go opanował, nie wolno jemu stać się niewolnikiem własnych instynktów, w przeciwnym wypadku instynkty rozwinie w namiętną pasję, a to, co naturalne i zdrowe, zamieni się w chorobliwą rozpustę.

Człowiek powinien stać ponad tym, a to oznacza, że nie powinien wstrzemięźliwości wymuszać, lecz powinien, utrzymując wewnętrzną czystą moralność, czuwać, aby nie działa się w tych sprawach krzywda ani jemu, ani innym ludziom.

Jeżeli ktoś myśli, że wstrzemięźliwość seksualna pomaga jemu w sprawach ducha, to łatwo może mu się zdarzyć, że osiągnie akurat odwrotność tego, co zamierza. W zależności od swej kondycji będzie ciągle, mniej lub bardziej, walczył z naturalnymi instynktami. Walka ta pochłonie znaczną część jego sił duchowych, które w ten sposób nie mogą przejawić się gdzie indziej. Przeszkadza to wolnemu rozwojowi sił duchowych. Taki człowiek cierpi niekiedy z powodu opanowującej go dręczącej melancholii, która przeszkadza w radosnym rozmachu jego wnętrza.

Ciało to wartość ofiarowana przez Stworzyciela, o którą człowiek ma obowiązek troszczyć się i dbać. Tak jak nie może bezkarnie tłumić cielesnych żądań jedzenia, picia, odpoczynku i snu, potrzeby opróżniania pęcherza i jelit, jak szybko nieprzyjemnie odczuje brak świeżego powietrza i dostatecznej ilości ruchu, tak też nie może w różny sposób sztucznie korygować zdrowych żądań dojrzałego organizmu do płciowej samorealizacji, jeżeli nie chce tym sam sobie zaszkodzić.

Spełnianie naturalnych żądań ciała może ludzkiemu duchowi wyjść tylko na korzyść i nigdy nie będzie hamowało jego rozwoju, w przeciwnym wypadku Stworzyciel by ciała w ten sposób nie wyposażył.

Lecz, jak w każdym przypadku, tak również tutaj jakakolwiek przesada szkodzi. Trzeba bezwzględnie dopilnować, aby popęd nie powstał w wyniku sztucznie drażnionej lekturą lub czym innym fantazji, bądź też w wyniku osłabienia ciała lub podrażnienia nerwów. Musi to być rzeczywiście tylko i wyłącznie żądanie zdrowego ciała, które to żądanie w żadnym wypadku nie przejawia się zbyt często.

Stanie się tak tylko wtedy, gdy wcześniej nastała już pomiędzy obiema płciami doskonała harmonia ducha, która w końcu przejawi się niekiedy dążeniem do połączenia ciał.

Jakakolwiek inna motywacja jest dla obu stron znieważająca i nieczysta, niemoralna i to nawet w małżeństwie. Tam, gdzie nie istnieje harmonia ducha, małżeństwo zawsze zmierza, jeżeli wcześniej się nie rozpadnie, do niemoralnego życia.

Jeżeli instytucje społeczne nie znalazły do tej pory rozwiązania tego problemu, to nie oznacza to, że fakt ten zmieni prawa natury. One nigdy się nie będą kierowały ludzkimi postanowieniami i niewłaściwymi poglądami. Ziemscy ludzie w końcu będą musieli dostosować instytucje państwowe i społeczne do praw natury, a więc do praw Bożych. Tylko w ten sposób ludzkość rzeczywiście osiągnie wewnętrzny spokój i stanie się zdrowsza, a to nastało już w granicach Królestwa Tysiącletniego na ziemi.

Wstrzemięźliwość seksualna nie ma także nic wspólnego z cnotliwością. Mogłaby być ewentualnie porównana z takim pojęciem, jak »karność«, pojęciem, które wywodzi się od dyscypliny, wychowania lub samodyscypliny.

Prawdziwą cnotliwość trzeba pojmować w sensie czystości myśli i to we wszystkich sprawach, a więc także tych bardziej przyziemnych, które powiązane są z pracą zawodową. Cnotliwość jest właściwością czysto duchową i nie ma nic wspólnego z ciałem. Może być zachowana także przy spełnianiu popędu płciowego w wypadku zachowania obustronnej czystości myśli.

Oprócz tego połączenie cielesne ma przecież za cel nie tylko płodzenie. Podczas niego ma dochodzić do nie mniej cennego i potrzebnego procesu gorącego połączenia oraz wymiany wzajemnych nurtów sił, aby doszło do większego rozwoju siły.

Dodaj komentarz

ZWIĄZANY Z ZIEMIĄ

ZWIĄZANY Z ZIEMIĄ

48.

Słów tych często się używa. Kto jednak tak naprawdę pojmuje, co one oznaczają? »Związany z ziemią« – to brzmi jak straszliwa kara. Większość ziemskich ludzi odczuwa lekki strach i niepokoją ich ci, którzy do tej pory są związani z ziemią. A jednak prawdziwe znaczenie owych słów nie jest aż tak złe.

Oczywiście, że sprawy wiążące tego lub owego człowieka z ziemią są chmurne. W większości wypadków jednak sprawy, których nieodzownym następstwem jest związaniem z ziemią, są całkiem proste.

Spójrzmy na przykład na taki przypadek: Grzechy rodziców mszczą się aż do trzeciego i czwartego pokolenia!

W domu dziecko zapyta ojca o sprawy związane z życiem po śmierci albo z Bogiem, o których słyszało coś w szkole lub kościele. Ojciec zbędzie dziecko krótką odpowiedzią: »Cóż ci przyszło do głowy! Umieramy i po wszystkim«.

Dziecko zamilknie i zacznie wątpić. Podobnie opryskliwe i lekceważące odpowiedzi ojca lub matki stale się powtarzają, dziecko spotyka się z podobnymi poglądami także w wypadku innych ziemskich ludzi i w końcu przyjmuje ów pogląd.

Nadchodzi czas śmierci ziemskiego ojca, a ten stwierdza z przerażeniem, że po swojej śmierci nie przestał istnieć. Budzi się w nim gorące życzenie, aby powiadomić o tym swoje dziecko. Życzenie to wiąże go z dzieckiem.

Dziecko go jednak nie słyszy i nie odczuwa jego obecności, ponieważ jest teraz przekonane, że ziemskiego ojca już nie ma, a to stwarza między nim, a wysiłkiem ojca barierę nie do przebycia. Cierpienia ojca, który musi patrzeć, jak dziecko teraz podąża z jego winy złą drogą, jak stale coraz bardziej oddala się od Prawdy i niepokój, że dziecko na tej niewłaściwej drodze nie może ustrzec się niebezpieczeństwa głębszego upadku i jest bardziej wystawione na nie niż na coś innego, to wszystko jest dla ojca teraz jednocześnie tak zwaną karą za to, że dziecko na taką drogę wprowadził.

Przypadki nawrócenia w ten sposób wychowanego potomka są bardzo rzadkie. Ojciec musi patrzeć, jak niewłaściwe poglądy przenoszą się na wnuki i jeszcze dalej, a wszystko to jest następstwem jego własnym błędów. Wyzwoli się dopiero wtedy, kiedy któryś z jego potomków odnajdzie właściwą drogę, podąża nią i równocześnie wpływa na innych. W ten sposób związany człowiek zyskuje coraz więcej wolności, aż w końcu może pomyśleć o swoim własnym wzlocie.

Spójrzmy na inny przykład: Namiętny palacz bierze ze sobą na tamten świat silną żądzę palenia papierosów. Jest to możliwe, ponieważ żądza ta jest nałogiem wpływającym, wprawdzie bardzo lekko, na zewnętrznych krańcach, ale jednak, na uczucie, a więc na ducha człowieka. Nałóg ten staje się gorącym życzeniem i przyciąga człowieka tam, gdzie można go zaspokoić… na tę ziemię. Może mu hołdować towarzysząc nieustannie palaczom i z nimi, a właściwie w ich uczuciach, zaspokaja swoją zachciankę.

Jeżeli ludzie ci nie są związani ciężką karmą z innym miejscem, to jest im całkiem dobrze i bardzo rzadko uświadamiają sobie, że spotyka ich właściwie kara. Tylko ten, kto traktuje życie jako jedną całość, rozpoznaje w tym karę, którą przyniosło nieubłagane działanie zwrotne. Karę, polegającą na tym, że dany człowiek nie może podążać wzwyż dopóty, dopóki dążeniem do zaspokojenia swych żądz związany jest z ziemskimi ludźmi żyjącymi dotąd jeszcze w ciele gęstomaterialnym. Zaspokojenie jego żądz jest możliwe tylko za pośrednictwem ich odczuwania.

Podobnie wygląda sprawa z zaspokajaniem żądz związanych z seksem, z pijaństwem, narkotykami, a nawet z niepohamowanym apetytem. W tym ostatnim przypadku człowiek stara się być obecny podczas różnego rodzaju uczt i skazany jest na błądzenie po kuchniach i lokalach gastronomicznych, aby móc odczuwać chociaż niewielką część tego, co czują inni podczas jedzenia.

W sensie dosłownym jest to jednak »kara«. Uporczywe dążenie »związanych z ziemią« nie zezwala im jednak na odczuwanie tego jako kary, ponieważ owo dążenie wszystko zagłusza. Dlatego tęsknota do rzeczy szlachetnych i wzniosłych nie może wzmocnić się do tego stopnia, aby przeważyć i pozwolić na wzlot z okolicy, w której dany człowiek przebywa.

Ludzie ci absolutnie nie uświadamiają sobie, jak wiele cennego czasu tracą, dopóki nie osłabnie i nie wyblaknie ich dążenie do zaspokojenia swych żądz, do zaspokojenia, które i tak może przecież być tylko małe i częściowe, bo przebiegające za pośrednictwem przeżywania innych osób. Dążenie słabnie właśnie za przyczyną owego powolnego odzwyczajania się. Potem na miejsce owego dążenia, a później nawet na pierwsze miejsce, wysuwają się powoli inne w danym człowieku jeszcze tkwiące uczucia, które nie były napełnione tak mocnym dążeniem. Wtedy od razu możliwe jest ich przeżycie i stają się dla człowieka najwyraźniejszą rzeczywistością.

Gatunek przebudzonego do życia uczucia doprowadza go przy tym w okolice z uczuciem tym jednorodne, wyżej lub niżej, aż także również to uczucie, jak i pierwsze, powoli zaniknie i znów przejawi się to, które jeszcze pozostało.

W ten sposób człowiek z biegiem czasu oczyści się i pozbędzie wszystkich tych nanosów, które przyniósł ze sobą na tamten świat. Czy w trakcie owego procesu nie zatrzyma się gdzieś podczas przeżywania swych ostatnich uczuć? Czy siła jego odczuwania z czasem nie osłabnie? Nie! Albowiem w chwili, kiedy wszelkie niskie uczucia przeżyte odpadły od niego, a on może już powędrować w górę, zaczyna budzić się w nim trwała tęsknota do wychodzenia coraz wyżej, czystości naprzeciw, a ta zmusza go, aby podążał wzwyż.

Taki jest normalny proces! Istnieje jednak niezliczona liczba innych możliwości, które mogą się przytrafić. Niebezpieczeństwo upadku lub ugrzęźnięcia jest o wiele większe niż w ciele na ziemi.

Jeżeli znajdując się wyżej poddasz się choćby tylko na chwilę niskiemu uczuciu, to uczucie to staje się w oka mgnieniu przeżyciem, a przez to także rzeczywistością. Stajesz się gęstszy i cięższy, a w wyniku tego opadasz do okolic jednorodnych z tobą. W ten sposób twoje horyzonty stają się węższe, a ty musisz znów wysilać się, aby podążyć w górę, jeżeli oczywiście nie opadasz coraz głębiej i głębiej.

Słowa »Czuwajcie i módlcie się« nie są więc słowami pustymi. Obecnie twoje ciało subtelnomaterialne chronione jest ciałem gęstomaterialnym, niczym zabezpieczającą kotwicą. Z chwilą ich oddzielenia poprzez nadejście tzw. śmierci i rozpadu ciała gęstomaterialnego, ochronę tę jednak tracisz, a będąc człowiekiem subtelnomaterialnym zostaniesz nieodparcie przyciągany przez środowisko z tobą jednorodne – w dół lub w górę. Tego nie możesz uniknąć. Tylko wielka siła pędu może dopomóc ci w dążeniu wzwyż, a siłą tą jest twoje mocne chcenie dobra i szlachetności, które stanie się tęsknotą i uczuciem. W ten sposób stanie się potem także przeżyciem i rzeczywistością według prawa świata subtelnomaterialnego, które zna tylko uczucia.

Dlatego już teraz zdobądź oręż i zacznij chcieć dobra, aby podczas przemiany, która może nadejść lada godzina, nie było owe chcenie zagłuszone zbyt mocnymi ziemskimi żądzami! Człowieku, miej się na baczności i czuwaj!

Dodaj komentarz