Archiwum dla luty, 2009

CZŁOWIEK I JEGO WOLNA WOLA

CZŁOWIEK I JEGO WOLNA WOLA

67.

Aby mógł zostać podany całkowity obraz wolnej woli człowieka, musi być dołączonych wiele wyjaśnień, które choć bezpośrednio nie dotyczą tego tematu, to jednak mniej lub bardziej wpływają na sedno sprawy.

Wolna wola! To coś, nad czym zastanawiają się nieraz też wybitni ludzie, bowiem jeżeli istnieje odpowiedzialność, to zgodnie z prawami Sprawiedliwości, musi także niewątpliwie istnieć możliwość podejmowania wolnej decyzji.

Ze wszystkich stron słychać wołania: Jak człowiek może posiadać wolną wolę, jeżeli w rzeczywistości istnieją tu takie sprawy, jak opatrzność, prowadzenie, przeznaczenie, wpływ gwiazd i karma? Człowieka przesuwa się tam i z powrotem, jest szlifowany i formowany czy chce, czy też nie!

Poważnie poszukujący z zapałem rzucają się na wszystkie źródła informacji traktujące o wolnej woli, ponieważ mają rację twierdząc, że wytłumaczenie właśnie tego problemu jest koniecznie potrzebne. Dopóki człowiek w tej sprawie nie nabierze pewności, dopóty nie może zająć właściwego stanowiska, aby w wielkim stworzeniu przejawiał się jako to, czym rzeczywiście jest. Jeżeli jednak nie zaszeregował się w stworzeniu we właściwy sposób, to pozostanie w nim obcy, będzie błądzić, a nie mając konkretnego pojęcia o celu swej wędrówki musi tolerować wszelkie popychanie i formowanie.

Jest wielkim błędem, że ziemski człowiek nie wie na czym polega i jak się przejawia jego wolna wola. To również udowadnia, że całkiem zgubił drogę do swej wolnej woli i że już nie potrafi jej odnaleźć.

Początek drogi prowadzący do pojmowania wolnej woli jest zasypany piaskiem przyniesionym przez szkwał i dlatego go nie widać. Ślady są zawiane. Ziemski człowiek marnuje swoje siły biegając niezdecydowanie w kółko, dopóki świeży wiatr znowu drogi nie oczyści. To naturalne i oczywiste, że wszelki nagromadzony na drodze piach uniesiony przez szkwał najpierw zawiruje w powietrzu. Może przy tym zmącić wzrok wielu tęsknie poszukującym wejścia na ową drogę i to w momencie, gdy będzie już rozwiewany przez wiatr.

Dlatego każdy musi postępować bardzo ostrożnie i zachować ostrość widzenia, dopóki ostatnie ziarnko piasku nie zostanie odwiane na bok. W przeciwnym wypadku może się zdarzyć, że drogę wprawdzie widzi, lecz z powodu zmąconego wzroku i tak zejdzie z drogi na pobocze, potknie się, upadnie i zgubi mając już drogę przed sobą.

Nieznajomość sprawy, którą ziemscy ludzie zawsze wytrwale przejawiają i która dotyczy rzeczywistej egzystencji wolnej woli, polega głównie na tym, że nie wiedzą, czym wolna wola właściwie jest.

Wytłumaczenie tego jest wprawdzie zawarte już w samym określeniu, lecz tak jak wszędzie również tu ziemscy ludzie nie widzą tego, co rzeczywiście jest proste właśnie z powodu owej prostoty i szukają w złym miejscu nie potrafiąc sobie wolnej woli wyobrazić.

Wola, to według mniemania większości dzisiejszych ziemskich ludzi, owo dyktujące warunki stanowisko ziemskiego mózgu, kiedy to związany z przestrzenią i czasem rozum obiera jakiś konkretny kierunek i sztywno go narzuca myśleniu oraz odczuwaniu.

To jednak nie jest wolną wolą, lecz wolą zależną od ziemskiego rozumu!

Ta zamiana, a dopuszcza do niej wielu ziemskich ludzi, jest przyczyną kolosalnej pomyłki i stawia mur uniemożliwiający pojmowanie i poznanie. Człowiek ziemski później dziwi się, kiedy widzi w tym wszystkim niespójność, rozbija się o sprzeczności i nie może niczego logicznie poskładać.

Wolna wola, jako jedyna sięgająca tak głęboko w rzeczywiste życie, że posiada wpływ aż na życie pozagrobowe, wytłaczająca na duchu swą pieczęć i zdolna ducha tego formować, jest zupełnie innego gatunku. Obejmuje swym działaniem o wiele więcej i nie jest tak bardzo ziemska. Dlatego nie ma ona nic wspólnego z ziemskim ciałem gęstomaterialnym, a więc także z mózgiem. Wolna wola spoczywa tylko i wyłącznie w duchu samym człowieka.

Gdyby ziemski człowiek nieustannie nie przekazywał swojemu rozumowi nieograniczonej władzy, to wolna wola jego duchowego, właściwego »ja« mogłaby narzucać mózgowi kierunek działania zależny od jej delikatnego odczuwania, ponieważ wzrok jej sięga o wiele dalej. W ten sposób wola zależna, konieczna do realizacji wszelkich zadań związanych z ziemią, czasem i przestrzenią, często zmuszana byłaby do obierania drogi zupełnie innej niż ta, którą podąża dziś.

Jest więc zrozumiałe, że w ten sposób zmieniłby się również los, albowiem obranie innej drogi niesie ze sobą zmianę karmy, która tkając inne włókna niesie inne działanie zwrotne.

Takie wyjaśnienie oczywiście jeszcze nie wystarcza, byście właściwie zrozumieli pojecie wolnej woli. Jeżeli ma być podany kompletny obraz, to trzeba sobie uświadomić, w jaki sposób się wolna wola do tej pory przejawiała. Trzeba także wiedzieć, w jaki sposób często dochodziło do wielokrotnego zaplątania dotychczasowej karmy, która swym działaniem potrafi wolną wolę zakryć tak, że z trudem można ją poznać. Często nie można jej poznać już wcale.

Wyjaśnienie wszystkiego będzie możliwe jednak znów tylko wtedy, jeżeli spojrzymy wstecz na cały rozwój człowieka duchowego, kiedy rozpoczniemy od momentu, w którym duchowe sedno człowieka po raz pierwszy zanurza się w subtelnomaterialną sferę tworzącą zewnętrzny kraniec materii.

Potem widzimy, że ziemski człowiek nawet w przybliżeniu nie jest tym, czym myśli, że jest. Absolutnie nie trzyma w swych rękach nieograniczonego prawa na błogość i na wieczne, osobiste życie po śmierci. Sens, który ziemscy ludzie nadają słowom: »Jesteśmy wszyscy Bożymi dziećmi« jest niewłaściwy! Nie każdy jest dziecięciem Bożym. Człowiek stanie się nim dopiero poprzez rozwój.

Człowiek jest zanurzony w stworzeniu jako duchowy zarodek. Zarodek ten ma w sobie wszystko, aby mógł rozwinąć się w świadome swej osoby dziecię Boże. Stanie się nim jednak tylko wtedy, jeżeli otrzymane w tym celu zdolności będzie pielęgnował, jeżeli będzie z nich korzystał i nie pozwoli im skarleć.

Potężny i mocny jest ów proces, a jednak w każdym swym etapie całkiem naturalny. Nic nie wymyka się żelaznej logice powstawania i rozwoju; albowiem logika tkwi w każdym Bożym działaniu, które jest doskonałe. Wszystko, co jest doskonałe, nie może logiki nie posiadać.

Każdy z owych duchowych zarodków zawiera w sobie te same zdolności, ponieważ wszystkie wywodzą się przecież z jednego ducha. Każda poszczególna zdolność ukrywa w sobie obietnicę spełnienia, która dokona się w momencie korzystania z niej w trakcie rozwoju. Lecz także tylko i wyłącznie wtedy! Takie są szanse każdego duchowego zarodka podczas wysiewu. A jednak…!

Siewca wyszedł, aby zasiać: tam, gdzie w stworzeniu najsubtelniejsza część materialnego dotyka istotnego, jest pole, w które rozsiewane są duchowe zarodki ludzi. Z istotnego wylatują iskierki poza jego granice i zanurzają się w dziewiczej glebie subtelnomaterialnej części stworzenia, niczym elektryczne wyładowywania podczas burzy. To jakby twórcza ręka Ducha Świętego wrzucała nasiona w materię.

Podczas gdy to, co zasiane, rośnie i powoli dojrzewa, aby być zebrane podczas żniw, liczne ziarna się zmarnują. Nie wykiełkowały, to znaczy nie rozwinęły swych wyższych zdolności, lecz zgniły lub zaschły i w ten sposób zginęły w materii. Lecz te, które wyrosły i unoszą się nad polem, będą podczas żniw surowo klasyfikowane. Puste kłosy zostaną oddzielone od pełnych. A po żniwach zostanie z kolei pieczołowicie oddzielone ziarno od plew.

Taki jest obraz rozwoju w grubych zarysach. Aby jednak pojąć wolną wolę, trzeba jeszcze dokładniej zbadać samo powstanie i rozwój człowieka:

Kiedy duchowe iskry wskoczą w glebę subtelnomaterialnych krańców świata materialnego, natychmiast otoczą się warstwą substancji tego samego gatunku, co owe najsubtelniejsze sfery materii. W ten sposób wstąpił duchowy zarodek człowieka w stworzenie, które podlega, jak wszystko, co materialne, przemianie i zanikowi. Ludzki duch na razie nie posiada karmy i oczekuje na wydarzenia, które mają nadejść.

Aż do owych najbardziej odległych krańców docierają wibracje mocnego przeżywania, do którego nieustannie dochodzi wewnątrz stworzenia podczas wszelkiego powstawania i zanikania*.

I chociaż to tylko najsubtelniejsze oznaki wibracji, przenikające niczym tchnienie przez ową subtelnomaterialność, to wystarcza to, aby rozbudzić w duchowym zarodku delikatne chcenie i zwrócić na siebie uwagę. Duchowy zarodek zostanie ogarnięty chęcią, by »skosztować« którejś z owych wibracji, chce za nią podążyć lub, mówiąc innymi słowami, pozwoli się nią przyciągać, wabić.

To pierwsza decyzja wszechstronnie utalentowanego duchowego zarodka. Zostaje »holowany« w tym lub tamtym kierunku dokładnie w zgodzie ze swoją poprzednią decyzją. Przy tym również wytwarzają się pierwsze najdelikatniejsze włókna, z których później ma powstać kobierzec jego życia.

Obecnie jednak szybko rozwijający się zarodek duchowy może w każdej chwili poddać się innym wibracjom, które nieustannie i w bogatym wyborze napotyka na swojej drodze. W momencie, gdy się na to zdecyduje, a więc w momencie, kiedy sobie tego zażyczy, zmieni swój kierunek i będzie podążał za nowo obranym rodzajem wibracji lub, inaczej powiedziawszy, pozwoli, aby go wiodły.

Jeżeli któryś z nurtów przestanie jemu się już podobać, to jego życzenie zmienia kierunek i działa jak ster. W ten sposób może »kosztować« tu lub za chwilę znowu gdzie indziej.

Podczas takiego kosztowania coraz bardziej dojrzewa i powoli zaczyna już być zdolny do rozróżniania, a później także do oceny. W końcu coraz bardziej świadomie i bez wahania podąża w konkretnym kierunku. Rodzaj wibracji, które wybrał i których śladami chce pójść, bardzo głęboko na niego wpływa.

Korzystając ze swojego wolnego chcenia może w owych wibracjach »pływać«. To naturalnie przejawia się tym, że wibracje w zwrotnym działaniu wpływają na duchowego zarodka w zależności od swego rodzaju.

Sam duchowy zarodek ma jednak w sobie tylko szlachetne i czyste zdolności! To właśnie jest ów talent, którym trzeba w stworzeniu »gospodarować«. Jeśli duchowy zarodek podda się szlachetnemu rodzajowi wibracji, to te działając zwrotnie ożywią drzemiące w nim zdolności. Będą je pobudzać, wzmacniać i pielęgnować tak, że te z czasem zaczną przynosić zyski i staną się źródłem wielkiego błogosławieństwa w stworzeniu. W ten sposób taki rosnący duchowy człowiek staje się dobrym gospodarzem.

Z chwilą, gdy zdecyduje się jednak podążyć za wibracjami niemającymi ze szlachetnością nic albo bardzo mało wspólnego, mogą one z czasem na niego tak mocno wpłynąć, że ich rodzaj do niego przylgnie. Nieszlachetne wibracje otoczą własne, czyste zdolności duchowego zarodka, przeważą nad nimi i nie pozwolą, aby te obudziły się i rozkwitły. Owe czyste zdolności będą w końcu uważane za »zasypane«, a w wyniku tego człowiek będzie źle gospodarował powierzonym jemu talentem.

Duchowy zarodek nie może więc być nieczysty sam w sobie, ponieważ pochodzi z czystego i zawiera w sobie tylko czystość. Po swym zanurzeniu w materię może jednak zabrudzić swą, też materialną, otoczkę poprzez »kosztowanie« nieczystych wibracji zgodnie z własnym chceniem, a więc pod wpływem pokuszenia. Może sobie owo nieczyste wręcz przyswoić do ducha tak, że pozwoli całkiem zagłuszyć wszystko to, co jest w nim szlachetne. W ten sposób nabywa nieczystych cech całkowicie różnych od odziedziczonych zdolności ducha, które przyniósł ze sobą.

Każda wina i wszelka karma są tylko materialne! Istnieją tylko i wyłącznie w materii! Nie mogą także przejść na ducha, mogą się tylko do ducha przyczepić. Dlatego właśnie można zmyć i zmazać każdą winę.

Owo poznanie niczego nie wywraca, lecz tylko potwierdza wszystko to, co obrazowo podają religie i Kościoły. Przede wszystkim w coraz większym stopniu poznajecie wielką Prawdę, którą przyniosłem ludzkości Ja Chrystus.

Jest także oczywiste, że zarodek ducha, który w materii obciążył się nieczystością, nie może z tym »brzemieniem« powrócić do duchowości, lecz musi tak długo przebywać w materii, dopóki się od owego ciężaru nie wyzwoli, dopóki się go nie pozbędzie. Równocześnie z tego faktu wynika, że będzie ciągle przebywał w tej sferze, w której zatrzymuje go waga jego brzemienia, zależnie od większej lub mniejszej ilości zanieczyszczeń.

Jeżeli nie uda jemu się odrzucić brzemienia do dnia sądu, to nie będzie mógł wznieść się w górę, chociaż jego duchowy zarodek pozostaje stale czysty. Zarodek nie mógł się odpowiednio rozwinąć według swych własnych zdolności, ponieważ został otoczony nadmiarem nieczystości. One przytrzymują go swym ciężarem na dole i porywają go ze sobą w proces rozkładu wszystkiego, co materialne.

Im bardziej staje się duchowy zarodek w swym rozwoju świadomy, tym bardziej jego zewnętrzna otoczka przekształca się w zależności od stanu wnętrza. Staje się piękniejsza lub szpetniejsza w zależności od tego, czy podąża w stronę szlachetnego, czy w stronę niskiego.

Każda zmiana, którą duchowy zarodek uczyni, zawiązuje włókna, które ciągnie on za sobą. Włókna te mogą w wyniku częstego błądzenia wytworzyć z wielu pętli sieć, w którą się zapłacze. Dlatego albo zginie, ponieważ sieć mocno go trzyma, albo musi wyrwać się z niej przemocą.

Wibracje, którym się na swej drodze oddawał kosztując je i delektując się nimi, pozostają z nim połączone i ciągną się za nim w postaci włókien. Po włóknach tych powracają ciągle do niego także rodzaje wibracji, które sobie wybrał.

Jeżeli przez dłuższy czas podążać będzie w tym samym kierunku, to zarówno bliższe, jak i dalsze włókna oddziaływać będą ciągle tak samo. Jeżeli jednak zmieni kierunek, to bardziej odległe wibracje w wyniku powstałego skrzyżowania będą stawać się coraz słabsze, ponieważ muszą najpierw przejść przez węzeł, który im przeszkadza. Węzeł wytwarza już połączenie i spłynięcie z nowym kierunkiem, który jest innego rodzaju.

W taki sposób wszystko idzie coraz dalej i dalej. Włókna duchowego zarodka stają się w trakcie jego rośnięcia gęstsze i mocniejsze tworząc w ten sposób karmę, której wpływ może być w końcu tak wielki, że dołączy do ducha taką lub inną skłonność, która z kolei może przeszkadzać w wolnym podejmowaniu decyzji. Owa skłonność nadaje duchowi kierunek, który można z góry przewidzieć. W ten sposób wolna wola zostaje zasłonięta i nie może się już przejawiać jako taka.

Na początku jest więc zawsze wola wolna. Później wola wielu ziemskich ludzi zostaje tak mocno obciążona powyżej opisanym sposobem, że nie może już być wolą wolną.

W taki sposób coraz bardziej rozwijający się duchowy zarodek musi nieustannie zbliżać się do ziemi, ponieważ od ziemi wychodzą najmocniejsze wibracje, a on do nich coraz bardziej świadomie zmierza lub, dokładniej to określając, pozwala się przez nie »przyciągać«. Chce w ten sposób coraz mocniej delektować się tymi rodzajami wibracji, które wybrał sobie w zależności od swych skłonności. Chce przejść od »kosztowania« do prawdziwego »delektowania się« i »używania«.

Wibracje przychodzące od strony ziemi dlatego są tak mocne, ponieważ na ziemi znajduje się coś bardzo wzmacniającego, coś nowego dla zarodka ducha: gęstomaterialna cielesna siła płci**!

Posiada ona zdolność, a równocześnie jest to jej zadanie, »rozżarzyć« wszelkie duchowe odczuwanie. Dopiero pod jej wpływem duch odpowiednio łączy się ze światem materialnym i dopiero potem duch może działać z pełną siłą. Ma wtedy wszystko co potrzebne, aby z całą mocą przejawić się w materii, stać w niej mocno pod każdym względem, pokonać wszelkie materialne przeszkody, posiąść wszelkie środki obronne, a także mocną ochronę przeciw wszystkiemu.

Stąd biorą się owe olbrzymie fale siły, fale mające swe źródło w przeżywaniu ludzi na ziemi. Sięgają wprawdzie zawsze tylko tam, gdzie sięga materialne stworzenie, lecz za to wibrują w nim aż po jego najbardziej delikatne krańce.

Człowieka szlachetnego, stojącego na bardzo wysokim poziomie duchowym, który wcieliłby się na tę ziemię i podchodziłby do swych bliźnich z wzniosłą, duchową miłością, ludzie odczuwaliby jak obcego i nie mógłby się on do nich wewnętrznie zbliżyć, gdyby nie jego siła płci. Zabrakło by mostu służącego zrozumieniu i duchowemu odczuwaniu i w wyniku tego powstałaby przepaść.

Lecz w momencie, kiedy owa duchowa miłość połączy się czysto z siłą płci i zostanie przez nią rozpalona, nurt dla całej materii otrzyma inną żywotność. Stanie się ziemsko bardziej rzeczywisty i będzie na ziemskich ludzi oraz na całą materię oddziaływać pełniej i bardziej zrozumiale. Dopiero potem miłość duchowa zostanie przez materię przyjęta i odczuta, i może wnieść do stworzenia błogosławieństwo, które ludzki duch przynosić powinien.

W tym połączeniu tkwi coś potężnego. To jest także właściwym lub głównym celem owego naturalnego popędu, który jest dla wielu ziemskich ludzi tak zagadkowy i niezmierny. Powinien pomagać w rozwoju ducha, aby ten mógł uzyskać pełnię siły dla swego działania w materii! Bez naturalnego popędu byłaby duchowość dla materii zbyt obca, a w wyniku tego nie mogłaby odpowiednio się przejawiać. Płodzenie odgrywa w tym wszystkim rolę drugorzędną. Główną sprawą jest uzyskanie rozmachu, który przejawia się w człowieku pod wpływem tego połączenia. Ludzki duch otrzymuje w ten sposób także pełną moc, żar oraz witalność i dzięki temu procesowi jest, można to tak nazwać, gotów. Dlatego także dopiero w tym momencie człowiek zaczyna ponosić pełną odpowiedzialność!

Mądra Sprawiedliwość Boża daje równocześnie człowiekowi w tym ważnym punkcie zwrotnym nie tylko możliwość pozbycia się karmy, którą do tej pory obciążył swą wolną wolę, lecz także naturalny impuls służący temu celowi. Każdy może w ten sposób swą wolę całkowicie wyzwolić, aby żyć później w stworzeniu ze świadomością posiadania swej mocy, by stać się Bożym dziecięciem, aby w tym sensie działać i podążać w otoczeniu czystych, wzniosłych uczuć do wyższych sfer, do których później będzie także sam przyciągany z chwilą odłożenia swego gęstomaterialnego ciała.

Jeżeli człowiek tak nie postąpi, to jest to tylko jego wina. Przecież równocześnie z siłą płci obudzi się w nim przede wszystkim potężna siła dążąca wzwyż i tęsknota do ideału, do wszystkiego, co piękne i czyste. W wypadku niezepsutych młodych ludzi obojga płci można to zawsze zauważyć bardzo wyraźnie. Stąd pochodzą owe marzenia młodych lat, których nie powinno utożsamiać się z dzieciństwem, euforia, która przez dorosłych niestety często kwitowana jest pobłażliwymi uśmieszkami.

To dlatego też pojawiają się w młodych latach owe niewytłumaczalne, delikatnie zamyślone uczucia, z lekkim odcieniem powagi. Chwile, w których młodzieńcowi lub dziewczynie wydaje się, jak gdyby dźwigali na swych barkach wszystkie boleści i smutki świata, gdy ich ogarnie przeczucie głębokiej powagi, a nic z tego nie dzieje się bez przyczyny.

Także ów częsty zarzut, że nikt ich nie rozumie, ma właściwie rację bytu. To tymczasowe poznanie faktu, że ich otoczenie jest zakłamane i nie chce, ba, nawet nie może pojąć ich odświętnych pierwszych kroków w stronę czystego wzlotu do wyżyn ducha. Otoczenie to dopiero wtedy jest zadowolone, kiedy owo tak uporczywie ostrzegające uczucie w dojrzewających duchach pozostanie strącone w tzw. realność i trzeźwość, które są dla niego bardziej zrozumiałe. Uważa, że dopiero wtedy ludzkość ma z nich pożytek i w swym jednostronnym rozumowym pojmowaniu twierdzi, że tylko i wyłącznie taki stan jest normalny.

Pomimo tego można jednak natrafić na licznych skostniałych materialistów, których w takim samym okresie swego życia nachodziły podobne ostrzegawcze uczucia. Nawet od czasu do czasu z zadowoleniem i lekkim odcieniem sentymentalizmu czy nawet żalu przypominają sobie złote czasy pierwszej miłości. Można w tych wspomnieniach wyczuć ukryty gdzieś głęboko żal nad czymś utraconym, czymś, czego nie można bliżej określić.

I wszyscy w tym wypadku mają rację! To najcenniejsze zostało im bądź odebrane, bądź też sami lekkomyślnie to odrzucili zanurzeni w szarości dni powszednich, zdani na kpiny »przyjaciół« i »przyjaciółek«, zmanipulowani złą literaturą i niewłaściwymi przykładami. W obawie zagrzebali klejnot, którego blask wbrew temu wszystkiemu i tak znowu wynurzy się podczas ich dalszego życia. Przy tym zaniepokojone serce choć przez chwilę mocniej będzie biło w niewytłumaczalnym napływie tajemniczego smutku i tęsknoty.

I chociaż zazwyczaj szybko znowu stłumią owe uczucia i surowo zakpią z nich i z siebie samych, to i tak te uczucia są dowodem na to, że ów skarb istnieje. Na szczęście jest bardzo mało ziemskich ludzi, którzy mogą powiedzieć, że uczuć takich nigdy nie znali. Takim można tylko współczuć; przecież oni właściwie nawet nie żyli.

Lecz także owi zepsuci lub powiedzmy raczej godni politowania ziemscy ludzie odczuwają tęsknotę, kiedy nadarzy się okazja i spotkają się z człowiekiem, który w wyniku swojego właściwego stanowiska w pełni korzysta z siły owego wzlotu, staje się wewnętrznie czysty i już na ziemi wyróżnia się szlachetnością swego wnętrza.

Pierwszym skutkiem owej tęsknoty w wypadku takich ludzi bywa jednak najczęściej niechciane poznanie, jak sami nisko upadli i co wszystko stracili. Poznanie to przechodzi stopniowo w nienawiść, która może zamienić się nawet w niekontrolowaną wściekłość. Nierzadko również zdarza się, że duchowo wyraźnie wysoko stojący człowiek spowoduje bez jakiejkolwiek konkretnej przyczyny nienawiść całych tłumów. Tłumy te nie są zdolne potem do niczego innego, tylko do okrzyków: »Ukrzyżujcie, ukrzyżujcie go!« To stąd taka wielka liczba męczenników zanotowana w dziejach ludzkości.

Przyczyną takiego postępowania jest okrutny ból spowodowany tym, że ziemscy ludzie ci zobaczyli u innych coś cennego, coś, co sami utracili. Ból, który przejawiają nienawiścią. W wypadku ziemskich ludzi z większą wewnętrzną żarliwością, którzy byli tylko przez zły przykład wstrzymani lub porwani w bagno, podczas spotkania z człowiekiem o wysokim wewnętrznym poziomie zmienia się tęsknota do na razie nieosiągniętego często w niezmierną miłość i szacunek. Gdziekolwiek tak szlachetny człowiek się pojawi, tam otoczenie zawsze jest albo za nim, albo przeciwko niemu. Obojętność nie jest możliwa.

Tajemniczo promieniujący wdzięk niezepsutej dziewczyny lub niezepsutego młodzieńca nie jest niczym innym, jak tylko czystym kiełkowaniem budzącej się siły płci, która poślubia siłę ducha i jest przepełniona tęsknotą do wyższego i najszlachetniejszego. Te mocne wibracje inni wyczuwają!

Stworzyciel zadbał troskliwie o to, aby owa zmiana nastała w człowieku wtedy, kiedy osiągnie wiek umożliwiający pełnię świadomości swego chcenia i postępowania. W ten sposób nadchodzi moment, w którym człowiek bardzo łatwo może i powinien, pozbyć się wszystkiego, co utkwiło w nim z przeszłości, ponieważ w tym okresie połączył się z mocną siłą, która spoczywa w jego wnętrzu. Wszystko odpadłoby nawet samo, gdyby zachował w sobie chcenie do dobra, które w tym okresie nieustannie go pociąga. Mógłby potem bez wysiłku wejść na wyższy stopień, stopień przynależny jemu, człowiekowi, co zresztą owe uczucia same odpowiednio sygnalizują!

Zauważcie tylko, jak bardzo zatopiona w marzeniach jest niezepsuta młodość! To nic innego, jak tylko wyczuwanie wewnętrznego rozmachu, dążenie do wyzwolenia się od wszelkiego brudu i gorąca tęsknota do ideału. Ponaglający niepokój jest wszakże sygnałem, że nie wolno marnować czasu i że trzeba się karmy energicznie pozbyć, a tym samym rozpocząć duchowy wzlot.

Dlatego ziemia jest dla człowieka owym ważnym punktem zwrotnym!

Jest coś cudownego w trwaniu w owej zwartej sile, w działaniu w niej i z nią! Oczywiście pod warunkiem, że człowiek obierze właściwy kierunek. Nie ma niczego żałośniejszego od jednostronnego roztrwonienia tej siły w ślepym zauroczeniu zmysłami i gdy ziemski człowiek podłamuje tak swego ducha i w wyniku tego traci wielką część motywacji, która tak bardzo jest jemu potrzebna do wzlotu.

A przecież w większości wypadków ziemski człowiek zmarnuje ów cenny okres przemian, pozwoli, aby otoczenie posiadające tzw. »wiedzę« skierowało go na fałszywe tory, które nie tylko nie pozwolą jemu podążać wzwyż, lecz niestety zbyt często prowadzą go w głębiny. Potem już nie potrafi otrząsnąć się z lgnących do niego zmąconych wibracji, które są tym coraz bardziej wzmacniane. W ten sposób przędzie i plącze włókna wokół swej wolnej woli tak bardzo, że nie potrafi jej potem nawet rozpoznać.

Tak przebiega to podczas pierwszego wcielenia na ziemię. Podczas dalszych wcieleń, które są później niezbędne, przynosi człowiek ze sobą o wiele mocniejszą karmę. Każda następna inkarnacja przynosi jednak znów możliwość otrząśnięcia się z karmy. Żadna karma nie może być silniejsza od ducha człowieka, który osiągnął pełnię siły poprzez stałe połączenie z materią za pośrednictwem siły płci. Karma przecież też należy do materii.

Jeżeli jednak człowiek zmarnował wszystkie okazje umożliwiające jemu odrzucenie karmy, jeżeli w ten sposób pozbawił się możliwości odzyskania z powrotem wolnej woli, jeżeli jeszcze bardziej się zaplątał i upadł bardzo głęboko, to i tak w dalszym ciągu posiada możliwość skorzystania z pomocy sprzymierzeńca, który pomoże jemu karmę zwyciężyć i osiągnąć wzlot. Jest to sprzymierzeniec najpotężniejszy ze wszystkich, posiadający zdolność zwyciężania nad wszystkim.

Mądrość Stworzyciela zorganizowała wszystko w materii tak, że wyżej wymienione okresy nie są jedynymi okazjami, podczas których człowiek ma możliwość skorzystania z ofiarowanej jemu szybkiej pomocy, aby mógł odnaleźć samego siebie i swą rzeczywistą wartość i jest wręcz wyjątkowo mocno pobudzany, aby jego uwaga zwróciła się w tę stronę.

Tą czarodziejską mocą, gotową nieść pomoc człowiekowi kiedykolwiek podczas całego jego ziemskiego życia, mocą promieniejącą z tego samego połączenia siły płci z siłą ducha i zdolną odrzucić karmę, jest Miłość! Nie chodzi jednak o zaślepioną pożądaniem miłość gęstomaterialną, lecz o Miłość wzniosłą, czystą, o Miłość nie myślącą o sobie, która nie chce nic innego poza dobrem kochanego człowieka. Także ona jest częścią materialnego stworzenia i nie żąda żadnych ograniczeń czy wręcz ascezy. Życzy kochanemu człowiekowi zawsze tylko tego, co najlepsze, troszczy się o niego i cierpi razem z nim, lecz dzieli z nim także radość.

Podstawami takiej Miłości są ideały i tęskne uczucia podobne do tych, które odczuwa niezepsuta młodzież podczas pojawiania się siły płci. Miłość jednak zmusza odpowiedzialnego, a więc dojrzałego człowieka, aby rozwinął z całą swoją siłą swe możliwości aż do granic bohaterstwa, a więc przejawia się także siła twórcza i wola walki. Nie ma przy tym żadnych granic wiekowych! Kiedy tylko człowiek pozwoli, aby zagnieździła się w nim czysta Miłość, bez względu na to, czy chodzi o miłość mężczyzny do kobiety lub kobiety do mężczyzny, miłość do przyjaciela lub przyjaciółki, miłość do rodziców lub miłość do dziecka, to, jeżeli jest ona czysta, jej pierwszym darem będzie okazja do odrzucenia wszelkiej karmy. Karma rozwiązuje się wtedy już tylko czysto »symbolicznie«*** i pozwala rozkwitać wolnej, świadomej woli, która może zmierzać tylko w górę. Naturalnym skutkiem tego jest wyzwolenie się z trzymających człowieka w dole hańbiących okowów i początek wzlotu.

Pierwszym odczuciem, które odżywa wraz z budzącą się czystą miłością, jest to, że nie jesteśmy godni osoby, którą kochamy. Proces ten można innymi słowami nazwać przebudzeniem skromności i pokory, a więc osiągnięciem dwóch wielkich cnót. Do tego jeszcze dołącza pragnienie trzymania nad kochaną osobą ochronnej ręki, aby nie zaznała krzywdy oraz by mogła podążać słonecznymi i ukwieconymi drogami. Nie bez przyczyny mówi się: »Chcę nosić cię na rękach«. Właśnie to powiedzenie najlepiej określa owo narastające uczucie.

W tym wszakże zawarte jest wyparcie się własnej osobowości i olbrzymia wola, aby służyć, która sama w sobie mogłaby wystarczyć do tego, aby odrzucić wszelką karmę w krótkim czasie. Oczywiście tylko wtedy, jeżeli wola ta potrwa dłużej i nie ustąpi miejsca popędowi zmysłów. Wreszcie towarzyszy czystej miłości także gorące życzenie uczynienia dla ukochanej osoby czegoś naprawdę wielkiego i szlachetnego, a to zawsze idzie w parze z troską o to, aby jej nie zasmucić i nie skrzywdzić nawet złym spojrzeniem, myślą lub słowem, tym bardziej złym uczynkiem. Budzi się też do życia niezmierna delikatność w postępowaniu.

Chodzi więc o zachowanie w sobie tych czystych uczuć po to, aby zapanowały nad całą resztą. Taki człowiek już nigdy nie będzie ani chciał zła, ani robił niczego złego. On po prostu już nawet tak postępować nie może. Wręcz na odwrót. Owe uczucia są dla niego najlepszą ochroną, zawarta jest w nich największa siła, są dla niego radcą i pomocnikiem, mającym na myśli tylko jego dobro.

Dlatego ciągle podkreślam, jak niezmierna moc zawarta jest w Miłości! Tylko Miłość nad wszystkim zwycięży i wszystko potrafi. Ale tylko wtedy, jeżeli nie jest miłością wyłącznie ziemsko pożądliwą, zawierającą w sobie zazdrość i wszystkie z niej wywodzące się złe cechy.

Stworzyciel w ten sposób w swej mądrości wrzucił w stworzenie koło ratunkowe, na które w swoim ziemskim życiu natrafi każdy człowiek i to nieraz, aby mógł się go przytrzymać i z jego pomocą wybić się w górę!

Ta pomoc jest tu dla wszystkich bez względu na wiek, płeć, posiadany majątek i zajmowaną pozycję. Dlatego Miłość jest największym darem Bożym! Kto to pojął, ten ma pewność, że uratuje się w każdej sytuacji i z każdej głębiny! Poprzez Miłość człowiek się wyzwala i zyskuje znów najszybciej i najprościej niezmąconą, wolną wolę, która poprowadzi go wzwyż.

Nawet gdyby tonął w głębinach, które doprowadzałyby go do rozpaczy, to Miłość zdolna jest wynieść go z siłą huraganu w górę do Światła, do Boga, który sam jest Miłością. W momencie, kiedy z jakiegokolwiek powodu ożyje w człowieku czysta miłość, to od razu uzyskuje on bezpośrednią łączność z Bogiem, ze Źródłem wszelkiej Miłości i w ten sposób otrzymuje także największą pomoc. Albowiem gdyby człowiek posiadał wszystko, a nie posiadał miłości, to byłby tylko dźwięczącym metalem lub brzmiącym dzwonem, a więc nie posiadałby ciepła ani życia… byłby niczym!

Kiedy jednak zapłonie w nim prawdziwa miłość do któregoś z jego bliźnich, miłość, która troszczy się tylko o to, aby nieść ukochanemu człowiekowi światło i radość, aby nie porywać go w głębiny lekkomyślną żądzą, lecz aby wynosić go w górę i zarazem bronić, wtedy człowiek ów ukochanej osobie służy. Nie uświadamia sobie przy tym swojej rzeczywistej służby, ponieważ staje się niejako kimś, kto bez egoizmu daje. I właśnie ta służba go wyzwala!

Wielu z was teraz sobie powie: »Przecież właśnie tak postępuję lub przynajmniej dążę do tego! Poświęcam wszelkie dostępne mi środki, aby ułatwić żonie i rodzinie ziemskie życie, i chcę, by żyli radośnie, przyjemnie, wygodnie i bez trosk«.

Tysiące ziemskich ludzi pocznie bić się w piersi, poczują się wzniosie i będą uważać się za niesamowicie dobrych i szlachetnych. Mylą się! To przecież nie jest Żywa Miłość! Żywa Miłość nie jest tak jednostronnie ziemska, lecz o wiele bardziej dąży równocześnie do czegoś wyższego, szlachetniejszego i idealnego. Oczywiście, że nikomu nie wolno bezkarnie, to znaczy bez wyrządzania szkody sobie samemu, zapominać o rzeczach bezwarunkowo do życia na ziemi potrzebnych. Musi się z nimi liczyć, lecz nie powinno stać się to punktem centralnym jego myślenia i postępowania. Nad tym wszystkim żyje jedno wielkie i mocne, a dla wielu tak tajemnicze, życzenie; życzenie, aby móc być przed samym sobą rzeczywiście takim, za jakiego uważają go ci, którzy go kochają.

I to życzenie jest właściwą drogą. Ta prowadzi zawsze tylko wzwyż!

Prawdziwej i czystej miłości na pewno nie trzeba dopiero teraz wyjaśniać. Każdy czuje zupełnie dokładnie, jaka ona jest. Tylko często stara się sam siebie okłamywać, jeżeli widzi swoje błędy i jasno wyczuwa, jak jeszcze bardzo oddalony jest od tego, aby naprawdę czysto kochał. Lecz po uświadomieniu sobie tego musi się bardzo szybko i bez wahania poderwać, aby w końcu nie podążyć złą drogą. Bez prawdziwej miłości nie ma już dla niego wolnej woli!

Na ileż umożliwiających wzlot okazji ziemscy ludzie natrafiają i nie korzystają z nich. Ich narzekania i poszukiwania nie są więc w większości wypadków prawdziwe! Oni nawet nie chcą, jeżeli muszą sami w tym jakoś dopomóc, chociażby chodziło tylko o zmianę swych poglądów i nawyków. Ich narzekania są najczęściej łgarstwem i okłamywaniem samego siebie! Chcą, aby Bóg sam przyszedł do nich i zabrał do siebie, nie chcąc przy tym jednak wyrzec się swych wygód i miłości do samego siebie. Gdyby nawet do tego doszło, to może raczyliby ewentualnie coś uczynić, lecz od razu oczekiwaliby od Boga specjalnego za to podziękowania.

Pozostawcie owych leni, aby szli swoją drogą prosto do zguby! Nie są godni tego, aby ktoś się z powodu nich wysilał. Będą zawsze z narzekaniem i prośbami omijać nadarzające się okazje. A gdyby nawet taki ziemski człowiek skorzystał z okazji, to na pewno obdarłby ją z jej najszlachetniejszych klejnotów – z czystości, z poświęcenia i wciągnął ją tak w bagno nieczystych żądz.

Szukający i posiadający poznanie powinni nareszcie zebrać swoje siły i omijać takich ziemskich ludzi! Niech sobie nie myślą, że czynią coś, co Boga cieszy, kiedy nieustannie Jego Słowo i Jego Świętą Wolę tanio proponują wszystkim wokół, starając się ich pouczać tak, że powstaje wrażenie, jakoby sam Stworzyciel musiał żebrać za pośrednictwem tych, którzy w Niego wierzą, aby powiększyć krąg swych zwolenników. To bezczeszczenie, kiedy proponuje się te rzeczy ludziom sięgającym po nie brudnymi rękoma. Nie wolno wam zapominać o słowach zakazujących rzucania »pereł przed wieprze!«

A takie postępowanie nie jest niczym innym. To bezsensowne trwonienie czasu, którego nie wolno marnować na tak wielką skalę, jeżeli nie ma to zaszkodzić w wyniku działania zwrotnego. Pomagać powinno się tylko szukającym.

Ogólnie przejawiający się niepokój, owo poszukiwanie wolnej woli to przejaw, który ma rację bytu, to sygnał, że już najwyższy czas, aby owe poszukiwania rozpocząć. Cały ten proces jest wzmacniany podświadomym przeczuciem, że kiedyś mogłoby być na to już za późno. To utrzymuje poszukiwania ciągle żywymi. Najczęściej dzieje się tak jednak na darmo. Większość dzisiejszych ziemskich ludzi nie może już ożywić wolnej woli, ponieważ zbyt mocno się zaplątali!

Zaprzedali wolną wolę, odrzucili w kąt… w imię czego!?

Nie mogą teraz obarczać za to odpowiedzialnością Boga, a nieustannie próbują to robić, aby wszelkimi możliwymi sposobami zagłuszyć w sobie myśl o własnej odpowiedzialności, która na nich czeka. Mogą oskarżać tylko sami siebie! Nawet gdyby owo samo oskarżanie było pełne goryczy i największej boleści, to i tak byłoby to zbyt mało, aby zrównoważyć wartość zgubionego skarbu, który w tak bezsensowny sposób zdławili i zmarnowali.

Pomimo tego wszystkiego człowiek może jeszcze odnaleźć drogę, która prowadzi do odzyskania wolnej woli, jeżeli poważnie się o to stara. Tylko jednak wtedy, jeżeli jego życzenie wychodzi z najgłębszego wnętrza, jeżeli w nim naprawdę żyje i nigdy nie słabnie. Człowiek musi wzbudzić w sobie najgorętsze życzenie ponownego odzyskania wolnej woli. Nawet gdyby temu celowi poświęcił całe swoje ziemskie życie, to i tak tylko by zyskał. Przecież ponowne odzyskanie wolnej woli jest dla człowieka w najwyższym stopniu ważne i potrzebne! Zamiast słów »ponowne odzyskanie« można także powiedzieć »odgrzebanie« lub »obmycie«. Chodzi w gruncie rzeczy stale o to samo.

Dopóki jednak ziemski człowiek tylko o tym myśli i docieka, dopóty nie osiągnie niczego. Nawet największy wysiłek i wytrwałość muszą zawieść, ponieważ używając myślenia i dociekań ziemski człowiek nigdy nie przeniknie poza granice czasu i przestrzeni, a więc tam, gdzie leży rozwiązanie problemu. A ponieważ obecnie myślenie i dociekanie jest główną metodą wszelkich badań, to szanse na osiągnięcie sukcesu istnieją tylko w sprawach czysto ziemskich. Osiągnięcie innych wyników byłoby możliwe tylko wtedy, gdyby ziemscy ludzie zmienili się całkowicie, od podstaw.

Wykorzystajcie czas waszego obecnego ziemskiego życia! Myślcie o głównym punkcie zwrotnym, który zawsze niesie ze sobą całkowitą odpowiedzialność!

Dziecko trzeba traktować jako jednostkę duchowo niepełnoletnią, ponieważ w jego wypadku nie powstało jeszcze połączenie między duchem i materią, które powstaje dopiero z pojawieniem się siły płci. Dopiero kiedy siła ta zacznie działać, to odczuwanie dziecka wzmocni się do tego stopnia, że może przenikać przez stworzenie materialne, mieć na nie wpływ, przekształcać je i wytwarzać coś nowego. Razem z tym procesem dziecko samoczynnie przejmuje pełną i doskonałą odpowiedzialność. Do tego czasu efekty działania zwrotnego nie przejawiają się z całą mocą, ponieważ zdolność odczuwania działa o wiele słabiej.

Dlatego podczas pierwszej inkarnacji karma nie może mieć żadnej wielkiej mocy. Może mieć wpływ najwyżej na to, do jakich warunków człowiek się wrodzi, aby te z kolei duchowi pomagały w ciągu ziemskiego życia pozbawić się karmy poprzez uświadomienie człowiekowi jego cech. W trakcie tego ważną rolę mogłoby odgrywać przyciąganie poszczególnych właściwości jednorodnych. Lecz wszystko to działa tylko słabo. Właściwa karma, mocna i wyraźnie odczuwalna, zaczyna się dopiero w momencie połączenia się siły duchowej człowieka z jego siłą płci. Poprzez to połączenie człowiek nie tylko staje się pełnowartościowy w materii, lecz może materię pod każdym względem przewyższyć, jeżeli stanie na właściwej pozycji.

Dopóki do owego połączenia nie dojdzie, do człowieka nie mogą bezpośrednio zbliżyć się ani ciemności, ani zło. Dziecko jest przed tym chronione właśnie przez ową lukę, która oddziela go od świata materialnego. Jest jakby odizolowane. Brakuje mostu.

Dlatego wielu z was obecnie lepiej zrozumie, dlaczego dzieci posiadają o wiele lepszą ochronę przed atakami zła. Mówią o tym nawet przysłowia. Wraz z przebudzeniem siły płci wytworzy się most przez ową lukę. Po nim może człowiek maszerować w pełni swych bojowych sił, lecz tą samą drogą może do niego również podążać cała reszta, jeżeli nie zachowa dostatecznej ostrożności. Ale nigdy nie dotrze do niego z zewnątrz nic, dopóki nie posiada potrzebnej siły obronnej. Ani na moment nie powstanie nierównowaga, która pozwalałaby to usprawiedliwić.

W ten sposób rośnie także niezmiernie odpowiedzialność rodziców! Biada tym, którzy odbierają swym ziemskim dzieciom możliwość pozbawienia się karmy i podążania wzwyż. Biada tym, którzy pozbawiają ich tej możliwości poprzez niestosowne kpiny, niewłaściwe wychowanie lub wręcz poprzez dawanie złych przykładów, a do nich należy zaliczyć także wszelkie przejawy lizusostwa w najróżniejszych dziedzinach życia. Pokusy ziemskiego życia już same w sobie prowokują młodzież do tego lub owego. A ponieważ dorastającym ludziom nikt nie wytłumaczy, jaką właściwie mocą dysponują, oni tej mocy nie używają albo wcale, albo w znikomym zakresie. W większości wypadków moc tę zmarnują w sposób, którego nie można niczym usprawiedliwić, lub wręcz użyją jej w niewłaściwym i złym celu.

Nieznajomość rzeczy wiąże się zawsze z o wiele mocniejszym oddziaływaniem nieodwracalnej karmy. Karma rzuca swoje wpływające na wszystko promienie za pośrednictwem jednej ze skłonności w różnych kierunkach i ogranicza właściwą wolną wolę tak bardzo, że ta przestaje być wolna. Stąd wzięło się to, że większa część ziemskiej ludzkości nie może już wolnej woli przejawiać. Ludzie ziemscy sami z własnej winy ograniczyli się, spętali i zniewolili.

Jakże dziecinnie i niepoważnie wyglądają ziemscy ludzie, którzy starają się odrzucać myśl o bezwarunkowej odpowiedzialności i wolą oskarżać Stworzyciela o niesprawiedliwość! Jakże śmiesznie brzmią ich argumenty, którymi starają się udowodnić, że nie posiadają własnej wolnej woli, lecz że nimi się manipuluje, przetwarza się ich i formuje, a oni nie mogą w żaden sposób temu przeciwdziałać.

Gdyby choć raz, chociaż na chwilę chcieli uświadomić sobie, jak żałosną rolę właściwie odgrywają postępując w ten sposób. Przede wszystkim powinni nareszcie postarać się krytycznie na siebie spojrzeć i wziąć pod uwagę, jaka moc im była dana. Dopiero potem by poznali, w jak bezsensowny sposób marnują ową moc na rzeczy błahe, nic nie warte i przemijające, i jak swe zabawki wywyższają czyniąc z nich coś niby poważnego; poznaliby, że gdy myślą, że są w czymś najlepsi, to właśnie ukazują, jak bardzo są mali w porównaniu z właściwym ludzkim zadaniem w stworzeniu.

Dzisiejszego ziemskiego człowieka można przyrównać do mężczyzny, któremu powierzono królestwo, a który wbrew temu marnuje czas na najzwyklejsze dziecięce zabawy!

Na podstawie tych faktów oczywiście można oczekiwać tylko jednego, a mianowicie, że potężne siły, które dane były człowiekowi do dyspozycji, w końcu go zmiażdżą, ponieważ nie potrafi nimi pokierować.

Już najwyższy czas, aby w końcu się obudzić! Człowiek powinien w całości wykorzystać czas i łaskę, którą otrzymuje z każdym ziemskim życiem. Do tej pory nawet nie podejrzewa, jak bardzo jest to dzisiaj ważne. Z chwilą ponownego wyzwolenia swojej woli, która jest obecnie tak zniewolona, zacznie jemu służyć wszystko, co dzisiaj tak często wydaje się być przeciwko niemu. Nawet promieniowania gwiazd, których wielu tak się obawia, istnieją tu tylko dlatego, aby człowiekowi pomagać. Nie jest ważne, jakiego są gatunku.

Każdy sobie z tym poradzi bez względu na ciężar spoczywającej na nim karmy! Nawet wtedy, kiedy promieniowanie gwiazd wydaje się być ciągle nieprzychylne. Wszystko rozwija się niekorzystnie tylko wtedy, gdy wola nie jest wolna. Ale nawet wtedy jest to tylko pozornie niekorzystne, ponieważ w rzeczywistości chodzi o jego dobro, nawet kiedy sam już nie wie, co począć. Zmusza to człowieka do obrony, pobudza go i czyni wewnętrznie żywym.

Strach przed promieniowaniem gwiazd jest wszakże nie na miejscu, ponieważ wywołane tym promieniowaniem objawy są zawsze tylko włóknami karmy, które ten lub ów ze sobą niesie. Promieniowanie gwiazd wytwarza tylko kanały, do których sprowadzana jest cała w tym czasie człowieka otaczająca karma, jeżeli jej rodzaj odpowiada rodzajowi aktualnie aktywnych promieni. Jeżeli więc promieniowanie gwiazd jest niekorzystne, to do owych kanałów wpływa tylko unosząca się nad człowiekiem niekorzystna karma, która dokładnie odpowiada gatunkowi promieniowania – żadna inna. Tak samo wygląda sytuacja podczas promieniowania korzystnego. W tak koncentrowany sposób prowadzoną karmę może człowiek wszakże podczas jej rozwiązywania bardzo wyraźnie odczuć. Lecz przecież tam, gdzie złej karmy nie ma, nie może nawet niekorzystne promieniowanie gwiazd przejawić się negatywnie. Nie można oddzielać jednego od drugiego.

Także w tym znowu poznajemy wielką Miłość Stworzyciela. Gwiazdy kontrolują karmę, kierują jej działaniem. W wyniku tego nie może zła karma oddziaływać na człowieka nieustannie, lecz musi dać jemu czas na odpoczynek – promieniowanie gwiazd przecież się zmienia, a zła karma nie może przejawiać się podczas pozytywnego promieniowania! Przestanie na jakiś czas oddziaływać i czeka, aż znów pojawi się promieniowanie negatywne, a więc nie może człowieka tak łatwo całkowicie załamać. A jeżeli człowiek posiada tylko złą karmę, to pozytywne promieniowanie przynajmniej cierpienia na jakiś czas przerwie.

Także w tym wypadku tryby procesu kręcą się dokładnie tak, jak trzeba. Jedno koło popędza drugie i równocześnie pilnuje, aby nie dochodziło do nieprawidłowości. I tak wszystko kręci się dalej, jak w olbrzymim mechanizmie. Tryby współdziałają ze sobą we wszystkich kierunkach z największą dokładnością. Umożliwiają kontynuację ruchu i nieustannie popędzają wszystko naprzód w nieustającej ewolucji.

W samym środku tego wszystkiego stoi jednak człowiek z niezmierną, podarowaną jemu mocą i swym chceniem decyduje o kierunku, w jakim ów mechanizm będzie podążał. Lecz zawsze tylko sam dla siebie! Jego działanie może poprowadzić go w górę lub w dół, lecz o jego końcu zadecyduje tylko stanowisko zajęte przez niego.

Zespół kół stworzenia to jednak nie sztywna materia. To wszystko żywe formy i istoty, których moc wynika właśnie ze wspólnego działania. Całe to godne podziwu tkanie służy tylko i wyłącznie człowiekowi ku pomocy, dopóki sam nie zacznie przeszkadzać niewłaściwie korzystając z mocy, którą jemu dano i którą w dziecinny sposób marnuje. Powinien nareszcie w tym wszystkim zająć właściwe stanowisko, aby mógł stać się tym, czym być powinien. Być posłusznym, znaczy w rzeczywistości to samo, co rozumieć! Służyć, znaczy pomagać. Pomagać wszakże to to samo, co panować. W krótkim okresie może każdy wyzwolić swoją wolę do tego stopnia, że stanie się naprawdę wolna. W ten sposób wszystko się dla danej jednostki zmieni, ponieważ najpierw ona sama ulegnie wewnętrznym zmianom.

Lecz dla tysięcy, dla setek tysięcy, wręcz dla milionów, jest już za późno, ponieważ nie chcą zmiany. To przecież całkiem naturalne, że siła pokierowana w niewłaściwy sposób w końcu maszynę, której mogła służyć i pomagać, rozbije.

Gdy wkrótce tak się stanie, to wtedy naraz wszyscy, którzy się wahali, przypomną sobie o istnieniu modlitwy, lecz nie będą już potrafili we właściwy sposób się modlić, a tylko to mogłoby im przynieść pomoc. W momencie, kiedy zauważą, że wszystko zawiodło, ogarnie ich rozpacz, która szybko zamieni się w złorzeczenia. Będą narzekać i twierdzić, że nie może istnieć Bóg, który dopuszcza do tego wszystkiego. Nie zechcą uwierzyć w nieugiętą Sprawiedliwość. A już wcale nie będą chcieli uwierzyć w to, że dano im moc, przy pomocy której mogli jeszcze wszystko zawczasu zmienić. Mało tego, że bardzo często im to wręcz przypominano.

Z uporem dziecka żądają dla siebie kochającego Boga, który według ich wyobrażeń wszystko wybacza. Tylko w tym chcą widzieć Jego wielkość! W jaki sposób więc ów Bóg ma według nich postępować z tymi, którzy zawsze poważnie Go poszukiwali, będąc z tego powodu gnębionymi, szykanowanymi i wyśmiewanymi przez tych, którzy obecnie oczekują wybaczenia?

Są to ziemscy ludzie postępujący niedorzecznie i nieustannie dążący do tego, aby mogli pozostać ślepymi i głuchymi, chociaż sami w ten sposób rzucają się w zniszczenie, które powstało w wyniku ich gorliwych przygotowań i poczynań. Pozostawcie ich więc na pastwę ciemności, do których uparcie dążą w domniemaniu, że wszystko wiedzą lepiej. Opamiętanie może przyjść tylko poprzez własne przeżywanie. Dlatego też ciemności będą dla nich najlepszą szkołą. Lecz nadszedł dzień, nadeszła godzina, kiedy jest już za późno nawet na taką drogę, ponieważ zabrakło czasu na to, aby w wyniku właściwego poznania i własnych przeżyć mogli się jeszcze od owych ciemności oderwać. Jest już za późno, aby rozpocząć wzlot. Z tego powodu już teraz jest najwyższy czas, aby zacząć nareszcie poważnie zajmować się Prawdą.

*»Na razie opisuję wszystko w ogólnych zarysach. W dalszych wykładach opiszę to bardziej szczegółowo.«

**Wykład: »SIŁA PŁCI I JEJ ZNACZENIE DLA WZLOTU DUCHA«

***Wykład: »ROLA SYMBOLIKI W LUDZKIM LOSIE«

Dodaj komentarz

MODLITWA

MODLITWA

54.

Jeżeli już padną na temat modlitwy jakiekolwiek słowa, to są one zwrócone oczywiście tylko w stronę tych, którzy modlitwą się interesują.

Kto w sobie nie odczuwa pragnienia modlitwy, ten całkiem spokojnie może z niej zrezygnować, ponieważ jego słowa lub myśli na pewno rozpłyną się w nicość. Jeśli modlitwa nie jest do głębi przeniknięta uczuciami, to nie ma wartości i dlatego też nie odnosi żadnego skutku.

Chwila, w której człowieka w wielkiej radości ogarnie wdzięczność, tak samo jak w cierpieniu uczucie najgłębszej boleści jest najlepszą podstawą do modlitwy i ta na pewno wtedy przyniesie efekt. W takich chwilach ogarnia człowieka szczególne uczucie, które stłumi w nim całą resztę. To umożliwia głównemu celowi modlitwy otrzymanie niezmąconej siły i to bez względu na to czy chodzi o dziękczynienie, czy o prośbę.

Ludzie ziemscy w ogóle często niewłaściwie wyobrażają sobie początek modlitwy, jej przebieg i cały dalszy rozwój. Nie każda modlitwa dotrze w pobliże Tego, który kieruje światami. Wręcz na odwrót – tylko w bardzo nielicznych wypadkach modlitwa może rzeczywiście dotrzeć aż do stopni Jego tronu. Także w tym wypadku o efekcie decyduje w największym stopniu prawo przyciągania jednorodnego.

Poważnie potraktowana, głęboko przepojona uczuciem modlitwa tym, że sama przyciąga i równocześnie jest przez jednorodność przyciągana, nawiązuje kontakt z centralą siły takiego gatunku, którym przeniknięta jest główna myśl modlitwy. Owe centrale sił można równie dobrze nazwać poszczególnymi poziomami, czy jeszcze inaczej, w gruncie rzeczy chodzi jednak ciągle o to samo.

Działanie zwrotne przyniesie potem ze sobą to, co było zgodne z głównym celem i zawartością modlitwy. Może to być spokój, siła, odpoczynek, nagłe we wnętrzu powstałe plany, rozwiązanie problemu i tak dalej. Wynikiem modlitwy zawsze będzie coś dobrego, choćby miał to być tylko większy spokój i koncentracja, które potem zawsze odnajdą wyjście z sytuacji, ratunek.

Jest także możliwe, że w ten sposób wysłane modlitwy, zwielokrotnione siłą jednorodnych z nimi central, odnajdą subtelnomaterialną drogę do takich ludzi, którzy znalazłszy się pod ich wpływem zdolni są przynieść pomoc. Tak oto modlitwa się spełni.

Jeżeli bacznie obserwujecie życie subtelnomaterialne, to wszystkie te procesy są dla was zrozumiałe. Także w tym wypadku sprawiedliwość polega na tym, że o modlitwie zawsze decyduje stan wewnętrzny modlącego się i stan ten wpływa na siłę modlitwy oraz na to, co z niej wyniknie.

Podczas olbrzymich procesów subtelnomaterialnych we wszechświecie odnajdzie każdy gatunek uczucia jednorodność, albowiem inny gatunek nie tylko nie mógłby go przyciągać, lecz działałby wręcz odpychająco. Tylko podczas kontaktu z jednorodnym następuje połączenie, a w wyniku tego także wzmocnienie.

Modlitwa zawierająca różnorodne uczucia, które pomimo swego rozproszenia niosą jeszcze w wyniku głębokiego zaangażowania modlącego się pewną siłę, będzie więc przyciągać różne uczucia i w zwrotnych skutkach przyniesie także różne spełnienia.

To, czy spełnienia te zrealizują się, zależy całkowicie od gatunku poszczególnych części modlitwy, a te z kolei mogą się wzajemnie wzmacniać lub sobie przeszkadzać. Podczas modlitwy jednak w każdym wypadku lepsze efekty przynosi wysyłanie tylko jednej myśli jako uczucia, aby nie mógł nastać chaos.

Dlatego też nie chcę, aby ludzie odmawiali modlitwę »Ojcze nasz« jako jedną całość. Podsumowałem w niej tylko to wszystko, co człowiek może dla siebie podczas poważnie potraktowanej modlitwy przede wszystkim wyprosić tak, że na pewno będzie to spełnione.

W owych prośbach zawarte są podstawy wszystkiego, co człowiek potrzebuje dla osiągnięcia swojego cielesnego zdrowia i duchowego wzlotu. Dają wszakże jeszcze więcej! Prośby te równocześnie wskazują, dokąd mają zmierzać wysiłki człowieka podczas jego ziemskiego życia. Konstrukcja owych próśb jest sama w sobie dziełem mistrzowskim.

Już tylko »Ojcze nasz« może być dla poszukującego wszystkim, jeśli człowiek zagłębi się w nim i we właściwy sposób go pojmie. Niczego innego poza modlitwą »Ojcze nasz« jemu nie potrzeba. Ona umożliwia w najbardziej zwartej formie poznanie całej Ewangelii. Kto we właściwy sposób potrafi przeżywać tę modlitwę, ten posiadł klucz do światłych wyżyn. Może ona być dla każdego dążącego wzwyż tak samo kosturem, jak światłem na drodze naprzód i wzwyż! Tak wielkie wartości w sobie ukrywa*.

Już owo bogactwo modlitwy »Ojcze nasz«, wskazuje w jakim celu ją ludziom ofiarowano. Jest ona kluczem do Królestwa Bożego ofiarowanym ludzkości przeze Mnie Jezusa! To sedno Mojego ówczesnego Przesłania. Nie chciałem jednak, abyście odmawiali ją w całości, tak, jak została podana.

Człowiek odmawiający z uwagą »Ojcze nasz« zauważy sam, do jakiego stopnia głębokość jego uczucia doznała różnych zmian i odchyleń, gdy przechodził kolejno przez poszczególne prośby. Tak będzie się działo nawet w tym wypadku, jeżeli prośby te są dla niego bardzo zwyczajne i powszednie. Przechodzenie od jednej prośby do drugiej z gorącym zaangażowaniem, które jest w wypadku modlitwy nieodzowne, po prostu nie jest dla niego możliwe!

Ja Jezus na swój sposób wszystko ludzkości ułatwiam. Właściwym określeniem w tym wypadku byłoby: Czynie wszystko »dziecinnie prostym«. Podkreślam: »Bądźcie jak dzieci!« Niech więc wasze myśli są dziecinnie proste, nie szukajcie problemów. Nigdy nie żądałbym od ludzkości czegoś tak niemożliwego, jak odmawiania z głębokim zaangażowaniem całego »Ojcze nasz«.

To powinno ludzi przekonać o tym, że chcę czegoś innego, czegoś wyższego. Nie ofiarowałem tylko prostej modlitwy, lecz ofiarowałem klucz do Królestwa Bożego!

Wielostronność modlitwę zawsze osłabia. Nawet dziecko nie przychodzi do ojca z siedmioma prośbami równocześnie, lecz zawsze tylko z tym, co najbardziej leży jemu na sercu i to bez względu na to, czy chodzi o jakieś zmartwienie, czy o prośbę.

Tak samo człowiek powinien w swym cierpieniu zwracać się z prośbą do Boga i mówić, co go gnębi. Najczęściej będzie to zawsze tylko jedna, całkiem szczególna prośba, a nie wiele próśb na raz. Także nie powinien prosić o pomoc w sprawach, które na razie go nie dręczą. Taka prośba staje się tylko formą, ponieważ człowiek nie może się w nią w swym wnętrzu wystarczająco żywo wczuć. Równocześnie osłabia także inną, może o wiele ważniejszą prośbę.

Człowiek powinien więc prosić zawsze tylko o to, co jest dla niego rzeczywiście konieczne! Unikajcie wszelkich pustych form, które zawsze rozpraszają, a z czasem prowadzą do obłudy!

Modlitwie jest potrzebna naprawdę głęboka powaga. Módlcie się więc w spokoju i czystości ducha, aby spokój ów wasze uczucia wzmocnił, a czystość mogła nadać im świetlistą lekkość, która zdolna jest wynieść modlitwę aż do wyżyn Światła, do wyżyn Czystości. Dopiero potem nadejdzie takie spełnienie, które jest dla proszącego najbardziej korzystne, które pomoże jemu podążyć naprzód w jego całym bycie!

To nie siła modlitwy potrafi tę modlitwę pchnąć wzwyż, lecz tylko czystość i wraz z nią równocześnie jej odpowiadająca lekkość. Czystość podczas modlitwy jest przecież osiągalna dla każdego człowieka, chociaż może nie w trakcie każdej modlitwy i to wtedy kiedy obudzi się w nim do życia tęsknota do proszenia. W tym celu nie potrzeba spędzać koniecznie całego życia w czystości. To nie może przeszkadzać, a unieść się, przynajmniej tu i tam przy modlitwie na sekundę w czystości swojego uczucia, może przecież każdy.

Siły modlitwy nie wspiera jednak tylko spokój i izolacja, która umożliwia głębszą koncentrację, lecz wzmacniają ją także wszystkie gwałtowne przeżycia, takie jak strach, troska lub radość.

To równocześnie nie oznacza jednak, że modlitwa spełni się za każdym razem zgodnie z ziemsko pojmowanymi wyobrażeniami i życzeniami. Jej pełne miłości spełnienie sięga o wiele dalej, a do dobra prowadzi nie ulotna ziemska chwila, lecz całość! Później często dochodzicie do wniosku, że właśnie pozorne niespełnienie prośby było jedynym właściwym i najlepszym wysłuchaniem modlitwy. Człowiek jest potem szczęśliwy, że nie działo się według życzenia, które go podczas modlitwy wypełniało.

A teraz o wstawiennictwie! Czytelnicy i słuchacze często pytają, jak może działanie zwrotne podczas wstawiennictwa odnaleźć drogę do człowieka, który sam się nie modlił, lecz za niego modlił się ktoś inny. Wskazują na to, że uczynki działania zwrotnego powracają z powrotem po utorowanej drodze do tego, kto prosił.

Nawet w tym wypadku nic nie może odchylić się od obowiązujących praw. Orędownik podczas modlitwy tak intensywnie myśli o tym, za kogo prosi, że w wyniku tego jego życzenie najpierw zakotwiczy na danej osobie, mocno się jej uchwyci i dopiero potem od niej podąża swoją drogą wzwyż. W ten sposób również może do osoby będącej celem wstawiennictwa powrócić, osoby, wokół której silne prośby proszącego stały się już wcześniej żywymi i krążą wokół niej. Przy tym wszakże podstawowym założeniem jest to, że grunt osoby, o którą w prośbach chodzi, potrafi przyjmować i w wyniku jednorodności umożliwia zakotwiczenie, że więc owemu zakotwiczeniu nie przeszkadza.

Jeżeli grunt przyjąć tego nie potrafi, a więc jeżeli jest bezwartościowy, to bezskuteczność orędownictwa jest znowu tylko godną podziwu sprawiedliwością praw Bożych, które nie mogą pozwolić, aby pomoc za pośrednictwem innej osoby połączyła się z gruntem jałowym. To, że pomoc nie może nadejść, jest wynikiem odbicia się lub ześliźnięcia zamierzonych próśb. Osoba ta nie jest godna pomocy ze względu na stan swojego wnętrza.

Także w tym samoczynnym i oczywistym procesie tkwi coś tak nieskończenie doskonałego, że zdumienie ogarnia, kiedy widzicie, jak każdy otrzymuje w absolutnie sprawiedliwy sposób tylko owoce tego, czego sam chciał!

Wstawiennictwa ziemskich ludzi orędujących bez wewnętrznych impulsów prawdziwego uczucia nie posiadają ani żadnej wartości, ani nie przynoszą wyników. Są tylko pustymi plewami.

Prawdziwe orędownictwa działają także w jeszcze inny sposób. A mianowicie wskazują drogę! Modlitwa podąża prosto w górę i wskazuje tego, kto potrzebuje pomocy. Jeżeli później po wskazanej drodze podąży poseł duchowy po to, aby pomóc, to urzeczywistnienie zależne jest także od tych samych praw wewnętrznej wartości lub miernoty, a więc od tego czy pomoc może być przyjęta, czy też musi się odbić.

Jeżeli potrzebujący pomocy ziemski człowiek w swym wnętrzu odwrócił się ku ciemnościom, to poseł śpieszący w wyniku orędownictwa z pomocą nie może nawiązać kontaktu, nie może działać i musi powrócić z niczym. Orędownictwo nie mogło więc zostać wysłuchane, ponieważ nie dopuściły do tego żywe prawa.

Jeżeli jednak istnieje ku temu odpowiedni grunt, to prawdziwe orędownictwo posiada nieocenioną wartość! Może bądź nieść pomoc, chociaż niekoniecznie o tym wie ten, dla kogo jest ona przeznaczona, bądź łączy się z modlitwą człowieka pomocy tej potrzebującego i w ten sposób wyraźnie go wspiera.

* Wykład: »OJCZE NASZ«

Dodaj komentarz

PRAWO DZIECKA WOBEC ZIEMSKICH RODZICÓW

PRAWO DZIECKA WOBEC ZIEMSKICH RODZICÓW

53.

Wiele ziemskich dzieci jest poszkodowanych i nieszczęśliwych tylko dlatego, że nie rozumieją stosunków panujących między nimi, a ich rodzicami. Sądzą, że to rodzice są odpowiedzialni za powołanie ich do ziemskiego bytu. Często można usłyszeć: »Oczywiście, że rodzice muszą się o mnie troszczyć, przecież to oni spowodowali moje przyjście na świat. To nie moja wina, że tu jestem.«

Nie można wypowiedzieć czegoś bardziej niedorzecznego. Każdy człowiek znajduje się na ziemi bądź na swą własną prośbę, bądź w wyniku swej własnej winy! Rodzice tylko umożliwiają inkarnację i nic poza tym. Każdy wcielony duch powinien odczuwać wdzięczność za to, że otrzymał tę możliwość!

Duch dziecka nie jest niczym innym, jak tylko gościem swych rodziców. Już sam ten fakt przemawia w tak wyraźny sposób, że staje się całkiem jasne, iż dziecko nie posiada wobec swych rodziców absolutnie żadnych praw! Nie posiada wobec rodziców praw duchowych! Prawa ziemskie powstały przecież tylko w wyniku działania czysto ziemskiego, ustanowionego przez państwo ładu społecznego, aby nie musiało ono przejąć konkretnych obowiązków.

Z duchowego punktu widzenia dziecko jest samodzielną osobowością! Oprócz ziemskiego ciała, które jako narzędzie potrzebne jemu jest do przejawiania się na tej gęstomaterialnej ziemi, nie przyjęło dziecko od rodziców niczego. Otrzymało więc tylko przybytek, z którego może skorzystać duch będący już wcześniej samodzielnym.

Lecz jeżeli rodzice płodzą, to biorą na siebie obowiązek zapewnienia owemu przybytkowi godziwych warunków dopóty, dopóki duch w nim usadowiony nie będzie zdolny sam się o niego zatroszczyć. To, kiedy ów czas nadejdzie, zależy od naturalnego rozwoju samego ciała. Wszystko, co rodzice oferują ponad to, jest z ich strony darem.

Dlatego dzieci powinny wreszcie raz przestać liczyć na rodziców i raczej pomyśleć o tym, aby możliwie szybko się usamodzielnić.

Oczywiście, że w tym wypadku nie decyduje to czy pracują w gospodarstwie rodziców, czy gdzie indziej. W każdym wypadku powinny jednak przejawiać aktywność, którą wszakże nie mogą być zabawy lub wypełnianie tak zwanych funkcji towarzyskich, lecz rzeczywisty i pożyteczny obowiązek, konkretna praca. Taka praca, którą musiałaby wykonywać inna osoba, specjalnie w tym celu zatrudniona, gdyby dziecko ją wykonywać przestało. Tylko w tym wypadku można mówić o pożytecznym bytowaniu na ziemi, o życiu przynoszącym dojrzałość ducha!

Kiedy dziecko zacznie pełnić takie obowiązki w gospodarstwie rodziców, bez względu na jego płeć powinni je rodzice nagradzać w taki sposób, w jaki musieliby nagradzać obcą zatrudnioną osobę. Mówiąc innymi słowy: jeżeli dziecko spełnia jakiś obowiązek, to trzeba go traktować i z nim rozmawiać jak z naprawdę samodzielnym człowiekiem.

A jeśli pomiędzy dziećmi, a rodzicami istnieją dodatkowo szczególne więzy miłości, zaufania i przyjaźni, to jest to dla obu stron tym piękniejsze, ponieważ w tym wypadku chodzi o dobrowolny kontakt, mający swoje źródło w wewnętrznym przekonaniu i dlatego cenniejszy. Chodzi wtedy o kontakt czysty i szczery, który potrwa także w zaświatach i służyć będzie wzajemnej pomocy i radości.

Różnego rodzaju tradycje rodzinne i wynikające z tego zmuszanie dzieci do czegokolwiek są czymś niezdrowym i karygodnym w momencie, kiedy dzieci przekroczyły pewną wiekową granicę.

Oczywiście, że nie istnieją nawet tak zwane prawa wynikające z pokrewieństwa, do których tak często odwołują się przede wszystkim różne ciotki, wujkowie, siostrzenice, bratankowie i wszyscy im podobni. Właśnie powoływanie się na prawa wynikające w tych wypadkach jakoby z pokrewieństwa jest godnym potępienia nawykiem, który musi wzbudzać sprzeciw każdego wewnętrznie samodzielnego człowieka.

W wyniku panujących tradycji stało to się, niestety, nawykiem do tego stopnia, że zazwyczaj nikt nie stara się nawet inaczej myśleć i pokornie, choć z wewnętrznymi oporami, temu się poddaje. Kto jednak choć raz odważy się samodzielnie myśleć, ten w głębi ducha będzie uznawać to za rzeczy tak śmieszne, tak godne pogardy, że oburzony odwróci się od takiej pretensjonalności.

Trzeba odrzucić raz na zawsze owe nienaturalne praktyki! Jak tylko w ludziach obudzi się żywszy i zdrowszy sposób myślenia, to przestaną tolerować taki nieporządek sprzeciwiający się zdrowemu rozsądkowi.

Przecież z życia zniekształconego w tak nienaturalny i gwałtowny sposób nigdy nie może powstać nic naprawdę wielkiego, ponieważ ludzi to ogranicza. Niby to drobnostka, lecz krępuje ludzi niesamowicie.

To tu musi rozpocząć się wyzwalanie, a polegać ma ono na odrzuceniu od siebie poniżających nawyków! Prawdziwa wolność polega tylko na właściwym poznaniu swych obowiązków, a to z kolei jest ściśle połączone z dobrowolnym ich spełnianiem! Jedynie spełnianie obowiązków daje prawa! To dotyczy także dzieci, ponieważ również one, jeśli spełniają sumiennie swoje obowiązki, mają swoje prawa.

Wszyscy rodzice maja jednak cały szereg ważnych obowiązków, które z prawami dzieci nie mają nic wspólnego.

Każdy dorosły człowiek powinien być świadom tego, co wynika z faktu płodzenia. Lekkomyślność i bezmyślność, jak również i niewłaściwe poglądy, zemściły się już w wystarczający sposób.

Uświadomcie sobie, że na tamtym świecie w pobliżu was jest przygotowanych wiele duchów, które czekają na możliwość ponownej inkarnacji na ziemię. Chodzi w większości wypadków o takie ludzkie duchy, które są spętane włóknami karmy i mają zamiar w nowym ziemskim życiu coś odpokutować.

Kiedy tylko nadarzy im się okazja, to od razu uchwycą się w miejscach, w których doszło do aktu płodzenia i czekają, aż dojrzeje nowe ludzkie ciało, w którym mogłyby zamieszkać. Podczas owego czekania dochodzi do łączenia się nowopowstających subtelnomaterialnych włókien młodego ciała i ducha wytrwale przebywającego w bezpośredniej bliskości przyszłej matki i włókien łączących matkę z czekającym duchem. Po osiągnięciu określonego stadium dojrzałości płodu włókna te odgrywają rolę pomostu, po którym obcy duch z zaświatów wchodzi do młodego ciała i od razu zajmuje go dla siebie.

Przychodzi w ten sposób obcy gość, który swoją karmą może spowodować wychowawcom niemałe kłopoty! Obcy gość! Jakże nieprzyjemna myśl! Człowiek powinien o tym nieustannie pamiętać i nigdy nie powinien zapomnieć, że może współdecydować o tym, który z czekających duchów zostanie wybrany, jeżeli lekkomyślnie nie zmarnuje czasu, w którym inkarnacja się odbywa.

Wcielenie jednakże podlega prawu przyciągania tych samych gatunków. Biegunem magnetycznym nie zawsze jednak musi być jednorodność jednego z rodziców, lecz często jest nim jakiś człowiek przebywający nieustannie w okolicy przyszłej matki.

Znajomość tych praw i świadome kierowanie się nimi może zapobiec licznym tragediom, lecz jak na razie ziemscy ludzie podchodzą do tych spraw bardzo lekkomyślnie i niefrasobliwie. W owym tak bardzo ważnym dla nich okresie uczestniczą w towarzyskich zabawach, zapraszają do swego domu przeróżne towarzystwo i nie troszczą się zbytnio o to, co ważnego szykuje się w tym czasie, aby później mogło to z wielką siłą wpłynąć na przebieg całego ich życia.

A przecież ludzie powinni wieloma sprawami świadomie kierować za pośrednictwem modlitwy wypływającej z nieustannych gorących życzeń. Mogliby w ten sposób osłabiać zło i wzmacniać dobro. Obcy gość, który do nich zawita w postaci dziecka, należałby do gatunku mile widzianego pod każdym względem! Ludzie ziemscy zbyt wiele rozmawiają o wychowywaniu dziecka przed jego narodzinami. Jak zawsze, także tu tylko w połowie pojmują skutki przejawiające się na zewnątrz.

Jak często to się zdarza, także w tym wypadku wnioski wyciągnięte z ich obserwacji są błędne. Wychowywanie przed narodzeniem jest absolutnie niemożliwe, zawsze jednak istnieje możliwość wpływania na przyciąganie, jeżeli dzieje się tak we właściwym czasie i z całą powagą! To przecież różnica, ponieważ w ten sposób można osiągnąć o wiele więcej niż przy pomocy jakiegokolwiek wychowywania przed narodzinami.

Kto wie już, o co chodzi, a jednak nadal łączy się bezmyślnie i lekceważąco, ten zasługuje na to, aby w jego najbliższą okolicę wdarł się ludzki duch, który może przynosić tylko niepokój, a nawet zło.

Dla duchowo wolnego człowieka nie powinno być płodzenie niczym innym, jak tylko dowodem na jego gotowość do przyjęcia na stałe do swojej rodziny jako gościa obcego ludzkiego ducha, aby dać jemu okazję do uwolnienia się na ziemi od starych włókien i do dojrzewania. Okazja do płodzenia powinna nastąpić tylko tam, gdzie obie strony są tego świadome i gorąco sobie tego życzą.

Patrzcie wreszcie na rodziców i dzieci tylko z punktu widzenia powyżej opisanej rzeczywistości, a wiele zmieni się samo przez się. Wzajemne odnoszenie się do siebie, wychowywanie i w ogóle wszystko stanie w ten sposób na innych, poważniejszych w porównaniu z dotychczas panującymi w tak licznych rodzinach, podstawach. Wzajemne względy i poszanowanie zaczną odgrywać ważniejszą rolę niż dotychczas. Świadomość samodzielności i dążenie do bycia odpowiedzialnym za cokolwiek przejawi się w naturalnym społecznym wzlocie narodu.

Lecz także dzieci wkrótce odzwyczają się od roszczenia sobie wobec rodziców praw, które nigdy nie istniały.

Dodaj komentarz