ROLA SYMBOLIKI W LUDZKIM LOSIE
72.
Gdyby ziemscy ludzie z takim zapamiętaniem nie zaprzątali sobie głów powszednimi troskami i nie rozpraszali swojej uwagi licznymi drobiazgami życia codziennego, lecz raczej chcieli zwrócić swoją uwagę także na wielkie i małe wydarzenia w ich otoczeniu, to bardzo szybko musiałoby zrodzić się w nich nowe poznanie. Dziwiliby się wnet sami sobie, nie dowierzając własnym oczom, jak mogli do tej pory w bezmyślny sposób nie zwracać uwagi na coś tak oczywistego.
A istnieją naprawdę wszelkie powody ku temu, aby ze współczuciem potrząsali nad sobą głowami. Wystarczy, by byli tylko trochę bardziej uważni, a otworzy się przed nimi nagle cały świat dokładnie zorganizowanych, żywo działających procesów, świat, który bardzo wyraźnie daje do zrozumienia, że niezłomnie kieruje nim ręka wyższa: to świat symboliki!
Świat ów tkwi swymi korzeniami głęboko w subtelnomaterialnej części stworzenia i tylko najdalej wysunięte końce stają się ziemsko widzialne. Świat symboliki można porównać z pozornie całkiem spokojnym morzem, którego nieustanne ruchy nie są widoczne i można je zauważyć tylko w bezpośredniej bliskości brzegu.
Człowiek ziemski nawet nie podejrzewa, że wystarczy odrobina uwagi i nieznaczny wysiłek, aby jasno zobaczyć napędzającą strach działalność karmy, tak często wkraczającej w jego życie. Może się z nią lepiej zaznajomić i tak powoli zmniejszać strach, pojawiający się często w przypadku myślących ludzi. Karma w ten sposób przestaje być straszna.
Dla wielu ludzi to może być drogą do wzlotu, jeżeli nauczą się wyczuwać w ziemsko widzialnych zdarzeniach głębsze fale życia subtelnomaterialnego i jeżeli mogą je dalej obserwować. W ten sposób z upływem czasu powstanie w nich także przekonanie o istnieniu niedopuszczających do żadnych wyjątków konsekwentnych skutków zwrotnych.
Kiedy człowiek w swych badaniach posunie się aż tak daleko, to powoli krok za krokiem zżywa się z owymi faktami, aż w końcu w całym stworzeniu, to znaczy w gęstomaterialnym i subtelnomaterialnym świecie, rozpozna ściśle logiczną i jednolitą siłę napędową świadomej Woli Bożej. Od tej chwili będzie się z nią liczyć i będzie dobrowolnie się jej kłaniać. W jego wypadku wszak to znaczy, że jest niesiony siłą, której skutki mogą jemu tylko dopomóc. Siła ta jemu służy, ponieważ znając mechanizm jej działania, umie się do niej dostosować.
Potem działanie zwrotne przejawia się na nim tylko jako dawca szczęścia. Człowiek z uśmiechem na ustach obserwuje, jak spełniają się w każdej swej literze wszystkie biblijne słowa, których dziecięca prostota często sprawiała jemu niemałe kłopoty. Do tej pory spełnianie owych słów wydawało jemu się zbyt ciężkie, ponieważ w jego opinii powiązane to było z niewolniczym sposobem myślenia. Żądanie posłuszeństwa, które do tej pory było przez niego odczuwane jako coś nieprzyjemnego, będzie w jego oczach stopniowo przemieniało się w najwyższe odznaczenie, jakie może twora spotkać; w rzeczywisty Boży dar, który umożliwia niezmierny rozkwit sił ducha, dar, który pozwala jemu osobiście i świadomie współdziałać w przepięknym stworzeniu.
Znane powiedzenia: »Kto sam siebie poniża, ten zostanie wywyższony« człowiek musi »pokornie skłonić się przed Bogiem«, aby mógł wejść do Jego Królestwa, człowiek powinien »słuchać«, powinien »służyć« i wszystkie inne biblijne rady najpierw zniechęcają nowoczesnego człowieka swym prostym, dziecięcym, a przecież tak bardzo trafnym sposobem wyrażania. Obrażają jego dumę, wynikającą z uświadomienia sobie swej rozumowej wiedzy. Nie chce już być tak ślepo prowadzony, lecz żąda świadomej współpracy i możliwości poznawania, aby móc uzyskać wewnętrzny rozmach wynikający z przekonania, rozmach potrzebny do wykonywania wielkich dzieł. I to nie jest niewłaściwe!
Człowiek powinien być w swym rozwoju bardziej świadomy w porównaniu z tym, co było dawniej. Kiedy z radością zauważy, że proste biblijne wyrażenia swym brzmieniem, tak bardzo obcym w dzisiejszych czasach, nawołują dokładnie do wszystkiego tego, co akceptuje dobrowolnie i z pełnym przekonaniem, ponieważ poznał potężne prawa natury, to wtedy najdzie go olśnienie. Roztrzęsiony zatrzyma się przed faktem nie zgadzania się ze starą nauką tylko dlatego, że w niewłaściwy sposób ją sobie tłumaczył, i że nigdy tak naprawdę nie starał się właściwie w nią wczuć i wprowadzić ją w harmonię z dzisiejszą zdolnością swego pojmowania.
Jeżeli więc zabrzmią słowa: »W pokorze skłonić się przed Wolą Bożą« lub jeżeli mowa o »właściwym poznaniu potężnych praw natury i wykorzystaniu ich przejawów«, to chodzi o jedno i to samo.
Z sił niosących Wolę Bożą może człowiek korzystać tylko po ich dokładnym zbadaniu, a więc poznaniu i tylko wtedy, jeżeli się nimi kieruje. A przecież liczenie się z nimi lub kierowanie się według nich jest w rzeczywistości równoznaczne z dostosowaniem się do nich, a więc podporządkowaniem się im! Nie działać przeciwko tym siłom, lecz współdziałać z nimi. Tylko poprzez dostosowywanie swej woli do ich właściwości, a więc poprzez podążanie z nimi w tym samym kierunku, może człowiek korzystać z ich mocy.
To jednak nie jest opanowanie owych sił, lecz pokorne podporządkowanie się Woli Bożej! Nawet kiedy człowiek uważa wiele spraw za przejaw jego mądrości lub wynalazek nauki, to i tak nic nie zmienia faktu, że to wszystko właściwie jest tylko tak zwanym »odkryciem« skutków działania praw natury, które tu już przedtem istniały, a więc odkryciem skutków Woli Bożej, którą w ten sposób człowiek »uznał«. A sam fakt jej wykorzystywania równa się »podporządkowaniu« owej Woli. To na pewno jest pokorne pokłonienie się przed Wolą Bożą, to tak zwane »posłuszeństwo«!
Ale teraz powrócę do symboliki! Wszelkie procesy zachodzące w stworzeniu, a więc w materii, muszą podczas swego obiegu osiągnąć właściwe zakończenie. Można to również określić inaczej: muszą się zamknąć jako krąg. Dlatego według praw stworzenia wszystko bezwarunkowo powraca z powrotem do swego punktu wyjścia i tam jedynie może się zakończyć, a więc rozwiązać, czyli wygasić swą czynność. Tak dzieje się także z całym stworzeniem, jak również z każdym poszczególnym procesem. W ten sposób powstaje nieodwracalne działanie zwrotne, które z kolei przynosi ze sobą możliwość symbolicznego zakończenia.
Ponieważ każdy akt musi zakończyć się tam, gdzie powstał, wynika z tego, że musi zakończyć się w tym samym gatunku materii, w którym powstał początek. Subtelnomaterialny początek musi więc zakończyć się także subtelnomaterialnie i tak samo początek gęstomaterialny powoduje gęstomaterialny koniec. Ludzie nie mogą widzieć subtelnomaterialności, a gęstomaterialne zakończenie każdego procesu wprawdzie jest dla nich widzialne, lecz dla wielu z nich brakuje do niego właściwego klucza, a więc początku, który w licznych wypadkach jest ukryty w poprzednim gęstomaterialnym ziemskim życiu.
Jeżeli nawet proces działania zwrotnego odbywa się w przeważającej mierze tylko w świecie subtelnomaterialnym, to i tak w ten sposób działająca karma nie mogłaby się nigdy całkiem rozwiązać, gdyby zakończenie nie przejawiło się w sposób chociaż częściowo związany z gęstomaterialnością i nie stało się w ten sposób widzialne. Dopiero przez ów widzialny proces odpowiadający sensowi działania zwrotnego może zostać przebiegający krąg zamknięty. W ten sposób nastanie całkowite zatrzymanie procesu i jego rozwiązanie, które zależnie od rodzaju pierwotnego początku może być dobre lub złe, może przynieść szczęście lub nieszczęście, błogosławieństwo lub wybaczenie poprzez odpokutowanie winy. Ów ostatni widzialny przejaw nastanie z całą pewnością tam, gdzie był początek, a więc przejawi się na tym człowieku, który kiedyś swym postępowaniem pobudził go do życia. Nigdy nie można tego uniknąć.
Jeżeli w międzyczasie człowiek ten wewnętrznie zmienił się do tego stopnia, że ożyło w nim coś szlachetniejszego w porównaniu z poprzednim jego postępowaniem, skutek zwrotny, będąc innego gatunku, nie może mocno się przyczepić. Nie znajduje już jednorodnego z nim gruntu w duchu podążającym w górę, ponieważ ten, według prawa duchowego ciążenia, stał się jaśniejszy i tym samym lżejszy*.
Naturalnym następstwem tego jest, że zbliżający się skutek ciemniejszego gatunku zostaje przeniknięty jaśniejszym otoczeniem owego człowieka i w ten sposób znacznie osłabiony. Musi jednak spełnić się prawo kołobiegu skutków zwrotnych, a wszystko to pod wpływem samodzielnie działającej siły. Zniesienie któregokolwiek prawa natury jest niemożliwe.
Tak osłabione atakujące działania zwrotne muszą przejawić się, też w zgodzie z nieugiętymi prawami, koniecznie w gęstomaterialnie widzialny sposób, aby się rozwiązać i w wyniku tego wygasnąć. Koniec musi powrócić i połączyć się z początkiem. W wyniku otoczenia, które stało się jaśniejsze ciemna karma wszakże nie może człowieka skrzywdzić. Zdarza się więc, że w ten sposób osłabione skutki zwrotne zadziałają na najbliższe otoczenie tylko tak, że człowiek, o którego chodzi, doprowadzony zostanie do dobrowolnego wykonania czegoś, co swym rodzajem odpowiada tylko sensowi owych płynących do niego skutków zwrotnych.
Od pierwotnego, przeznaczonego dla niego, przejawu działania zwrotnego w jego właściwej, nieosłabionej skuteczności różni się ów proces tym, że nie powoduje człowiekowi boleści ani nie przynosi jemu żadnej szkody, a może przynieść nawet radość.
To jest potem czysto symboliczne rozwiązanie wielu ciężkich karm, rozwiązanie będące jednak absolutnie w zgodzie z prawami w stworzeniu, a działające tak w wyniku zmiany stanu ducha. Dlatego też większość ludzi często sobie tego nawet nie uświadamia. Karma została tym samym rozwiązana, a nieugiętej sprawiedliwości stało się zadość aż do najdrobniejszych szczegółów. Procesy te, będące według praw w stworzeniu oczywiste, zawierają w sobie niezmierną łaskę, którą mogła w swym doskonałym dziele wytworzyć tylko najwyższa mądrość Stwórcy.
Czysto symboliczne rozwiązanie działania zwrotnego, które by w przeciwnym wypadku w człowieka mocno uderzyło, może przebiec na wiele różnych sposobów!
Podam przykład: Człowiek, kiedyś okrutny i żądny władzy, obarczył się ciężką karmą, ponieważ pod wpływem owych cech dręczył swych bliźnich. Karma żywa w swym danym gatunku wędruje po swej okrężnej drodze i później na pewno uderzy w niego tym samym sposobem, z tym, że wielokrotnie mocniej. W miarę zbliżania się owego nurtu bezwzględnej żądzy władzy, częstokroć niezmiernie wzmocnionego w wyniku przyciągania wszystkiego, co jest z nim subtelnomaterialnie jednorodne, subtelnomaterialne otoczenie człowieka zostaje całkowicie przesiąknięte owym nurtem. Subtelnomaterialne otoczenie będzie wyraźnie oddziaływać na blisko z nim związane otoczenie gęstomaterialne i w ten sposób zacznie wytwarzać takie stosunki, które bywałego winowajcę zmuszą, aby cierpiał pod tak samo jak on kiedyś żądnym władzy człowiekiem o wiele bardziej niż kiedyś cierpieli bliźni pod jego władzą.
Jeżeli jednak taki niegdyś żądny władzy człowiek osiągnął w międzyczasie większe poznanie i wytworzył wokół siebie w wyniku poważnego dążenia do wzlotu jaśniejszą i lżejszą okolicę, to w wyniku tego oczywiście zmieni się także sposób, w jaki karma w końcu się przejawi. Nowe otoczenie tego człowieka rozjaśni powracający ciemniejszy nurt bardziej lub mniej, w zależności od swej jasności i w ten sposób także mniej lub bardziej go unieszkodliwi. Jeżeli poprzednio ogarnięty żądzą władzy człowiek podąży duchowo energicznie w górę, a to oznacza wyraźną poprawę winowajcy, może się zdarzyć, że rzeczywisty wpływ karmy zostanie prawie że skasowany. Człowiek, o którego chodzi, uczyni tylko w skrócie coś, co zewnętrznie podobne jest do pokuty.
Załóżmy, że chodzi o kobietę. Wystarczy wtedy, jeżeli kiedyś weźmie z ręki swej pomocnicy szczotkę i w możliwie najbardziej przyjazny sposób pokaże jej, jak szorować podłogę. Chociaż chodzi w tym wypadku tylko o kilka ruchów danego gatunku i tak wystarczy to, aby stało się zadość symbolice służenia. Ów krótki akt przyniesie rozwiązanie, które musiało przejawić się w widzialny sposób i które pomimo swej prostoty może zakończyć ciężką karmę.
W taki sam sposób może posprzątanie jednego tylko pokoju stać się symbolicznym zakończeniem i likwidacją winy, której odpokutowanie lub zwrotne działanie mogłoby w innym układzie być o wiele bardziej bolesne i spowodować poważne zmiany. Wszystko to jest w jakiś sposób wynikiem osłabienia wpływu skutków zwrotnych, lecz w wielu wypadkach także może chodzić o wykorzystanie przez przewodników duchowych przypadkowego postępowania, aby doprowadzić do rozwiązania karmy.
Wszystkie takie przypadki są oczywiście uwarunkowane niezwykle wysokim wzlotem i połączoną z nim zmianą stanu ducha. To okoliczności, których astrolog nie może brać pod uwagę i często więc swymi obliczeniami zasieje niepotrzebną obawę. Niekiedy w ten sposób przyczyni się do wywołania tak wielkiego strachu, że wystarczy właściwie tylko siła owego strachu, aby spowodować komplikacje. W ten sposób obliczenia na pierwszy rzut oka spełniają się, chociaż bez towarzyszących im obaw okazałyby się błędne. W tym wypadku jednak człowiek sam swym strachem otworzył bramę w świetlistym kręgu, który go otacza.
Kto sam bez przymusu wysunie rękę z warstwy ochronnej, ten nie może otrzymać już znikąd pomocy. Jego własna wola przebija w ten sposób każdą ochronę od wewnątrz. Bez jego własnego chcenia nie może poprzez otaczające go światło przeniknąć do niego z zewnątrz nic.
W ten sposób może sformować się w symboliczne rozwiązanie karmy nawet najmniejsza, okazana drugiej osobie łaskawość, wraz z bliźnim współodczute cierpienie lub jedno przyjacielskie słowo, jeżeli podstawą takiego postępowania jest wewnętrzne poważne chcenie dobra.
To chcenie musi jednak być tu jako pierwsze, w przeciwnym wypadku nie można byłoby przecież mówić o symbolicznym wyczerpaniu karmy, ponieważ potem wszystko, co płynie do człowieka z powrotem, przejawi się z całą siłą pod każdym względem.
Kiedy jednak w człowieku obudzi się naprawdę poważne dążenie do wzlotu, bardzo szybko będzie on mógł obserwować, jak w jego otoczeniu pojawia się coraz więcej życia. Tak, jakby ktoś kładł na jego drodze przeróżne sprawy, a one wszystkie zawsze kończyły się dobrze. To po prostu wręcz rzuca jemu się w oczy. W końcu jednak w taki sam wyraźny sposób zbliży się okres wyraźnego spokoju lub wszystkie wydarzenia zaczną korzystnie wpływać na jego ziemski awans. Czas pokuty minął.
Z poczuciem radosnej wdzięczności człowiek może sobie uświadomić, że spadło z niego wiele win, za które w wypadku innego biegu spraw musiałby ciężko pokutować. Potem musi już tylko pilnować, aby wszystkie włókna losu, które znów tka swym chceniem, swym życzeniem, były tylko dobre, aby mogło spotykać go tylko dobro!
*Wykład: »PRAWO DZIAŁANIA ZWROTNEGO«