Archiwum dla DORADCA ŻYCIOWY i ZDROWOTNY

CHEMITRALE, TO ZBRODNICZY CZYN RZĄDÓW NA LUDZIACH!

CHEMITRALE, TO ZBRODNICZY CZYN RZĄDÓW NA LUDZIACH!

520.

Rządy wielu państw zezwoliły, aby powietrze, którym oddychacie zostało skażone celowo substancją chemiczną. Tak zwane chemitrale, to silne związki, które powodują wiele chorób u ludzi wnikając przez powietrze, którym oddychacie.

Dodatkowo skażają wodę, wnikają w glebę, a potem przez rośliny znów do waszego organizmu, w taki sam sposób są skażone zwierzęta.

To oczywista zbrodnia rządzących na swoich społeczeństwach, wspieranie ciemnych tworów, które dążą do realizacji swoich jakże upadłych idei. Już czas, aby to haniebne działanie wyszło na jaw. Już czas, aby organizacje wielonarodowe takie jak; ONZ, WHO – Światowa Organizacja Zdrowia, Bank Światowy czy inne, ukazały się w świetle swoich negatywnych działań.

Widać, że to wszystko zmierza do samego dna.

Każdy człowiek ma prawo do; czystego powietrza, którym oddycha, do czystej żywności, którą spożywa, do czystej wody, którą pije…, bo tylko tak może zabezpieczyć swoje zdrowie, aby jego duch miał sprawne ziemskie okrycie.

Stwórca poprzez naturę daje wam to wszystko do dyspozycji i nie możecie tego zmieniać, bez ujmy na swoim ziemskim ciele, do naturalnego rozwoju waszego ducha potrzebujecie w pełni sprawne ziemskie okrycie.

Niszcząc swoich bliźnich, niszczycie siebie w skutku zwrotnym, takie jest Boże prawo, które uderza teraz mocno w tych, którzy to wszystko wymyślili, stworzyli i użyli.

Ginie coraz więcej ziemskich tworów, już nie ludzi, natura poprzez żywioły dotkliwie was rani i zabija, niszczy wasze ziemskie dobra, kiedy wreszcie zrozumiecie, że to wszystko narasta i doprowadzi większość – wszystkich ciemnych do całkowitej zagłady.

Jest Królestwo Boże na ziemi, w nim Ja Król Jezus Chrystus, wy jesteście według Bożych praw Mi podporządkowani, swojej wolnej woli nie macie, panuje Wola Stwórcy, więc niepodporządkowanie się pojedynczych ziemskich ludzi, czy całych narodów doprowadza was do zagłady.

Ja swój cel osiągnę i na ziemi zostaną tylko czyści, to ci, którzy chcą Bożych praw w swoim życiu, chcą się zmienić na duchowych ludzi, to wartości, które utrzymają was jeszcze przy życiu na ziemi.

Twórcy ciemnych idei i ich zasad zanikają, w taki sposób, aby mocno to ich bolało, uświadamiając sobie, że źle postąpili.

Ponieważ Sąd Ostateczny się zakończył w 2007 roku, to każdy z was już się określił; za Światłem lub za ciemnościami i tam teraz w przyśpieszony sposób zmierza.

Cóż, życie prawdziwe płynie od Boga, martwi duchowo nie są nikomu tu na ziemi potrzebni, więc niech giną i to się realizuje na waszych oczach, to takie oczywiste, to żywiołowy proces.

Król Jezus Chrystus

Dodaj komentarz

NIEKIEDY CHOROBA POTRZEBNA!

NIEKIEDY CHOROBA POTRZEBNA!

506.

Aby coś lepiej pojąć, zrozumieć, doświadczyć, aby przygotować lepiej swoje okrycie do kolejnych procesów energetycznych. Trzeba wyciągać z tego wnioski na przyszłość, poznać proces i jego zależności.

Cały proces trzeba w naturalny sposób przeżyć i doświadczyć, jakiekolwiek tak zwane lekarstwa syntetyczne dobre są na śmietnik, blokują organizm i szkodzą jemu skutecznie, to dziś tak mocno się przejawia.

Medycy ziemscy nie lekarze, to całkiem sporo grono, które kosztem tak zwanych pacjentów mocno się bogaci, to konsorcjum niczym nie różniącym się od kompleksu obozów koncentracyjnych dla zdrowych ludzi.

Zależności są jasne i czytelne, łatwo rozpoznać, gdyż przejawiają się w dziennym świetle, to już koszmar.

Odrzucając naturalne duchowe życie, wsparte o zdrowe ziemskie ciało, staliście się tworami bez dziennej logiki i jakiejkolwiek zdolności odczuwania. Systematyczne działanie już pokoleniowe stworzyło twory nie mogące się duchowo przebudzić, aby stać się człowiekiem. Wasza wina, to wasze codzienne zachowanie i postępowanie, które stworzyło potwora nie mającego już dziś prawa istnieć. Służycie ciemnemu panu od pieniądza, religii i świeckiej władzy, którzy jeszcze nie tak dawno służyli Lucyferowi, który został skutecznie wyeliminowany. Zostały twory osamotnione z deformacją największą – z chorym, nadmiernym, nielogicznym myśleniem z odczuwaniem poniżej zwierząt.

Nie ma zgody na wasze trwanie jako zdeformowane twory już nie ludzie na ziemi w tej części Materii, więc zostajecie odwoływani. Obecnie wybiórczo, czyli ci wszyscy, którzy stoją w ziemskiej – świeckiej, finansowej czy religijnej hierarchii. Za wami pójdą tłumy, system stworzony uderza w twórców, ich chętnych sług, tych którzy są ręką wykonawczą, podającą.

Cóż, musicie zapomnieć o dominacji rozumu, obecnie dominuje duch, który ma Moje Światła wsparcie, ciemni bez sztucznych komponentów swojego bytu nie potrafią funkcjonować, zasada; morduj bliźniego swego na nich się realizuje, przyjrzyjcie się wyraźnie, to wnioski sami wyciągniecie co do dalszych zjawisk.

Wielka choroba Ziemi, która negatywnie oddziaływała na tą część Wielkiej Materii późniejszego stworzenia jest leczona nad wyraz skutecznie, jeszcze trochę ziemskiego czasu, a organizm energetyczny jakim jest Ziemia samodzielnie może funkcjonować jak było na samym początku, gdy ludzki duch współbrzmiał z Bożą Wolą w tej części Materii.

Poczujcie, co płynie z przekazu duchowego, to droga do pojęcia istoty Prawdy, rozumowo jednak szybko utopicie się w ciemnym bagnie.

Jezus Chrystus Uzdrowiciel Ziemi.

Dodaj komentarz

EGZORCYZM CZYLI PRZEMIANA

EGZORCYZM CZYLI PRZEMIANA

500.

Kiedy ludzki duch jest oczyszczany z innych, niechcianych bytów, duchów czy form demonicznych powinien z całych sił przylgnąć do pomocy w Słowie im ofiarowanej, inaczej niechybnie grozi jemu zatracenie ostateczne.

Wiele ludzkich duchów na ziemi jest opętanych czy nawiedzonych i świeccy czy kościelni nie radzą sobie z tym zjawiskiem skutecznie, gdyż jest to proces rozliczeń ostatecznych.

Dlatego pomoc jedyna jest w Żywym Słowie, którego przyjęcie wewnętrzne jest drogą do oczyszczenia i wyzwolenia przed zatraceniem już ostatecznym, innych form pomocy czy rozwiązań tych problemów nie ma i nie będzie już ostatecznie.

Czasy rozliczeń ziemskich duchów nie znoszą hipokryzji – zakłamania, niepodporządkowania się Woli Bożej, zawahanie, zwłoka czasowa – zastanowienie doprowadza do już nieodwracalnych zmian, albo idziecie za Prawdą do Światła, albo do ciemności na zatracenie przez lej rozkładu, którym Jestem.

Czy tak, czy tak przychodzicie do Mnie, Jezusa Chrystusa świadomi lub nie, dla Mnie lecz nie dla was jest to bez znaczenia.

Moim zadaniem jest uwolnienie Ziemi od wszelkich ciemności, podniesienie Ziemi ku Światłu i rozbudowa Królestwa Tysiącletniego na Ziemi jako odblasku Bożych ogrodów. Stanowisko wasze jest Mi obojętne, jest bez znaczenia, a ci co się uratują będą to zawdzięczali li tylko swojej wewnętrznej duchowej pracy w oparciu o Miłość, którą dla was tu na Ziemi Jestem.

Musicie się wyzwolić lub zginąć, to oczywiste, drogę już wybraliście sami swoim życiem, dziś ona jest już ożywiona blaskiem i Siłą Żywego Światła, jasna i czytelna dla każdego, to takie oczywiste i wyraźne, przecież jest realizowany Boży plan na Ziemi bez żadnych opóźnień czasowych, to tak czytelnie widać za oknami i w waszych wnętrzach.

Pozdrawiam czujnych duchowo, dla nieczujnych zatracenie ostateczne.

Syn Boży, Żywe Światło!

Dodaj komentarz

JEZUS OBJAWIŁ SIĘ W OPOLU

Jezus Chrystus

JEZUS OBJAWIŁ SIĘ W OPOLU

Jezus Chrystus przebywa obecnie w Opolu.

Tu mieszka i pracuje, czyli uzdrawia, naucza oraz przemawia w imieniu Boga Ojca, głosząc „Przesłanie Prawdy”.

 

 

Jest – jak zapewnia – wcieleniem dokładnie tego samego Jezusa, który zginął na krzyżu przed 2 tysiącami lat, a później wiadomo… Stwórca przysłał go z powrotem na ziemię w cielesnej powłoce Romualda Statkiewicza – człowieka coraz bardziej już w Polsce popularnego. Zawdzięcza tę reklamę przede wszystkim mediom i specjalistom z kat. Kościoła, bowiem ci ani na chwilę nie spuszczają go z oka:

  • przychodzili do niego z ukrytymi kamerami reporterzy Polsatu (program „Interwencja”) i TVP 2 („Ekspres reporterów”), żeby chyłkiem nagrywać odpłatne „seanse lecznicze” zaspokajające jego skromne (raptem 100 zł za wizytę z uzdrowieniem) potrzeby życiowe;

  • Radio Opole nadawało dramatyczne ostrzeżenia „przed człowiekiem, który  prawdopodobnie stworzył zalążek nowej sekty religijnej”;

  • „Gazeta Polska” oddała swoje łamy wielebnym z Dominikańskiego Ośrodka Informacji o Sektach  Nowych Ruchach Religijnych, drącym szaty z powodu „niebezpiecznej działalności” głoszącego herezje konkurenta, któremu udało się już skupić wokół siebie „grupkę ślepo mu ufających ludzi”.

Innymi słowy: prześladują człowieka podobnymi metodami, jak jego pierwowzór, ale współczesny Jezus nie pęka, bo on wie swoje.

Udało nam się namówić go na wywiad dla „FiM”. Pojechaliśmy bez żadnych ukrytych za pazuchą gadżetów elektronicznych, co z właściwą sobie przenikliwością rozszyfrował i docenił szczerą rozmową…

 

Urzęduje w nader skromnym (no bo jakżeby inaczej) mieszkanku na jednym z opolskich osiedli. Już przy wejściu popełniliśmy małe faux pas, usiłując przywitać się z nim tak, jak ze zwykłym śmiertelnikiem.

– Nie mogę ryzykować podawania każdemu dłoni, bowiem złe siły mogłyby przejść na mnie i osłabić – grzecznie tłumaczy odmowę „przybicia piątki”.

Pytamy, jak należy się doń zwracać, żeby nie obrazić protokołu: panie Jezusie, czy może wystarczy panie Romualdzie?

– Tak jak czujecie. Jestem faktycznie Jezusem Chrystusem, Synem Bożym, a tzw. Romuald Statkiewicz to tylko naczynie, które służy Stwórcy i jest jedynym połączeniem Światła z ziemią – odpowiada.

Przed rozmową proponuje do wyboru herbatę, kawę lub wodę. Decydujemy się na wodę, co on jakby z góry przewidział:

– Dobrze się składa, bo akurat nie mam ani herbaty, ani kawy – przyznaje.

Przynosi z kuchni kubek „kranówki”, zasiada pod magicznym symbolem równoramiennego krzyża i rozpoczynamy…

– Urodziłem się powtórnie 30 kwietnia 1962 r. w Grodkowie (woj. opolskie – dop. red.). Tam skończyłem szkołę podstawową i technikum, później studiowałem w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Obrony Przeciwlotniczej w Koszalinie.

Odbyłem następnie 9-miesięczny kurs w Mińsku Mazowieckim, skąd – już jako oficer kontrwywiadu – zostałem skierowany w 1988 r. do Wrocławia, gdzie ochraniałem lotnisko.

Po pięciu latach służby zrezygnowałem i odszedłem z wojska.

Pan Jezus niechętnie przyznaje, że „tzw. Romuald Statkiewicz” był kiedyś żonaty, ale nie chce o tym rozmawiać.

– Rodzina nie potrafiła zrozumieć mojej misji – kwituje temat rozstania z najbliższymi.

Po zdjęciu munduru imał się różnych zajęć, które nazywa prywatnym biznesem.

– Ale cały czas szukałem też dróg dojścia do Prawdy. Dwa lata jogi, różne inne kursy… Z czasem zacząłem zauważać, że ludzie inaczej się czują, gdy przebywają w moim otoczeniu. Ilekroć ktoś się zgłaszał ze swoimi problemami, doskonale wiedziałem, jak mu pomóc, bo przecież mój duch już miał kiedyś podobną sytuację. Akumulator nie od razu się ładuje i dopiero po 7 latach świadomej transformacji udało mi się zbudować wewnętrzną harmonię pomiędzy rozumem, czyli mózgiem przednim, a duchem – mózgiem tylnym. Dopiero wtedy zacząłem wyraźnie widzieć obrazy i poznałem całą prawdę o sobie, że jestem Jezusem Chrystusem, Synem Bożym.

A jak to było dwa tysiące lat temu?

– Moim biologicznym ziemskim ojcem był Kreolus, setnik rzymski. Nie zdążył uznać mnie swoim synem, bo po kilku romantycznych spotkaniach z matką musiał wyjechać i wrócił do Nazaretu dopiero po moim narodzeniu, gdy Maria pojechała już z poślubionym kilka miesięcy wcześniej Józefem do Betlejem, żeby zarejestrować noworodka. Byłem normalnym dzieckiem, później młodzieńcem pracującym w warsztacie stolarskim i dopiero Jan Chrzciciel rozpoznał, że jestem Synem Bożym – wyjaśnia Jezus.

Gdy pytamy o głoszone wówczas nauki i dokonywane cuda, odpowiada:

– Miałem 12 uczniów, ale niezbyt dobrze kumali, co mówiłem.

Dopiero po moim ukrzyżowaniu przeszli oczyszczenie duchowe i przekazywali w miarę wiernie moje słowa.

Niestety, im dalej było od źródła, tym bardziej słowa Prawdy wypływały nielogiczne – zauważa.

I jaki mamy z tego dzisiaj efekt?

– Biblia jest w znacznej części zafałszowana, bo jeszcze za życia kronikarze zmieniali i przekręcali moje słowa, a następne pokolenia doklejały takie głupstwa, że lepiej Kaczora Donalda obejrzeć, niż czytać te wszystkie historyjki, które na mój temat powypisywano. Nie robiłem żadnych magicznych sztuczek, tylko przekazywałem ludziom Słowo Boże. Gdy np. mówiłem o chlebie, miałem na myśli pokarm duchowy, a ktoś później puścił w świat, że tej nocy, kiedy zostałem zdradzony, łamałem chleb, mówiąc uczniom, że to jest moje ciało. Albo weźmy ten pierwszy „cud w Kanie Galilejskiej”, gdzie byłem wraz z apostołami na godach weselnych i miałem tam rzekomo zamienić wodę w wino. Bzdura, bo faktycznie chodziło o to, że wino tradycyjnie pili tylko państwo młodzi oraz rodzina, natomiast służba musiała zadowolić się wodą. Powiedziałem więc gospodarzom, żeby z okazji mojej obecności wszystkim podać wino, co też się stało. I z tego powstała powtarzana do dzisiaj legenda – zżyma się pan Jezus.

Bardzo nas ciekawiło, dlaczego przyszedł ponownie na świat akurat w naszym kraju?

– Bo teraz Polska jest narodem wybranym. Izrael zawiódł, nie dotrzymując danej Stwórcy duchowej obietnicy.

Dla jego ówczesnych przywódców religijnych byłem zbyt młody i niewygodny, więc wydali mnie – wysłannika Stworzyciela – na męczeńską śmierć na krzyżu. Później narodem wybranym były Niemcy, ale poszły drogą ciemności.

Teraz przyszedł czas na Polskę, gdzie tak wielu ludzi deklaruje wiarę, choć jest ona całkiem pusta – orzekł pan Jezus.

Ma świadomość bardzo długiej drogi do wyznaczonego sobie celu.

– Ja przecież nie przyszedłem tu, żeby wraz z moimi apostołami – Tyarą i Mojżeszem – zakładać jakąś sektę, lecz nieść Światło. I choć naród polski w większości zwie się „chrześcijanami”, to wciąż nie wie, że pod swoją strzechą gości Syna Bożego. Żywego z krwi i kości! Nigdy dla ziemskich ludzi nie liczyło się to, czego od nich żąda Bóg, a gdy Boży poseł się pojawiał, był zawsze wyszydzany, wyśmiewany, a często mordowany. To skutek działań Lucyfera i Kościołów, jego najwierniejszych sług. Zwłaszcza Kościoła katolickiego – podkreśla nasz rozmówca.

 

Jak każdy prorok pan Jezus wyraża się często w sposób niezrozumiały dla człowieka używającego tylko „mózgu przedniego”, ale opinie na temat kat. Kościoła i jego funkcjonariuszy wyraża wyjątkowo precyzyjnie.

– To kolebka zła. Wszystkie dogmaty kościelne są zawiłe i niezrozumiałe, a przecież nauki Stwórcy są proste, nieskomplikowane. Wiara powinna być przejrzysta oraz prawdziwa, a oni posługują się chorymi, nielogicznymi dogmatami i jawnie okłamują ludzi, „poprawiając” interpretację Biblii przy każdym jej kolejnym tłumaczeniu. Nawet ich ubiór świadczy o tym, że ściągają wszystko, co jest ciemne. Chodzi im tylko o władzę i pieniądze. Dla tego, kto im przeszkadzał, mieli zawsze skrytobójczy sztylet lub truciznę, nie mówiąc już o powszechnie znanym procederze palenia na stosach ludzi, którzy mieli objawienia i czuli obecność Stwórcy. Zauważcie, że oni bardziej czczą samą moją Drogę Krzyżową niż doznawane tam przeze mnie cierpienie – punktuje konkurencję pan Jezus.

Czasem też przygląda się jej z bliska:

– Gdy przechodzę obok gigantycznych świątyń, widzę brzęczących ciężkimi łańcuchami urzędników kościelnych, słucham smętnych pieśni i mijam smutnych wyznawców, pytam: po jakiej strawie ludzie mają taki nastrój, kto przyrządził im to paskudztwo?

Czy zatem „kucharze” odpowiedzą kiedyś za swoje łotrostwa?

– Nawet nie przypuszczali, że przyjdę ponownie na ziemię. Jeszcze próbują bronić się przed Bożą Siłą, ale nie ustoją. Możecie być pewni, że oddadzą swojego ducha. Watykan, oparcie dla tej fałszywej religii, dostał już niedawno sygnał, gdy w pobliskiej Abruzji zatrzęsła się ziemia, grzebiąc pod gruzami zawalonych domów kilkuset chrześcijan papieskich i kilka kościołów. Już widzę plagi, które wkrótce spadną bezpośrednio na Rzym – ostrzega prorok.

Na zakończenie pytamy go jeszcze, dlaczego inkasuje dzisiaj pieniądze za „uzdrowienia”, skoro kiedyś czynił to całkiem społecznie.

– W tamtych czasach było przecież zupełnie inaczej. Do 30 roku życia pracowałem jako cieśla, zapewniając rodzinie wikt i opierunek. A gdy już zacząłem głosić Prawdę, ludzie sami dawali mi strawę i dach nad głową, więc nie musiałem troszczyć się o pieniądze na życie. Nie gromadziłem żadnego majątku, bo niby jak miałbym się z nim przemieszczać na osiołku po różnych miasteczkach? Wtedy nie trzeba było płacić za mieszkanie, prąd, gaz i przejazdy… – obezwładnia logiką pan Jezus z Opola.

I trudno nie przyznać mu wiele racji. A czy jest prawdziwy? A Bóg jeden raczy wiedzieć.

ANNA TARCZYŃSKA

Współpraca T.S.

 

Dodaj komentarz

ZIEMSKI MAJĄTEK

Jezus Chrystus

ZIEMSKI MAJĄTEK

74.

Bardzo często pojawia się pytanie, czy człowiek powinien wyrzec się ziemskiego majątku lub przestać się o niego troszczyć w wypadku dążenia do wartości duchowych.

Głoszenie takich zasad byłoby co najmniej niedorzeczne! Jeżeli mowa o tym, że nikomu nie wolno przywiązywać wagi do ziemskiego majątku, jeżeli dąży do królestwa niebieskiego, to nie oznacza to, że powinien ziemski majątek rozdać lub porzucić i żyć w nędzy. Człowiek może i powinien radośnie korzystać ze wszystkiego, co Bóg w stworzeniu jemu udostępnił.

To, że »nie wolno jemu lgnąć« do ziemskiego majątku, oznacza tylko, że człowiek nie powinien dopuścić do tego, aby najwyższym celem jego życia było gromadzenie ziemskiego majątku. Myśl ta nie powinna więc stać się jego obsesją.

Zajmowanie takiego stanowiska odciągałoby go w sposób oczywisty od celów wyższych. Nie interesowałby się nimi i nie miałby na nie czasu, ponieważ wszystkie włókna jego bytu zmierzałyby do jednego tylko celu: do gromadzenia majątku materialnego. To, czy chodziłoby przy tym o majątek jako taki, czy o radości życia z nim się wiążące, nie czyni żadnej różnicy, ponieważ wynik jest w zasadzie zawsze ten sam. Człowiek w ten sposób tylko wiąże się z ziemskim, a tracąc możliwość spoglądania w górę odcina się od możliwości wzlotu.

Ów fałszywy pogląd mówiący, że majątku świeckiego nie można połączyć z dążeniami do wzlotu duchowego, stał się w wypadku wielu ziemskich ludzi także przyczyną powstania niedorzecznego przekonania o niemożności pogodzenia żadnego kierunku duchowego z ziemskim majątkiem, jeśli praca nad duchem ma być traktowana poważnie. O dziwo, ziemska ludzkość nigdy nie uświadomiła sobie, jakie tym szkody sama sobie wyrządziła.

Ludzie ziemscy tym samym odbierają wartość najwyższym darom, do jakich w ogóle mają dostęp: darom duchowym. Ponieważ w wyniku zajmowania owego specyficznego stanowiska wszystkie duchowe dążenia skazane zostały, jak żebracy, na ofiary i datki, to stosunek do kierunków duchowych otrzymał niespostrzeżenie również taką samą etykietkę, jaka cechuje stosunek ludzi do żebraków. Dlatego wszelkie duchowe dążenia nie były traktowane z taką powagą, na jaką w rzeczywistości przede wszystkim zasługiwały.

To było także powodem tego, że wszelkie duchowe dążenia zawierały w sobie już od początku zarodek swej własnej śmierci, ponieważ będąc zależne od dobrej woli ludzi ziemskich nie mogły nigdy mocno stanąć na własnych nogach. Poważnie poszukującemu człowiekowi nie wolno więc nigdy gardzić świeckim majątkiem po prostu dlatego, aby mógł chronić i obronić przed ludzkością to, co dla niego jest najcenniejsze duchowość. Świeckiego majątku powinien w świecie gęstomaterialnym używać jak tarczy, aby mógł odpierać materialne materialnym.

Byłoby w tym przecież coś niezdrowego, gdyby troszczący się o wzlot duchowy pogardzali w czasach materializmu najmocniejszą bronią swych bezwzględnych przeciwników! Byłaby to lekkomyślność mogąca się bardzo mocno zemścić.

Dlatego wy, którzy naprawdę wierzycie, nie pogardzajcie majątkiem świeckim, ponieważ mógł on zostać utworzony także tylko Wolą Boga, którego chcecie przecież czcić! Nigdy nie pozwólcie jednak na to, aby poczucie posiadania świeckiego majątku ukołysało was do snu, lecz używajcie go w zdrowy sposób.

Tak samo trzeba podchodzić do owych szczególnych darów, jakimi są siły mogące leczyć różne choroby lub do innych podobnych zdolności. W swojej naiwności, którą właściwie można nazwać bezczelnością, ludzie ziemscy myślą sobie, że owe właściwości powinni mieć do dyspozycji za darmo, ponieważ ponoć zostały zesłane z duchowości także za darmo, aby z nich korzystać. Dochodzi wręcz do tego, że niektórzy oczekują przejawów specjalnej wdzięczności za to, że w momencie najwyższej potrzeby łaskawie skorzystali z takiej pomocy. Takim ludziom ziemskim nie powinno się pomagać, nawet gdyby była to jedyna rzecz, która mogłaby ich jeszcze uratować!

Obdarzeni takimi zdolnościami powinni najpierw sami nauczyć się bardziej doceniać wartości owego daru ofiarowanego im przez Boga, aby znowu nie rzucali pereł przed wieprze. Jeżeli mają naprawdę pomóc, to potrzebują w tym celu o wiele więcej cielesnej oraz subtelnomaterialnej siły i tak samo zresztą czasu, niż adwokat błyskotliwie broniący klienta lub lekarz odwiedzający swych chorych czy też malarz tworzący obraz. Nikomu nigdy nie wpadłoby do głowy, aby żądać bezpłatnej pomocy od prawnika, lekarza czy malarza. A przecież zdolność kojarzenia faktów, która potrzebna im jest do wykonywania ich zawodów, jest także tylko »Bożym darem« i niczym innym. Odrzućcie wreszcie swoje żebracze łachmany i pokażcie się w szacie, która wam się należy.

Dodaj komentarz

ROLA SYMBOLIKI W LUDZKIM LOSIE

ROLA SYMBOLIKI W LUDZKIM LOSIE

72.

Gdyby ziemscy ludzie z takim zapamiętaniem nie zaprzątali sobie głów powszednimi troskami i nie rozpraszali swojej uwagi licznymi drobiazgami życia codziennego, lecz raczej chcieli zwrócić swoją uwagę także na wielkie i małe wydarzenia w ich otoczeniu, to bardzo szybko musiałoby zrodzić się w nich nowe poznanie. Dziwiliby się wnet sami sobie, nie dowierzając własnym oczom, jak mogli do tej pory w bezmyślny sposób nie zwracać uwagi na coś tak oczywistego.

A istnieją naprawdę wszelkie powody ku temu, aby ze współczuciem potrząsali nad sobą głowami. Wystarczy, by byli tylko trochę bardziej uważni, a otworzy się przed nimi nagle cały świat dokładnie zorganizowanych, żywo działających procesów, świat, który bardzo wyraźnie daje do zrozumienia, że niezłomnie kieruje nim ręka wyższa: to świat symboliki!

Świat ów tkwi swymi korzeniami głęboko w subtelnomaterialnej części stworzenia i tylko najdalej wysunięte końce stają się ziemsko widzialne. Świat symboliki można porównać z pozornie całkiem spokojnym morzem, którego nieustanne ruchy nie są widoczne i można je zauważyć tylko w bezpośredniej bliskości brzegu.

Człowiek ziemski nawet nie podejrzewa, że wystarczy odrobina uwagi i nieznaczny wysiłek, aby jasno zobaczyć napędzającą strach działalność karmy, tak często wkraczającej w jego życie. Może się z nią lepiej zaznajomić i tak powoli zmniejszać strach, pojawiający się często w przypadku myślących ludzi. Karma w ten sposób przestaje być straszna.

Dla wielu ludzi to może być drogą do wzlotu, jeżeli nauczą się wyczuwać w ziemsko widzialnych zdarzeniach głębsze fale życia subtelnomaterialnego i jeżeli mogą je dalej obserwować. W ten sposób z upływem czasu powstanie w nich także przekonanie o istnieniu niedopuszczających do żadnych wyjątków konsekwentnych skutków zwrotnych.

Kiedy człowiek w swych badaniach posunie się aż tak daleko, to powoli krok za krokiem zżywa się z owymi faktami, aż w końcu w całym stworzeniu, to znaczy w gęstomaterialnym i subtelnomaterialnym świecie, rozpozna ściśle logiczną i jednolitą siłę napędową świadomej Woli Bożej. Od tej chwili będzie się z nią liczyć i będzie dobrowolnie się jej kłaniać. W jego wypadku wszak to znaczy, że jest niesiony siłą, której skutki mogą jemu tylko dopomóc. Siła ta jemu służy, ponieważ znając mechanizm jej działania, umie się do niej dostosować.

Potem działanie zwrotne przejawia się na nim tylko jako dawca szczęścia. Człowiek z uśmiechem na ustach obserwuje, jak spełniają się w każdej swej literze wszystkie biblijne słowa, których dziecięca prostota często sprawiała jemu niemałe kłopoty. Do tej pory spełnianie owych słów wydawało jemu się zbyt ciężkie, ponieważ w jego opinii powiązane to było z niewolniczym sposobem myślenia. Żądanie posłuszeństwa, które do tej pory było przez niego odczuwane jako coś nieprzyjemnego, będzie w jego oczach stopniowo przemieniało się w najwyższe odznaczenie, jakie może twora spotkać; w rzeczywisty Boży dar, który umożliwia niezmierny rozkwit sił ducha, dar, który pozwala jemu osobiście i świadomie współdziałać w przepięknym stworzeniu.

Znane powiedzenia: »Kto sam siebie poniża, ten zostanie wywyższony« człowiek musi »pokornie skłonić się przed Bogiem«, aby mógł wejść do Jego Królestwa, człowiek powinien »słuchać«, powinien »służyć« i wszystkie inne biblijne rady najpierw zniechęcają nowoczesnego człowieka swym prostym, dziecięcym, a przecież tak bardzo trafnym sposobem wyrażania. Obrażają jego dumę, wynikającą z uświadomienia sobie swej rozumowej wiedzy. Nie chce już być tak ślepo prowadzony, lecz żąda świadomej współpracy i możliwości poznawania, aby móc uzyskać wewnętrzny rozmach wynikający z przekonania, rozmach potrzebny do wykonywania wielkich dzieł. I to nie jest niewłaściwe!

Człowiek powinien być w swym rozwoju bardziej świadomy w porównaniu z tym, co było dawniej. Kiedy z radością zauważy, że proste biblijne wyrażenia swym brzmieniem, tak bardzo obcym w dzisiejszych czasach, nawołują dokładnie do wszystkiego tego, co akceptuje dobrowolnie i z pełnym przekonaniem, ponieważ poznał potężne prawa natury, to wtedy najdzie go olśnienie. Roztrzęsiony zatrzyma się przed faktem nie zgadzania się ze starą nauką tylko dlatego, że w niewłaściwy sposób ją sobie tłumaczył, i że nigdy tak naprawdę nie starał się właściwie w nią wczuć i wprowadzić ją w harmonię z dzisiejszą zdolnością swego pojmowania.

Jeżeli więc zabrzmią słowa: »W pokorze skłonić się przed Wolą Bożą« lub jeżeli mowa o »właściwym poznaniu potężnych praw natury i wykorzystaniu ich przejawów«, to chodzi o jedno i to samo.

Z sił niosących Wolę Bożą może człowiek korzystać tylko po ich dokładnym zbadaniu, a więc poznaniu i tylko wtedy, jeżeli się nimi kieruje. A przecież liczenie się z nimi lub kierowanie się według nich jest w rzeczywistości równoznaczne z dostosowaniem się do nich, a więc podporządkowaniem się im! Nie działać przeciwko tym siłom, lecz współdziałać z nimi. Tylko poprzez dostosowywanie swej woli do ich właściwości, a więc poprzez podążanie z nimi w tym samym kierunku, może człowiek korzystać z ich mocy.

To jednak nie jest opanowanie owych sił, lecz pokorne podporządkowanie się Woli Bożej! Nawet kiedy człowiek uważa wiele spraw za przejaw jego mądrości lub wynalazek nauki, to i tak nic nie zmienia faktu, że to wszystko właściwie jest tylko tak zwanym »odkryciem« skutków działania praw natury, które tu już przedtem istniały, a więc odkryciem skutków Woli Bożej, którą w ten sposób człowiek »uznał«. A sam fakt jej wykorzystywania równa się »podporządkowaniu« owej Woli. To na pewno jest pokorne pokłonienie się przed Wolą Bożą, to tak zwane »posłuszeństwo«!

Ale teraz powrócę do symboliki! Wszelkie procesy zachodzące w stworzeniu, a więc w materii, muszą podczas swego obiegu osiągnąć właściwe zakończenie. Można to również określić inaczej: muszą się zamknąć jako krąg. Dlatego według praw stworzenia wszystko bezwarunkowo powraca z powrotem do swego punktu wyjścia i tam jedynie może się zakończyć, a więc rozwiązać, czyli wygasić swą czynność. Tak dzieje się także z całym stworzeniem, jak również z każdym poszczególnym procesem. W ten sposób powstaje nieodwracalne działanie zwrotne, które z kolei przynosi ze sobą możliwość symbolicznego zakończenia.

Ponieważ każdy akt musi zakończyć się tam, gdzie powstał, wynika z tego, że musi zakończyć się w tym samym gatunku materii, w którym powstał początek. Subtelnomaterialny początek musi więc zakończyć się także subtelnomaterialnie i tak samo początek gęstomaterialny powoduje gęstomaterialny koniec. Ludzie nie mogą widzieć subtelnomaterialności, a gęstomaterialne zakończenie każdego procesu wprawdzie jest dla nich widzialne, lecz dla wielu z nich brakuje do niego właściwego klucza, a więc początku, który w licznych wypadkach jest ukryty w poprzednim gęstomaterialnym ziemskim życiu.

Jeżeli nawet proces działania zwrotnego odbywa się w przeważającej mierze tylko w świecie subtelnomaterialnym, to i tak w ten sposób działająca karma nie mogłaby się nigdy całkiem rozwiązać, gdyby zakończenie nie przejawiło się w sposób chociaż częściowo związany z gęstomaterialnością i nie stało się w ten sposób widzialne. Dopiero przez ów widzialny proces odpowiadający sensowi działania zwrotnego może zostać przebiegający krąg zamknięty. W ten sposób nastanie całkowite zatrzymanie procesu i jego rozwiązanie, które zależnie od rodzaju pierwotnego początku może być dobre lub złe, może przynieść szczęście lub nieszczęście, błogosławieństwo lub wybaczenie poprzez odpokutowanie winy. Ów ostatni widzialny przejaw nastanie z całą pewnością tam, gdzie był początek, a więc przejawi się na tym człowieku, który kiedyś swym postępowaniem pobudził go do życia. Nigdy nie można tego uniknąć.

Jeżeli w międzyczasie człowiek ten wewnętrznie zmienił się do tego stopnia, że ożyło w nim coś szlachetniejszego w porównaniu z poprzednim jego postępowaniem, skutek zwrotny, będąc innego gatunku, nie może mocno się przyczepić. Nie znajduje już jednorodnego z nim gruntu w duchu podążającym w górę, ponieważ ten, według prawa duchowego ciążenia, stał się jaśniejszy i tym samym lżejszy*.

Naturalnym następstwem tego jest, że zbliżający się skutek ciemniejszego gatunku zostaje przeniknięty jaśniejszym otoczeniem owego człowieka i w ten sposób znacznie osłabiony. Musi jednak spełnić się prawo kołobiegu skutków zwrotnych, a wszystko to pod wpływem samodzielnie działającej siły. Zniesienie któregokolwiek prawa natury jest niemożliwe.

Tak osłabione atakujące działania zwrotne muszą przejawić się, też w zgodzie z nieugiętymi prawami, koniecznie w gęstomaterialnie widzialny sposób, aby się rozwiązać i w wyniku tego wygasnąć. Koniec musi powrócić i połączyć się z początkiem. W wyniku otoczenia, które stało się jaśniejsze ciemna karma wszakże nie może człowieka skrzywdzić. Zdarza się więc, że w ten sposób osłabione skutki zwrotne zadziałają na najbliższe otoczenie tylko tak, że człowiek, o którego chodzi, doprowadzony zostanie do dobrowolnego wykonania czegoś, co swym rodzajem odpowiada tylko sensowi owych płynących do niego skutków zwrotnych.

Od pierwotnego, przeznaczonego dla niego, przejawu działania zwrotnego w jego właściwej, nieosłabionej skuteczności różni się ów proces tym, że nie powoduje człowiekowi boleści ani nie przynosi jemu żadnej szkody, a może przynieść nawet radość.

To jest potem czysto symboliczne rozwiązanie wielu ciężkich karm, rozwiązanie będące jednak absolutnie w zgodzie z prawami w stworzeniu, a działające tak w wyniku zmiany stanu ducha. Dlatego też większość ludzi często sobie tego nawet nie uświadamia. Karma została tym samym rozwiązana, a nieugiętej sprawiedliwości stało się zadość aż do najdrobniejszych szczegółów. Procesy te, będące według praw w stworzeniu oczywiste, zawierają w sobie niezmierną łaskę, którą mogła w swym doskonałym dziele wytworzyć tylko najwyższa mądrość Stwórcy.

Czysto symboliczne rozwiązanie działania zwrotnego, które by w przeciwnym wypadku w człowieka mocno uderzyło, może przebiec na wiele różnych sposobów!

Podam przykład: Człowiek, kiedyś okrutny i żądny władzy, obarczył się ciężką karmą, ponieważ pod wpływem owych cech dręczył swych bliźnich. Karma żywa w swym danym gatunku wędruje po swej okrężnej drodze i później na pewno uderzy w niego tym samym sposobem, z tym, że wielokrotnie mocniej. W miarę zbliżania się owego nurtu bezwzględnej żądzy władzy, częstokroć niezmiernie wzmocnionego w wyniku przyciągania wszystkiego, co jest z nim subtelnomaterialnie jednorodne, subtelnomaterialne otoczenie człowieka zostaje całkowicie przesiąknięte owym nurtem. Subtelnomaterialne otoczenie będzie wyraźnie oddziaływać na blisko z nim związane otoczenie gęstomaterialne i w ten sposób zacznie wytwarzać takie stosunki, które bywałego winowajcę zmuszą, aby cierpiał pod tak samo jak on kiedyś żądnym władzy człowiekiem o wiele bardziej niż kiedyś cierpieli bliźni pod jego władzą.

Jeżeli jednak taki niegdyś żądny władzy człowiek osiągnął w międzyczasie większe poznanie i wytworzył wokół siebie w wyniku poważnego dążenia do wzlotu jaśniejszą i lżejszą okolicę, to w wyniku tego oczywiście zmieni się także sposób, w jaki karma w końcu się przejawi. Nowe otoczenie tego człowieka rozjaśni powracający ciemniejszy nurt bardziej lub mniej, w zależności od swej jasności i w ten sposób także mniej lub bardziej go unieszkodliwi. Jeżeli poprzednio ogarnięty żądzą władzy człowiek podąży duchowo energicznie w górę, a to oznacza wyraźną poprawę winowajcy, może się zdarzyć, że rzeczywisty wpływ karmy zostanie prawie że skasowany. Człowiek, o którego chodzi, uczyni tylko w skrócie coś, co zewnętrznie podobne jest do pokuty.

Załóżmy, że chodzi o kobietę. Wystarczy wtedy, jeżeli kiedyś weźmie z ręki swej pomocnicy szczotkę i w możliwie najbardziej przyjazny sposób pokaże jej, jak szorować podłogę. Chociaż chodzi w tym wypadku tylko o kilka ruchów danego gatunku i tak wystarczy to, aby stało się zadość symbolice służenia. Ów krótki akt przyniesie rozwiązanie, które musiało przejawić się w widzialny sposób i które pomimo swej prostoty może zakończyć ciężką karmę.

W taki sam sposób może posprzątanie jednego tylko pokoju stać się symbolicznym zakończeniem i likwidacją winy, której odpokutowanie lub zwrotne działanie mogłoby w innym układzie być o wiele bardziej bolesne i spowodować poważne zmiany. Wszystko to jest w jakiś sposób wynikiem osłabienia wpływu skutków zwrotnych, lecz w wielu wypadkach także może chodzić o wykorzystanie przez przewodników duchowych przypadkowego postępowania, aby doprowadzić do rozwiązania karmy.

Wszystkie takie przypadki są oczywiście uwarunkowane niezwykle wysokim wzlotem i połączoną z nim zmianą stanu ducha. To okoliczności, których astrolog nie może brać pod uwagę i często więc swymi obliczeniami zasieje niepotrzebną obawę. Niekiedy w ten sposób przyczyni się do wywołania tak wielkiego strachu, że wystarczy właściwie tylko siła owego strachu, aby spowodować komplikacje. W ten sposób obliczenia na pierwszy rzut oka spełniają się, chociaż bez towarzyszących im obaw okazałyby się błędne. W tym wypadku jednak człowiek sam swym strachem otworzył bramę w świetlistym kręgu, który go otacza.

Kto sam bez przymusu wysunie rękę z warstwy ochronnej, ten nie może otrzymać już znikąd pomocy. Jego własna wola przebija w ten sposób każdą ochronę od wewnątrz. Bez jego własnego chcenia nie może poprzez otaczające go światło przeniknąć do niego z zewnątrz nic.

W ten sposób może sformować się w symboliczne rozwiązanie karmy nawet najmniejsza, okazana drugiej osobie łaskawość, wraz z bliźnim współodczute cierpienie lub jedno przyjacielskie słowo, jeżeli podstawą takiego postępowania jest wewnętrzne poważne chcenie dobra.

To chcenie musi jednak być tu jako pierwsze, w przeciwnym wypadku nie można byłoby przecież mówić o symbolicznym wyczerpaniu karmy, ponieważ potem wszystko, co płynie do człowieka z powrotem, przejawi się z całą siłą pod każdym względem.

Kiedy jednak w człowieku obudzi się naprawdę poważne dążenie do wzlotu, bardzo szybko będzie on mógł obserwować, jak w jego otoczeniu pojawia się coraz więcej życia. Tak, jakby ktoś kładł na jego drodze przeróżne sprawy, a one wszystkie zawsze kończyły się dobrze. To po prostu wręcz rzuca jemu się w oczy. W końcu jednak w taki sam wyraźny sposób zbliży się okres wyraźnego spokoju lub wszystkie wydarzenia zaczną korzystnie wpływać na jego ziemski awans. Czas pokuty minął.

Z poczuciem radosnej wdzięczności człowiek może sobie uświadomić, że spadło z niego wiele win, za które w wypadku innego biegu spraw musiałby ciężko pokutować. Potem musi już tylko pilnować, aby wszystkie włókna losu, które znów tka swym chceniem, swym życzeniem, były tylko dobre, aby mogło spotykać go tylko dobro!

*Wykład: »PRAWO DZIAŁANIA ZWROTNEGO«

Dodaj komentarz

ASTROLOGIA

ASTROLOGIA

71.

Bywa nazywana królewską sztuką i nie bez racji. Nie dlatego bynajmniej, że jest królową wszystkich sztuk, a już na pewno nie korzystają z niej tylko ziemscy królowie, ale człowiek, który potrafiłby rzeczywiście odpowiednio do niej podchodzić, mógłby w duchowości zajmować stanowiska królewskie. Stałby się w ten sposób tym, w którego rękach spoczywa to, co się dzieje oraz do czego dojść nie może.

Nie ma jednak ani jednego ziemskiego człowieka, któremu owe zdolności zostałyby ofiarowane. Dlatego wszelkie wysiłki podejmowane w tej dziedzinie muszą pozostać tylko żałosnymi i niepewnymi eksperymentami, chociaż przeprowadzane są skrupulatnie i pieczołowicie. Jeśli natomiast eksperymentom tym towarzyszy zamiast najwyższej powagi zarozumialstwo i chorobliwa fantazja, to stają się one bluźnierstwem.

Same obliczenia opierające się na ruchu gwiazd mogą pomóc tylko nieznacznie. Do promieniowania gwiazd należy przecież także współdziałające z nim promieniowanie danego miejsca na ziemi, w którym człowiek żyje oraz niewątpliwie także wszelkie działanie żywej subtelnomaterialności. To na przykład świat form myśli, następnie karma, nurty ciemności i Światła w materii i jeszcze wiele innych spraw. Który człowiek może się szczycić tym, że posiada dokładny i jasny wgląd tak samo w najgłębsze głębiny jak i najwyższe wyżyny materii?

Promieniowanie gwiazd wytwarza tylko drogi i kanały, którymi mogą w pobliże ludzkiego ducha przenikać bardziej skoncentrowane przejawy wszystkiego, co w subtelnomaterialności jest żywe, aby miało to na ducha wpływ. Można to sobie również wyobrazić w ten sposób: gwiazdy wysyłają sygnały okresom, w których mogą bezpośrednio płynąć do człowieka skoncentrowane powracające działania uczynków zwrotnych i innych nurtów, które prowadzone są przez promieniowanie gwiazd. Do nieprzyjaznego lub wręcz wrogiego promieniowania gwiezdnego dołączają się nieprzyjazne lub złe nurty unoszące się dla danego człowieka w świecie subtelnomaterialnym. Do promieniowań przychylnych dołączają się zaś w wyniku jednorodności nurty dobre.

Dlatego same obliczenia nie są znów aż tak całkiem bezwartościowe. Muszą one dlatego być bezwarunkowo oparte na założeniu, że w czasie niesprzyjającego promieniowania dosięgnie człowieka także powracające niesprzyjające jemu działanie zwrotne. I na odwrót – sprzyjającemu promieniowaniu gwiazd towarzyszy działanie zwrotne sprzyjające. W inny sposób promieniowanie nie może się przejawić. Promieniowania gwiazd same w sobie nie są wszak żadnym pozbawionym mocy przywidzeniem, dopóki nie mają kontaktu z innymi siłami. Posiadają także samoczynne skutki, tworzą swego rodzaju tamę.

Jeżeli w świecie subtelnomaterialnym wchodzą w rachubę dla danego człowieka tylko złe skutki zwrotne, to ich czynność i wpływ na człowieka w dniach lub godzinach korzystnego promieniowania jest w wyniku gatunku tego promieniowania jakby odcięte, stłumione, zepchnięte na dalszy plan lub przynajmniej mocno ograniczone. Mechanizm ten działa naturalnie także w sytuacji odwrotnej. Niesprzyjające promieniowania gwiazd mogą zatrzymać sprzyjające skutki na tak długo, jak długo trwa działanie wrogich promieni, chociaż do człowieka akurat powraca dobre działanie zwrotne i właśnie działa.

Jeżeli więc kanały gwiezdnego promieniowania pozostają puste dlatego, że nie ma jednorodnych z nimi skutków karmicznych, spełniają przynajmniej rolę tymczasowej tamy przeciwko zwrotnym skutkom innego gatunku, jeśli oczywiście takie działają, a więc w jakimś stopniu kanały te przejawiają się zawsze. Dobre promieniowanie gwiazd nie musi przynosić jednak ze sobą zawsze czegoś dobrego, tak samo jak złe promieniowanie nie zawsze musi szkodzić, jeżeli dla danego człowieka nie jest to przygotowane.

Astrologowie nie mogą na to odpowiedzieć: »A więc mamy jednak rację!« Przecież ta ich racja jest w najróżniejszy sposób uwarunkowana i bardzo ograniczona. Nie daje im prawa do tak często przejawiającego się z ich strony zarozumialstwa i zachwalania własnej działalności, połączonej z czerpaniem korzyści materialnych. Puste kanały gwiezdnych promieni mogą wprawdzie być przyczyną przerwania danego działania, lecz niczego innego. Dobra i zła nie wytwarzają.

Trzeba jednak przyznać, że krótkotrwałe przerwanie niekorzystnych skutków działania zwrotnego jest właściwie w pewnym sensie także czymś dobrym. Udręczony człowiek może wtedy skorzystać z nadarzającej się okazji do odpoczynku, aby w ten sposób naczerpać siły potrzebnej jemu do znoszenia dalszego ciągu niekorzystnych skutków zwrotnych.

Oprócz tego właśnie niekorzystne promieniowania powinny pobudzić człowieka do większego wytężenia sił, które ducha obudzi, wzmocni i zawsze bardziej rozżarzy, jeżeli musi te przeszkody z wysiłkiem pokonywać.

Jeżeli nie zwracamy uwagi na chełpliwość i autoreklamę wielu astrologów, to ich obliczenia pomimo wszystko mogłyby przynosić pewną korzyść. Decydują o tym jednak jeszcze inne ważne okoliczności, w wyniku których na obliczeniach tych nie można polegać. Dlatego przynoszą ludziom w końcowym efekcie często więcej szkody niż pożytku.

W rachubę bowiem nie wchodzi tylko owych kilka ciał niebieskich, które biorą pod uwagę w dzisiejszych czasach astrologowie w swych obliczeniach. Bardzo ważna jest niezliczona liczba innych, przez astrologów nieznanych gwiazd, które działanie znanych gwiazd osłabiają lub wzmacniają, przecinają i odsuwają, tak więc końcowy wynik obliczeń może być niekiedy zupełnie różny od tego, do którego zdolny jest dotrzeć dziś chociażby najlepszy nawet astrolog.

Wreszcie decydującą jest jeszcze jedna sprawa i to ta najważniejsza i najbardziej skomplikowana: duch każdego człowieka! Na zestawianie astrologicznych obliczeń powinien ważyć się tylko taki człowiek, który prócz innych spraw potrafi także dokładnie, do ostatniego szczegółu ocenić każdego poszczególnego ducha! Taki człowiek musi być zdolny rozróżniać wszystkie jego cechy, właściwości, powiązania jego karmy, jak również całość jego dążenia. Krótko mówiąc, całą jego rzeczywistą subtelnomaterialną dojrzałość lub niedojrzałość musi on widzieć w gamie najbardziej subtelnych odcieni.

Choćby promieniowanie gwiazd było dla człowieka jak najbardziej przychylne, to i tak nie spotka go nic światłego, a więc dobrego, jeżeli w wyniku stanu swego ducha jest otoczony ciemnością. I na odwrót, nawet najbardziej zły gwiezdny nurt nie jest zdolny człowieka, którego filozofia życia pozwala jemu znosić wokół siebie tylko wszystko to, co czyste i jasne, ograniczyć do tego stopnia, aby jemu poważnie zaszkodzić. Wszystko w końcu przyjmie korzystny obrót spraw.

Wszechmoc i mądrość Boga nie jest tak jednostronna, jak wyobrażają to sobie zwolennicy astrologii w swych obliczeniach. Bóg nie czyni losu swych ludzi, a więc ich szczęścia i cierpienia, zależnym tylko od promieniowania gwiazd.

Promienie te wprawdzie mocno współdziałają i to nie tylko w wypadku każdej jednostki, lecz także w wypadku procesów ogólnoświatowych, zawsze są jednak tylko aktywnym narzędziem, a ich udział w owych procesach nie dość, że zależy od wielu innych wpływów, lecz jest także zależny od tego, czy owe wpływy i skutki mogą się przejawić. Jeżeli nawet wielu astrologów sądzi, że w swojej pracy opierają się na intuicji czy wręcz natchnieniu lub inspiracji, to i tak nie są zdolni wpłynąć na wyniki swej pracy do tego stopnia, aby można było bardziej dowierzać ich obliczeniom.

Obliczenia są więc jednostronne, niezupełne i pełne niedociągnięć, krótko mówiąc: są niedoskonałe. Wprowadzają wśród ludzi niepokój. Niepokój wszak jest najbardziej niebezpiecznym wrogiem ducha, ponieważ narusza mur będący naturalną ochroną i otwiera w ten sposób drzwi akurat przed takim złem, które w innym wypadku nie miałoby do człowieka dostępu.

Wielu ludzi ogarnia niepokój, jeżeli dowiedzą się, że znajdują się pod wpływem niekorzystnego, złego promieniowania. Często także bywają zbyt ufni, a w wyniku tego nieostrożni, jeżeli są przekonani o działaniu na nich promieni akurat im sprzyjających. Opierając się na niedoskonałych obliczeniach biorą na swoje barki dodatkowy ciężar zbędnych trosk, zamiast mieć ciągle wolnego, radosnego ducha, zdolnego zmobilizować do obrony o wiele więcej sił niż mogą stłumić najbardziej mocne złe nurty.

Jeżeli już astrologowie nie mogą postępować inaczej, to mieliby spokojnie kontynuować swe prace i doskonalić się w nich, lecz tylko w cichości i tylko dla siebie samych. Tak zresztą postępują wszyscy ci pośród nich, którzy sprawy te traktują poważnie! Powinni zaoszczędzić ludziom kłopotów związanych z poważnym traktowaniem ich niedoskonałych obliczeń, ponieważ w ten sposób sieją tylko zamęt i zgubę. Owocem takiego postępowania może być tylko nadszarpnięta wiara człowieka w swoje własne możliwości i szkodliwe ograniczanie wolnych duchów, a tego trzeba się koniecznie wystrzegać.

Dodaj komentarz

ZBRODNIA HIPNOZY

ZBRODNIA HIPNOZY

70.

To dziwne! Kiedyś ziemscy ludzie, przede wszystkim liczni lekarze ostro sprzeciwiali się teoriom, które twierdziły, że hipnoza rzeczywiście istnieje. Bez wahania oznaczali hipnozę za bezsens i podstęp. Tak samo zresztą niedawno wyglądała sytuacja z magnetoterapią, która jest dzisiaj błogosławieństwem dla wielu chorych. Osoby leczące z jej pomocą były bezwzględnie atakowane i oskarżane o szarlataństwo oraz wyłudzanie pieniędzy.

Dzisiaj wbrew temu wszystkiemu najczęściej używają hipnozy właśnie lekarze. Tego, co kiedyś w najbardziej niewybredny sposób atakowali, dzisiaj bronią.

Ową rzeczywistość można oceniać z dwóch punktów widzenia. Kto całkiem obiektywnie obserwował ówczesne spory i kłótnie, teraz musi uśmiechać się pod nosem, widząc, jak ci, którzy jeszcze nie tak dawno byli wrogami hipnozy, starają się obecnie jeszcze gorliwiej nią się posługiwać. Z drugiej strony trzeba jednak przyznać, że tak groteskowemu obrotowi sprawy należy się również uznanie. Trzeba mieć niemało odwagi, aby wystawiać swoją reputację na w tym wypadku mające rację bytu kpiny i docinki.

Można w takim postępowaniu zauważyć szczere chęci, z jakimi lekarze rzeczywiście chcą ludzkości pomóc, nie lękając się równocześnie zagrożenia ze strony prześmiewców.

Szkoda tylko, że ludzie nie wzięli z tego nauki na przyszłość i nie stali się bardziej ostrożni w wystawianiu swych ocen w wypadkach wręcz jawnego atakowania spraw należących do tego samego kręgu spraw, co hipnoza. W wielu innych sprawach tego typu rzecz wygląda, wbrew wszelkim doświadczeniom, niestety zupełnie tak samo lub jeszcze gorzej.

W końcu znowu sytuacja będzie się powtarzać. Ludzie ziemscy znów ni stąd, ni zowąd zaczną nagle gorliwie popierać coś, z czym do tej pory z uporem walczyli. Ba, mało tego. Będą bezwzględnie i wszelkimi środkami dążyć do opanowania tych rzeczy tylko we własnym zakresie, aby tylko oni sami mogli z tego korzystać, chociaż przedtem z ostrożnością pozostawiali odkrywanie tego innym, najczęściej tak zwanym »laikom«, których nieustannie atakowali.

Nie ustalam na razie, czy takie postępowanie powinno być traktowane jak zasługa i czyn bohaterski. Jest jednak bardziej prawdopodobne, że w wyniku ciągłego powtarzania się tej sytuacji może się ona pokazać w całkiem innym świetle. Taki zawsze jest wynik powierzchownego badania sprawy.

Cała rzecz jednak stanie się o wiele bardziej poważna, jeżeli należycie znacie skutki korzystania z hipnozy. To dobrze, że nareszcie uznano i potwierdzono istnienie hipnozy i że w wyniku tego nauka zaprzestała swych ataków. Ataków obfitych w słowa, lecz po obecnych doświadczeniach zdradzających tylko swoją niekompetencję. Ale to, że używanie hipnozy tak bardzo się rozprzestrzeniło i to w dodatku pod ochroną jej byłych przeciwników, którzy nagle posiedli wiedzę, świadczy tylko o tym, że owi wiedzący w rzeczywistości są o wiele bardziej oddaleni od rzeczywistego poznania niż laicy, którzy pierwotnie szukali i którzy czuli się obrażeni.

To straszne mieć świadomość tego, jakie nieszczęście powstaje w wyniku ufnego powierzania swego losu przez tysiące ziemskich ludzi w tak zwane powołane ręce w celu dobrowolnego poddania się hipnozie. Zostali do tego namówieni, lub, a to jest bardziej niż karygodne, bez swej wiedzy zmuszeni. I chociaż wszystko to dzieje się z jak najlepszymi zamiarami i z chęcią osiągnięcia dobra, to i tak nic nie zmieni faktu powstawania ogromnych szkód w każdym wypadku użycia hipnozy! Ręce używające hipnozy nie są powołane. Powołanym może być tylko ten, kto doskonale zna sfery, do których należą środki, jakich używa. W wypadku hipnozy chodzi o sferę subtelnomaterialną! Kto ją zna naprawdę, a nie tylko domyśla się tego, ten nigdy nie będzie używał hipnozy, jeżeli życzy swemu bliźniemu dobra. Chyba, że chce jemu umyślnie i z całą świadomością wyrządzić wielką krzywdę.

W ten sposób ziemscy ludzie obciążają się winą wszędzie tam, gdzie stosują hipnozę i to bez względu na to czy są laikami, czy też nie! Pod tym względem nie ma żadnych wyjątków!

Wystarczy po prostu logicznie się zastanowić, aby dojść do wniosku, że chodzi w końcu o niesamowitą lekkomyślność, jeżeli pracuje się z czymś, czego wyniki można przewidzieć tylko w początkowym stadium, a o końcowym efekcie nie potrafi się niczego powiedzieć.

Nie można spokojnie spoglądać na tak lekkomyślne postępowanie w dziedzinie dotyczącej błogości lub cierpienia bliźnich. Chodzi przecież o szkody spowodowane nie tylko osobie, która hipnozie się poddała. Odpowiedzialność spada także podwójnie ciężko na tego, który wszystko przeprowadził. Ludzie ziemscy nie powinni z ufnością poddawać się czemuś, czego sami dokładnie nie znają. A jeżeli dzieje się to bez ich wiedzy i woli, to postępowanie takie jest i tak zbrodnią, chociaż przeprowadzane jest przez tak zwane powołane ręce.

Ponieważ nie można zakładać, że wszyscy używający hipnozy mają zamiar swym bliźnim szkodzić, w rachubę wchodzi więc już tylko absolutny brak rozeznania dotyczący tak mechanizmu działania hipnozy, jak skutków swej własnej czynności. W to nie można wątpić nawet przez chwilę; można brać pod uwagę tylko jedno lub drugie. Jako jedyny możliwy pozostaje więc wariant drugi: nieznajomość rzeczy.

Kiedy więc ktoś działa na swego bliźniego za pomocą hipnozy, to pęta tym jego ducha! Owo pętanie samo w sobie jest przestępstwem duchowym, zbrodnią. Nie pomoże usprawiedliwianie się tym, że hipnoza została użyta w celu leczenia choroby cielesnej lub psychicznej. Obroną hipnozy nie może być również fakt poprawy kondycji psychicznej, a więc twierdzenie, że w ten sposób tylko polepszyła się wola człowieka, czyli, że ten zyskał.

Życie i postępowanie opierające się na takim przekonaniu to okłamywanie samego siebie. Duch może skorzystać tylko i wyłącznie z tego, co przeprowadzi w swym wolnym i przez nikogo nie zmanipulowanym chceniu, które właśnie potrzebne jemu jest do rzeczywistego wzlotu. Cała reszta to rzeczy, które się nie liczą i które mogą przynosić tylko chwilową korzyść lub szkodę.

Każde spętanie ducha, bez względu na to, w jakim celu zostało przeprowadzone, zawsze uniemożliwia postęp, a ten jest bezwarunkowo potrzebny Nie bacząc już nawet na to, że owo spętanie niesie ze sobą więcej zagrożenia niż pożytku. Na w ten sposób spętanego ducha może później w łatwy sposób oddziaływać nie tylko hipnotyzer, lecz duch ten jest do pewnego stopnia także zdany na wpływy subtelnomaterialne i to nawet wtedy, kiedy hipnotyzer ewentualnie tego zakazał. Jeżeli duch jest spętany, to brak jemu tak bardzo potrzebnej obrony przeciwko takim wpływom, obrony, którą może jemu dać tylko całkowita wolność poruszania się.

Fakt nie zaobserwowania żadnych przejawów owych ciągłych walk, ataków i udanej lub nieudanej obrony nie jest dowodem na to, że świat subtelnomaterialny nie jest żywy i że ludzie nie biorą w tym wszystkim udziału.

Każdy, kto znajduje się pod wpływem skutecznej hipnozy, ma więc bardziej lub mniej ograniczoną możliwość prawdziwego rozwoju swego najbardziej wewnętrznego sedna. Towarzyszące temu okoliczności zewnętrzne, bez względu na to, czy są przejściowo korzystne, czy niosące szkodę, są drugorzędne i nie mogą wpływać na ocenę zjawiska. Duch musi pozostać pod każdym względem wolny, ponieważ ostatecznie chodzi tylko o niego!

Załóżmy, że dojdzie do widzialnej, na pierwszy rzut oka wyraźnej poprawy, co zresztą jest częstym argumentem tych, którzy z hipnozy przy pracy korzystają. Lecz człowiek, o którego chodzi, nie odniósł z tego w rzeczywistości żadnej korzyści. Jego spętany duch nie może w subtelnomaterialności działać tak twórczo, jak duch posiadający doskonałą wolność. Subtelnomaterialne wytwory jego spętanej lub zmuszonej do czegoś woli nie posiadają siły, ponieważ zostały sformowane dopiero z drugiej ręki i w świecie subtelnomaterialnym bardzo szybko więdną. Dlatego jego ulepszone chcenie nie może jemu w zwrotnym działaniu przynieść takich korzyści, jakich można by oczekiwać w wypadku wytworów wolnego ducha.

Lecz tak samo sprawy wyglądają wtedy, kiedy duch spętany rozkazem hipnotyzera chce wykonać lub wykona coś złego. Jego subtelnomaterialne wytwory nie posiadają potrzebnej siły i szybko zanikną lub pozostaną wchłonięte przez inne wytwory z nimi jednorodne, chociaż gęstomaterialne postępowanie jest złe. W ten sposób w ogóle nie może nastać subtelnomaterialne działanie zwrotne, tak więc człowiek, który został do tego zmuszony, może wprawdzie odpowiadać za swoje czyny w obliczu świeckiej sprawiedliwości, lecz nigdy nie duchowo. Dokładnie o taki sam mechanizm działania chodzi w wypadku ludzi chorych umysłowo.

Widzimy w tym znów absolutną Sprawiedliwość Stwórcy, która w świecie subtelnomaterialnym przejawia się pod postacią żywych i doskonałych praw. Osoba zmuszona przez obcą wolę do złych czynów nie może być winna w takim samym stopniu, w jakim nie otrzyma błogosławieństwa człowiek czyniący dobro, ponieważ co uczynił lepszego, to uczynił będąc pod ciśnieniem obcej woli. On sam jako samodzielne »ja«, nie brał w tym udziału.

Może za to nastać coś innego: Do ducha hipnotycznie przemocą spętanego przykuty jest, jak łańcuchami do swej ofiary, również hipnotyzer. Łańcuchów tych się nie pozbawi, dopóki nie dopomoże swej przemocą spętanej i zatrzymanej w rozwoju ofierze dogonić wszystkiego tego, co w wyniku spętania hipnozą utraciła. Po zakończeniu swojego ziemskiego życia musi hipnotyzer podążyć aż do poziomów osiągniętych przez ducha przez niego spętanego, nawet jeżeli miałby zanurzyć się w najgłębszą głębinę.

Można sobie łatwo wyobrazić, co czeka na ziemskich ludzi często parających się hipnotyzowaniem. Kiedy po ziemskiej śmierci przebudzą się i trochę się opamiętają, to poznają z przerażeniem, jak wiele pętli wiąże ich zarówno z tymi, którzy umarli przed nimi, jak również z tymi, którzy jeszcze wędrują po ziemi. Ani jedna pętla nie zostanie im wybaczona. Włókno po włóknie muszą wszystkie rozwiązać, nawet gdyby mieli w ten sposób stracić tysiące lat.

Jest jednak całkiem prawdopodobne to, że uczynić tego nie zdążą, lecz zostaną porwani w rozkład do leja, który zniszczy ich osobowość, ich własne »ja«, albowiem ciężko zgrzeszyli przeciw Duchowi!

Dodaj komentarz

CZŁOWIEK I JEGO WOLNA WOLA

CZŁOWIEK I JEGO WOLNA WOLA

67.

Aby mógł zostać podany całkowity obraz wolnej woli człowieka, musi być dołączonych wiele wyjaśnień, które choć bezpośrednio nie dotyczą tego tematu, to jednak mniej lub bardziej wpływają na sedno sprawy.

Wolna wola! To coś, nad czym zastanawiają się nieraz też wybitni ludzie, bowiem jeżeli istnieje odpowiedzialność, to zgodnie z prawami Sprawiedliwości, musi także niewątpliwie istnieć możliwość podejmowania wolnej decyzji.

Ze wszystkich stron słychać wołania: Jak człowiek może posiadać wolną wolę, jeżeli w rzeczywistości istnieją tu takie sprawy, jak opatrzność, prowadzenie, przeznaczenie, wpływ gwiazd i karma? Człowieka przesuwa się tam i z powrotem, jest szlifowany i formowany czy chce, czy też nie!

Poważnie poszukujący z zapałem rzucają się na wszystkie źródła informacji traktujące o wolnej woli, ponieważ mają rację twierdząc, że wytłumaczenie właśnie tego problemu jest koniecznie potrzebne. Dopóki człowiek w tej sprawie nie nabierze pewności, dopóty nie może zająć właściwego stanowiska, aby w wielkim stworzeniu przejawiał się jako to, czym rzeczywiście jest. Jeżeli jednak nie zaszeregował się w stworzeniu we właściwy sposób, to pozostanie w nim obcy, będzie błądzić, a nie mając konkretnego pojęcia o celu swej wędrówki musi tolerować wszelkie popychanie i formowanie.

Jest wielkim błędem, że ziemski człowiek nie wie na czym polega i jak się przejawia jego wolna wola. To również udowadnia, że całkiem zgubił drogę do swej wolnej woli i że już nie potrafi jej odnaleźć.

Początek drogi prowadzący do pojmowania wolnej woli jest zasypany piaskiem przyniesionym przez szkwał i dlatego go nie widać. Ślady są zawiane. Ziemski człowiek marnuje swoje siły biegając niezdecydowanie w kółko, dopóki świeży wiatr znowu drogi nie oczyści. To naturalne i oczywiste, że wszelki nagromadzony na drodze piach uniesiony przez szkwał najpierw zawiruje w powietrzu. Może przy tym zmącić wzrok wielu tęsknie poszukującym wejścia na ową drogę i to w momencie, gdy będzie już rozwiewany przez wiatr.

Dlatego każdy musi postępować bardzo ostrożnie i zachować ostrość widzenia, dopóki ostatnie ziarnko piasku nie zostanie odwiane na bok. W przeciwnym wypadku może się zdarzyć, że drogę wprawdzie widzi, lecz z powodu zmąconego wzroku i tak zejdzie z drogi na pobocze, potknie się, upadnie i zgubi mając już drogę przed sobą.

Nieznajomość sprawy, którą ziemscy ludzie zawsze wytrwale przejawiają i która dotyczy rzeczywistej egzystencji wolnej woli, polega głównie na tym, że nie wiedzą, czym wolna wola właściwie jest.

Wytłumaczenie tego jest wprawdzie zawarte już w samym określeniu, lecz tak jak wszędzie również tu ziemscy ludzie nie widzą tego, co rzeczywiście jest proste właśnie z powodu owej prostoty i szukają w złym miejscu nie potrafiąc sobie wolnej woli wyobrazić.

Wola, to według mniemania większości dzisiejszych ziemskich ludzi, owo dyktujące warunki stanowisko ziemskiego mózgu, kiedy to związany z przestrzenią i czasem rozum obiera jakiś konkretny kierunek i sztywno go narzuca myśleniu oraz odczuwaniu.

To jednak nie jest wolną wolą, lecz wolą zależną od ziemskiego rozumu!

Ta zamiana, a dopuszcza do niej wielu ziemskich ludzi, jest przyczyną kolosalnej pomyłki i stawia mur uniemożliwiający pojmowanie i poznanie. Człowiek ziemski później dziwi się, kiedy widzi w tym wszystkim niespójność, rozbija się o sprzeczności i nie może niczego logicznie poskładać.

Wolna wola, jako jedyna sięgająca tak głęboko w rzeczywiste życie, że posiada wpływ aż na życie pozagrobowe, wytłaczająca na duchu swą pieczęć i zdolna ducha tego formować, jest zupełnie innego gatunku. Obejmuje swym działaniem o wiele więcej i nie jest tak bardzo ziemska. Dlatego nie ma ona nic wspólnego z ziemskim ciałem gęstomaterialnym, a więc także z mózgiem. Wolna wola spoczywa tylko i wyłącznie w duchu samym człowieka.

Gdyby ziemski człowiek nieustannie nie przekazywał swojemu rozumowi nieograniczonej władzy, to wolna wola jego duchowego, właściwego »ja« mogłaby narzucać mózgowi kierunek działania zależny od jej delikatnego odczuwania, ponieważ wzrok jej sięga o wiele dalej. W ten sposób wola zależna, konieczna do realizacji wszelkich zadań związanych z ziemią, czasem i przestrzenią, często zmuszana byłaby do obierania drogi zupełnie innej niż ta, którą podąża dziś.

Jest więc zrozumiałe, że w ten sposób zmieniłby się również los, albowiem obranie innej drogi niesie ze sobą zmianę karmy, która tkając inne włókna niesie inne działanie zwrotne.

Takie wyjaśnienie oczywiście jeszcze nie wystarcza, byście właściwie zrozumieli pojecie wolnej woli. Jeżeli ma być podany kompletny obraz, to trzeba sobie uświadomić, w jaki sposób się wolna wola do tej pory przejawiała. Trzeba także wiedzieć, w jaki sposób często dochodziło do wielokrotnego zaplątania dotychczasowej karmy, która swym działaniem potrafi wolną wolę zakryć tak, że z trudem można ją poznać. Często nie można jej poznać już wcale.

Wyjaśnienie wszystkiego będzie możliwe jednak znów tylko wtedy, jeżeli spojrzymy wstecz na cały rozwój człowieka duchowego, kiedy rozpoczniemy od momentu, w którym duchowe sedno człowieka po raz pierwszy zanurza się w subtelnomaterialną sferę tworzącą zewnętrzny kraniec materii.

Potem widzimy, że ziemski człowiek nawet w przybliżeniu nie jest tym, czym myśli, że jest. Absolutnie nie trzyma w swych rękach nieograniczonego prawa na błogość i na wieczne, osobiste życie po śmierci. Sens, który ziemscy ludzie nadają słowom: »Jesteśmy wszyscy Bożymi dziećmi« jest niewłaściwy! Nie każdy jest dziecięciem Bożym. Człowiek stanie się nim dopiero poprzez rozwój.

Człowiek jest zanurzony w stworzeniu jako duchowy zarodek. Zarodek ten ma w sobie wszystko, aby mógł rozwinąć się w świadome swej osoby dziecię Boże. Stanie się nim jednak tylko wtedy, jeżeli otrzymane w tym celu zdolności będzie pielęgnował, jeżeli będzie z nich korzystał i nie pozwoli im skarleć.

Potężny i mocny jest ów proces, a jednak w każdym swym etapie całkiem naturalny. Nic nie wymyka się żelaznej logice powstawania i rozwoju; albowiem logika tkwi w każdym Bożym działaniu, które jest doskonałe. Wszystko, co jest doskonałe, nie może logiki nie posiadać.

Każdy z owych duchowych zarodków zawiera w sobie te same zdolności, ponieważ wszystkie wywodzą się przecież z jednego ducha. Każda poszczególna zdolność ukrywa w sobie obietnicę spełnienia, która dokona się w momencie korzystania z niej w trakcie rozwoju. Lecz także tylko i wyłącznie wtedy! Takie są szanse każdego duchowego zarodka podczas wysiewu. A jednak…!

Siewca wyszedł, aby zasiać: tam, gdzie w stworzeniu najsubtelniejsza część materialnego dotyka istotnego, jest pole, w które rozsiewane są duchowe zarodki ludzi. Z istotnego wylatują iskierki poza jego granice i zanurzają się w dziewiczej glebie subtelnomaterialnej części stworzenia, niczym elektryczne wyładowywania podczas burzy. To jakby twórcza ręka Ducha Świętego wrzucała nasiona w materię.

Podczas gdy to, co zasiane, rośnie i powoli dojrzewa, aby być zebrane podczas żniw, liczne ziarna się zmarnują. Nie wykiełkowały, to znaczy nie rozwinęły swych wyższych zdolności, lecz zgniły lub zaschły i w ten sposób zginęły w materii. Lecz te, które wyrosły i unoszą się nad polem, będą podczas żniw surowo klasyfikowane. Puste kłosy zostaną oddzielone od pełnych. A po żniwach zostanie z kolei pieczołowicie oddzielone ziarno od plew.

Taki jest obraz rozwoju w grubych zarysach. Aby jednak pojąć wolną wolę, trzeba jeszcze dokładniej zbadać samo powstanie i rozwój człowieka:

Kiedy duchowe iskry wskoczą w glebę subtelnomaterialnych krańców świata materialnego, natychmiast otoczą się warstwą substancji tego samego gatunku, co owe najsubtelniejsze sfery materii. W ten sposób wstąpił duchowy zarodek człowieka w stworzenie, które podlega, jak wszystko, co materialne, przemianie i zanikowi. Ludzki duch na razie nie posiada karmy i oczekuje na wydarzenia, które mają nadejść.

Aż do owych najbardziej odległych krańców docierają wibracje mocnego przeżywania, do którego nieustannie dochodzi wewnątrz stworzenia podczas wszelkiego powstawania i zanikania*.

I chociaż to tylko najsubtelniejsze oznaki wibracji, przenikające niczym tchnienie przez ową subtelnomaterialność, to wystarcza to, aby rozbudzić w duchowym zarodku delikatne chcenie i zwrócić na siebie uwagę. Duchowy zarodek zostanie ogarnięty chęcią, by »skosztować« którejś z owych wibracji, chce za nią podążyć lub, mówiąc innymi słowami, pozwoli się nią przyciągać, wabić.

To pierwsza decyzja wszechstronnie utalentowanego duchowego zarodka. Zostaje »holowany« w tym lub tamtym kierunku dokładnie w zgodzie ze swoją poprzednią decyzją. Przy tym również wytwarzają się pierwsze najdelikatniejsze włókna, z których później ma powstać kobierzec jego życia.

Obecnie jednak szybko rozwijający się zarodek duchowy może w każdej chwili poddać się innym wibracjom, które nieustannie i w bogatym wyborze napotyka na swojej drodze. W momencie, gdy się na to zdecyduje, a więc w momencie, kiedy sobie tego zażyczy, zmieni swój kierunek i będzie podążał za nowo obranym rodzajem wibracji lub, inaczej powiedziawszy, pozwoli, aby go wiodły.

Jeżeli któryś z nurtów przestanie jemu się już podobać, to jego życzenie zmienia kierunek i działa jak ster. W ten sposób może »kosztować« tu lub za chwilę znowu gdzie indziej.

Podczas takiego kosztowania coraz bardziej dojrzewa i powoli zaczyna już być zdolny do rozróżniania, a później także do oceny. W końcu coraz bardziej świadomie i bez wahania podąża w konkretnym kierunku. Rodzaj wibracji, które wybrał i których śladami chce pójść, bardzo głęboko na niego wpływa.

Korzystając ze swojego wolnego chcenia może w owych wibracjach »pływać«. To naturalnie przejawia się tym, że wibracje w zwrotnym działaniu wpływają na duchowego zarodka w zależności od swego rodzaju.

Sam duchowy zarodek ma jednak w sobie tylko szlachetne i czyste zdolności! To właśnie jest ów talent, którym trzeba w stworzeniu »gospodarować«. Jeśli duchowy zarodek podda się szlachetnemu rodzajowi wibracji, to te działając zwrotnie ożywią drzemiące w nim zdolności. Będą je pobudzać, wzmacniać i pielęgnować tak, że te z czasem zaczną przynosić zyski i staną się źródłem wielkiego błogosławieństwa w stworzeniu. W ten sposób taki rosnący duchowy człowiek staje się dobrym gospodarzem.

Z chwilą, gdy zdecyduje się jednak podążyć za wibracjami niemającymi ze szlachetnością nic albo bardzo mało wspólnego, mogą one z czasem na niego tak mocno wpłynąć, że ich rodzaj do niego przylgnie. Nieszlachetne wibracje otoczą własne, czyste zdolności duchowego zarodka, przeważą nad nimi i nie pozwolą, aby te obudziły się i rozkwitły. Owe czyste zdolności będą w końcu uważane za »zasypane«, a w wyniku tego człowiek będzie źle gospodarował powierzonym jemu talentem.

Duchowy zarodek nie może więc być nieczysty sam w sobie, ponieważ pochodzi z czystego i zawiera w sobie tylko czystość. Po swym zanurzeniu w materię może jednak zabrudzić swą, też materialną, otoczkę poprzez »kosztowanie« nieczystych wibracji zgodnie z własnym chceniem, a więc pod wpływem pokuszenia. Może sobie owo nieczyste wręcz przyswoić do ducha tak, że pozwoli całkiem zagłuszyć wszystko to, co jest w nim szlachetne. W ten sposób nabywa nieczystych cech całkowicie różnych od odziedziczonych zdolności ducha, które przyniósł ze sobą.

Każda wina i wszelka karma są tylko materialne! Istnieją tylko i wyłącznie w materii! Nie mogą także przejść na ducha, mogą się tylko do ducha przyczepić. Dlatego właśnie można zmyć i zmazać każdą winę.

Owo poznanie niczego nie wywraca, lecz tylko potwierdza wszystko to, co obrazowo podają religie i Kościoły. Przede wszystkim w coraz większym stopniu poznajecie wielką Prawdę, którą przyniosłem ludzkości Ja Chrystus.

Jest także oczywiste, że zarodek ducha, który w materii obciążył się nieczystością, nie może z tym »brzemieniem« powrócić do duchowości, lecz musi tak długo przebywać w materii, dopóki się od owego ciężaru nie wyzwoli, dopóki się go nie pozbędzie. Równocześnie z tego faktu wynika, że będzie ciągle przebywał w tej sferze, w której zatrzymuje go waga jego brzemienia, zależnie od większej lub mniejszej ilości zanieczyszczeń.

Jeżeli nie uda jemu się odrzucić brzemienia do dnia sądu, to nie będzie mógł wznieść się w górę, chociaż jego duchowy zarodek pozostaje stale czysty. Zarodek nie mógł się odpowiednio rozwinąć według swych własnych zdolności, ponieważ został otoczony nadmiarem nieczystości. One przytrzymują go swym ciężarem na dole i porywają go ze sobą w proces rozkładu wszystkiego, co materialne.

Im bardziej staje się duchowy zarodek w swym rozwoju świadomy, tym bardziej jego zewnętrzna otoczka przekształca się w zależności od stanu wnętrza. Staje się piękniejsza lub szpetniejsza w zależności od tego, czy podąża w stronę szlachetnego, czy w stronę niskiego.

Każda zmiana, którą duchowy zarodek uczyni, zawiązuje włókna, które ciągnie on za sobą. Włókna te mogą w wyniku częstego błądzenia wytworzyć z wielu pętli sieć, w którą się zapłacze. Dlatego albo zginie, ponieważ sieć mocno go trzyma, albo musi wyrwać się z niej przemocą.

Wibracje, którym się na swej drodze oddawał kosztując je i delektując się nimi, pozostają z nim połączone i ciągną się za nim w postaci włókien. Po włóknach tych powracają ciągle do niego także rodzaje wibracji, które sobie wybrał.

Jeżeli przez dłuższy czas podążać będzie w tym samym kierunku, to zarówno bliższe, jak i dalsze włókna oddziaływać będą ciągle tak samo. Jeżeli jednak zmieni kierunek, to bardziej odległe wibracje w wyniku powstałego skrzyżowania będą stawać się coraz słabsze, ponieważ muszą najpierw przejść przez węzeł, który im przeszkadza. Węzeł wytwarza już połączenie i spłynięcie z nowym kierunkiem, który jest innego rodzaju.

W taki sposób wszystko idzie coraz dalej i dalej. Włókna duchowego zarodka stają się w trakcie jego rośnięcia gęstsze i mocniejsze tworząc w ten sposób karmę, której wpływ może być w końcu tak wielki, że dołączy do ducha taką lub inną skłonność, która z kolei może przeszkadzać w wolnym podejmowaniu decyzji. Owa skłonność nadaje duchowi kierunek, który można z góry przewidzieć. W ten sposób wolna wola zostaje zasłonięta i nie może się już przejawiać jako taka.

Na początku jest więc zawsze wola wolna. Później wola wielu ziemskich ludzi zostaje tak mocno obciążona powyżej opisanym sposobem, że nie może już być wolą wolną.

W taki sposób coraz bardziej rozwijający się duchowy zarodek musi nieustannie zbliżać się do ziemi, ponieważ od ziemi wychodzą najmocniejsze wibracje, a on do nich coraz bardziej świadomie zmierza lub, dokładniej to określając, pozwala się przez nie »przyciągać«. Chce w ten sposób coraz mocniej delektować się tymi rodzajami wibracji, które wybrał sobie w zależności od swych skłonności. Chce przejść od »kosztowania« do prawdziwego »delektowania się« i »używania«.

Wibracje przychodzące od strony ziemi dlatego są tak mocne, ponieważ na ziemi znajduje się coś bardzo wzmacniającego, coś nowego dla zarodka ducha: gęstomaterialna cielesna siła płci**!

Posiada ona zdolność, a równocześnie jest to jej zadanie, »rozżarzyć« wszelkie duchowe odczuwanie. Dopiero pod jej wpływem duch odpowiednio łączy się ze światem materialnym i dopiero potem duch może działać z pełną siłą. Ma wtedy wszystko co potrzebne, aby z całą mocą przejawić się w materii, stać w niej mocno pod każdym względem, pokonać wszelkie materialne przeszkody, posiąść wszelkie środki obronne, a także mocną ochronę przeciw wszystkiemu.

Stąd biorą się owe olbrzymie fale siły, fale mające swe źródło w przeżywaniu ludzi na ziemi. Sięgają wprawdzie zawsze tylko tam, gdzie sięga materialne stworzenie, lecz za to wibrują w nim aż po jego najbardziej delikatne krańce.

Człowieka szlachetnego, stojącego na bardzo wysokim poziomie duchowym, który wcieliłby się na tę ziemię i podchodziłby do swych bliźnich z wzniosłą, duchową miłością, ludzie odczuwaliby jak obcego i nie mógłby się on do nich wewnętrznie zbliżyć, gdyby nie jego siła płci. Zabrakło by mostu służącego zrozumieniu i duchowemu odczuwaniu i w wyniku tego powstałaby przepaść.

Lecz w momencie, kiedy owa duchowa miłość połączy się czysto z siłą płci i zostanie przez nią rozpalona, nurt dla całej materii otrzyma inną żywotność. Stanie się ziemsko bardziej rzeczywisty i będzie na ziemskich ludzi oraz na całą materię oddziaływać pełniej i bardziej zrozumiale. Dopiero potem miłość duchowa zostanie przez materię przyjęta i odczuta, i może wnieść do stworzenia błogosławieństwo, które ludzki duch przynosić powinien.

W tym połączeniu tkwi coś potężnego. To jest także właściwym lub głównym celem owego naturalnego popędu, który jest dla wielu ziemskich ludzi tak zagadkowy i niezmierny. Powinien pomagać w rozwoju ducha, aby ten mógł uzyskać pełnię siły dla swego działania w materii! Bez naturalnego popędu byłaby duchowość dla materii zbyt obca, a w wyniku tego nie mogłaby odpowiednio się przejawiać. Płodzenie odgrywa w tym wszystkim rolę drugorzędną. Główną sprawą jest uzyskanie rozmachu, który przejawia się w człowieku pod wpływem tego połączenia. Ludzki duch otrzymuje w ten sposób także pełną moc, żar oraz witalność i dzięki temu procesowi jest, można to tak nazwać, gotów. Dlatego także dopiero w tym momencie człowiek zaczyna ponosić pełną odpowiedzialność!

Mądra Sprawiedliwość Boża daje równocześnie człowiekowi w tym ważnym punkcie zwrotnym nie tylko możliwość pozbycia się karmy, którą do tej pory obciążył swą wolną wolę, lecz także naturalny impuls służący temu celowi. Każdy może w ten sposób swą wolę całkowicie wyzwolić, aby żyć później w stworzeniu ze świadomością posiadania swej mocy, by stać się Bożym dziecięciem, aby w tym sensie działać i podążać w otoczeniu czystych, wzniosłych uczuć do wyższych sfer, do których później będzie także sam przyciągany z chwilą odłożenia swego gęstomaterialnego ciała.

Jeżeli człowiek tak nie postąpi, to jest to tylko jego wina. Przecież równocześnie z siłą płci obudzi się w nim przede wszystkim potężna siła dążąca wzwyż i tęsknota do ideału, do wszystkiego, co piękne i czyste. W wypadku niezepsutych młodych ludzi obojga płci można to zawsze zauważyć bardzo wyraźnie. Stąd pochodzą owe marzenia młodych lat, których nie powinno utożsamiać się z dzieciństwem, euforia, która przez dorosłych niestety często kwitowana jest pobłażliwymi uśmieszkami.

To dlatego też pojawiają się w młodych latach owe niewytłumaczalne, delikatnie zamyślone uczucia, z lekkim odcieniem powagi. Chwile, w których młodzieńcowi lub dziewczynie wydaje się, jak gdyby dźwigali na swych barkach wszystkie boleści i smutki świata, gdy ich ogarnie przeczucie głębokiej powagi, a nic z tego nie dzieje się bez przyczyny.

Także ów częsty zarzut, że nikt ich nie rozumie, ma właściwie rację bytu. To tymczasowe poznanie faktu, że ich otoczenie jest zakłamane i nie chce, ba, nawet nie może pojąć ich odświętnych pierwszych kroków w stronę czystego wzlotu do wyżyn ducha. Otoczenie to dopiero wtedy jest zadowolone, kiedy owo tak uporczywie ostrzegające uczucie w dojrzewających duchach pozostanie strącone w tzw. realność i trzeźwość, które są dla niego bardziej zrozumiałe. Uważa, że dopiero wtedy ludzkość ma z nich pożytek i w swym jednostronnym rozumowym pojmowaniu twierdzi, że tylko i wyłącznie taki stan jest normalny.

Pomimo tego można jednak natrafić na licznych skostniałych materialistów, których w takim samym okresie swego życia nachodziły podobne ostrzegawcze uczucia. Nawet od czasu do czasu z zadowoleniem i lekkim odcieniem sentymentalizmu czy nawet żalu przypominają sobie złote czasy pierwszej miłości. Można w tych wspomnieniach wyczuć ukryty gdzieś głęboko żal nad czymś utraconym, czymś, czego nie można bliżej określić.

I wszyscy w tym wypadku mają rację! To najcenniejsze zostało im bądź odebrane, bądź też sami lekkomyślnie to odrzucili zanurzeni w szarości dni powszednich, zdani na kpiny »przyjaciół« i »przyjaciółek«, zmanipulowani złą literaturą i niewłaściwymi przykładami. W obawie zagrzebali klejnot, którego blask wbrew temu wszystkiemu i tak znowu wynurzy się podczas ich dalszego życia. Przy tym zaniepokojone serce choć przez chwilę mocniej będzie biło w niewytłumaczalnym napływie tajemniczego smutku i tęsknoty.

I chociaż zazwyczaj szybko znowu stłumią owe uczucia i surowo zakpią z nich i z siebie samych, to i tak te uczucia są dowodem na to, że ów skarb istnieje. Na szczęście jest bardzo mało ziemskich ludzi, którzy mogą powiedzieć, że uczuć takich nigdy nie znali. Takim można tylko współczuć; przecież oni właściwie nawet nie żyli.

Lecz także owi zepsuci lub powiedzmy raczej godni politowania ziemscy ludzie odczuwają tęsknotę, kiedy nadarzy się okazja i spotkają się z człowiekiem, który w wyniku swojego właściwego stanowiska w pełni korzysta z siły owego wzlotu, staje się wewnętrznie czysty i już na ziemi wyróżnia się szlachetnością swego wnętrza.

Pierwszym skutkiem owej tęsknoty w wypadku takich ludzi bywa jednak najczęściej niechciane poznanie, jak sami nisko upadli i co wszystko stracili. Poznanie to przechodzi stopniowo w nienawiść, która może zamienić się nawet w niekontrolowaną wściekłość. Nierzadko również zdarza się, że duchowo wyraźnie wysoko stojący człowiek spowoduje bez jakiejkolwiek konkretnej przyczyny nienawiść całych tłumów. Tłumy te nie są zdolne potem do niczego innego, tylko do okrzyków: »Ukrzyżujcie, ukrzyżujcie go!« To stąd taka wielka liczba męczenników zanotowana w dziejach ludzkości.

Przyczyną takiego postępowania jest okrutny ból spowodowany tym, że ziemscy ludzie ci zobaczyli u innych coś cennego, coś, co sami utracili. Ból, który przejawiają nienawiścią. W wypadku ziemskich ludzi z większą wewnętrzną żarliwością, którzy byli tylko przez zły przykład wstrzymani lub porwani w bagno, podczas spotkania z człowiekiem o wysokim wewnętrznym poziomie zmienia się tęsknota do na razie nieosiągniętego często w niezmierną miłość i szacunek. Gdziekolwiek tak szlachetny człowiek się pojawi, tam otoczenie zawsze jest albo za nim, albo przeciwko niemu. Obojętność nie jest możliwa.

Tajemniczo promieniujący wdzięk niezepsutej dziewczyny lub niezepsutego młodzieńca nie jest niczym innym, jak tylko czystym kiełkowaniem budzącej się siły płci, która poślubia siłę ducha i jest przepełniona tęsknotą do wyższego i najszlachetniejszego. Te mocne wibracje inni wyczuwają!

Stworzyciel zadbał troskliwie o to, aby owa zmiana nastała w człowieku wtedy, kiedy osiągnie wiek umożliwiający pełnię świadomości swego chcenia i postępowania. W ten sposób nadchodzi moment, w którym człowiek bardzo łatwo może i powinien, pozbyć się wszystkiego, co utkwiło w nim z przeszłości, ponieważ w tym okresie połączył się z mocną siłą, która spoczywa w jego wnętrzu. Wszystko odpadłoby nawet samo, gdyby zachował w sobie chcenie do dobra, które w tym okresie nieustannie go pociąga. Mógłby potem bez wysiłku wejść na wyższy stopień, stopień przynależny jemu, człowiekowi, co zresztą owe uczucia same odpowiednio sygnalizują!

Zauważcie tylko, jak bardzo zatopiona w marzeniach jest niezepsuta młodość! To nic innego, jak tylko wyczuwanie wewnętrznego rozmachu, dążenie do wyzwolenia się od wszelkiego brudu i gorąca tęsknota do ideału. Ponaglający niepokój jest wszakże sygnałem, że nie wolno marnować czasu i że trzeba się karmy energicznie pozbyć, a tym samym rozpocząć duchowy wzlot.

Dlatego ziemia jest dla człowieka owym ważnym punktem zwrotnym!

Jest coś cudownego w trwaniu w owej zwartej sile, w działaniu w niej i z nią! Oczywiście pod warunkiem, że człowiek obierze właściwy kierunek. Nie ma niczego żałośniejszego od jednostronnego roztrwonienia tej siły w ślepym zauroczeniu zmysłami i gdy ziemski człowiek podłamuje tak swego ducha i w wyniku tego traci wielką część motywacji, która tak bardzo jest jemu potrzebna do wzlotu.

A przecież w większości wypadków ziemski człowiek zmarnuje ów cenny okres przemian, pozwoli, aby otoczenie posiadające tzw. »wiedzę« skierowało go na fałszywe tory, które nie tylko nie pozwolą jemu podążać wzwyż, lecz niestety zbyt często prowadzą go w głębiny. Potem już nie potrafi otrząsnąć się z lgnących do niego zmąconych wibracji, które są tym coraz bardziej wzmacniane. W ten sposób przędzie i plącze włókna wokół swej wolnej woli tak bardzo, że nie potrafi jej potem nawet rozpoznać.

Tak przebiega to podczas pierwszego wcielenia na ziemię. Podczas dalszych wcieleń, które są później niezbędne, przynosi człowiek ze sobą o wiele mocniejszą karmę. Każda następna inkarnacja przynosi jednak znów możliwość otrząśnięcia się z karmy. Żadna karma nie może być silniejsza od ducha człowieka, który osiągnął pełnię siły poprzez stałe połączenie z materią za pośrednictwem siły płci. Karma przecież też należy do materii.

Jeżeli jednak człowiek zmarnował wszystkie okazje umożliwiające jemu odrzucenie karmy, jeżeli w ten sposób pozbawił się możliwości odzyskania z powrotem wolnej woli, jeżeli jeszcze bardziej się zaplątał i upadł bardzo głęboko, to i tak w dalszym ciągu posiada możliwość skorzystania z pomocy sprzymierzeńca, który pomoże jemu karmę zwyciężyć i osiągnąć wzlot. Jest to sprzymierzeniec najpotężniejszy ze wszystkich, posiadający zdolność zwyciężania nad wszystkim.

Mądrość Stworzyciela zorganizowała wszystko w materii tak, że wyżej wymienione okresy nie są jedynymi okazjami, podczas których człowiek ma możliwość skorzystania z ofiarowanej jemu szybkiej pomocy, aby mógł odnaleźć samego siebie i swą rzeczywistą wartość i jest wręcz wyjątkowo mocno pobudzany, aby jego uwaga zwróciła się w tę stronę.

Tą czarodziejską mocą, gotową nieść pomoc człowiekowi kiedykolwiek podczas całego jego ziemskiego życia, mocą promieniejącą z tego samego połączenia siły płci z siłą ducha i zdolną odrzucić karmę, jest Miłość! Nie chodzi jednak o zaślepioną pożądaniem miłość gęstomaterialną, lecz o Miłość wzniosłą, czystą, o Miłość nie myślącą o sobie, która nie chce nic innego poza dobrem kochanego człowieka. Także ona jest częścią materialnego stworzenia i nie żąda żadnych ograniczeń czy wręcz ascezy. Życzy kochanemu człowiekowi zawsze tylko tego, co najlepsze, troszczy się o niego i cierpi razem z nim, lecz dzieli z nim także radość.

Podstawami takiej Miłości są ideały i tęskne uczucia podobne do tych, które odczuwa niezepsuta młodzież podczas pojawiania się siły płci. Miłość jednak zmusza odpowiedzialnego, a więc dojrzałego człowieka, aby rozwinął z całą swoją siłą swe możliwości aż do granic bohaterstwa, a więc przejawia się także siła twórcza i wola walki. Nie ma przy tym żadnych granic wiekowych! Kiedy tylko człowiek pozwoli, aby zagnieździła się w nim czysta Miłość, bez względu na to, czy chodzi o miłość mężczyzny do kobiety lub kobiety do mężczyzny, miłość do przyjaciela lub przyjaciółki, miłość do rodziców lub miłość do dziecka, to, jeżeli jest ona czysta, jej pierwszym darem będzie okazja do odrzucenia wszelkiej karmy. Karma rozwiązuje się wtedy już tylko czysto »symbolicznie«*** i pozwala rozkwitać wolnej, świadomej woli, która może zmierzać tylko w górę. Naturalnym skutkiem tego jest wyzwolenie się z trzymających człowieka w dole hańbiących okowów i początek wzlotu.

Pierwszym odczuciem, które odżywa wraz z budzącą się czystą miłością, jest to, że nie jesteśmy godni osoby, którą kochamy. Proces ten można innymi słowami nazwać przebudzeniem skromności i pokory, a więc osiągnięciem dwóch wielkich cnót. Do tego jeszcze dołącza pragnienie trzymania nad kochaną osobą ochronnej ręki, aby nie zaznała krzywdy oraz by mogła podążać słonecznymi i ukwieconymi drogami. Nie bez przyczyny mówi się: »Chcę nosić cię na rękach«. Właśnie to powiedzenie najlepiej określa owo narastające uczucie.

W tym wszakże zawarte jest wyparcie się własnej osobowości i olbrzymia wola, aby służyć, która sama w sobie mogłaby wystarczyć do tego, aby odrzucić wszelką karmę w krótkim czasie. Oczywiście tylko wtedy, jeżeli wola ta potrwa dłużej i nie ustąpi miejsca popędowi zmysłów. Wreszcie towarzyszy czystej miłości także gorące życzenie uczynienia dla ukochanej osoby czegoś naprawdę wielkiego i szlachetnego, a to zawsze idzie w parze z troską o to, aby jej nie zasmucić i nie skrzywdzić nawet złym spojrzeniem, myślą lub słowem, tym bardziej złym uczynkiem. Budzi się też do życia niezmierna delikatność w postępowaniu.

Chodzi więc o zachowanie w sobie tych czystych uczuć po to, aby zapanowały nad całą resztą. Taki człowiek już nigdy nie będzie ani chciał zła, ani robił niczego złego. On po prostu już nawet tak postępować nie może. Wręcz na odwrót. Owe uczucia są dla niego najlepszą ochroną, zawarta jest w nich największa siła, są dla niego radcą i pomocnikiem, mającym na myśli tylko jego dobro.

Dlatego ciągle podkreślam, jak niezmierna moc zawarta jest w Miłości! Tylko Miłość nad wszystkim zwycięży i wszystko potrafi. Ale tylko wtedy, jeżeli nie jest miłością wyłącznie ziemsko pożądliwą, zawierającą w sobie zazdrość i wszystkie z niej wywodzące się złe cechy.

Stworzyciel w ten sposób w swej mądrości wrzucił w stworzenie koło ratunkowe, na które w swoim ziemskim życiu natrafi każdy człowiek i to nieraz, aby mógł się go przytrzymać i z jego pomocą wybić się w górę!

Ta pomoc jest tu dla wszystkich bez względu na wiek, płeć, posiadany majątek i zajmowaną pozycję. Dlatego Miłość jest największym darem Bożym! Kto to pojął, ten ma pewność, że uratuje się w każdej sytuacji i z każdej głębiny! Poprzez Miłość człowiek się wyzwala i zyskuje znów najszybciej i najprościej niezmąconą, wolną wolę, która poprowadzi go wzwyż.

Nawet gdyby tonął w głębinach, które doprowadzałyby go do rozpaczy, to Miłość zdolna jest wynieść go z siłą huraganu w górę do Światła, do Boga, który sam jest Miłością. W momencie, kiedy z jakiegokolwiek powodu ożyje w człowieku czysta miłość, to od razu uzyskuje on bezpośrednią łączność z Bogiem, ze Źródłem wszelkiej Miłości i w ten sposób otrzymuje także największą pomoc. Albowiem gdyby człowiek posiadał wszystko, a nie posiadał miłości, to byłby tylko dźwięczącym metalem lub brzmiącym dzwonem, a więc nie posiadałby ciepła ani życia… byłby niczym!

Kiedy jednak zapłonie w nim prawdziwa miłość do któregoś z jego bliźnich, miłość, która troszczy się tylko o to, aby nieść ukochanemu człowiekowi światło i radość, aby nie porywać go w głębiny lekkomyślną żądzą, lecz aby wynosić go w górę i zarazem bronić, wtedy człowiek ów ukochanej osobie służy. Nie uświadamia sobie przy tym swojej rzeczywistej służby, ponieważ staje się niejako kimś, kto bez egoizmu daje. I właśnie ta służba go wyzwala!

Wielu z was teraz sobie powie: »Przecież właśnie tak postępuję lub przynajmniej dążę do tego! Poświęcam wszelkie dostępne mi środki, aby ułatwić żonie i rodzinie ziemskie życie, i chcę, by żyli radośnie, przyjemnie, wygodnie i bez trosk«.

Tysiące ziemskich ludzi pocznie bić się w piersi, poczują się wzniosie i będą uważać się za niesamowicie dobrych i szlachetnych. Mylą się! To przecież nie jest Żywa Miłość! Żywa Miłość nie jest tak jednostronnie ziemska, lecz o wiele bardziej dąży równocześnie do czegoś wyższego, szlachetniejszego i idealnego. Oczywiście, że nikomu nie wolno bezkarnie, to znaczy bez wyrządzania szkody sobie samemu, zapominać o rzeczach bezwarunkowo do życia na ziemi potrzebnych. Musi się z nimi liczyć, lecz nie powinno stać się to punktem centralnym jego myślenia i postępowania. Nad tym wszystkim żyje jedno wielkie i mocne, a dla wielu tak tajemnicze, życzenie; życzenie, aby móc być przed samym sobą rzeczywiście takim, za jakiego uważają go ci, którzy go kochają.

I to życzenie jest właściwą drogą. Ta prowadzi zawsze tylko wzwyż!

Prawdziwej i czystej miłości na pewno nie trzeba dopiero teraz wyjaśniać. Każdy czuje zupełnie dokładnie, jaka ona jest. Tylko często stara się sam siebie okłamywać, jeżeli widzi swoje błędy i jasno wyczuwa, jak jeszcze bardzo oddalony jest od tego, aby naprawdę czysto kochał. Lecz po uświadomieniu sobie tego musi się bardzo szybko i bez wahania poderwać, aby w końcu nie podążyć złą drogą. Bez prawdziwej miłości nie ma już dla niego wolnej woli!

Na ileż umożliwiających wzlot okazji ziemscy ludzie natrafiają i nie korzystają z nich. Ich narzekania i poszukiwania nie są więc w większości wypadków prawdziwe! Oni nawet nie chcą, jeżeli muszą sami w tym jakoś dopomóc, chociażby chodziło tylko o zmianę swych poglądów i nawyków. Ich narzekania są najczęściej łgarstwem i okłamywaniem samego siebie! Chcą, aby Bóg sam przyszedł do nich i zabrał do siebie, nie chcąc przy tym jednak wyrzec się swych wygód i miłości do samego siebie. Gdyby nawet do tego doszło, to może raczyliby ewentualnie coś uczynić, lecz od razu oczekiwaliby od Boga specjalnego za to podziękowania.

Pozostawcie owych leni, aby szli swoją drogą prosto do zguby! Nie są godni tego, aby ktoś się z powodu nich wysilał. Będą zawsze z narzekaniem i prośbami omijać nadarzające się okazje. A gdyby nawet taki ziemski człowiek skorzystał z okazji, to na pewno obdarłby ją z jej najszlachetniejszych klejnotów – z czystości, z poświęcenia i wciągnął ją tak w bagno nieczystych żądz.

Szukający i posiadający poznanie powinni nareszcie zebrać swoje siły i omijać takich ziemskich ludzi! Niech sobie nie myślą, że czynią coś, co Boga cieszy, kiedy nieustannie Jego Słowo i Jego Świętą Wolę tanio proponują wszystkim wokół, starając się ich pouczać tak, że powstaje wrażenie, jakoby sam Stworzyciel musiał żebrać za pośrednictwem tych, którzy w Niego wierzą, aby powiększyć krąg swych zwolenników. To bezczeszczenie, kiedy proponuje się te rzeczy ludziom sięgającym po nie brudnymi rękoma. Nie wolno wam zapominać o słowach zakazujących rzucania »pereł przed wieprze!«

A takie postępowanie nie jest niczym innym. To bezsensowne trwonienie czasu, którego nie wolno marnować na tak wielką skalę, jeżeli nie ma to zaszkodzić w wyniku działania zwrotnego. Pomagać powinno się tylko szukającym.

Ogólnie przejawiający się niepokój, owo poszukiwanie wolnej woli to przejaw, który ma rację bytu, to sygnał, że już najwyższy czas, aby owe poszukiwania rozpocząć. Cały ten proces jest wzmacniany podświadomym przeczuciem, że kiedyś mogłoby być na to już za późno. To utrzymuje poszukiwania ciągle żywymi. Najczęściej dzieje się tak jednak na darmo. Większość dzisiejszych ziemskich ludzi nie może już ożywić wolnej woli, ponieważ zbyt mocno się zaplątali!

Zaprzedali wolną wolę, odrzucili w kąt… w imię czego!?

Nie mogą teraz obarczać za to odpowiedzialnością Boga, a nieustannie próbują to robić, aby wszelkimi możliwymi sposobami zagłuszyć w sobie myśl o własnej odpowiedzialności, która na nich czeka. Mogą oskarżać tylko sami siebie! Nawet gdyby owo samo oskarżanie było pełne goryczy i największej boleści, to i tak byłoby to zbyt mało, aby zrównoważyć wartość zgubionego skarbu, który w tak bezsensowny sposób zdławili i zmarnowali.

Pomimo tego wszystkiego człowiek może jeszcze odnaleźć drogę, która prowadzi do odzyskania wolnej woli, jeżeli poważnie się o to stara. Tylko jednak wtedy, jeżeli jego życzenie wychodzi z najgłębszego wnętrza, jeżeli w nim naprawdę żyje i nigdy nie słabnie. Człowiek musi wzbudzić w sobie najgorętsze życzenie ponownego odzyskania wolnej woli. Nawet gdyby temu celowi poświęcił całe swoje ziemskie życie, to i tak tylko by zyskał. Przecież ponowne odzyskanie wolnej woli jest dla człowieka w najwyższym stopniu ważne i potrzebne! Zamiast słów »ponowne odzyskanie« można także powiedzieć »odgrzebanie« lub »obmycie«. Chodzi w gruncie rzeczy stale o to samo.

Dopóki jednak ziemski człowiek tylko o tym myśli i docieka, dopóty nie osiągnie niczego. Nawet największy wysiłek i wytrwałość muszą zawieść, ponieważ używając myślenia i dociekań ziemski człowiek nigdy nie przeniknie poza granice czasu i przestrzeni, a więc tam, gdzie leży rozwiązanie problemu. A ponieważ obecnie myślenie i dociekanie jest główną metodą wszelkich badań, to szanse na osiągnięcie sukcesu istnieją tylko w sprawach czysto ziemskich. Osiągnięcie innych wyników byłoby możliwe tylko wtedy, gdyby ziemscy ludzie zmienili się całkowicie, od podstaw.

Wykorzystajcie czas waszego obecnego ziemskiego życia! Myślcie o głównym punkcie zwrotnym, który zawsze niesie ze sobą całkowitą odpowiedzialność!

Dziecko trzeba traktować jako jednostkę duchowo niepełnoletnią, ponieważ w jego wypadku nie powstało jeszcze połączenie między duchem i materią, które powstaje dopiero z pojawieniem się siły płci. Dopiero kiedy siła ta zacznie działać, to odczuwanie dziecka wzmocni się do tego stopnia, że może przenikać przez stworzenie materialne, mieć na nie wpływ, przekształcać je i wytwarzać coś nowego. Razem z tym procesem dziecko samoczynnie przejmuje pełną i doskonałą odpowiedzialność. Do tego czasu efekty działania zwrotnego nie przejawiają się z całą mocą, ponieważ zdolność odczuwania działa o wiele słabiej.

Dlatego podczas pierwszej inkarnacji karma nie może mieć żadnej wielkiej mocy. Może mieć wpływ najwyżej na to, do jakich warunków człowiek się wrodzi, aby te z kolei duchowi pomagały w ciągu ziemskiego życia pozbawić się karmy poprzez uświadomienie człowiekowi jego cech. W trakcie tego ważną rolę mogłoby odgrywać przyciąganie poszczególnych właściwości jednorodnych. Lecz wszystko to działa tylko słabo. Właściwa karma, mocna i wyraźnie odczuwalna, zaczyna się dopiero w momencie połączenia się siły duchowej człowieka z jego siłą płci. Poprzez to połączenie człowiek nie tylko staje się pełnowartościowy w materii, lecz może materię pod każdym względem przewyższyć, jeżeli stanie na właściwej pozycji.

Dopóki do owego połączenia nie dojdzie, do człowieka nie mogą bezpośrednio zbliżyć się ani ciemności, ani zło. Dziecko jest przed tym chronione właśnie przez ową lukę, która oddziela go od świata materialnego. Jest jakby odizolowane. Brakuje mostu.

Dlatego wielu z was obecnie lepiej zrozumie, dlaczego dzieci posiadają o wiele lepszą ochronę przed atakami zła. Mówią o tym nawet przysłowia. Wraz z przebudzeniem siły płci wytworzy się most przez ową lukę. Po nim może człowiek maszerować w pełni swych bojowych sił, lecz tą samą drogą może do niego również podążać cała reszta, jeżeli nie zachowa dostatecznej ostrożności. Ale nigdy nie dotrze do niego z zewnątrz nic, dopóki nie posiada potrzebnej siły obronnej. Ani na moment nie powstanie nierównowaga, która pozwalałaby to usprawiedliwić.

W ten sposób rośnie także niezmiernie odpowiedzialność rodziców! Biada tym, którzy odbierają swym ziemskim dzieciom możliwość pozbawienia się karmy i podążania wzwyż. Biada tym, którzy pozbawiają ich tej możliwości poprzez niestosowne kpiny, niewłaściwe wychowanie lub wręcz poprzez dawanie złych przykładów, a do nich należy zaliczyć także wszelkie przejawy lizusostwa w najróżniejszych dziedzinach życia. Pokusy ziemskiego życia już same w sobie prowokują młodzież do tego lub owego. A ponieważ dorastającym ludziom nikt nie wytłumaczy, jaką właściwie mocą dysponują, oni tej mocy nie używają albo wcale, albo w znikomym zakresie. W większości wypadków moc tę zmarnują w sposób, którego nie można niczym usprawiedliwić, lub wręcz użyją jej w niewłaściwym i złym celu.

Nieznajomość rzeczy wiąże się zawsze z o wiele mocniejszym oddziaływaniem nieodwracalnej karmy. Karma rzuca swoje wpływające na wszystko promienie za pośrednictwem jednej ze skłonności w różnych kierunkach i ogranicza właściwą wolną wolę tak bardzo, że ta przestaje być wolna. Stąd wzięło się to, że większa część ziemskiej ludzkości nie może już wolnej woli przejawiać. Ludzie ziemscy sami z własnej winy ograniczyli się, spętali i zniewolili.

Jakże dziecinnie i niepoważnie wyglądają ziemscy ludzie, którzy starają się odrzucać myśl o bezwarunkowej odpowiedzialności i wolą oskarżać Stworzyciela o niesprawiedliwość! Jakże śmiesznie brzmią ich argumenty, którymi starają się udowodnić, że nie posiadają własnej wolnej woli, lecz że nimi się manipuluje, przetwarza się ich i formuje, a oni nie mogą w żaden sposób temu przeciwdziałać.

Gdyby choć raz, chociaż na chwilę chcieli uświadomić sobie, jak żałosną rolę właściwie odgrywają postępując w ten sposób. Przede wszystkim powinni nareszcie postarać się krytycznie na siebie spojrzeć i wziąć pod uwagę, jaka moc im była dana. Dopiero potem by poznali, w jak bezsensowny sposób marnują ową moc na rzeczy błahe, nic nie warte i przemijające, i jak swe zabawki wywyższają czyniąc z nich coś niby poważnego; poznaliby, że gdy myślą, że są w czymś najlepsi, to właśnie ukazują, jak bardzo są mali w porównaniu z właściwym ludzkim zadaniem w stworzeniu.

Dzisiejszego ziemskiego człowieka można przyrównać do mężczyzny, któremu powierzono królestwo, a który wbrew temu marnuje czas na najzwyklejsze dziecięce zabawy!

Na podstawie tych faktów oczywiście można oczekiwać tylko jednego, a mianowicie, że potężne siły, które dane były człowiekowi do dyspozycji, w końcu go zmiażdżą, ponieważ nie potrafi nimi pokierować.

Już najwyższy czas, aby w końcu się obudzić! Człowiek powinien w całości wykorzystać czas i łaskę, którą otrzymuje z każdym ziemskim życiem. Do tej pory nawet nie podejrzewa, jak bardzo jest to dzisiaj ważne. Z chwilą ponownego wyzwolenia swojej woli, która jest obecnie tak zniewolona, zacznie jemu służyć wszystko, co dzisiaj tak często wydaje się być przeciwko niemu. Nawet promieniowania gwiazd, których wielu tak się obawia, istnieją tu tylko dlatego, aby człowiekowi pomagać. Nie jest ważne, jakiego są gatunku.

Każdy sobie z tym poradzi bez względu na ciężar spoczywającej na nim karmy! Nawet wtedy, kiedy promieniowanie gwiazd wydaje się być ciągle nieprzychylne. Wszystko rozwija się niekorzystnie tylko wtedy, gdy wola nie jest wolna. Ale nawet wtedy jest to tylko pozornie niekorzystne, ponieważ w rzeczywistości chodzi o jego dobro, nawet kiedy sam już nie wie, co począć. Zmusza to człowieka do obrony, pobudza go i czyni wewnętrznie żywym.

Strach przed promieniowaniem gwiazd jest wszakże nie na miejscu, ponieważ wywołane tym promieniowaniem objawy są zawsze tylko włóknami karmy, które ten lub ów ze sobą niesie. Promieniowanie gwiazd wytwarza tylko kanały, do których sprowadzana jest cała w tym czasie człowieka otaczająca karma, jeżeli jej rodzaj odpowiada rodzajowi aktualnie aktywnych promieni. Jeżeli więc promieniowanie gwiazd jest niekorzystne, to do owych kanałów wpływa tylko unosząca się nad człowiekiem niekorzystna karma, która dokładnie odpowiada gatunkowi promieniowania – żadna inna. Tak samo wygląda sytuacja podczas promieniowania korzystnego. W tak koncentrowany sposób prowadzoną karmę może człowiek wszakże podczas jej rozwiązywania bardzo wyraźnie odczuć. Lecz przecież tam, gdzie złej karmy nie ma, nie może nawet niekorzystne promieniowanie gwiazd przejawić się negatywnie. Nie można oddzielać jednego od drugiego.

Także w tym znowu poznajemy wielką Miłość Stworzyciela. Gwiazdy kontrolują karmę, kierują jej działaniem. W wyniku tego nie może zła karma oddziaływać na człowieka nieustannie, lecz musi dać jemu czas na odpoczynek – promieniowanie gwiazd przecież się zmienia, a zła karma nie może przejawiać się podczas pozytywnego promieniowania! Przestanie na jakiś czas oddziaływać i czeka, aż znów pojawi się promieniowanie negatywne, a więc nie może człowieka tak łatwo całkowicie załamać. A jeżeli człowiek posiada tylko złą karmę, to pozytywne promieniowanie przynajmniej cierpienia na jakiś czas przerwie.

Także w tym wypadku tryby procesu kręcą się dokładnie tak, jak trzeba. Jedno koło popędza drugie i równocześnie pilnuje, aby nie dochodziło do nieprawidłowości. I tak wszystko kręci się dalej, jak w olbrzymim mechanizmie. Tryby współdziałają ze sobą we wszystkich kierunkach z największą dokładnością. Umożliwiają kontynuację ruchu i nieustannie popędzają wszystko naprzód w nieustającej ewolucji.

W samym środku tego wszystkiego stoi jednak człowiek z niezmierną, podarowaną jemu mocą i swym chceniem decyduje o kierunku, w jakim ów mechanizm będzie podążał. Lecz zawsze tylko sam dla siebie! Jego działanie może poprowadzić go w górę lub w dół, lecz o jego końcu zadecyduje tylko stanowisko zajęte przez niego.

Zespół kół stworzenia to jednak nie sztywna materia. To wszystko żywe formy i istoty, których moc wynika właśnie ze wspólnego działania. Całe to godne podziwu tkanie służy tylko i wyłącznie człowiekowi ku pomocy, dopóki sam nie zacznie przeszkadzać niewłaściwie korzystając z mocy, którą jemu dano i którą w dziecinny sposób marnuje. Powinien nareszcie w tym wszystkim zająć właściwe stanowisko, aby mógł stać się tym, czym być powinien. Być posłusznym, znaczy w rzeczywistości to samo, co rozumieć! Służyć, znaczy pomagać. Pomagać wszakże to to samo, co panować. W krótkim okresie może każdy wyzwolić swoją wolę do tego stopnia, że stanie się naprawdę wolna. W ten sposób wszystko się dla danej jednostki zmieni, ponieważ najpierw ona sama ulegnie wewnętrznym zmianom.

Lecz dla tysięcy, dla setek tysięcy, wręcz dla milionów, jest już za późno, ponieważ nie chcą zmiany. To przecież całkiem naturalne, że siła pokierowana w niewłaściwy sposób w końcu maszynę, której mogła służyć i pomagać, rozbije.

Gdy wkrótce tak się stanie, to wtedy naraz wszyscy, którzy się wahali, przypomną sobie o istnieniu modlitwy, lecz nie będą już potrafili we właściwy sposób się modlić, a tylko to mogłoby im przynieść pomoc. W momencie, kiedy zauważą, że wszystko zawiodło, ogarnie ich rozpacz, która szybko zamieni się w złorzeczenia. Będą narzekać i twierdzić, że nie może istnieć Bóg, który dopuszcza do tego wszystkiego. Nie zechcą uwierzyć w nieugiętą Sprawiedliwość. A już wcale nie będą chcieli uwierzyć w to, że dano im moc, przy pomocy której mogli jeszcze wszystko zawczasu zmienić. Mało tego, że bardzo często im to wręcz przypominano.

Z uporem dziecka żądają dla siebie kochającego Boga, który według ich wyobrażeń wszystko wybacza. Tylko w tym chcą widzieć Jego wielkość! W jaki sposób więc ów Bóg ma według nich postępować z tymi, którzy zawsze poważnie Go poszukiwali, będąc z tego powodu gnębionymi, szykanowanymi i wyśmiewanymi przez tych, którzy obecnie oczekują wybaczenia?

Są to ziemscy ludzie postępujący niedorzecznie i nieustannie dążący do tego, aby mogli pozostać ślepymi i głuchymi, chociaż sami w ten sposób rzucają się w zniszczenie, które powstało w wyniku ich gorliwych przygotowań i poczynań. Pozostawcie ich więc na pastwę ciemności, do których uparcie dążą w domniemaniu, że wszystko wiedzą lepiej. Opamiętanie może przyjść tylko poprzez własne przeżywanie. Dlatego też ciemności będą dla nich najlepszą szkołą. Lecz nadszedł dzień, nadeszła godzina, kiedy jest już za późno nawet na taką drogę, ponieważ zabrakło czasu na to, aby w wyniku właściwego poznania i własnych przeżyć mogli się jeszcze od owych ciemności oderwać. Jest już za późno, aby rozpocząć wzlot. Z tego powodu już teraz jest najwyższy czas, aby zacząć nareszcie poważnie zajmować się Prawdą.

*»Na razie opisuję wszystko w ogólnych zarysach. W dalszych wykładach opiszę to bardziej szczegółowo.«

**Wykład: »SIŁA PŁCI I JEJ ZNACZENIE DLA WZLOTU DUCHA«

***Wykład: »ROLA SYMBOLIKI W LUDZKIM LOSIE«

Dodaj komentarz

MODLITWA

MODLITWA

54.

Jeżeli już padną na temat modlitwy jakiekolwiek słowa, to są one zwrócone oczywiście tylko w stronę tych, którzy modlitwą się interesują.

Kto w sobie nie odczuwa pragnienia modlitwy, ten całkiem spokojnie może z niej zrezygnować, ponieważ jego słowa lub myśli na pewno rozpłyną się w nicość. Jeśli modlitwa nie jest do głębi przeniknięta uczuciami, to nie ma wartości i dlatego też nie odnosi żadnego skutku.

Chwila, w której człowieka w wielkiej radości ogarnie wdzięczność, tak samo jak w cierpieniu uczucie najgłębszej boleści jest najlepszą podstawą do modlitwy i ta na pewno wtedy przyniesie efekt. W takich chwilach ogarnia człowieka szczególne uczucie, które stłumi w nim całą resztę. To umożliwia głównemu celowi modlitwy otrzymanie niezmąconej siły i to bez względu na to czy chodzi o dziękczynienie, czy o prośbę.

Ludzie ziemscy w ogóle często niewłaściwie wyobrażają sobie początek modlitwy, jej przebieg i cały dalszy rozwój. Nie każda modlitwa dotrze w pobliże Tego, który kieruje światami. Wręcz na odwrót – tylko w bardzo nielicznych wypadkach modlitwa może rzeczywiście dotrzeć aż do stopni Jego tronu. Także w tym wypadku o efekcie decyduje w największym stopniu prawo przyciągania jednorodnego.

Poważnie potraktowana, głęboko przepojona uczuciem modlitwa tym, że sama przyciąga i równocześnie jest przez jednorodność przyciągana, nawiązuje kontakt z centralą siły takiego gatunku, którym przeniknięta jest główna myśl modlitwy. Owe centrale sił można równie dobrze nazwać poszczególnymi poziomami, czy jeszcze inaczej, w gruncie rzeczy chodzi jednak ciągle o to samo.

Działanie zwrotne przyniesie potem ze sobą to, co było zgodne z głównym celem i zawartością modlitwy. Może to być spokój, siła, odpoczynek, nagłe we wnętrzu powstałe plany, rozwiązanie problemu i tak dalej. Wynikiem modlitwy zawsze będzie coś dobrego, choćby miał to być tylko większy spokój i koncentracja, które potem zawsze odnajdą wyjście z sytuacji, ratunek.

Jest także możliwe, że w ten sposób wysłane modlitwy, zwielokrotnione siłą jednorodnych z nimi central, odnajdą subtelnomaterialną drogę do takich ludzi, którzy znalazłszy się pod ich wpływem zdolni są przynieść pomoc. Tak oto modlitwa się spełni.

Jeżeli bacznie obserwujecie życie subtelnomaterialne, to wszystkie te procesy są dla was zrozumiałe. Także w tym wypadku sprawiedliwość polega na tym, że o modlitwie zawsze decyduje stan wewnętrzny modlącego się i stan ten wpływa na siłę modlitwy oraz na to, co z niej wyniknie.

Podczas olbrzymich procesów subtelnomaterialnych we wszechświecie odnajdzie każdy gatunek uczucia jednorodność, albowiem inny gatunek nie tylko nie mógłby go przyciągać, lecz działałby wręcz odpychająco. Tylko podczas kontaktu z jednorodnym następuje połączenie, a w wyniku tego także wzmocnienie.

Modlitwa zawierająca różnorodne uczucia, które pomimo swego rozproszenia niosą jeszcze w wyniku głębokiego zaangażowania modlącego się pewną siłę, będzie więc przyciągać różne uczucia i w zwrotnych skutkach przyniesie także różne spełnienia.

To, czy spełnienia te zrealizują się, zależy całkowicie od gatunku poszczególnych części modlitwy, a te z kolei mogą się wzajemnie wzmacniać lub sobie przeszkadzać. Podczas modlitwy jednak w każdym wypadku lepsze efekty przynosi wysyłanie tylko jednej myśli jako uczucia, aby nie mógł nastać chaos.

Dlatego też nie chcę, aby ludzie odmawiali modlitwę »Ojcze nasz« jako jedną całość. Podsumowałem w niej tylko to wszystko, co człowiek może dla siebie podczas poważnie potraktowanej modlitwy przede wszystkim wyprosić tak, że na pewno będzie to spełnione.

W owych prośbach zawarte są podstawy wszystkiego, co człowiek potrzebuje dla osiągnięcia swojego cielesnego zdrowia i duchowego wzlotu. Dają wszakże jeszcze więcej! Prośby te równocześnie wskazują, dokąd mają zmierzać wysiłki człowieka podczas jego ziemskiego życia. Konstrukcja owych próśb jest sama w sobie dziełem mistrzowskim.

Już tylko »Ojcze nasz« może być dla poszukującego wszystkim, jeśli człowiek zagłębi się w nim i we właściwy sposób go pojmie. Niczego innego poza modlitwą »Ojcze nasz« jemu nie potrzeba. Ona umożliwia w najbardziej zwartej formie poznanie całej Ewangelii. Kto we właściwy sposób potrafi przeżywać tę modlitwę, ten posiadł klucz do światłych wyżyn. Może ona być dla każdego dążącego wzwyż tak samo kosturem, jak światłem na drodze naprzód i wzwyż! Tak wielkie wartości w sobie ukrywa*.

Już owo bogactwo modlitwy »Ojcze nasz«, wskazuje w jakim celu ją ludziom ofiarowano. Jest ona kluczem do Królestwa Bożego ofiarowanym ludzkości przeze Mnie Jezusa! To sedno Mojego ówczesnego Przesłania. Nie chciałem jednak, abyście odmawiali ją w całości, tak, jak została podana.

Człowiek odmawiający z uwagą »Ojcze nasz« zauważy sam, do jakiego stopnia głębokość jego uczucia doznała różnych zmian i odchyleń, gdy przechodził kolejno przez poszczególne prośby. Tak będzie się działo nawet w tym wypadku, jeżeli prośby te są dla niego bardzo zwyczajne i powszednie. Przechodzenie od jednej prośby do drugiej z gorącym zaangażowaniem, które jest w wypadku modlitwy nieodzowne, po prostu nie jest dla niego możliwe!

Ja Jezus na swój sposób wszystko ludzkości ułatwiam. Właściwym określeniem w tym wypadku byłoby: Czynie wszystko »dziecinnie prostym«. Podkreślam: »Bądźcie jak dzieci!« Niech więc wasze myśli są dziecinnie proste, nie szukajcie problemów. Nigdy nie żądałbym od ludzkości czegoś tak niemożliwego, jak odmawiania z głębokim zaangażowaniem całego »Ojcze nasz«.

To powinno ludzi przekonać o tym, że chcę czegoś innego, czegoś wyższego. Nie ofiarowałem tylko prostej modlitwy, lecz ofiarowałem klucz do Królestwa Bożego!

Wielostronność modlitwę zawsze osłabia. Nawet dziecko nie przychodzi do ojca z siedmioma prośbami równocześnie, lecz zawsze tylko z tym, co najbardziej leży jemu na sercu i to bez względu na to, czy chodzi o jakieś zmartwienie, czy o prośbę.

Tak samo człowiek powinien w swym cierpieniu zwracać się z prośbą do Boga i mówić, co go gnębi. Najczęściej będzie to zawsze tylko jedna, całkiem szczególna prośba, a nie wiele próśb na raz. Także nie powinien prosić o pomoc w sprawach, które na razie go nie dręczą. Taka prośba staje się tylko formą, ponieważ człowiek nie może się w nią w swym wnętrzu wystarczająco żywo wczuć. Równocześnie osłabia także inną, może o wiele ważniejszą prośbę.

Człowiek powinien więc prosić zawsze tylko o to, co jest dla niego rzeczywiście konieczne! Unikajcie wszelkich pustych form, które zawsze rozpraszają, a z czasem prowadzą do obłudy!

Modlitwie jest potrzebna naprawdę głęboka powaga. Módlcie się więc w spokoju i czystości ducha, aby spokój ów wasze uczucia wzmocnił, a czystość mogła nadać im świetlistą lekkość, która zdolna jest wynieść modlitwę aż do wyżyn Światła, do wyżyn Czystości. Dopiero potem nadejdzie takie spełnienie, które jest dla proszącego najbardziej korzystne, które pomoże jemu podążyć naprzód w jego całym bycie!

To nie siła modlitwy potrafi tę modlitwę pchnąć wzwyż, lecz tylko czystość i wraz z nią równocześnie jej odpowiadająca lekkość. Czystość podczas modlitwy jest przecież osiągalna dla każdego człowieka, chociaż może nie w trakcie każdej modlitwy i to wtedy kiedy obudzi się w nim do życia tęsknota do proszenia. W tym celu nie potrzeba spędzać koniecznie całego życia w czystości. To nie może przeszkadzać, a unieść się, przynajmniej tu i tam przy modlitwie na sekundę w czystości swojego uczucia, może przecież każdy.

Siły modlitwy nie wspiera jednak tylko spokój i izolacja, która umożliwia głębszą koncentrację, lecz wzmacniają ją także wszystkie gwałtowne przeżycia, takie jak strach, troska lub radość.

To równocześnie nie oznacza jednak, że modlitwa spełni się za każdym razem zgodnie z ziemsko pojmowanymi wyobrażeniami i życzeniami. Jej pełne miłości spełnienie sięga o wiele dalej, a do dobra prowadzi nie ulotna ziemska chwila, lecz całość! Później często dochodzicie do wniosku, że właśnie pozorne niespełnienie prośby było jedynym właściwym i najlepszym wysłuchaniem modlitwy. Człowiek jest potem szczęśliwy, że nie działo się według życzenia, które go podczas modlitwy wypełniało.

A teraz o wstawiennictwie! Czytelnicy i słuchacze często pytają, jak może działanie zwrotne podczas wstawiennictwa odnaleźć drogę do człowieka, który sam się nie modlił, lecz za niego modlił się ktoś inny. Wskazują na to, że uczynki działania zwrotnego powracają z powrotem po utorowanej drodze do tego, kto prosił.

Nawet w tym wypadku nic nie może odchylić się od obowiązujących praw. Orędownik podczas modlitwy tak intensywnie myśli o tym, za kogo prosi, że w wyniku tego jego życzenie najpierw zakotwiczy na danej osobie, mocno się jej uchwyci i dopiero potem od niej podąża swoją drogą wzwyż. W ten sposób również może do osoby będącej celem wstawiennictwa powrócić, osoby, wokół której silne prośby proszącego stały się już wcześniej żywymi i krążą wokół niej. Przy tym wszakże podstawowym założeniem jest to, że grunt osoby, o którą w prośbach chodzi, potrafi przyjmować i w wyniku jednorodności umożliwia zakotwiczenie, że więc owemu zakotwiczeniu nie przeszkadza.

Jeżeli grunt przyjąć tego nie potrafi, a więc jeżeli jest bezwartościowy, to bezskuteczność orędownictwa jest znowu tylko godną podziwu sprawiedliwością praw Bożych, które nie mogą pozwolić, aby pomoc za pośrednictwem innej osoby połączyła się z gruntem jałowym. To, że pomoc nie może nadejść, jest wynikiem odbicia się lub ześliźnięcia zamierzonych próśb. Osoba ta nie jest godna pomocy ze względu na stan swojego wnętrza.

Także w tym samoczynnym i oczywistym procesie tkwi coś tak nieskończenie doskonałego, że zdumienie ogarnia, kiedy widzicie, jak każdy otrzymuje w absolutnie sprawiedliwy sposób tylko owoce tego, czego sam chciał!

Wstawiennictwa ziemskich ludzi orędujących bez wewnętrznych impulsów prawdziwego uczucia nie posiadają ani żadnej wartości, ani nie przynoszą wyników. Są tylko pustymi plewami.

Prawdziwe orędownictwa działają także w jeszcze inny sposób. A mianowicie wskazują drogę! Modlitwa podąża prosto w górę i wskazuje tego, kto potrzebuje pomocy. Jeżeli później po wskazanej drodze podąży poseł duchowy po to, aby pomóc, to urzeczywistnienie zależne jest także od tych samych praw wewnętrznej wartości lub miernoty, a więc od tego czy pomoc może być przyjęta, czy też musi się odbić.

Jeżeli potrzebujący pomocy ziemski człowiek w swym wnętrzu odwrócił się ku ciemnościom, to poseł śpieszący w wyniku orędownictwa z pomocą nie może nawiązać kontaktu, nie może działać i musi powrócić z niczym. Orędownictwo nie mogło więc zostać wysłuchane, ponieważ nie dopuściły do tego żywe prawa.

Jeżeli jednak istnieje ku temu odpowiedni grunt, to prawdziwe orędownictwo posiada nieocenioną wartość! Może bądź nieść pomoc, chociaż niekoniecznie o tym wie ten, dla kogo jest ona przeznaczona, bądź łączy się z modlitwą człowieka pomocy tej potrzebującego i w ten sposób wyraźnie go wspiera.

* Wykład: »OJCZE NASZ«

Dodaj komentarz

Starsze wpisy »