Archiwum dla Medycyna naturalna

ZJAWY 2008 ROKU

ZJAWY 2008 ROKU

369.

Uwolnione furie, spuszczone ze smyczy, docierają do tych wszystkich, którzy nie współbrzmią w prawach Stwórcy i wyżywają się na nich. Żywią się ciemnymi niskimi cechami ziemskich ludzi np. strachem, niskimi żądzami i skłonnościami itp. Docierają do tak nieczystych ziemskich ludzi i ich pobudzają do działania, aż się wszystko nie wyżyje np. podpalenia, zabójstwa, samobójstwa, zamieszki…

Dodatkowo pracują inne jeszcze formy takie jak demony, które tak długo dręczą ziemskie duchy, aż je wykończą.

Jest jeszcze wiele takich dziwnych zjaw, które błąkając się po ziemi szukają swych żywicieli, a na ziemi mają duży żer.

Obecna nasilająca się Siła wszystko to ożywia i pobudza do działania, aby się wyżyło i zabrało wszystkich złych, zobaczcie ile tego robactwa wyszło na jaw, dzienniki codziennie to publikują.

Wiele tego z zakamarków waszych duchów wyjdzie, aż do dnia, gdy nagle wszystko się zapali i w ogniu Bożym spłonie.

Pochowaliście się za dziwnymi maskami, które nosicie, nazywacie się jak demony nieszczęść, gracie w różne ciemne gry, również wiele witryn ciemnych w Internecie odwiedzacie, czy kanały TV śledzicie. We wszystkich tych formach przekazu płynie do was jad ciemności, który doskonale można odczuć, lecz kierujący się tylko rozumem, jego czynnością nic z tego nie widzi. Potem skutki przebywania w tych niskich formach przekazujecie swojemu partnerowi, rodzinie ziemskiej, znajomym i w pracy, gromadzicie się w miejscach jednorodnych i się zatracacie. Wasze i tak mdłe promieniowania aury wzmacniają się, aby przybrać demoniczny charakter i tylko już szukacie okazji, aby się zatracić.

Teraz w tym wszystkim działa Boża Siła i pomaga wam wyjść z tego, dotyczy nielicznych, lub szybko w wielkich mękach upadacie w dół.

Mętne środowisko wszystkich Kościołów, fałszywych religii, ziemskich ośrodków tak zwanej edukacji, miejsc gdzie gromadzą się żądni władzy i finansowych zysków, to kolejne miejsca działania obecnie mocno ożywionych nurtów idących w zatracenie.

Całe narody, państwa, dostają Siłę, która powoduje zamieszki, strajki, różnego rodzaju wystąpienia grupowe i indywidualne. Gdzie ciemni mocno są osadzeni, tam także do nich kierują swą niszczycielską moc żywioły; wody, ognia, ziemi i powietrza. To tak wyraźnie rzuca się w ostatnich latach mocno w oczy, że tylko głupi nie zobaczy.

Ale dzień jutrzejszy przyniesie jeszcze więcej działań, aby te wszystkie ciemne nurty opisane i nieopisane mogły zabrać wszystkich tak dumnie służących wszystkiemu ciemnemu pod zarządem Lucyfera.

Cóż, oddaliliście się skutecznie od Mojego Ojca, Boga już nie znacie i nie chcecie poznać prawdziwego, to takim wyborem się zatraciliście. I choć mówicie puste słowa, że wierzycie, to Ja Syn Boży widzę, że kłamiecie. Wasz obecny teatrzyk ziemskich działań mówi, że brodzicie w tak obrzydliwej ciemnej mazi, że aż strach.

Ale się nie martwcie, w Królestwie Tysiącletnim was nie będzie, jest poza waszym zasięgiem. Tu są tylko czyści służący Mojemu Ojcu, jedynemu Bogu i nikomu innemu.

Niech wasze zatracenie przebiega dalej skoro tak tego się domagacie i trzeba wam pozwolić upaść, wielu się zatracić, abyście na sobie samym doświadczyli własnego wyboru dokonanego za namową waszego ciemnego pana, Lucyfera, którego na tronie w was samych, w mózgu przednim, w waszym rozumie posadziliście.

I tak dociera Światło, aby mogło się wasze chcenie przejawić prawdziwie i niech się z całą mocą przejawia już dzisiaj!

Dodaj komentarz

Głosi, że jest Bogiem i werbuje wiernych

Jezus Chrystus WrocławPOLSKA Gazeta Wrocławska

Głosi, że jest Bogiem i werbuje wiernych

24.10.2008

Wrocławski uzdrowiciel może być groźny. Wyznawców kusił na targach niezwykłości.
- Czy to prawda, że uważa się pan za Jezusa Chrystusa? – pytamy Romualda Statkiewicza. – Nie uważam się. Ja jestem Jezusem Chrystusem i mogę to udowodnić – odpowiada zdecydowanie.

Zdaniem pracowników Dominikańskiego Ośrodka Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych z Wrocławia, działalność mężczyzny może być niebezpieczna, bo stworzył on zalążek nowej sekty i od kilku miesięcy werbuje do niej ludzi. Ma już grupkę ludzi, która mu ślepo ufa. Niektórzy przestali utrzymywać kontakty z najbliższymi.
Jak ustaliliśmy, Statkiewicz chętnych na swoje “usługi” uzdrowiciela, jasnowidza, egzorcysty szukał na wrześniowych Wrocławskich Spotkaniach Zdrowia, Wróżb i Medycyny Niekonwencjonalnej w Hali Ludowej. Ale organizatorzy go nie kojarzą.
- Mógł się wystawić pod innym nazwiskiem – przyznaje Agnieszka Wardawa, rzeczniczka Hali.

- Znamy tego człowieka, tylko kiedyś posługiwał się pseudonimem Zachariasz – mówi dominikanin, ojciec Tomasz Franc. – Przez jakiś czas był związany z Haliną T., właścicielką księgarni ezoterycznej w Śródmieściu, która uznała siebie za boga i skupiła wokół siebie grupę ludzi. Byli pod tak mocnym jej wpływem, że oddawali jej część swoich dochodów. Na szczęście kobieta przestała działać. Ale pojawił się jej uczeń – opowiada ojciec Franc.

Dominikanin nie ukrywa, że ośrodek zajmujący się sektami miał już niepokojące sygnały w sprawie “nowego Jezusa”.
- Mieliśmy zgłoszenie od syna zaniepokojonego losem rodziców, którzy są wyznawcami ucznia – przyznaje dominikanin.
Dlaczego kontakty z “Jezusem” mogą być groźne dla ludzi?
- Jeśli ktoś uważa siebie za boga, może sobie rościć niesłuszne prawo do wszystkiego: naszych pieniędzy, naszego życia – twierdzi ojciec Franc.

Romuald Statkiewicz z wykształcenia jest wojskowym. Przez ponad 10 lat pracował w jednostce lotniczej we Wrocławiu. Ale mundur już dawno porzucił i wyprowadził się do Opola. Ostatnio zaczął prowadzić bloga jako “Jezus”. Na stronie przepowiada m.in. nadejście apokalipsy. Poza tym prowadzi działalność jako doradca życiowy i uzdrowiciel, który rzekomo wyleczy z wszystkich chorób, uwolni od klątw i czarów, ma moc jasnowidzenia. Oczywiście, nie za darmo.
Twierdzi, że wyleczył już wiele osób i mogą one to potwierdzić.
- Ja przekazuje im siłę do uzdrowienia. Problem w tym, że ludzie za dużo myślą, a za mało czują. Jestem tu po to, by im pokazać prawdę – tłumaczy. Podkreśla, że nikogo nie werbuje na siłę. A osoby z nim związane, to “ludzkie duchy, które go spotkały i zaczęły iść tą samą drogą”.

Dodaj komentarz

ŚMIERĆ

ŚMIERĆ

75.

Jest coś, w co wierzą wszyscy ziemscy ludzie bez wyjątku. To śmierć! Każdy jest przekonany, że śmierć nadejdzie. Jest to jeden z niewielu faktów, z którym nie łączą się żadne spory ani wątpliwości.

Chociaż wszyscy ziemscy ludzie już od najmłodszych lat liczą się z tym, że muszą kiedyś umrzeć, to i tak większość z nich nie dopuszcza do siebie myśli o tym. Wielu z nich nawet irytuje się, jeżeli w ich obecności przypadkiem zejdą rozmowy na ten temat. Inni znów z lękiem omijają cmentarze, unikają pogrzebów i starają się szybko pozbawić doznań związanych z napotkaniem konduktu pogrzebowego.

W dodatku ciągle dręczy ich ukryty strach przed niespodziewanym nadejściem śmierci. Nieokreślona obawa powstrzymuje ich od poważnego potraktowania owej nieodwracalnej rzeczywistości.

Trudno znaleźć jeszcze coś, co byłoby tak nieuniknione, a jednocześnie w myślach tak odkładane na bok, jak śmierć. A przecież oprócz narodzin nie ma w ziemskim życiu bardziej ważnego procesu niż śmierć. Jak bardzo rzuca się w oczy niechęć człowieka ziemskiego do rozważań na temat właśnie początku i końca swojego pobytu na ziemi. Rzeczom zaś mało ważnym lub wręcz błahym stara się nadać głęboki sens.

Człowiek ziemski bada i stara się dociec raczej do wszystkiego, co dzieje się w okresie między narodzeniem, a śmiercią, niż do spraw mogących przynieść jemu wyjaśnienie wszelkich zagadnień – spraw związanych z początkiem i końcem swojego ziemskiego życia. Śmierć i narodziny są ściśle połączone, ponieważ jedno jest wynikiem drugiego.

Jak mało powagi człowiek ziemski nadaje już samemu aktowi płodzenia! Z nadawaniem temu procesowi ludzkiego dostojeństwa można się spotkać tylko w nielicznych wypadkach. Ludzie ziemscy podczas owego procesu z upodobaniem sami siebie stawiają na poziomie zwierząt, lecz niewinności zwierząt nie potrafią przy tym dochować. W ten sposób schodzą pod ich poziom, albowiem zwierzęta postępują zawsze zgodnie z zajmowanym przez nich stopniem w stworzeniu.

Człowiek ziemski jednak nie potrafi lub też nie chce pozostać na stopniu, który jemu przysługuje. Schodzi coraz niżej i potem jest bardzo zdziwiony, kiedy widzi, że pod różnymi względami ludzkość zmierza nieustannie w dół.

Już wszystkie tradycje związane z weselem zmierzają do tego, aby małżeństwo traktować jak sprawę tylko i wyłącznie ziemską. W wielu wypadkach dochodzi wszystko tak daleko, że poważni ludzie odwracają się ze wstrętem od szczegółów, które niewątpliwie dotyczą tylko kontaktu ziemskiego. Wesela bardzo często zmieniają się wręcz w orgie handlarzy. Wszyscy rodzice, którzy posiadają świadomość swojej wielkiej odpowiedzialności, powinni w najbardziej surowy sposób zabronić swoim ziemskim dzieciom brania w nich udziału.

Chłopcy i dziewczyny, którzy przy zwyczajach i aluzjach towarzyszących tradycyjnym weselom nie odczuwają w swych wnętrzach budzącego się wstrętu i raczej nie odejdą świadomi własnej odpowiedzialności za swoje zachowanie i postępowanie, znajdują się już tak czy owak na tak samo niskim poziomie. Przy jakimkolwiek ocenianiu nie można ich brać już w rachubę. To tak, jakby także w tym wypadku ludzie ziemscy starali się przy pomocy narkotyku okłamywać sami siebie i udawać, że nie istnieje coś, o czym akurat nie chcą myśleć.

Kiedy jednak życie na ziemi opiera się na tak chwiejnych podstawach, co stało się już regułą, to można zrozumieć, że ludzie ziemscy starają się przejść bardzo szybko ponad faktem istnienia śmierci i okłamać samych siebie starając się kurczowo nie myśleć o niej. Fakt odsuwania na bok wszystkich poważniejszych myśli wynika z niskiego stopnia, na którym znajdują się podczas płodzenia. Bliżej nieokreślony strach, który niczym cień towarzyszy człowiekowi podczas całego jego ziemskiego bytu, wynika w większości wypadków z pełnego uświadomienia sobie lekkomyślności i niewłaściwości swojego postępowania, które nie jest godne człowieka samego.

Tak więc w końcu, nie mogąc w inny sposób osiągnąć spokoju, pozostanie im tylko kurczowe okłamywanie samych siebie i twierdzenie, że wraz ze śmiercią wszystko się kończy. Ludzie ziemscy potwierdzają tym samym, że są świadomi swoich kompleksów i swojego tchórzostwa wynikającego z istnienia ewentualnej odpowiedzialności lub trzymają się nadziei, że nie są o wiele gorsi od innych.

Lecz wszystkie te fałszywe wyobrażenia nie zmienią nawet w najmniejszym stopniu faktu zbliżania się do nich ziemskiej śmierci. A ona zbliża się z każdym dniem, ba, z każdą godziną!

Jakże żałosny widok można często oglądać w ostatnich godzinach wielu ludzi ziemskich, gdy starających się uparcie zaprzeczać istnieniu odpowiedzialności w życiu po śmierci zaczynają nagle dręczyć bojaźliwe pytania. Pytania te są dowodem na to, że nagle przestają wierzyć swoim przekonaniom. Lecz potem niezbyt może im to pomóc, ponieważ to znów tylko tchórzostwo pozwoli im przed wykonaniem wielkiego kroku z ziemskiego życia nagle zobaczyć, że życie po śmierci i z nim związana odpowiedzialność są możliwe.

Obawa, strach i tchórzostwo, tak samo, jak upór, nie mogą złagodzić lub usunąć koniecznych zwrotnych skutków wszelkiego postępowania. W taki sposób nie może nikt przejrzeć na oczy, a więc uzyskać poznania. Spryt rozumu, tak często wypróbowany podczas ziemskiego życia, jeszcze w ostatnich godzinach przed śmiercią sprawi umierającym ludziom ziemskim ze strachu fatalny kawał. Z powodu zwykłej ostrożności zechce nagle ów spryt szybko uczynić ziemskich ludzi rozumowo pobożnymi. I to w chwili, kiedy odłączanie się dalej żyjącego subtelnomaterialnego człowieka od jego gęstomaterialnego ciała osiągnęło już taki stopień, że życie uczuciowe w tym momencie równe jest sile rozumu, któremu było dotąd siłą podporządkowane.

To jednak nic im nie pomoże! Zbiorą to, co w swoim ziemskim życiu zasiali myśleniem i postępowaniem. Nawet tego najmniejszego w ten sposób nie zmienią, o naprawie nawet nie wspominając. Zostaną bez możliwości obrony wciągnięci w tryby bezwzględnie działających praw działania zwrotnego, aby w ten sposób przeżyć w subtelnomaterialności wszystkie swoje błędy. Aby więc przeżyć swoje myśli i uczynki, które powstały w wyniku niewłaściwego przekonania.

Tacy ziemscy ludzie powinni rzeczywiście obawiać się godziny, w której opuszczą swoje ziemskie ciało gęstomaterialne chroniące ich przynajmniej przez pewien czas, niczym wał ochronny, przed wieloma procesami subtelnomaterialnymi. Ów wał ochronny dano im, by za nim, jak za tarczą, mogli w spokoju zmienić się na lepsze lub nawet całkowicie rozwiązać wiele spraw, które bez owej ochrony musiałyby w nich twardo uderzyć.

To podwójnie, ba, dziesięciokrotnie smutniejsze, jeżeli ktoś kołysząc się, jak pijany, przebrnie przez miłosiernie darowany jemu czas ziemskiego życia lekkomyślnie okłamując samego siebie. Obawy i strach są więc w wypadku wielu ziemskich ludzi całkiem na miejscu.

Zupełnie inaczej wygląda to w wypadku tych, którzy swojego ziemskiego życia nie zmarnowali i jeszcze dostatecznie wcześnie, choć może nawet dosyć późno, lecz bynajmniej nie ze strachu i przerażenia, wstąpili na drogę duchowego wzlotu. Swoje poważne poszukiwania zabiorą ze sobą w świat subtelnomaterialny, a tam staną się one dla nich oparciem. Mogą bez obaw i strachu przejść ze świata gęstomaterialnego do subtelnomaterialności, czego zresztą i tak nie można uniknąć, albowiem wszystko doczesne, a więc także ciało gęstomaterialne, musi kiedyś znów zaniknąć. Godzinę owego odejścia mogą tylko powitać z zadowoleniem, ponieważ stanowi ona dla nich z całą pewnością krok naprzód, i to bez względu na przeżycia czekające na nich w świecie subtelnomaterialnym. Jeżeli takich ludzi spotka dobro, to ich uszczęśliwi, a ciężkie przeżycia zostaną im niespodziewanie ułatwione. Chcenie dobra jest w tym wypadku pomocą skuteczniejszą niż kiedykolwiek myśleli.

Sam proces śmierci nie jest niczym innym, jak tylko narodzinami w świecie subtelnomaterialnym. Jest podobny do narodzin w gęstomaterialności. Po odłączeniu ciało subtelnomaterialne jest połączone z gęstomaterialnym przez jakiś czas jakby pępowiną, która jest tym słabsza, im lepiej przygotował swojego ducha do pobytu w zaświatach rodzący się w subtelnomaterialności człowiek już w czasie swojego ziemskiego bytu.

Im bardziej człowiek sam siebie wiązał z ziemią swoim chceniem, im bardziej wiązał się z gęstomaterialnością nie chcąc nic wiedzieć o dalszym ciągu życia w subtelnomaterialności, tym mocniejsza staje się w wyniku jego własnego chcenia także owa pępowina, łącząca go z ciałem gęstomaterialnym. Bardziej gęste staje się także jego ciało subtelnomaterialne, które potrzebne jemu jest w świecie subtelnomaterialnym do osłony ducha.

Im bardziej wszakże gęste jest jego ciało subtelnomaterialne, tym bardziej staje się według naturalnych praw cięższe, a równocześnie także bardziej ciemne. W wyniku tego, że ciało subtelnomaterialne bardzo upodabnia się i przybliża do wszystkiego, co gęstomaterialne, będzie się ono od ciała gęstomaterialnego bardzo ciężko oddzielać. Taki człowiek oczywiście czuje także ostatnie bóle ciała gęstomaterialnego, jak również cały proces jego gnicia i rozkładu. Również podczas kremacji nie jest nieczuły.

Po końcowym odłączeniu się owego sznura łączącego opada taki z ziemią związany człowiek w świecie subtelnomaterialnym aż tam, gdzie okolica posiada gęstość i ciężar identyczny z nim. Tam, w sferze o takim samym ciężarze, spotka się potem także tylko z tymi, którzy myślą tak samo, jak on. To, że warunki bytu będą tam o wiele gorsze niż na ziemi w gęstomaterialności, jest całkiem zrozumiałe, ponieważ w subtelnomaterialności wszelkie uczucia przeżywa się w całości i bez przeszkód.

Inaczej to wygląda w wypadku ludzi, którzy do wszystkiego, co szlachetne, zaczęli dążyć już podczas swojego ziemskiego życia. U nich odłączenie ciał jest o wiele łatwiejsze, ponieważ mają w sobie żywe przekonanie o kroku w świat subtelnomaterialny. Ciało subtelnomaterialne oraz sznur łączący nie są tak gęste. Do odłączenia dochodzi bardzo szybko, ponieważ różnica pomiędzy nimi, a ciałem gęstomaterialnym jest nieznaczna. Podczas normalnego umierania takiego człowieka nie można w ogóle mówić o walce ze śmiercią, ponieważ w czasie ostatnich drgawek mięśni ciało subtelnomaterialne już przez dłuższy czas stoi obok ciała gęstomaterialnego. Sznur łączący jest luźny i słaby i nie pozwoli, aby stojący obok subtelnomaterialny człowiek odczuwał jakąkolwiek boleść. Nie może być mostem, po którym boleść przechodziłaby z gęstomaterialności do subtelnomaterialności.

Subtelnomaterialne ciało całkowicie wyzwoli się w o wiele krótszym czasie, ponieważ o wiele subtelniejsza materia sznura bardzo szybko uniemożliwi jakikolwiek kontakt pomiędzy obu ciałami. Później ciało to wznosi się wzwyż do sfery, która jest w takim samym stopniu subtelniejsza i lżejsza. Także ten człowiek będzie mógł spotykać się tam tylko z duchami myślącymi tak samo jak on oraz będzie odczuwać pokój i szczęście w życiu bogatym w szlachetne uczucia. Takie lekkie i przejrzyste subtelnomaterialne ciało jawi się naturalnie o wiele bardziej jasne i promienne, aż w końcu osiągnie taką subtelność, która pozwala na przenikanie promieniowania znajdującego się w nim ducha. Ten później całkowicie jasny i promienny wejdzie do duchowości.

Niech jednak wszyscy przebywający w pobliżu umierającego wystrzegają się głośnego lamentowania. Zbyt silne przejawianie żalu płynącego z rozłąki może wpłynąć na stojącego niedaleko lub właśnie oddzielającego się subtelnomaterialnego człowieka. Może on usłyszeć lub wyczuć narzekania, a jeżeli obudzi się w nim współczucie lub pragnienie powiedzenia jeszcze kilku słów na pożegnanie, to uczucia te znów mocniej go połączą z ciałem, ponieważ będzie chciał stać się bardziej zrozumiały dla tych, którzy tak boleśnie rozpaczają.

Ziemsko zrozumiałym może stać się tylko przy pomocy mózgu. Wynikiem jego dążeń jest jednak ściślejsze połączenie się z ciałem gęstomaterialnym, ponieważ jedno zależne jest od drugiego. Dlatego dopiero co wyzwolone subtelnomaterialne ciało nie tylko ściślej łączy się z ciałem gęstomaterialnym, lecz stojący obok subtelnomaterialny człowiek zostaje także wręcz wciągany z powrotem do gęstomaterialnego ciała. Skutek jest taki, że umierający znowu odczuwa wszystkie boleści, których już przedtem się pozbawił.

Gdy nadejdzie czas ponownego odłączenia, to jego przebieg jest o wiele cięższy i może trwać nawet kilka dni. Potem dochodzi do tak zwanych przedłużonych śmiertelnych zmagań, które są naprawdę bolesne i ciężkie dla tego, kto chce się odłączyć. Winę za to ponoszą ziemscy ludzie, którzy swoim egoistycznym rozpaczaniem przywołali go z powrotem z jego naturalnej drogi rozwoju.

Owo naruszenie normalnego przebiegu stało się przyczyną nowego i na siłę przeprowadzonego połączenia. Wystarczy tylko mała próba koncentracji ze strony umierającego, mająca za cel uczynić się bardziej zrozumiałym, aby tak się stało. Ponowne zerwanie nienaturalnego połączenia nie jest łatwe dla kogoś, kto nie posiada żadnych dotyczących tego doświadczeń. W dodatku nie można jemu pomóc, ponieważ nowego połączenia chciał sam.

Odchodzący człowiek może łatwo połączyć się z ciałem gęstomaterialnym, dopóki to jeszcze całkiem nie wystygło i dopóki istnieje sznur łączący, a ten zanika często dopiero po kilku tygodniach. Są to więc dla odchodzącego całkiem zbyteczne cierpienia. Wszyscy ci, którzy rozpaczają wokół łoża umierającego, postępują okrutnie i bezwzględnie.

Dlatego w pokoju, w którym ktoś umiera, powinien panować absolutny spokój. Niech zapanuje tam powaga odpowiadająca tej tak ważnej chwili! Osoby, które nie potrafią się opanować, powinny zostać wyprowadzone choćby przemocą, nawet jeżeli chodzi o najbliższych członków rodziny.

Dodaj komentarz

PRAWO DZIECKA WOBEC ZIEMSKICH RODZICÓW

PRAWO DZIECKA WOBEC ZIEMSKICH RODZICÓW

53.

Wiele ziemskich dzieci jest poszkodowanych i nieszczęśliwych tylko dlatego, że nie rozumieją stosunków panujących między nimi, a ich rodzicami. Sądzą, że to rodzice są odpowiedzialni za powołanie ich do ziemskiego bytu. Często można usłyszeć: »Oczywiście, że rodzice muszą się o mnie troszczyć, przecież to oni spowodowali moje przyjście na świat. To nie moja wina, że tu jestem.«

Nie można wypowiedzieć czegoś bardziej niedorzecznego. Każdy człowiek znajduje się na ziemi bądź na swą własną prośbę, bądź w wyniku swej własnej winy! Rodzice tylko umożliwiają inkarnację i nic poza tym. Każdy wcielony duch powinien odczuwać wdzięczność za to, że otrzymał tę możliwość!

Duch dziecka nie jest niczym innym, jak tylko gościem swych rodziców. Już sam ten fakt przemawia w tak wyraźny sposób, że staje się całkiem jasne, iż dziecko nie posiada wobec swych rodziców absolutnie żadnych praw! Nie posiada wobec rodziców praw duchowych! Prawa ziemskie powstały przecież tylko w wyniku działania czysto ziemskiego, ustanowionego przez państwo ładu społecznego, aby nie musiało ono przejąć konkretnych obowiązków.

Z duchowego punktu widzenia dziecko jest samodzielną osobowością! Oprócz ziemskiego ciała, które jako narzędzie potrzebne jemu jest do przejawiania się na tej gęstomaterialnej ziemi, nie przyjęło dziecko od rodziców niczego. Otrzymało więc tylko przybytek, z którego może skorzystać duch będący już wcześniej samodzielnym.

Lecz jeżeli rodzice płodzą, to biorą na siebie obowiązek zapewnienia owemu przybytkowi godziwych warunków dopóty, dopóki duch w nim usadowiony nie będzie zdolny sam się o niego zatroszczyć. To, kiedy ów czas nadejdzie, zależy od naturalnego rozwoju samego ciała. Wszystko, co rodzice oferują ponad to, jest z ich strony darem.

Dlatego dzieci powinny wreszcie raz przestać liczyć na rodziców i raczej pomyśleć o tym, aby możliwie szybko się usamodzielnić.

Oczywiście, że w tym wypadku nie decyduje to czy pracują w gospodarstwie rodziców, czy gdzie indziej. W każdym wypadku powinny jednak przejawiać aktywność, którą wszakże nie mogą być zabawy lub wypełnianie tak zwanych funkcji towarzyskich, lecz rzeczywisty i pożyteczny obowiązek, konkretna praca. Taka praca, którą musiałaby wykonywać inna osoba, specjalnie w tym celu zatrudniona, gdyby dziecko ją wykonywać przestało. Tylko w tym wypadku można mówić o pożytecznym bytowaniu na ziemi, o życiu przynoszącym dojrzałość ducha!

Kiedy dziecko zacznie pełnić takie obowiązki w gospodarstwie rodziców, bez względu na jego płeć powinni je rodzice nagradzać w taki sposób, w jaki musieliby nagradzać obcą zatrudnioną osobę. Mówiąc innymi słowy: jeżeli dziecko spełnia jakiś obowiązek, to trzeba go traktować i z nim rozmawiać jak z naprawdę samodzielnym człowiekiem.

A jeśli pomiędzy dziećmi, a rodzicami istnieją dodatkowo szczególne więzy miłości, zaufania i przyjaźni, to jest to dla obu stron tym piękniejsze, ponieważ w tym wypadku chodzi o dobrowolny kontakt, mający swoje źródło w wewnętrznym przekonaniu i dlatego cenniejszy. Chodzi wtedy o kontakt czysty i szczery, który potrwa także w zaświatach i służyć będzie wzajemnej pomocy i radości.

Różnego rodzaju tradycje rodzinne i wynikające z tego zmuszanie dzieci do czegokolwiek są czymś niezdrowym i karygodnym w momencie, kiedy dzieci przekroczyły pewną wiekową granicę.

Oczywiście, że nie istnieją nawet tak zwane prawa wynikające z pokrewieństwa, do których tak często odwołują się przede wszystkim różne ciotki, wujkowie, siostrzenice, bratankowie i wszyscy im podobni. Właśnie powoływanie się na prawa wynikające w tych wypadkach jakoby z pokrewieństwa jest godnym potępienia nawykiem, który musi wzbudzać sprzeciw każdego wewnętrznie samodzielnego człowieka.

W wyniku panujących tradycji stało to się, niestety, nawykiem do tego stopnia, że zazwyczaj nikt nie stara się nawet inaczej myśleć i pokornie, choć z wewnętrznymi oporami, temu się poddaje. Kto jednak choć raz odważy się samodzielnie myśleć, ten w głębi ducha będzie uznawać to za rzeczy tak śmieszne, tak godne pogardy, że oburzony odwróci się od takiej pretensjonalności.

Trzeba odrzucić raz na zawsze owe nienaturalne praktyki! Jak tylko w ludziach obudzi się żywszy i zdrowszy sposób myślenia, to przestaną tolerować taki nieporządek sprzeciwiający się zdrowemu rozsądkowi.

Przecież z życia zniekształconego w tak nienaturalny i gwałtowny sposób nigdy nie może powstać nic naprawdę wielkiego, ponieważ ludzi to ogranicza. Niby to drobnostka, lecz krępuje ludzi niesamowicie.

To tu musi rozpocząć się wyzwalanie, a polegać ma ono na odrzuceniu od siebie poniżających nawyków! Prawdziwa wolność polega tylko na właściwym poznaniu swych obowiązków, a to z kolei jest ściśle połączone z dobrowolnym ich spełnianiem! Jedynie spełnianie obowiązków daje prawa! To dotyczy także dzieci, ponieważ również one, jeśli spełniają sumiennie swoje obowiązki, mają swoje prawa.

Wszyscy rodzice maja jednak cały szereg ważnych obowiązków, które z prawami dzieci nie mają nic wspólnego.

Każdy dorosły człowiek powinien być świadom tego, co wynika z faktu płodzenia. Lekkomyślność i bezmyślność, jak również i niewłaściwe poglądy, zemściły się już w wystarczający sposób.

Uświadomcie sobie, że na tamtym świecie w pobliżu was jest przygotowanych wiele duchów, które czekają na możliwość ponownej inkarnacji na ziemię. Chodzi w większości wypadków o takie ludzkie duchy, które są spętane włóknami karmy i mają zamiar w nowym ziemskim życiu coś odpokutować.

Kiedy tylko nadarzy im się okazja, to od razu uchwycą się w miejscach, w których doszło do aktu płodzenia i czekają, aż dojrzeje nowe ludzkie ciało, w którym mogłyby zamieszkać. Podczas owego czekania dochodzi do łączenia się nowopowstających subtelnomaterialnych włókien młodego ciała i ducha wytrwale przebywającego w bezpośredniej bliskości przyszłej matki i włókien łączących matkę z czekającym duchem. Po osiągnięciu określonego stadium dojrzałości płodu włókna te odgrywają rolę pomostu, po którym obcy duch z zaświatów wchodzi do młodego ciała i od razu zajmuje go dla siebie.

Przychodzi w ten sposób obcy gość, który swoją karmą może spowodować wychowawcom niemałe kłopoty! Obcy gość! Jakże nieprzyjemna myśl! Człowiek powinien o tym nieustannie pamiętać i nigdy nie powinien zapomnieć, że może współdecydować o tym, który z czekających duchów zostanie wybrany, jeżeli lekkomyślnie nie zmarnuje czasu, w którym inkarnacja się odbywa.

Wcielenie jednakże podlega prawu przyciągania tych samych gatunków. Biegunem magnetycznym nie zawsze jednak musi być jednorodność jednego z rodziców, lecz często jest nim jakiś człowiek przebywający nieustannie w okolicy przyszłej matki.

Znajomość tych praw i świadome kierowanie się nimi może zapobiec licznym tragediom, lecz jak na razie ziemscy ludzie podchodzą do tych spraw bardzo lekkomyślnie i niefrasobliwie. W owym tak bardzo ważnym dla nich okresie uczestniczą w towarzyskich zabawach, zapraszają do swego domu przeróżne towarzystwo i nie troszczą się zbytnio o to, co ważnego szykuje się w tym czasie, aby później mogło to z wielką siłą wpłynąć na przebieg całego ich życia.

A przecież ludzie powinni wieloma sprawami świadomie kierować za pośrednictwem modlitwy wypływającej z nieustannych gorących życzeń. Mogliby w ten sposób osłabiać zło i wzmacniać dobro. Obcy gość, który do nich zawita w postaci dziecka, należałby do gatunku mile widzianego pod każdym względem! Ludzie ziemscy zbyt wiele rozmawiają o wychowywaniu dziecka przed jego narodzinami. Jak zawsze, także tu tylko w połowie pojmują skutki przejawiające się na zewnątrz.

Jak często to się zdarza, także w tym wypadku wnioski wyciągnięte z ich obserwacji są błędne. Wychowywanie przed narodzeniem jest absolutnie niemożliwe, zawsze jednak istnieje możliwość wpływania na przyciąganie, jeżeli dzieje się tak we właściwym czasie i z całą powagą! To przecież różnica, ponieważ w ten sposób można osiągnąć o wiele więcej niż przy pomocy jakiegokolwiek wychowywania przed narodzinami.

Kto wie już, o co chodzi, a jednak nadal łączy się bezmyślnie i lekceważąco, ten zasługuje na to, aby w jego najbliższą okolicę wdarł się ludzki duch, który może przynosić tylko niepokój, a nawet zło.

Dla duchowo wolnego człowieka nie powinno być płodzenie niczym innym, jak tylko dowodem na jego gotowość do przyjęcia na stałe do swojej rodziny jako gościa obcego ludzkiego ducha, aby dać jemu okazję do uwolnienia się na ziemi od starych włókien i do dojrzewania. Okazja do płodzenia powinna nastąpić tylko tam, gdzie obie strony są tego świadome i gorąco sobie tego życzą.

Patrzcie wreszcie na rodziców i dzieci tylko z punktu widzenia powyżej opisanej rzeczywistości, a wiele zmieni się samo przez się. Wzajemne odnoszenie się do siebie, wychowywanie i w ogóle wszystko stanie w ten sposób na innych, poważniejszych w porównaniu z dotychczas panującymi w tak licznych rodzinach, podstawach. Wzajemne względy i poszanowanie zaczną odgrywać ważniejszą rolę niż dotychczas. Świadomość samodzielności i dążenie do bycia odpowiedzialnym za cokolwiek przejawi się w naturalnym społecznym wzlocie narodu.

Lecz także dzieci wkrótce odzwyczają się od roszczenia sobie wobec rodziców praw, które nigdy nie istniały.

Dodaj komentarz

ZIEMSKI MAJĄTEK

ZIEMSKI MAJĄTEK

Bardzo często pojawia się pytanie, czy człowiek powinien wyrzec się ziemskiego majątku lub przestać się o niego troszczyć w wypadku dążenia do wartości duchowych.

Głoszenie takich zasad byłoby co najmniej niedorzeczne! Jeżeli mowa o tym, że nikomu nie wolno przywiązywać wagi do ziemskiego majątku, jeżeli dąży do królestwa niebieskiego, to nie oznacza to, że powinien ziemski majątek rozdać lub porzucić i żyć w nędzy. Człowiek może i powinien radośnie korzystać ze wszystkiego, co Bóg w stworzeniu jemu udostępnił.

To, że »nie wolno jemu lgnąć« do ziemskiego majątku, oznacza tylko, że człowiek nie powinien dopuścić do tego, aby najwyższym celem jego życia było gromadzenie ziemskiego majątku. Myśl ta nie powinna więc stać się jego obsesją.

Zajmowanie takiego stanowiska odciągałoby go w sposób oczywisty od celów wyższych. Nie interesowałby się nimi i nie miałby na nie czasu, ponieważ wszystkie włókna jego bytu zmierzałyby do jednego tylko celu: do gromadzenia majątku materialnego. To, czy chodziłoby przy tym o majątek jako taki, czy o radości życia z nim się wiążące, nie czyni żadnej różnicy, ponieważ wynik jest w zasadzie zawsze ten sam. Człowiek w ten sposób tylko wiąże się z ziemskim, a tracąc możliwość spoglądania w górę odcina się od możliwości wzlotu.

Ów fałszywy pogląd mówiący, że majątku świeckiego nie można połączyć z dążeniami do wzlotu duchowego, stał się w wypadku wielu ziemskich ludzi także przyczyną powstania niedorzecznego przekonania o niemożności pogodzenia żadnego kierunku duchowego z ziemskim majątkiem, jeśli praca nad duchem ma być traktowana poważnie. O dziwo, ziemska ludzkość nigdy nie uświadomiła sobie, jakie tym szkody sama sobie wyrządziła.

Ludzie ziemscy tym samym odbierają wartość najwyższym darom, do jakich w ogóle mają dostęp: darom duchowym. Ponieważ w wyniku zajmowania owego specyficznego stanowiska wszystkie duchowe dążenia skazane zostały, jak żebracy, na ofiary i datki, to stosunek do kierunków duchowych otrzymał niespostrzeżenie również taką samą etykietkę, jaka cechuje stosunek ludzi do żebraków. Dlatego wszelkie duchowe dążenia nie były traktowane z taką powagą, na jaką w rzeczywistości przede wszystkim zasługiwały.

To było także powodem tego, że wszelkie duchowe dążenia zawierały w sobie już od początku zarodek swej własnej śmierci, ponieważ będąc zależne od dobrej woli ludzi ziemskich nie mogły nigdy mocno stanąć na własnych nogach. Poważnie poszukującemu człowiekowi nie wolno więc nigdy gardzić świeckim majątkiem po prostu dlatego, aby mógł chronić i obronić przed ludzkością to, co dla niego jest najcenniejsze duchowość. Świeckiego majątku powinien w świecie gęstomaterialnym używać jak tarczy, aby mógł odpierać materialne materialnym.

Byłoby w tym przecież coś niezdrowego, gdyby troszczący się o wzlot duchowy pogardzali w czasach materializmu najmocniejszą bronią swych bezwzględnych przeciwników! Byłaby to lekkomyślność mogąca się bardzo mocno zemścić.

Dlatego wy, którzy naprawdę wierzycie, nie pogardzajcie majątkiem świeckim, ponieważ mógł on zostać utworzony także tylko Wolą Boga, którego chcecie przecież czcić! Nigdy nie pozwólcie jednak na to, aby poczucie posiadania świeckiego majątku ukołysało was do snu, lecz używajcie go w zdrowy sposób.

Tak samo trzeba podchodzić do owych szczególnych darów, jakimi są siły mogące leczyć różne choroby lub do innych podobnych zdolności. W swojej naiwności, którą właściwie można nazwać bezczelnością, ludzie ziemscy myślą sobie, że owe właściwości powinni mieć do dyspozycji za darmo, ponieważ ponoć zostały zesłane z duchowości także za darmo, aby z nich korzystać. Dochodzi wręcz do tego, że niektórzy oczekują przejawów specjalnej wdzięczności za to, że w momencie najwyższej potrzeby łaskawie skorzystali z takiej pomocy. Takim ludziom ziemskim nie powinno się pomagać, nawet gdyby była to jedyna rzecz, która mogłaby ich jeszcze uratować!

Obdarzeni takimi zdolnościami powinni najpierw sami nauczyć się bardziej doceniać wartości owego daru ofiarowanego im przez Boga, aby znowu nie rzucali pereł przed wieprze. Jeżeli mają naprawdę pomóc, to potrzebują w tym celu o wiele więcej cielesnej oraz subtelnomaterialnej siły i tak samo zresztą czasu, niż adwokat błyskotliwie broniący klienta lub lekarz odwiedzający swych chorych czy też malarz tworzący obraz. Nikomu nigdy nie wpadłoby do głowy, aby żądać bezpłatnej pomocy od prawnika, lekarza czy malarza. A przecież zdolność kojarzenia faktów, która potrzebna im jest do wykonywania ich zawodów, jest także tylko »Bożym darem« i niczym innym. Odrzućcie wreszcie swoje żebracze łachmany i pokażcie się w szacie, która wam się należy.

Dodaj komentarz

W TYCH OSTATECZNYCH CZASACH

W TYCH OSTATECZNYCH CZASACH

453.

Wszystko co się do ciebie garnie jest ważne, szczególnie gdy dotyczy to twojego wnętrza, osobistego »ja«, twojego sumienia. Te wewnętrzne podpowiedzi są szczególnie ważne i choć brzmią jak tchnienie na wietrze, to są cenniejsze niż twoje tępe rozmyślanie. I gdy wokół ciebie będą się działy różne zjawiska wręcz szokujące, ty musisz pamiętać o odczuciach z wnętrza płynących, gdyż to one wyprowadzają cię z każdej trudnej sytuacji, nawet wtedy, gdy twój rozum nie będzie miał wyjścia i będziesz produkował tylko same wątpliwości.

I aby mieć czyste odczuwanie, aby być czujnym wewnętrznie nie możesz dać się zdominować przez mózg twój przedni, ulec strachowi, czyli bać się, bo to ciemności, które natychmiast odetną cię od ciebie samego prawdziwego, od twojego ducha i sparaliżowany idziesz w zatracenie, stajesz się łatwym łupem, żeruje na tobie ciemność, aż już ciebie nie będzie.

Dlatego należy utrzymywać cały czas stan czujności wewnętrznej, inaczej już was nie będzie wśród żywych duchowo czyli wewnętrznie.

Sami się już wkrótce o tym przekonacie. Czy zdążycie się tego nauczyć? Życie na was wymusi, aby przetrwać. Do czterech umiecie liczyć, to pamiętajcie; co czwarty, piąty przeżyje wydarzenia, reszta w zatracenie na waszych oczach.

Popatrzcie na Greka, tam jedno wydarzenie sieje w skutkach zwrotnych w całym kraju spustoszenie, czy to przypadek, pomyślcie i odczujcie, a będziecie mieć pewność. Jaka siła musi pobudzić młodych ludzi do tak skrajnych czynów, a to przecież był tylko jeden impuls.

Patrzmy szerzej, pojawią się nie mniej tragiczniejsze sytuacje, a wy będziecie przymuleni patrzeć dalej, aż wam spalą chałupę, dobytek i ziemska rodzina przy życiu wam się nie ostanie, i co wtedy powiecie, że straszę, czy dziś nie mówię jak tego uniknąć, bo widzę nadchodzący rozwój wydarzeń.

Pomyślcie, a potem krzyczcie, odczujcie i wyciągnijcie wnioski jak jeszcze potraficie, przecież macie być czujni wewnętrznie i logiczni, pamiętajcie, a może przeżyjecie fizycznie i duchowo.

Czas pokaże co zrobicie, w Świetle wydarzenia już zachodzą, przed 1 września 1939 roku też wielu nie brało pod uwagę tak wielkiego narodowego nieszczęścia.

Czy z historii potraficie wyciągać wnioski? Pewnie nie, bo byście byli duchowo żywi, a wy przecież nadal jesteście martwi, a Ja piszę waszą mowę pogrzebową do waszej krypty, będziecie mieli szczęście jeżeli wam ktoś grób wykopie i odprowadzą wasze ziemskie ciało w kondukcie pogrzebowym, bo duch wasz trafi na pewno do leja rozkładu. Co czwarty, piąty przeżyje, pamiętajcie o tym!

Sędzia Boży!

Dodaj komentarz

CZY MOŻNA POLECAĆ PRAKTYKI OKULTYSTYCZNE I EZOTERYCZNE?

CZY MOŻNA POLECAĆ PRAKTYKI OKULTYSTYCZNE I EZOTERYCZNE?

46.

Jest to jednostronne dążenie po omacku naprzód, z dołu do góry, przy którym nigdy nie można przekroczyć tak zwanego pasma ziemskiego. Wszystkie zjawiska i procesy, które mogą w konkretnych warunkach nastać, są zawsze tylko niskiego lub najniższego gatunku i nie mogą człowiekowi pomagać, aby dostał się w swym wnętrzu wyżej, lecz mogą łatwo go zawieść.

Człowiek w ten sposób może przeniknąć tylko do najbliższej okolicy subtelnomaterialnej, w której istoty inteligentne posiadają często o wiele niższy stopień poznania niż ludzie ziemscy. Wszystko, co może człowiek w ten sposób osiągnąć, to to, że otwiera się na działanie nieznanych i groźnych dla niego nurtów, przed którymi byłby chroniony właśnie tym, że by się na nie nie otworzył.

Kto w wyniku praktyk okultystycznych czy ezoterycznych stał się jasnowidzący lub jasnosłyszący, ten często w owej okolicy niskiego gatunku widzi lub słyszy także coś, co pozornie jest wzniosłe i czyste, chociaż ma to do tego bardzo daleko. Na to nawarstwia się jeszcze jego własna, ćwiczeniem mocno podrażniona fantazja, która również wytwarza środowisko widziane i słyszane później przez adepta, i chaos gotowy.

Taki ziemski człowiek, stojąc na chwiejnych nogach z winy sztucznych praktyk, nie może poznać, nie może nawet przy najlepszych chęciach rozróżniać ostrej granicy między prawdą a iluzją, ani granic leżących między tysiącami form w subtelnomaterialnym życiu. No i w końcu trzeba się liczyć z zawsze dla niego szkodliwym działaniem niskich wpływów, na które sam się z wielkim wysiłkiem dobrowolnie otworzył, a którym nie może przeciwdziałać siłą wyższego gatunku. W ten sposób staje się wrakiem bez steru, dryfującym po otwartym morzu i niebezpiecznym dla wszystkiego, z czym wejdzie w kontakt.

To sytuacja całkiem podobna do tej, kiedy człowiek nieumiejący pływać potrafi płynąć w obcym żywiole posługując się łodzią, która doskonale go zabezpiecza. Można to porównać z ziemskim życiem. Jeżeli jednak podczas pływania usunie z dna łodzi, która człowieka chroni, deskę, to powstanie wyrwa, przez którą wtargnie woda pozbawiając go azylu i porywając go ze sobą. Taki nieumiejący pływać człowiek staje się ofiarą obcego żywiołu.

To samo dzieje się także podczas praktyk okultystycznych i ezoterycznych. Człowiek usuwa tylko deskę z dna chroniącej go łodzi, nie uczy się jednak pływać!

Lecz są także pływacy, którzy zwą siebie mistrzami. Pływacy w tej branży to tacy ziemscy ludzie, którzy posiadają już pewną cechę wrodzoną i poprzez praktyki okultystyczne czy ezoteryczne podali jej rękę, aby ją rozwinąć i starają się nieustannie w ten sposób ją pogłębiać. W takich wypadkach łączą się ze sobą mniej lub bardziej przygotowana zdolność i sztuczne praktyki. Nawet najlepszemu pływakowi ustanowiono jednak dosyć ograniczone pole działania. Jeżeli odważy się wypłynąć za daleko, to jego siły osłabną i w końcu skończy tak samo, jak ten, który nie umiał pływać w ogóle, jeśli… podobnie jak nie umiejący pływać nie otrzyma pomocy.

Taka pomoc może w świecie subtelnomaterialnym przyjść tylko ze światłych wyżyn, z czysto duchowego i to tylko wtedy, jeżeli osoba zagrożona osiągnęła w rozwoju swego ducha dany stopień czystości, z którą pomoc może się później połączyć i udzielić wsparcia. Czystości takiej nie można jednak osiągnąć poprzez praktyki okultystyczne czy ezoteryczne, lecz tylko poprzez osiągnięcie wyższego stopnia wewnętrznej, prawdziwej moralności w nieustannym zwracaniu wzroku w stronę czystości Światła.

Jeżeli człowiek podążał taką drogą, to z czasem doprowadzi go ona do konkretnego stopnia wewnętrznej czystości, a ta z kolei w naturalny sposób odbije się w jego myślach, słowach i uczynkach umożliwiając jemu coraz silniejszą łączność z czystymi wyżynami, z których później popłynie do niego w zwrotnym działaniu zwielokrotniony nurt siły.

Przez to uzyskał połączenie przebiegające przez wszystkie stopnie pośrednie, to zaś podtrzymuje go i daje jemu oparcie. Potem nie trzeba już długo czekać, a otrzyma bez własnych wysiłków to, co bezskutecznie usiłowali osiągnąć pływacy. Nieugięte prawa działania zwrotnego obdarują go jednak ostrożnie i tylko w takim stopniu, aby mógł dar ów opanować własną siłą. W ten sposób z góry wykluczono jakiekolwiek zagrożenie.

Odgradzająca bariera, którą można porównać z deską łodzi, staje się w ten sposób coraz cieńsza, aż w końcu zniknie całkiem. Nastaje wtedy taki moment, kiedy człowiek czuje się w świecie subtelnomaterialnym aż po światłe wyżyny tak, jak ryba w wodzie. Tylko taka droga jest właściwa.

Wszystko, co osiągnięto w wyniku przeróżnych praktyk zbyt wcześnie, jest chybione. Woda jest bezpieczna tylko dla ryby, ponieważ jest »jej« żywiołem, do którego ryba jest świetnie przystosowana. Taki stopień przystosowania nie jest osiągalny nawet dla najlepiej wyszkolonego pływaka.

Kiedy ziemski człowiek rozpoczął praktykowanie okultyzmu, ezoteryki, to musiało zostać to poprzedzone dobrowolną decyzją. Skutkom tej decyzji zostaje później podporządkowany. Dlatego też nie może polegać na tym, że pomoc musi nadejść. Miał możliwość wcześniejszego podjęcia wolnej decyzji.

Człowiek ziemski namawiający do praktyk okultystycznych czy ezoterycznych innych ludzi, którzy są potem w różny sposób zagrożeni, bierze na siebie wielką część skutków winy każdej takiej jednostki. Będzie z wszystkimi takimi ludźmi subtelnomaterialnie mocno związany. Po ukończeniu swojego ziemskiego życia będzie musiał nieodwracalnie runąć aż na dół do tych, którzy go poprzedzili, którzy niebezpieczeństwom podlegli. Dotrze aż do tego, który upadł najgłębiej.

Sam nie będzie mógł poruszać się w górę dopóty, dopóki nie pomoże każdej swej ofierze w odnalezieniu właściwej drogi wzwyż i dopóki każda z ofiar nie dogoni straconego czasu. To jest wyrównanie w działaniu zwrotnym, a równocześnie ofiarowana łaska, która umożliwia naprawienie błędów i jego własny wzlot.

A jeżeli ktoś działał nie tylko słowem mówionym, lecz także pismem, to działanie zwrotne przygniecie go jeszcze bardziej, ponieważ książki szkodzą dalej po jego ziemskiej śmierci. Taki człowiek musi w życiu subtelnomaterialnym czekać dopóty, dopóki nie przestaną pojawiać się ludzie zwiedzeni przez jego słowo pisane, ponieważ takim musi pomagać dostać się w górę. W ten sposób mogą upłynąć całe stulecia.

To mówiąc wcale jednak nie twierdzę, że sfera świata subtelnomaterialnego powinna pozostać dla życia ziemskiego zamknięta i odizolowana!

Ludzie wewnętrznie dojrzali stwierdzą zawsze we właściwym czasie, że czują się jak w domu tam, gdzie na innych czyha niebezpieczeństwo. Wolno im Prawdę widzieć i krzewić ją dalej. Posiądą jednak przy tym jasne rozeznanie w sprawach grożących tym, którzy praktykami okultystycznymi czy ezoterycznymi chcą jednostronnie wedrzeć się na niziny nieznanej im ziemi. Owi wewnętrznie dojrzali ludzie nigdy jednak nie będą nikogo namawiać do praktyk okultystycznych i ezoterycznych.

Dodaj komentarz

BLOKADA UKŁADU KRĄŻENIA

BLOKADA UKŁADU KRĄŻENIA

451.

Każdy ludzki duch, który nie podąża drogą rozwoju duchowego blokuje sobie układ krążenia krwi w ziemskim ciele. Krew jest przez niewydolne serce źle pompowana, niewłaściwy skład krwi i złe promieniowanie, układ oczyszczenia krwi nie funkcjonuje należycie, do krwi nie są dostarczane składniki odżywcze, a i tlen nie nasyca krwi należycie.

I jak z takimi dysfunkcjami może ktokolwiek na ziemi dobrze funkcjonować?

Nie ma ani jednego takiego!

Co twór ziemski robi?

Idzie do lekarza ziemskiego, robią mu ziemskie badania, które są niepełne i jakże odległe od doskonałego odczuwania, dostaje skierowanie na stół, albo receptę. Na stole jak świnia skończy, a w aptece dostanie taką chemię, która go rozłoży.

Czytelniej nie trzeba opisać stanu obecnej medycyny grobowej ziemskich ludzi rozumu.

Co można w zamian?

Można się wyleczyć samemu i wspomóc Siłą, którą Mam od Stwórcy. Ocena stanu zdrowia powie każdemu, które miejsca, czy organy są osłabione, chore, czy niewydajne. Następnie zostaną oczyszczone. Pacjent dowie się dlaczego ma taki zły stan swojego ziemskiego ciała, w czym tkwi przyczyna i co należy zrobić, aby to odczynić. Po tym wszystkim jest uzdrowienie i jak trzeba to wzmocnienie.

Pacjent zaczyna wracać do lepszego zdrowia, już po zabiegu lepiej się czuje, organizm odreagowuje, jest zdrowszy, a i logiczne myślenie szybko powraca. I oby pacjent ten stan utrzymał, czego oczywiście uczę.

Jeden dobry Uzdrowiciel, a osobiście znam dwóch ludzkich duchów z tym darem, to Tyara i Mojżesz, potrafią, każdy z osobna o wiele więcej niż współczesna placówka medyczna licząca personelu kilka tysięcy osób.

Sprawdźcie w swoich kartach chorobowych, wy którzy jesteście leczeni i dalej chorzy, gdzie tu sens i logika.

Ona wtedy będzie, gdy białe fartuchy w duchach medyków zaczną się przejawiać, a tak to macie tylko złudzenie czystości. A i można powiedzieć zdecydowanie, że cała szpitalna wiara jest zdecydowanie rozchorowana.

Myśl i odczuwaj pacjencie, z kim i czego ci przybędzie, bo Ja widzę, że w gorszym stanie energetycznym i co za tym idzie też zdrowotnym wychodzicie po każdej wizycie u ziemskiego medyka.

Medycyna naukowa już zanika obciążona drogim sprzętem rozumowym, nietrafnymi diagnozami i ujemnym leczeniem. Pozostawiony sobie sam pacjent w lepszym stanie wielokrotnie jest dalej choć osłabiony, niż ten, który wejdzie w świat głębokich kieszeni.

Cóż, system finansowy idzie raźno w zatracenie, to i medycyna naukowa odchodzi w zapomnienie, a obecne sygnały mówią wyraźnie, że tak jest.

A jak to będzie wyglądało w przyszłości?

Uzdrowiciel naturalny, to doradca jak żyć, aby służyć, w swoim ziemskim ciele jako duch, Stwórcy. Otrzyma poradę, naturalny lek i siłę do uzdrowienia. A jak trzeba będzie dokonać ingerencję wewnętrzną, to zrobi to lepiej niż rozumowy chirurg czy inny dziwny medyk z trudną ziemską specjalizacją nikomu nie przynoszącą pożytku.

Patrzmy uważnie bo wydarzenia szybko pokazują wszystko, co oddaliło się od Bożych praw.

Uzdrowiciel ze Światła

Jezus Chrystus

Dodaj komentarz

JEZUS CHRYSTUS W TELEWIZJI

JEZUS CHRYSTUS W TELEWIZJI

441.

Niczym złodziej filmowany ukrytą kamerą, już na nic innego dziennikarza Monikę D. z Polsatu nie stać. Film nie stanowi ciągu logicznej wypowiedzi, a próbuje się Syna Bożego pokazać w cieniu.

Lecz Światło jasno ukazuje jak dominikanie czytaj księża, pseudo lekarze czytaj psycholodzy, czy inni uczestnicy całego zdarzenia mdłe mają pojęcie o sobie samych, a o Synu Bożym najmniejszego pojęcia.

Chory świat ułudy, fałszywy obraz w telewizji.

Dziennikarz miał problem z gardłem, gdyż kłamliwy zamiar ją do Mnie skierował, brak pokory z kolan jej pochodził, układ trawienny nie funkcjonuje, gdyż swojego życia nie trawił, a nadmierne myślenie to dysfunkcja jej mózgu przedniego uciskiem się przejawił.

Osoba została oceniona zdrowotnie i oczyszczona, a bród ukazał się na Moich rękach i symbolicznie została zmyta jak cały ten materiał nagrany i niekompletny poskładany. Skutek zwrotny na dziennikarzu się przejawi, a i Polsat jako narzędzie nie zostanie oszczędzony.

Albo pokazuje się całość nagrania i wynikający z tego sens, albo przekazuje się niepełną wypowiedź ukrytą kamerą.

W Mojej wypowiedzi niosę pomoc potrzebującym, uzdrawiam chorych, ich ziemskie ciała zdrowieją, duchowo ożywają i ani jednego nie ma, który by nie otrzymał łaski uzdrowienia. Wzmacniam słabych w wierze i podnoszę na duchu, otrzymujecie łaskę na odczynienie grzechów, gdy pojmiecie dlaczego chorujecie, gdyż podaję przyczynę waszej dolegliwości czego medyk tzw. lekarz nie potrafi i możecie się uwolnić od klątwy, która wam ciążyła na życiu.

Pani Monika D. przyszła do Mnie z fałszywym znakiem, miała nieczysty zamiar, lecz program Interwencja w Polsacie stał się głośną reklamą Moją Syna Bożego, Świętego Graala na ziemi, największego Uzdrowiciela, który uzdrawia energią i leczy ludzkie duchy jakże skutecznie!

Pozdrawiam!

Jezus Chrystus

Dodaj komentarz

ZAWIESILIŚCIE SIĘ LUDZIE!

ZAWIESILIŚCIE SIĘ LUDZIE!

Jak program w komputerze, ani tu, ani tam was nie można włączyć, trzeba was wyłączyć i wtedy może jeszcze raz wystartujecie.

Jednak dalej macie stary, fałszywy, niedziałający program. Musicie wszystko nowe sobie zamontować już bez lucyferyzmu żadnego.

Nie możecie ze starego nic już wziąźć, nawet pyłku najmniejszego, bo wniknie w wasz system, tak jak atomy z pożywienia waszego, czy wody.

Wnikną w wasz system nerwowy zmieniając was całkowicie, tak wasz źle działający układ nerwowy będzie dawał wam fałszywy was obraz zdrowotny.

Tak na was działa chemia podczas przyjmowania różnorodnych specyfików w płynach czy tabletkach nie ma znaczenia, działa na was mocna, zła i ciemna forma, to narkotyki dla was w tabletkach, używkach, w waszych słowach, myślach i czynach. Nie ma znaczenia. Nie umiecie, zapomnieliście, nie chcecie już walczyć o siebie czystego człowieka.

Gdy ze mną się spotykacie, czytacie moje Słowo, którym Jestem, to się wyzwalacie, choć na początku przejawiają się bólem miejsca, które zarażone, chore macie. Toksyny – chemia uwalnia się do krwiobiegu, jest wydalana, a i boli godzinę, tydzień, zależy jak głęboko chemia i ciemne formy was przygniotły, wniknęły w was samych.

Ale i tak szybciej zdrowiejecie niż w medycynie szpitalnej, błąkając się w aptekach.

Dając sobie szansę sami się ratujecie, ale gdy nie chcecie, nic już was nie uratuje, żaden ziemski specyfik, organ przeszczepiony albo dziwny medyk.

Siła płynie od Stwórcy do mnie i do was, do moich apostołów, uczni i was czytelników Słowa Przesłania Miłości czy Świętego Graala.

Trzeba zawalczyć o siebie, więc walczcie, przekazuje jak i to praktycznie, a zarazem skutecznie, lecz gdy przychodzicie już duchowo martwi, to się sądzicie ostatecznie.

Witam żywych duchowo i do Światła, żegnam martwych duchowo i do leja rozkładu, a duchy bez świadomości na swoje miejsce w późniejszym stworzeniu!

 

Jezus Chrystus

Głos Boży

Dodaj komentarz

Starsze wpisy »