SPIRYTYZM
47.
Spirytyzm! Medialność! Na temat tych pojęć ciągle toczą się zażarte spory i dyskusje stawiające oba te zjawiska raz w negatywnym, innym razem znowu w pozytywnym świetle. Moje zadanie nie polega na mówieniu o przeciwnikach spirytyzmu i ich gorliwości. Byłaby to czysta strata czasu. Każdemu logicznie myślącemu człowiekowi wystarczy tylko przeczytać o sposobach, jakimi przeprowadzane są tak zwane badania, aby poznał, że w badaniach tych odzwierciedla się totalna ignorancja »badaczy«.
Dlaczego? Jeżeli chcę zbadać suchy ląd, to muszę się kierować jego właściwościami. Jeżeli jednak chcę zbadać morze, to nie pozostaje mi nic innego, niż podporządkować się właściwościom wody i używać w tym celu środków, które owym właściwościom odpowiadają.
Moje badania bardzo szybko zakończyłyby się fiaskiem, gdybym do badania żywiołu wodnego chciał użyć łopaty, rydla lub wiertła. Ale czy mam zaprzeczyć istnieniu wody dlatego, że można ją, w przeciwieństwie do suchego gruntu, bardzo łatwo przeniknąć rydlem? Albo to, że nie można po niej chodzić tak samo jak po lądzie?
Przeciwnicy zaoponują: »Jest przecież różnica! Wodę widzę i czuję, a więc nie mogę twierdzić, że jej nie ma!«
Jeszcze nie tak dawno bardzo energicznie przeczono istnieniu milionów kolorowych stworzonek żyjących w kropli wody, a dziś o nich wie każde dziecko. A dlaczego tak się działo? Tylko dlatego, że nie można ich było zobaczyć! Ów nowy świat można było poznać i obserwować dopiero z chwilą odkrycia i udoskonalenia instrumentu dostosowanego do warunków w świecie tym panujących.
Tak samo jest ze światem pozamaterialnym, z tak zwanymi zaświatami! Stańcie się nareszcie ludźmi widzącymi! Potem dopiero ważcie się na różnego rodzaju oceny! To zależy od was, a nie od zaświatów. Posiadacie w sobie oprócz swojego gęstomaterialnego ciała także materię świata pozagrobowego, podczas kiedy mieszkańcy zaświatów ciała gęstomaterialnego już nie mają.
Żądacie i oczekujecie, że mieszkańcy zaświatów zbliżą się do was i dadzą na przykład jakiś znak lub sygnał itp., a oni przecież nie panują już nad gęstomaterialnością. Oczekujecie od nich, aby udowodnili wam swoje istnienie, podczas gdy wy sami, wykorzystując oprócz gęstomaterialności także materię zaświatów, zajmujecie wyczekującą pozycję sędziego.
Budujcie mosty, wy, którzy możecie je budować! Zacznijcie wreszcie używać tej samej subtelnej materii, którą również wy macie do dyspozycji i stańcie się widzącymi! Albo nie rozumiejąc, o co chodzi, zamilczcie karmiąc nadal tylko gęstomaterialne, a to coraz bardziej będzie obciążać wasze ciało subtelnomaterialne.
Kiedyś nadejdzie czas, kiedy wasze ciało subtelnomaterialne będzie musiało oddzielić się od ciała gęstomaterialnego. Będzie potem osłabione leżało, ponieważ całkiem odzwyczaiło się od latania. Przecież to wszystko także podlega prawom ziemskim w takim samym stopniu, jak ciało ziemskie.
Tylko ruch daje siłę! Niepotrzebne wam są media, aby poznać subtelnomaterialność. Obserwujcie życie, które wasze własne ciało subtelnomaterialne prowadzi w was. Dajcie mu swą wolą wszystko, czego mu potrzeba, aby mogło się wzmocnić. A może chcecie zaprzeczyć także istnieniu waszej woli, ponieważ nie możecie jej zobaczyć i dotknąć?
Jakże często odczuwacie skutki działania waszej woli w sobie samych. Czujecie je bardzo wyraźnie, a przecież nie możecie ich widzieć ani złapać. Może to być euforia, radość lub smutek, gniew lub zawiść. Jeżeli wola przejawia się w skutkach, to musi mieć także siłę, powodującą ciśnienie; albowiem gdzie przejawiają się skutki, gdzie coś odczuwamy, tam musi być także ciśnienie. A gdzie istnieje ciśnienie, tam na pewno działa jakieś ciało, coś konkretnego, z tego samego gatunku materii. W przeciwnym wypadku ciśnienie nie powstałoby.
Muszą to więc być konkretne formy z takiej materii, której swym gęstomaterialnym ciałem nie możecie ani widzieć, ani dotknąć. Taka właśnie jest materia zaświatów, którą możecie poznać tylko wtedy, jeżeli posłużycie się czymś, co jest tego samego co ona gatunku i co tkwi także w waszym wnętrzu.
Spór o to czy istnieje życie po ziemskiej śmierci, czy też go nie ma, jest bardzo dziwny, czasami aż śmieszny. Kto umie myśleć i obserwować spokojnie, bez uprzedzeń i własnych życzeń, ten bardzo szybko dojdzie do wniosku, że rzeczywiście wszystko, naprawdę wszystko wskazuje na wielkie prawdopodobieństwo istnienia świata będącego z innej materii, której dzisiejszy przeciętny człowiek nie potrafi zobaczyć. Istnieje cała masa procesów nieustannie pozwalających ów świat przeczuwać, których po prostu nie można nie zauważać i odsuwać na bok jako nieistniejące.
Wręcz na odwrót – prócz życzeń wielu ziemskich ludzi nic nie świadczy o tym, że po ziemskiej śmierci nastaje zupełny koniec. Ludzie ci w ten sposób bardzo chętnie pozbyliby się jakiejkolwiek odpowiedzialności duchowej, która nie bierze pod uwagę sprytu i wykształca jedynie prawdziwe uczucia.
Obecnie kilka słów o zwolennikach spirytyzmu, spirytualizmu i im podobnych kierunków. Wszystkie takie kierunki są obciążone wielkimi pomyłkami i to bez względu na to, jaką noszą nazwę!
Owi zwolennicy stanowią dla Prawdy o wiele większe zagrożenie niż jej przeciwnicy i powodują o wiele większe szkody!
W ich niezliczonych zastępach jest zaledwie kilku takich, którzy pozwolą sobie powiedzieć prawdę. W większości wypadków są zaplątani w olbrzymi krąg drobnych pomyłek, które nie pozwolą im już odnaleźć drogi do prostoty Prawdy. Gdzie tkwi wina? Może w mieszkańcach zaświatów? Na pewno nie! A może w mediach? Także nie! Winę za to ponosi tylko i wyłącznie każdy sam! Nie traktuje siebie samego z dostateczną powagą i surowością, i nie chce zerwać z panującymi przesądami i uprzedzeniami. Obawia się, że rozwieje się jego obraz tamtego świata, który sam sobie wytworzył i który przez długi czas pozwalał mu w jego fantazji odczuwać nabożną grozę, jak również pewnego rodzaju błogość.
I biada temu, kto odważy się obraz ten naruszyć! Dla takich ma każdy zwolennik spirytyzmu pod ręką zawsze kamień, którym gotów jest rzucić! Mocno trwa przy swych poglądach i gotów jest raczej nazwać kłamcami i kusicielami mieszkańców zaświatów lub oskarżyć medium o niezdolność niż w spokoju zastanowić się sam czy przypadkiem jego poglądy nie były fałszywe.
W którym miejscu mam rozpocząć, aby zniszczyć taką ilość chwastów? Byłaby to praca bez końca. Niech więc wszystko, co tu mówię, przeznaczone będzie tylko dla prawdziwie poszukujących; albowiem tylko tacy mogą znaleźć.
Przytoczę przykład: Ktoś umówi się na seans z medium i nieważne, czy jest ono sławne, czy też nie! Razem z nim przyjdą na spotkanie z medium także inni. Rozpoczyna się »seans«. Medium »nie sprawdzi się«. Całe przedsięwzięcie kończy się fiaskiem. Co nastąpi dalej? Ktoś powie: medium nic niewarte. Inny zauważy: cały ten spirytyzm jest do niczego. Badacze z całą powagą ogłaszają: kilkakrotnie sprawdzone zdolności medium były oszustwem, ponieważ w naszej obecności medium do niczego nie było zdolne. A »duchy« milczą!
Wierzący oraz zwolennicy spirytyzmu odchodzą jednak przygnębieni. Opinia medium w ten sposób zostaje nadszarpnięta, a przy częstszych wpadkach tego typu istnieje niebezpieczeństwo całkowitej utraty zaufania w jego zdolności.
Jeżeli medium w dodatku posiada kogoś w rodzaju menażera i jeżeli wiążą się z tym dochody pieniężne, to taki menażer będzie nerwowo nalegał, aby medium trochę jednak się wysiliło, ponieważ ludzie za to płacą itp. Krótko mówiąc: zapanują wątpliwości, niezadowolenie, szyderstwo i w końcu podczas następnego występu medium będzie kurczowo starało się wpaść w trans. W trakcie takich wysiłków może się zdarzyć, że nieświadomie powie coś, co »prawdopodobnie usłyszało« lub zacznie wprost oszukiwać, a to dla »mówiącego« medium nie jest znowu tak wielkim problemem.
W takim wypadku zapadnie wyrok następujący: oszustwo i zaprzeczenie wszelkim osiągnięciom spirytyzmu, ponieważ chyba rzeczywiście kilku ziemskich ludzi o mediumicznych zdolnościach poszło niezbyt uczciwą drogą, aby uniknąć narastających problemów. Zadam w związku z tym kilka pytań:
1. W której grupie ziemskich ludzi, bez względu na jej rodzaj działalności, nie ma oszustów? Czy gdzie indziej, w wypadku odkrycia kilku nieuczciwych indywiduów, równocześnie zaprzecza się osiągnięciom poczciwych pracowników?
2. Dlaczego tak dzieje się właśnie tylko w wypadku spirytyzmu, a nigdy gdzie indziej?
Na te pytania każdy może sam sobie łatwo odpowiedzieć.
A więc kto ponosi główną winę za tak niepocieszający stan rzeczy? Medium nie, ale sami ziemscy ludzie! Swymi zbyt jednostronnymi poglądami, a przede wszystkim swą absolutną ignorancją zmuszają medium, aby wybierało między niesprawiedliwymi oskarżeniami a oszustwem.
Bardzo rzadko się zdarza, aby ziemscy ludzie pozwolili pójść medium jakąś pośrednią drogą.
Mowa tutaj tylko o medium, które można traktować poważnie. Nie dotyczy to licznie występujących ziemskich ludzi z nieznacznymi tylko zdolnościami mediumicznymi, którzy starają się swój lichy talent wystawić na pierwszy plan. Nie mam także absolutnie zamiaru bronić licznych ziemskich ludzi gromadzących się wokół mediów. Prawdziwe wartości takich spirytystów pojawiają się tylko w wyjątkowych przypadkach. Wyjątek w tej grupie tworzą tylko poważni badacze, którzy interesują się tą dziedziną po to, aby się czegoś nauczyć, a nie dlatego, by sprzeciwić się, jako osądzający, którzy sami są zupełnie nieświadomi.
Większości tak zwanym wierzącym uczestnictwo w »seansach« nie tylko niczego nie daje, lecz stanowi ono stagnację lub krok wstecz. Stają się w ten sposób niezdolni do podjęcia jakiejkolwiek samodzielnej decyzji i w każdej sprawie pragną zaczerpnąć opinii »istot z tamtego świata«. Często w takich przypadkach chodzi o całkiem śmieszne ziemskie drobnostki.
Poważny badacz albo poczciwie poszukujący człowiek odczuwa zawsze rozgoryczenie, kiedy widzi niesamowite ograniczenie właśnie takich ziemskich ludzi, którzy przez całe lata przebywają w towarzystwie medium i czując się jak u siebie w domu są ich stałymi klientami.
Strojąc niezmiernie poważne i wzniosłe miny opowiadają niestworzone historie. Siedzą na »seansach« przejawiając fałszywą pobożność, byle tylko odczuć przyjemny, nerwowy dreszczyk, którego przyczyną jest przebiegający w ich fantazji kontakt z niewidzialnymi siłami.
W wielu takich przypadkach medium delektuje się pochlebstwami takich gości, którzy w rzeczywistości ujawniają w ten sposób swoje egoistyczne zachcianki zmierzające do jak najmocniejszych przeżyć. Lecz w ich przypadku takie przeżycie równoznaczne jest tylko z patrzeniem i słuchaniem, a więc z zabawami. Do przeżycia nie dojdzie przy tym nigdy.
Co więc o takich przypadkach powinien sądzić poważny człowiek?
1. Przede wszystkim to, że medium absolutnie nie może dodatnio wpłynąć na przebieg seansu. Może tylko otworzyć się i biernie czekać. Albowiem medium jest tylko instrumentem, z którego się korzysta, lecz który nie może wydać dźwięku, jeżeli nikt na nim nie zagra. Medium samo w sobie nie może więc zawieść. Kto w ten sposób argumentuje, ten tylko udowadnia, że jego poznanie jest bardzo ograniczone. Taki ziemski człowiek nie powinien parać się spirytyzmem i nie powinien na ten temat wygłaszać swoich opinii, ponieważ na pewno nie potrafi właściwie oceniać. Tak, jak powinien unikać uniwersytetu człowiek, któremu nauka wydaje się zajęciem zbyt pracochłonnym. Mówiąc w skrócie – medium to pomost, środek służący osiągnięciu konkretnego celu.
2. Następnie trzeba sobie uświadomić, że główne zadanie muszą spełnić uczestnicy seansu! Nie chodzi tu o wygląd zewnętrzny ani nawet o pozycję społeczną, ale o życie wewnętrzne każdego z uczestników!
Życie wewnętrzne to świat sam dla siebie i wiedzą o tym dobrze nawet najwięksi prześmiewcy. Wewnętrzne życie nie może być tak po prostu »niczym«, jeżeli posiada własne uczucia oraz własne twórcze, płodne myśli. Rozumując logicznie dojdziecie do wniosku, że chodzi w tym wypadku o subtelnomaterialne kształty i formy, które swym ciśnieniem powodują przebudzenie się uczuć, które w inny sposób nie mogłyby powstać.
Tak samo nie można by było oglądać w duchu żadnych wizji, gdyby ich tam nie było. Zaprzeczenie temu stanowiłoby największą lukę w prawach nauk ścisłych.
Tam musi więc coś być i rzeczywiście tam coś jest. Albowiem płodna myśl wytwarza w subtelnomaterialnym, a więc pozagrobowym świecie natychmiast odpowiadające jej kształty, których gęstość i zdolność życia zależna jest od siły uczucia danej twórczej myśli. Tak więc razem z tzw. wewnętrznym życiem człowieka powstaje równocześnie jego subtelnomaterialna okolica, która odpowiada jego życiu wewnętrznemu.
I właśnie owa okolica subtelnomaterialna ludzi wpływa wprost na medium, które potrafi się bardziej otworzyć na świat subtelnomaterialny. Może wpływać na medium dodatnio, lecz także może być to dla niego nieprzyjemne, a nawet bolesne. Dlatego właśnie może się zdarzyć, że rzeczywiste informacje płynące ze świata subtelnomaterialnego nie są przekazywane całkiem czysto. Przyczyną tego jest presja wywierana na medium przez ziemskich ludzi obecnych na seansie i posiadających niezbyt czyste duchowe lub subtelnomaterialne życie wewnętrzne.
Może to mieć jeszcze inne następstwa. Owa wewnętrzna nieczystość stanowi mur nie do przebycia dla czystszej subtelnomaterialności, tak więc z tego powodu do wymiany informacji albo wcale nie dojdzie, albo jest to przejaw tego samego subtelnomaterialnie nieczystego gatunku.
Jeśli uczestnicy seansu mają czyste życie wewnętrzne, zrozumiałym staje się możliwość połączenia z okolicą subtelnomaterialną, która odpowiada ich czystości. Jakiekolwiek dysproporcje stanowią jednak barierę nie do przebycia! Stąd właśnie owe olbrzymie różnice między poszczególnymi seansami, stąd ten chaos i bardzo częste przypadki całkowitego zawodu. Przyczyną tego wszystkiego są niezachwiane prawa czystej fizyki, które działają w taki sam sposób w zaświatach, jak tutaj.
Na podstawie powyższego wszystkie nieprzychylne opinie tzw. badaczy nabierają innego zabarwienia. A jeżeli ktoś potrafi obserwować procesy subtelnomaterialne, to musi się pod nosem uśmiechać, ponieważ wielu »badaczy« krytykując równocześnie wydaje wyrok na siebie i odkrywając swoje własne życie wewnętrzne krytykuje stan swojego ducha.
Inny przykład: Ktoś skontaktuje się z medium. Zdarza się, że za jego pośrednictwem rozmawia ze zmarłym krewnym. Przy okazji zapyta owego krewnego o radę w bardzo ważnej ziemskiej sprawie. Zmarły przekaże mu jakiś sposób rozwiązania tej sprawy, lecz nasz klient potraktuje to jak ewangelię, jak objawienie pochodzące nie z tego świata i dokładnie według rady tej postępuje. Po czasie spotka go wielkie rozczarowanie, które łączy się często z poważną ujmą.
A skutek? Klient zacznie przede wszystkim wątpić w rzetelność medium i może nawet w rozczarowaniu i złości podejmie konkretne kroki mające na celu zdyskredytowanie i publiczne oskarżenie medium, by ustrzec innych przed podobną stratą i niepowodzeniem.
Przy tej okazji musiałbym obecnie bliżej wyjaśnić życie na tamtym świecie i opisać, jak w wyniku przyciągania wszystkiego, co duchowo jednorodne, taki człowiek otwiera się na nurty świata pozagrobowego i jak jest potem przez owe nieprzyjazne nurty instrumentalnie wykorzystywany, stając się często zagorzałym przeciwnikiem podobnych metod. A czyni tak będąc przekonany o słuszności prawd, których broni i o powadze sprawy, którą w ten sposób dla ludzkości załatwia. W rzeczywistości jednak służy sprawom nieczystym i obciąża się karmą, potrzebując co najmniej całego dalszego życia na ziemi, aby ją odpokutować. Karma wytwarza ciągle nowe włókna tworząc w ten sposób sieć, w której ziemski człowiek tak się zaplącze, że w końcu, nie widząc wyjścia z sytuacji, zaczyna wściekać się i miotać.
Albo, rozczarowany klient wprawdzie nie uzna medium za oszusta, lecz zacznie poważnie wątpić we wszystko, co dotyczy świata pozagrobowego lub pójdzie wygodną drogą, tak jak tysiące innych, mówiąc sobie: »Co mnie w końcu obchodzą zaświaty. Niech sobie tym zawracają głowę inni. Mam coś lepszego do roboty«. Owo »lepsze« jest dla niego równoznaczne z gromadzeniem majątku, a więc ze służbą ciału i w ten sposób jeszcze bardziej oddala się od subtelnomaterialności.
Kto więc ponosi winę? Znów tylko on sam! Stworzył sobie niewłaściwy obraz, traktując radę z zaświatów jakby była ewangelią. To tylko i wyłącznie jego błąd i nie było w tym winy innych osób. Błędne było jego mniemanie, że zmarły dlatego, że jest subtelnomaterialny, stał się równocześnie do pewnego stopnia wszechwiedzący lub przynajmniej posiadający większe poznanie niż człowiek żyjący na ziemi.
W tym miejscu popełniają błąd setki tysięcy ziemskich ludzi. Wszystko, co zmarły człowiek wie dzięki swej przemianie to to, że równocześnie z tak zwaną śmiercią w rzeczywistości nie przestał istnieć.
Na tym też wszystko się kończy, chyba, że wykorzysta nadarzającą się w świecie subtelnomaterialnym okazję do dalszego dążenia wzwyż, a to jest także tam zależne w takim samym stopniu od podjęcia wolnej decyzji, jak od szczerego i trwałego wysiłku.
Jeżeli więc mieszkaniec zaświatów zostanie zapytany o rzeczy ziemskie, to odpowie zgodnie ze swoją wolą i przekonaniem, aby zadowolić pytającego. Jest przekonany, że przekazuje informacje jak najbardziej rzetelne. Nie uświadamia sobie tego, że nie jest zdolny do oceny warunków panujących na ziemi w takim samym stopniu, co człowiek na tej ziemi żyjący, ponieważ brak jemu gęstomaterialności, a ta jest przecież bezwarunkowo potrzebna do właściwej oceny.
Jego punkt widzenia musi więc być inny. Bez względu na to informację jednak przekazuje i daje w ten sposób w swym szczerym chceniu to, co w jego mniemaniu jest najlepsze. Nie można więc mieć pretensji ani do niego, ani do medium. Dlatego też nie jest zakłamanym duchem, ponieważ musimy z zasady rozróżniać tylko duchy świadome i nieświadome, a to z tej przyczyny, że w momencie, kiedy duch rozpocznie swój upadek, staje się cięższym, mniej czystym i równocześnie zawęża w naturalny sposób swój horyzont.
Duch w zaświatach daje i w ogóle działa ciągle według tego, co sam czuje: Żyje tylko uczuciem, a nie wyrachowanym rozumem, którego już nie posiada, ponieważ rozum nierozerwalnie połączony jest z ziemskim mózgiem, a tym samym z przestrzenią i czasem. Kiedy w momencie śmierci mózg przestał się liczyć, to duch nie może już myśleć i kalkulować, lecz tylko odczuwać, tylko bezpośrednio i ciągle przeżywać!
Popełniają błąd ci, którzy w sprawach ziemskich, związanych z przestrzenią i czasem, proszą o informację tych, którzy nie są już ograniczani ciałem i dlatego też spraw tych nie mogą pojmować.
Mieszkańcy zaświatów mogą rozróżniać, który kierunek działania w danym przypadku jest właściwy, a który nie, lecz o tym, w jaki sposób w danym kierunku iść, musi człowiek zadecydować sam, korzystając przy tym z ziemskich środków: swojego rozumu i swych doświadczeń. Musi wziąć pod uwagę wszystkie wchodzące w rachubę możliwości! To już jego praca.
Nawet wtedy, kiedy duch, który głęboko upadł, otrzymał możliwość przejawienia się i rozmowy, nie może nikt oskarżać go o kłamstwo i celowe mącenie dróg. On daje tylko to, co przeżywa i stara się równocześnie przekonać o tym innych. Nie może dawać niczego innego.
W ten sposób pośród spirytystów panuje niezliczona ilość mylnych poglądów.
»Spirytyzm« uzyskał niechlubną opinię. To nie jego wina, lecz wina większości jego zwolenników, którzy po nielicznych i w dodatku bardzo skromnych przeżyciach z euforią ogłaszali, że zasłona została dla nich uchylona. Potem gorliwie starają się dawać to innym ziemskim ludziom, przedstawiając im swój wyimaginowany obraz świata subtelnomaterialnego. Obraz ten wytworzyła ich nieokiełznana fantazja i to ona odpowiada najbardziej ich własnym życzeniom. Lecz takie obrazy rzadko kiedy zgadzają się z Prawdą!