Archiwum dla UZDROWICIEL i JASNOWIDZ

ZJAWY 2008 ROKU

ZJAWY 2008 ROKU

369.

Uwolnione furie, spuszczone ze smyczy, docierają do tych wszystkich, którzy nie współbrzmią w prawach Stwórcy i wyżywają się na nich. Żywią się ciemnymi niskimi cechami ziemskich ludzi np. strachem, niskimi żądzami i skłonnościami itp. Docierają do tak nieczystych ziemskich ludzi i ich pobudzają do działania, aż się wszystko nie wyżyje np. podpalenia, zabójstwa, samobójstwa, zamieszki…

Dodatkowo pracują inne jeszcze formy takie jak demony, które tak długo dręczą ziemskie duchy, aż je wykończą.

Jest jeszcze wiele takich dziwnych zjaw, które błąkając się po ziemi szukają swych żywicieli, a na ziemi mają duży żer.

Obecna nasilająca się Siła wszystko to ożywia i pobudza do działania, aby się wyżyło i zabrało wszystkich złych, zobaczcie ile tego robactwa wyszło na jaw, dzienniki codziennie to publikują.

Wiele tego z zakamarków waszych duchów wyjdzie, aż do dnia, gdy nagle wszystko się zapali i w ogniu Bożym spłonie.

Pochowaliście się za dziwnymi maskami, które nosicie, nazywacie się jak demony nieszczęść, gracie w różne ciemne gry, również wiele witryn ciemnych w Internecie odwiedzacie, czy kanały TV śledzicie. We wszystkich tych formach przekazu płynie do was jad ciemności, który doskonale można odczuć, lecz kierujący się tylko rozumem, jego czynnością nic z tego nie widzi. Potem skutki przebywania w tych niskich formach przekazujecie swojemu partnerowi, rodzinie ziemskiej, znajomym i w pracy, gromadzicie się w miejscach jednorodnych i się zatracacie. Wasze i tak mdłe promieniowania aury wzmacniają się, aby przybrać demoniczny charakter i tylko już szukacie okazji, aby się zatracić.

Teraz w tym wszystkim działa Boża Siła i pomaga wam wyjść z tego, dotyczy nielicznych, lub szybko w wielkich mękach upadacie w dół.

Mętne środowisko wszystkich Kościołów, fałszywych religii, ziemskich ośrodków tak zwanej edukacji, miejsc gdzie gromadzą się żądni władzy i finansowych zysków, to kolejne miejsca działania obecnie mocno ożywionych nurtów idących w zatracenie.

Całe narody, państwa, dostają Siłę, która powoduje zamieszki, strajki, różnego rodzaju wystąpienia grupowe i indywidualne. Gdzie ciemni mocno są osadzeni, tam także do nich kierują swą niszczycielską moc żywioły; wody, ognia, ziemi i powietrza. To tak wyraźnie rzuca się w ostatnich latach mocno w oczy, że tylko głupi nie zobaczy.

Ale dzień jutrzejszy przyniesie jeszcze więcej działań, aby te wszystkie ciemne nurty opisane i nieopisane mogły zabrać wszystkich tak dumnie służących wszystkiemu ciemnemu pod zarządem Lucyfera.

Cóż, oddaliliście się skutecznie od Mojego Ojca, Boga już nie znacie i nie chcecie poznać prawdziwego, to takim wyborem się zatraciliście. I choć mówicie puste słowa, że wierzycie, to Ja Syn Boży widzę, że kłamiecie. Wasz obecny teatrzyk ziemskich działań mówi, że brodzicie w tak obrzydliwej ciemnej mazi, że aż strach.

Ale się nie martwcie, w Królestwie Tysiącletnim was nie będzie, jest poza waszym zasięgiem. Tu są tylko czyści służący Mojemu Ojcu, jedynemu Bogu i nikomu innemu.

Niech wasze zatracenie przebiega dalej skoro tak tego się domagacie i trzeba wam pozwolić upaść, wielu się zatracić, abyście na sobie samym doświadczyli własnego wyboru dokonanego za namową waszego ciemnego pana, Lucyfera, którego na tronie w was samych, w mózgu przednim, w waszym rozumie posadziliście.

I tak dociera Światło, aby mogło się wasze chcenie przejawić prawdziwie i niech się z całą mocą przejawia już dzisiaj!

Dodaj komentarz

Głosi, że jest Bogiem i werbuje wiernych

Jezus Chrystus WrocławPOLSKA Gazeta Wrocławska

Głosi, że jest Bogiem i werbuje wiernych

24.10.2008

Wrocławski uzdrowiciel może być groźny. Wyznawców kusił na targach niezwykłości.
- Czy to prawda, że uważa się pan za Jezusa Chrystusa? – pytamy Romualda Statkiewicza. – Nie uważam się. Ja jestem Jezusem Chrystusem i mogę to udowodnić – odpowiada zdecydowanie.

Zdaniem pracowników Dominikańskiego Ośrodka Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych z Wrocławia, działalność mężczyzny może być niebezpieczna, bo stworzył on zalążek nowej sekty i od kilku miesięcy werbuje do niej ludzi. Ma już grupkę ludzi, która mu ślepo ufa. Niektórzy przestali utrzymywać kontakty z najbliższymi.
Jak ustaliliśmy, Statkiewicz chętnych na swoje “usługi” uzdrowiciela, jasnowidza, egzorcysty szukał na wrześniowych Wrocławskich Spotkaniach Zdrowia, Wróżb i Medycyny Niekonwencjonalnej w Hali Ludowej. Ale organizatorzy go nie kojarzą.
- Mógł się wystawić pod innym nazwiskiem – przyznaje Agnieszka Wardawa, rzeczniczka Hali.

- Znamy tego człowieka, tylko kiedyś posługiwał się pseudonimem Zachariasz – mówi dominikanin, ojciec Tomasz Franc. – Przez jakiś czas był związany z Haliną T., właścicielką księgarni ezoterycznej w Śródmieściu, która uznała siebie za boga i skupiła wokół siebie grupę ludzi. Byli pod tak mocnym jej wpływem, że oddawali jej część swoich dochodów. Na szczęście kobieta przestała działać. Ale pojawił się jej uczeń – opowiada ojciec Franc.

Dominikanin nie ukrywa, że ośrodek zajmujący się sektami miał już niepokojące sygnały w sprawie “nowego Jezusa”.
- Mieliśmy zgłoszenie od syna zaniepokojonego losem rodziców, którzy są wyznawcami ucznia – przyznaje dominikanin.
Dlaczego kontakty z “Jezusem” mogą być groźne dla ludzi?
- Jeśli ktoś uważa siebie za boga, może sobie rościć niesłuszne prawo do wszystkiego: naszych pieniędzy, naszego życia – twierdzi ojciec Franc.

Romuald Statkiewicz z wykształcenia jest wojskowym. Przez ponad 10 lat pracował w jednostce lotniczej we Wrocławiu. Ale mundur już dawno porzucił i wyprowadził się do Opola. Ostatnio zaczął prowadzić bloga jako “Jezus”. Na stronie przepowiada m.in. nadejście apokalipsy. Poza tym prowadzi działalność jako doradca życiowy i uzdrowiciel, który rzekomo wyleczy z wszystkich chorób, uwolni od klątw i czarów, ma moc jasnowidzenia. Oczywiście, nie za darmo.
Twierdzi, że wyleczył już wiele osób i mogą one to potwierdzić.
- Ja przekazuje im siłę do uzdrowienia. Problem w tym, że ludzie za dużo myślą, a za mało czują. Jestem tu po to, by im pokazać prawdę – tłumaczy. Podkreśla, że nikogo nie werbuje na siłę. A osoby z nim związane, to “ludzkie duchy, które go spotkały i zaczęły iść tą samą drogą”.

Dodaj komentarz

ŚMIERĆ

ŚMIERĆ

75.

Jest coś, w co wierzą wszyscy ziemscy ludzie bez wyjątku. To śmierć! Każdy jest przekonany, że śmierć nadejdzie. Jest to jeden z niewielu faktów, z którym nie łączą się żadne spory ani wątpliwości.

Chociaż wszyscy ziemscy ludzie już od najmłodszych lat liczą się z tym, że muszą kiedyś umrzeć, to i tak większość z nich nie dopuszcza do siebie myśli o tym. Wielu z nich nawet irytuje się, jeżeli w ich obecności przypadkiem zejdą rozmowy na ten temat. Inni znów z lękiem omijają cmentarze, unikają pogrzebów i starają się szybko pozbawić doznań związanych z napotkaniem konduktu pogrzebowego.

W dodatku ciągle dręczy ich ukryty strach przed niespodziewanym nadejściem śmierci. Nieokreślona obawa powstrzymuje ich od poważnego potraktowania owej nieodwracalnej rzeczywistości.

Trudno znaleźć jeszcze coś, co byłoby tak nieuniknione, a jednocześnie w myślach tak odkładane na bok, jak śmierć. A przecież oprócz narodzin nie ma w ziemskim życiu bardziej ważnego procesu niż śmierć. Jak bardzo rzuca się w oczy niechęć człowieka ziemskiego do rozważań na temat właśnie początku i końca swojego pobytu na ziemi. Rzeczom zaś mało ważnym lub wręcz błahym stara się nadać głęboki sens.

Człowiek ziemski bada i stara się dociec raczej do wszystkiego, co dzieje się w okresie między narodzeniem, a śmiercią, niż do spraw mogących przynieść jemu wyjaśnienie wszelkich zagadnień – spraw związanych z początkiem i końcem swojego ziemskiego życia. Śmierć i narodziny są ściśle połączone, ponieważ jedno jest wynikiem drugiego.

Jak mało powagi człowiek ziemski nadaje już samemu aktowi płodzenia! Z nadawaniem temu procesowi ludzkiego dostojeństwa można się spotkać tylko w nielicznych wypadkach. Ludzie ziemscy podczas owego procesu z upodobaniem sami siebie stawiają na poziomie zwierząt, lecz niewinności zwierząt nie potrafią przy tym dochować. W ten sposób schodzą pod ich poziom, albowiem zwierzęta postępują zawsze zgodnie z zajmowanym przez nich stopniem w stworzeniu.

Człowiek ziemski jednak nie potrafi lub też nie chce pozostać na stopniu, który jemu przysługuje. Schodzi coraz niżej i potem jest bardzo zdziwiony, kiedy widzi, że pod różnymi względami ludzkość zmierza nieustannie w dół.

Już wszystkie tradycje związane z weselem zmierzają do tego, aby małżeństwo traktować jak sprawę tylko i wyłącznie ziemską. W wielu wypadkach dochodzi wszystko tak daleko, że poważni ludzie odwracają się ze wstrętem od szczegółów, które niewątpliwie dotyczą tylko kontaktu ziemskiego. Wesela bardzo często zmieniają się wręcz w orgie handlarzy. Wszyscy rodzice, którzy posiadają świadomość swojej wielkiej odpowiedzialności, powinni w najbardziej surowy sposób zabronić swoim ziemskim dzieciom brania w nich udziału.

Chłopcy i dziewczyny, którzy przy zwyczajach i aluzjach towarzyszących tradycyjnym weselom nie odczuwają w swych wnętrzach budzącego się wstrętu i raczej nie odejdą świadomi własnej odpowiedzialności za swoje zachowanie i postępowanie, znajdują się już tak czy owak na tak samo niskim poziomie. Przy jakimkolwiek ocenianiu nie można ich brać już w rachubę. To tak, jakby także w tym wypadku ludzie ziemscy starali się przy pomocy narkotyku okłamywać sami siebie i udawać, że nie istnieje coś, o czym akurat nie chcą myśleć.

Kiedy jednak życie na ziemi opiera się na tak chwiejnych podstawach, co stało się już regułą, to można zrozumieć, że ludzie ziemscy starają się przejść bardzo szybko ponad faktem istnienia śmierci i okłamać samych siebie starając się kurczowo nie myśleć o niej. Fakt odsuwania na bok wszystkich poważniejszych myśli wynika z niskiego stopnia, na którym znajdują się podczas płodzenia. Bliżej nieokreślony strach, który niczym cień towarzyszy człowiekowi podczas całego jego ziemskiego bytu, wynika w większości wypadków z pełnego uświadomienia sobie lekkomyślności i niewłaściwości swojego postępowania, które nie jest godne człowieka samego.

Tak więc w końcu, nie mogąc w inny sposób osiągnąć spokoju, pozostanie im tylko kurczowe okłamywanie samych siebie i twierdzenie, że wraz ze śmiercią wszystko się kończy. Ludzie ziemscy potwierdzają tym samym, że są świadomi swoich kompleksów i swojego tchórzostwa wynikającego z istnienia ewentualnej odpowiedzialności lub trzymają się nadziei, że nie są o wiele gorsi od innych.

Lecz wszystkie te fałszywe wyobrażenia nie zmienią nawet w najmniejszym stopniu faktu zbliżania się do nich ziemskiej śmierci. A ona zbliża się z każdym dniem, ba, z każdą godziną!

Jakże żałosny widok można często oglądać w ostatnich godzinach wielu ludzi ziemskich, gdy starających się uparcie zaprzeczać istnieniu odpowiedzialności w życiu po śmierci zaczynają nagle dręczyć bojaźliwe pytania. Pytania te są dowodem na to, że nagle przestają wierzyć swoim przekonaniom. Lecz potem niezbyt może im to pomóc, ponieważ to znów tylko tchórzostwo pozwoli im przed wykonaniem wielkiego kroku z ziemskiego życia nagle zobaczyć, że życie po śmierci i z nim związana odpowiedzialność są możliwe.

Obawa, strach i tchórzostwo, tak samo, jak upór, nie mogą złagodzić lub usunąć koniecznych zwrotnych skutków wszelkiego postępowania. W taki sposób nie może nikt przejrzeć na oczy, a więc uzyskać poznania. Spryt rozumu, tak często wypróbowany podczas ziemskiego życia, jeszcze w ostatnich godzinach przed śmiercią sprawi umierającym ludziom ziemskim ze strachu fatalny kawał. Z powodu zwykłej ostrożności zechce nagle ów spryt szybko uczynić ziemskich ludzi rozumowo pobożnymi. I to w chwili, kiedy odłączanie się dalej żyjącego subtelnomaterialnego człowieka od jego gęstomaterialnego ciała osiągnęło już taki stopień, że życie uczuciowe w tym momencie równe jest sile rozumu, któremu było dotąd siłą podporządkowane.

To jednak nic im nie pomoże! Zbiorą to, co w swoim ziemskim życiu zasiali myśleniem i postępowaniem. Nawet tego najmniejszego w ten sposób nie zmienią, o naprawie nawet nie wspominając. Zostaną bez możliwości obrony wciągnięci w tryby bezwzględnie działających praw działania zwrotnego, aby w ten sposób przeżyć w subtelnomaterialności wszystkie swoje błędy. Aby więc przeżyć swoje myśli i uczynki, które powstały w wyniku niewłaściwego przekonania.

Tacy ziemscy ludzie powinni rzeczywiście obawiać się godziny, w której opuszczą swoje ziemskie ciało gęstomaterialne chroniące ich przynajmniej przez pewien czas, niczym wał ochronny, przed wieloma procesami subtelnomaterialnymi. Ów wał ochronny dano im, by za nim, jak za tarczą, mogli w spokoju zmienić się na lepsze lub nawet całkowicie rozwiązać wiele spraw, które bez owej ochrony musiałyby w nich twardo uderzyć.

To podwójnie, ba, dziesięciokrotnie smutniejsze, jeżeli ktoś kołysząc się, jak pijany, przebrnie przez miłosiernie darowany jemu czas ziemskiego życia lekkomyślnie okłamując samego siebie. Obawy i strach są więc w wypadku wielu ziemskich ludzi całkiem na miejscu.

Zupełnie inaczej wygląda to w wypadku tych, którzy swojego ziemskiego życia nie zmarnowali i jeszcze dostatecznie wcześnie, choć może nawet dosyć późno, lecz bynajmniej nie ze strachu i przerażenia, wstąpili na drogę duchowego wzlotu. Swoje poważne poszukiwania zabiorą ze sobą w świat subtelnomaterialny, a tam staną się one dla nich oparciem. Mogą bez obaw i strachu przejść ze świata gęstomaterialnego do subtelnomaterialności, czego zresztą i tak nie można uniknąć, albowiem wszystko doczesne, a więc także ciało gęstomaterialne, musi kiedyś znów zaniknąć. Godzinę owego odejścia mogą tylko powitać z zadowoleniem, ponieważ stanowi ona dla nich z całą pewnością krok naprzód, i to bez względu na przeżycia czekające na nich w świecie subtelnomaterialnym. Jeżeli takich ludzi spotka dobro, to ich uszczęśliwi, a ciężkie przeżycia zostaną im niespodziewanie ułatwione. Chcenie dobra jest w tym wypadku pomocą skuteczniejszą niż kiedykolwiek myśleli.

Sam proces śmierci nie jest niczym innym, jak tylko narodzinami w świecie subtelnomaterialnym. Jest podobny do narodzin w gęstomaterialności. Po odłączeniu ciało subtelnomaterialne jest połączone z gęstomaterialnym przez jakiś czas jakby pępowiną, która jest tym słabsza, im lepiej przygotował swojego ducha do pobytu w zaświatach rodzący się w subtelnomaterialności człowiek już w czasie swojego ziemskiego bytu.

Im bardziej człowiek sam siebie wiązał z ziemią swoim chceniem, im bardziej wiązał się z gęstomaterialnością nie chcąc nic wiedzieć o dalszym ciągu życia w subtelnomaterialności, tym mocniejsza staje się w wyniku jego własnego chcenia także owa pępowina, łącząca go z ciałem gęstomaterialnym. Bardziej gęste staje się także jego ciało subtelnomaterialne, które potrzebne jemu jest w świecie subtelnomaterialnym do osłony ducha.

Im bardziej wszakże gęste jest jego ciało subtelnomaterialne, tym bardziej staje się według naturalnych praw cięższe, a równocześnie także bardziej ciemne. W wyniku tego, że ciało subtelnomaterialne bardzo upodabnia się i przybliża do wszystkiego, co gęstomaterialne, będzie się ono od ciała gęstomaterialnego bardzo ciężko oddzielać. Taki człowiek oczywiście czuje także ostatnie bóle ciała gęstomaterialnego, jak również cały proces jego gnicia i rozkładu. Również podczas kremacji nie jest nieczuły.

Po końcowym odłączeniu się owego sznura łączącego opada taki z ziemią związany człowiek w świecie subtelnomaterialnym aż tam, gdzie okolica posiada gęstość i ciężar identyczny z nim. Tam, w sferze o takim samym ciężarze, spotka się potem także tylko z tymi, którzy myślą tak samo, jak on. To, że warunki bytu będą tam o wiele gorsze niż na ziemi w gęstomaterialności, jest całkiem zrozumiałe, ponieważ w subtelnomaterialności wszelkie uczucia przeżywa się w całości i bez przeszkód.

Inaczej to wygląda w wypadku ludzi, którzy do wszystkiego, co szlachetne, zaczęli dążyć już podczas swojego ziemskiego życia. U nich odłączenie ciał jest o wiele łatwiejsze, ponieważ mają w sobie żywe przekonanie o kroku w świat subtelnomaterialny. Ciało subtelnomaterialne oraz sznur łączący nie są tak gęste. Do odłączenia dochodzi bardzo szybko, ponieważ różnica pomiędzy nimi, a ciałem gęstomaterialnym jest nieznaczna. Podczas normalnego umierania takiego człowieka nie można w ogóle mówić o walce ze śmiercią, ponieważ w czasie ostatnich drgawek mięśni ciało subtelnomaterialne już przez dłuższy czas stoi obok ciała gęstomaterialnego. Sznur łączący jest luźny i słaby i nie pozwoli, aby stojący obok subtelnomaterialny człowiek odczuwał jakąkolwiek boleść. Nie może być mostem, po którym boleść przechodziłaby z gęstomaterialności do subtelnomaterialności.

Subtelnomaterialne ciało całkowicie wyzwoli się w o wiele krótszym czasie, ponieważ o wiele subtelniejsza materia sznura bardzo szybko uniemożliwi jakikolwiek kontakt pomiędzy obu ciałami. Później ciało to wznosi się wzwyż do sfery, która jest w takim samym stopniu subtelniejsza i lżejsza. Także ten człowiek będzie mógł spotykać się tam tylko z duchami myślącymi tak samo jak on oraz będzie odczuwać pokój i szczęście w życiu bogatym w szlachetne uczucia. Takie lekkie i przejrzyste subtelnomaterialne ciało jawi się naturalnie o wiele bardziej jasne i promienne, aż w końcu osiągnie taką subtelność, która pozwala na przenikanie promieniowania znajdującego się w nim ducha. Ten później całkowicie jasny i promienny wejdzie do duchowości.

Niech jednak wszyscy przebywający w pobliżu umierającego wystrzegają się głośnego lamentowania. Zbyt silne przejawianie żalu płynącego z rozłąki może wpłynąć na stojącego niedaleko lub właśnie oddzielającego się subtelnomaterialnego człowieka. Może on usłyszeć lub wyczuć narzekania, a jeżeli obudzi się w nim współczucie lub pragnienie powiedzenia jeszcze kilku słów na pożegnanie, to uczucia te znów mocniej go połączą z ciałem, ponieważ będzie chciał stać się bardziej zrozumiały dla tych, którzy tak boleśnie rozpaczają.

Ziemsko zrozumiałym może stać się tylko przy pomocy mózgu. Wynikiem jego dążeń jest jednak ściślejsze połączenie się z ciałem gęstomaterialnym, ponieważ jedno zależne jest od drugiego. Dlatego dopiero co wyzwolone subtelnomaterialne ciało nie tylko ściślej łączy się z ciałem gęstomaterialnym, lecz stojący obok subtelnomaterialny człowiek zostaje także wręcz wciągany z powrotem do gęstomaterialnego ciała. Skutek jest taki, że umierający znowu odczuwa wszystkie boleści, których już przedtem się pozbawił.

Gdy nadejdzie czas ponownego odłączenia, to jego przebieg jest o wiele cięższy i może trwać nawet kilka dni. Potem dochodzi do tak zwanych przedłużonych śmiertelnych zmagań, które są naprawdę bolesne i ciężkie dla tego, kto chce się odłączyć. Winę za to ponoszą ziemscy ludzie, którzy swoim egoistycznym rozpaczaniem przywołali go z powrotem z jego naturalnej drogi rozwoju.

Owo naruszenie normalnego przebiegu stało się przyczyną nowego i na siłę przeprowadzonego połączenia. Wystarczy tylko mała próba koncentracji ze strony umierającego, mająca za cel uczynić się bardziej zrozumiałym, aby tak się stało. Ponowne zerwanie nienaturalnego połączenia nie jest łatwe dla kogoś, kto nie posiada żadnych dotyczących tego doświadczeń. W dodatku nie można jemu pomóc, ponieważ nowego połączenia chciał sam.

Odchodzący człowiek może łatwo połączyć się z ciałem gęstomaterialnym, dopóki to jeszcze całkiem nie wystygło i dopóki istnieje sznur łączący, a ten zanika często dopiero po kilku tygodniach. Są to więc dla odchodzącego całkiem zbyteczne cierpienia. Wszyscy ci, którzy rozpaczają wokół łoża umierającego, postępują okrutnie i bezwzględnie.

Dlatego w pokoju, w którym ktoś umiera, powinien panować absolutny spokój. Niech zapanuje tam powaga odpowiadająca tej tak ważnej chwili! Osoby, które nie potrafią się opanować, powinny zostać wyprowadzone choćby przemocą, nawet jeżeli chodzi o najbliższych członków rodziny.

Dodaj komentarz

JEZUS OBJAWIŁ SIĘ W OPOLU

Jezus Chrystus

JEZUS OBJAWIŁ SIĘ W OPOLU

Jezus Chrystus przebywa obecnie w Opolu.

Tu mieszka i pracuje, czyli uzdrawia, naucza oraz przemawia w imieniu Boga Ojca, głosząc „Przesłanie Prawdy”.

 

 

Jest – jak zapewnia – wcieleniem dokładnie tego samego Jezusa, który zginął na krzyżu przed 2 tysiącami lat, a później wiadomo… Stwórca przysłał go z powrotem na ziemię w cielesnej powłoce Romualda Statkiewicza – człowieka coraz bardziej już w Polsce popularnego. Zawdzięcza tę reklamę przede wszystkim mediom i specjalistom z kat. Kościoła, bowiem ci ani na chwilę nie spuszczają go z oka:

  • przychodzili do niego z ukrytymi kamerami reporterzy Polsatu (program „Interwencja”) i TVP 2 („Ekspres reporterów”), żeby chyłkiem nagrywać odpłatne „seanse lecznicze” zaspokajające jego skromne (raptem 100 zł za wizytę z uzdrowieniem) potrzeby życiowe;

  • Radio Opole nadawało dramatyczne ostrzeżenia „przed człowiekiem, który  prawdopodobnie stworzył zalążek nowej sekty religijnej”;

  • „Gazeta Polska” oddała swoje łamy wielebnym z Dominikańskiego Ośrodka Informacji o Sektach  Nowych Ruchach Religijnych, drącym szaty z powodu „niebezpiecznej działalności” głoszącego herezje konkurenta, któremu udało się już skupić wokół siebie „grupkę ślepo mu ufających ludzi”.

Innymi słowy: prześladują człowieka podobnymi metodami, jak jego pierwowzór, ale współczesny Jezus nie pęka, bo on wie swoje.

Udało nam się namówić go na wywiad dla „FiM”. Pojechaliśmy bez żadnych ukrytych za pazuchą gadżetów elektronicznych, co z właściwą sobie przenikliwością rozszyfrował i docenił szczerą rozmową…

 

Urzęduje w nader skromnym (no bo jakżeby inaczej) mieszkanku na jednym z opolskich osiedli. Już przy wejściu popełniliśmy małe faux pas, usiłując przywitać się z nim tak, jak ze zwykłym śmiertelnikiem.

– Nie mogę ryzykować podawania każdemu dłoni, bowiem złe siły mogłyby przejść na mnie i osłabić – grzecznie tłumaczy odmowę „przybicia piątki”.

Pytamy, jak należy się doń zwracać, żeby nie obrazić protokołu: panie Jezusie, czy może wystarczy panie Romualdzie?

– Tak jak czujecie. Jestem faktycznie Jezusem Chrystusem, Synem Bożym, a tzw. Romuald Statkiewicz to tylko naczynie, które służy Stwórcy i jest jedynym połączeniem Światła z ziemią – odpowiada.

Przed rozmową proponuje do wyboru herbatę, kawę lub wodę. Decydujemy się na wodę, co on jakby z góry przewidział:

– Dobrze się składa, bo akurat nie mam ani herbaty, ani kawy – przyznaje.

Przynosi z kuchni kubek „kranówki”, zasiada pod magicznym symbolem równoramiennego krzyża i rozpoczynamy…

– Urodziłem się powtórnie 30 kwietnia 1962 r. w Grodkowie (woj. opolskie – dop. red.). Tam skończyłem szkołę podstawową i technikum, później studiowałem w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Obrony Przeciwlotniczej w Koszalinie.

Odbyłem następnie 9-miesięczny kurs w Mińsku Mazowieckim, skąd – już jako oficer kontrwywiadu – zostałem skierowany w 1988 r. do Wrocławia, gdzie ochraniałem lotnisko.

Po pięciu latach służby zrezygnowałem i odszedłem z wojska.

Pan Jezus niechętnie przyznaje, że „tzw. Romuald Statkiewicz” był kiedyś żonaty, ale nie chce o tym rozmawiać.

– Rodzina nie potrafiła zrozumieć mojej misji – kwituje temat rozstania z najbliższymi.

Po zdjęciu munduru imał się różnych zajęć, które nazywa prywatnym biznesem.

– Ale cały czas szukałem też dróg dojścia do Prawdy. Dwa lata jogi, różne inne kursy… Z czasem zacząłem zauważać, że ludzie inaczej się czują, gdy przebywają w moim otoczeniu. Ilekroć ktoś się zgłaszał ze swoimi problemami, doskonale wiedziałem, jak mu pomóc, bo przecież mój duch już miał kiedyś podobną sytuację. Akumulator nie od razu się ładuje i dopiero po 7 latach świadomej transformacji udało mi się zbudować wewnętrzną harmonię pomiędzy rozumem, czyli mózgiem przednim, a duchem – mózgiem tylnym. Dopiero wtedy zacząłem wyraźnie widzieć obrazy i poznałem całą prawdę o sobie, że jestem Jezusem Chrystusem, Synem Bożym.

A jak to było dwa tysiące lat temu?

– Moim biologicznym ziemskim ojcem był Kreolus, setnik rzymski. Nie zdążył uznać mnie swoim synem, bo po kilku romantycznych spotkaniach z matką musiał wyjechać i wrócił do Nazaretu dopiero po moim narodzeniu, gdy Maria pojechała już z poślubionym kilka miesięcy wcześniej Józefem do Betlejem, żeby zarejestrować noworodka. Byłem normalnym dzieckiem, później młodzieńcem pracującym w warsztacie stolarskim i dopiero Jan Chrzciciel rozpoznał, że jestem Synem Bożym – wyjaśnia Jezus.

Gdy pytamy o głoszone wówczas nauki i dokonywane cuda, odpowiada:

– Miałem 12 uczniów, ale niezbyt dobrze kumali, co mówiłem.

Dopiero po moim ukrzyżowaniu przeszli oczyszczenie duchowe i przekazywali w miarę wiernie moje słowa.

Niestety, im dalej było od źródła, tym bardziej słowa Prawdy wypływały nielogiczne – zauważa.

I jaki mamy z tego dzisiaj efekt?

– Biblia jest w znacznej części zafałszowana, bo jeszcze za życia kronikarze zmieniali i przekręcali moje słowa, a następne pokolenia doklejały takie głupstwa, że lepiej Kaczora Donalda obejrzeć, niż czytać te wszystkie historyjki, które na mój temat powypisywano. Nie robiłem żadnych magicznych sztuczek, tylko przekazywałem ludziom Słowo Boże. Gdy np. mówiłem o chlebie, miałem na myśli pokarm duchowy, a ktoś później puścił w świat, że tej nocy, kiedy zostałem zdradzony, łamałem chleb, mówiąc uczniom, że to jest moje ciało. Albo weźmy ten pierwszy „cud w Kanie Galilejskiej”, gdzie byłem wraz z apostołami na godach weselnych i miałem tam rzekomo zamienić wodę w wino. Bzdura, bo faktycznie chodziło o to, że wino tradycyjnie pili tylko państwo młodzi oraz rodzina, natomiast służba musiała zadowolić się wodą. Powiedziałem więc gospodarzom, żeby z okazji mojej obecności wszystkim podać wino, co też się stało. I z tego powstała powtarzana do dzisiaj legenda – zżyma się pan Jezus.

Bardzo nas ciekawiło, dlaczego przyszedł ponownie na świat akurat w naszym kraju?

– Bo teraz Polska jest narodem wybranym. Izrael zawiódł, nie dotrzymując danej Stwórcy duchowej obietnicy.

Dla jego ówczesnych przywódców religijnych byłem zbyt młody i niewygodny, więc wydali mnie – wysłannika Stworzyciela – na męczeńską śmierć na krzyżu. Później narodem wybranym były Niemcy, ale poszły drogą ciemności.

Teraz przyszedł czas na Polskę, gdzie tak wielu ludzi deklaruje wiarę, choć jest ona całkiem pusta – orzekł pan Jezus.

Ma świadomość bardzo długiej drogi do wyznaczonego sobie celu.

– Ja przecież nie przyszedłem tu, żeby wraz z moimi apostołami – Tyarą i Mojżeszem – zakładać jakąś sektę, lecz nieść Światło. I choć naród polski w większości zwie się „chrześcijanami”, to wciąż nie wie, że pod swoją strzechą gości Syna Bożego. Żywego z krwi i kości! Nigdy dla ziemskich ludzi nie liczyło się to, czego od nich żąda Bóg, a gdy Boży poseł się pojawiał, był zawsze wyszydzany, wyśmiewany, a często mordowany. To skutek działań Lucyfera i Kościołów, jego najwierniejszych sług. Zwłaszcza Kościoła katolickiego – podkreśla nasz rozmówca.

 

Jak każdy prorok pan Jezus wyraża się często w sposób niezrozumiały dla człowieka używającego tylko „mózgu przedniego”, ale opinie na temat kat. Kościoła i jego funkcjonariuszy wyraża wyjątkowo precyzyjnie.

– To kolebka zła. Wszystkie dogmaty kościelne są zawiłe i niezrozumiałe, a przecież nauki Stwórcy są proste, nieskomplikowane. Wiara powinna być przejrzysta oraz prawdziwa, a oni posługują się chorymi, nielogicznymi dogmatami i jawnie okłamują ludzi, „poprawiając” interpretację Biblii przy każdym jej kolejnym tłumaczeniu. Nawet ich ubiór świadczy o tym, że ściągają wszystko, co jest ciemne. Chodzi im tylko o władzę i pieniądze. Dla tego, kto im przeszkadzał, mieli zawsze skrytobójczy sztylet lub truciznę, nie mówiąc już o powszechnie znanym procederze palenia na stosach ludzi, którzy mieli objawienia i czuli obecność Stwórcy. Zauważcie, że oni bardziej czczą samą moją Drogę Krzyżową niż doznawane tam przeze mnie cierpienie – punktuje konkurencję pan Jezus.

Czasem też przygląda się jej z bliska:

– Gdy przechodzę obok gigantycznych świątyń, widzę brzęczących ciężkimi łańcuchami urzędników kościelnych, słucham smętnych pieśni i mijam smutnych wyznawców, pytam: po jakiej strawie ludzie mają taki nastrój, kto przyrządził im to paskudztwo?

Czy zatem „kucharze” odpowiedzą kiedyś za swoje łotrostwa?

– Nawet nie przypuszczali, że przyjdę ponownie na ziemię. Jeszcze próbują bronić się przed Bożą Siłą, ale nie ustoją. Możecie być pewni, że oddadzą swojego ducha. Watykan, oparcie dla tej fałszywej religii, dostał już niedawno sygnał, gdy w pobliskiej Abruzji zatrzęsła się ziemia, grzebiąc pod gruzami zawalonych domów kilkuset chrześcijan papieskich i kilka kościołów. Już widzę plagi, które wkrótce spadną bezpośrednio na Rzym – ostrzega prorok.

Na zakończenie pytamy go jeszcze, dlaczego inkasuje dzisiaj pieniądze za „uzdrowienia”, skoro kiedyś czynił to całkiem społecznie.

– W tamtych czasach było przecież zupełnie inaczej. Do 30 roku życia pracowałem jako cieśla, zapewniając rodzinie wikt i opierunek. A gdy już zacząłem głosić Prawdę, ludzie sami dawali mi strawę i dach nad głową, więc nie musiałem troszczyć się o pieniądze na życie. Nie gromadziłem żadnego majątku, bo niby jak miałbym się z nim przemieszczać na osiołku po różnych miasteczkach? Wtedy nie trzeba było płacić za mieszkanie, prąd, gaz i przejazdy… – obezwładnia logiką pan Jezus z Opola.

I trudno nie przyznać mu wiele racji. A czy jest prawdziwy? A Bóg jeden raczy wiedzieć.

ANNA TARCZYŃSKA

Współpraca T.S.

 

Dodaj komentarz

SPIRYTYZM

SPIRYTYZM

47.

Spirytyzm! Medialność! Na temat tych pojęć ciągle toczą się zażarte spory i dyskusje stawiające oba te zjawiska raz w negatywnym, innym razem znowu w pozytywnym świetle. Moje zadanie nie polega na mówieniu o przeciwnikach spirytyzmu i ich gorliwości. Byłaby to czysta strata czasu. Każdemu logicznie myślącemu człowiekowi wystarczy tylko przeczytać o sposobach, jakimi przeprowadzane są tak zwane badania, aby poznał, że w badaniach tych odzwierciedla się totalna ignorancja »badaczy«.

Dlaczego? Jeżeli chcę zbadać suchy ląd, to muszę się kierować jego właściwościami. Jeżeli jednak chcę zbadać morze, to nie pozostaje mi nic innego, niż podporządkować się właściwościom wody i używać w tym celu środków, które owym właściwościom odpowiadają.

Moje badania bardzo szybko zakończyłyby się fiaskiem, gdybym do badania żywiołu wodnego chciał użyć łopaty, rydla lub wiertła. Ale czy mam zaprzeczyć istnieniu wody dlatego, że można ją, w przeciwieństwie do suchego gruntu, bardzo łatwo przeniknąć rydlem? Albo to, że nie można po niej chodzić tak samo jak po lądzie?

Przeciwnicy zaoponują: »Jest przecież różnica! Wodę widzę i czuję, a więc nie mogę twierdzić, że jej nie ma!«

Jeszcze nie tak dawno bardzo energicznie przeczono istnieniu milionów kolorowych stworzonek żyjących w kropli wody, a dziś o nich wie każde dziecko. A dlaczego tak się działo? Tylko dlatego, że nie można ich było zobaczyć! Ów nowy świat można było poznać i obserwować dopiero z chwilą odkrycia i udoskonalenia instrumentu dostosowanego do warunków w świecie tym panujących.

Tak samo jest ze światem pozamaterialnym, z tak zwanymi zaświatami! Stańcie się nareszcie ludźmi widzącymi! Potem dopiero ważcie się na różnego rodzaju oceny! To zależy od was, a nie od zaświatów. Posiadacie w sobie oprócz swojego gęstomaterialnego ciała także materię świata pozagrobowego, podczas kiedy mieszkańcy zaświatów ciała gęstomaterialnego już nie mają.

Żądacie i oczekujecie, że mieszkańcy zaświatów zbliżą się do was i dadzą na przykład jakiś znak lub sygnał itp., a oni przecież nie panują już nad gęstomaterialnością. Oczekujecie od nich, aby udowodnili wam swoje istnienie, podczas gdy wy sami, wykorzystując oprócz gęstomaterialności także materię zaświatów, zajmujecie wyczekującą pozycję sędziego.

Budujcie mosty, wy, którzy możecie je budować! Zacznijcie wreszcie używać tej samej subtelnej materii, którą również wy macie do dyspozycji i stańcie się widzącymi! Albo nie rozumiejąc, o co chodzi, zamilczcie karmiąc nadal tylko gęstomaterialne, a to coraz bardziej będzie obciążać wasze ciało subtelnomaterialne.

Kiedyś nadejdzie czas, kiedy wasze ciało subtelnomaterialne będzie musiało oddzielić się od ciała gęstomaterialnego. Będzie potem osłabione leżało, ponieważ całkiem odzwyczaiło się od latania. Przecież to wszystko także podlega prawom ziemskim w takim samym stopniu, jak ciało ziemskie.

Tylko ruch daje siłę! Niepotrzebne wam są media, aby poznać subtelnomaterialność. Obserwujcie życie, które wasze własne ciało subtelnomaterialne prowadzi w was. Dajcie mu swą wolą wszystko, czego mu potrzeba, aby mogło się wzmocnić. A może chcecie zaprzeczyć także istnieniu waszej woli, ponieważ nie możecie jej zobaczyć i dotknąć?

Jakże często odczuwacie skutki działania waszej woli w sobie samych. Czujecie je bardzo wyraźnie, a przecież nie możecie ich widzieć ani złapać. Może to być euforia, radość lub smutek, gniew lub zawiść. Jeżeli wola przejawia się w skutkach, to musi mieć także siłę, powodującą ciśnienie; albowiem gdzie przejawiają się skutki, gdzie coś odczuwamy, tam musi być także ciśnienie. A gdzie istnieje ciśnienie, tam na pewno działa jakieś ciało, coś konkretnego, z tego samego gatunku materii. W przeciwnym wypadku ciśnienie nie powstałoby.

Muszą to więc być konkretne formy z takiej materii, której swym gęstomaterialnym ciałem nie możecie ani widzieć, ani dotknąć. Taka właśnie jest materia zaświatów, którą możecie poznać tylko wtedy, jeżeli posłużycie się czymś, co jest tego samego co ona gatunku i co tkwi także w waszym wnętrzu.

Spór o to czy istnieje życie po ziemskiej śmierci, czy też go nie ma, jest bardzo dziwny, czasami aż śmieszny. Kto umie myśleć i obserwować spokojnie, bez uprzedzeń i własnych życzeń, ten bardzo szybko dojdzie do wniosku, że rzeczywiście wszystko, naprawdę wszystko wskazuje na wielkie prawdopodobieństwo istnienia świata będącego z innej materii, której dzisiejszy przeciętny człowiek nie potrafi zobaczyć. Istnieje cała masa procesów nieustannie pozwalających ów świat przeczuwać, których po prostu nie można nie zauważać i odsuwać na bok jako nieistniejące.

Wręcz na odwrót – prócz życzeń wielu ziemskich ludzi nic nie świadczy o tym, że po ziemskiej śmierci nastaje zupełny koniec. Ludzie ci w ten sposób bardzo chętnie pozbyliby się jakiejkolwiek odpowiedzialności duchowej, która nie bierze pod uwagę sprytu i wykształca jedynie prawdziwe uczucia.

Obecnie kilka słów o zwolennikach spirytyzmu, spirytualizmu i im podobnych kierunków. Wszystkie takie kierunki są obciążone wielkimi pomyłkami i to bez względu na to, jaką noszą nazwę!

Owi zwolennicy stanowią dla Prawdy o wiele większe zagrożenie niż jej przeciwnicy i powodują o wiele większe szkody!

W ich niezliczonych zastępach jest zaledwie kilku takich, którzy pozwolą sobie powiedzieć prawdę. W większości wypadków są zaplątani w olbrzymi krąg drobnych pomyłek, które nie pozwolą im już odnaleźć drogi do prostoty Prawdy. Gdzie tkwi wina? Może w mieszkańcach zaświatów? Na pewno nie! A może w mediach? Także nie! Winę za to ponosi tylko i wyłącznie każdy sam! Nie traktuje siebie samego z dostateczną powagą i surowością, i nie chce zerwać z panującymi przesądami i uprzedzeniami. Obawia się, że rozwieje się jego obraz tamtego świata, który sam sobie wytworzył i który przez długi czas pozwalał mu w jego fantazji odczuwać nabożną grozę, jak również pewnego rodzaju błogość.

I biada temu, kto odważy się obraz ten naruszyć! Dla takich ma każdy zwolennik spirytyzmu pod ręką zawsze kamień, którym gotów jest rzucić! Mocno trwa przy swych poglądach i gotów jest raczej nazwać kłamcami i kusicielami mieszkańców zaświatów lub oskarżyć medium o niezdolność niż w spokoju zastanowić się sam czy przypadkiem jego poglądy nie były fałszywe.

W którym miejscu mam rozpocząć, aby zniszczyć taką ilość chwastów? Byłaby to praca bez końca. Niech więc wszystko, co tu mówię, przeznaczone będzie tylko dla prawdziwie poszukujących; albowiem tylko tacy mogą znaleźć.

Przytoczę przykład: Ktoś umówi się na seans z medium i nieważne, czy jest ono sławne, czy też nie! Razem z nim przyjdą na spotkanie z medium także inni. Rozpoczyna się »seans«. Medium »nie sprawdzi się«. Całe przedsięwzięcie kończy się fiaskiem. Co nastąpi dalej? Ktoś powie: medium nic niewarte. Inny zauważy: cały ten spirytyzm jest do niczego. Badacze z całą powagą ogłaszają: kilkakrotnie sprawdzone zdolności medium były oszustwem, ponieważ w naszej obecności medium do niczego nie było zdolne. A »duchy« milczą!

Wierzący oraz zwolennicy spirytyzmu odchodzą jednak przygnębieni. Opinia medium w ten sposób zostaje nadszarpnięta, a przy częstszych wpadkach tego typu istnieje niebezpieczeństwo całkowitej utraty zaufania w jego zdolności.

Jeżeli medium w dodatku posiada kogoś w rodzaju menażera i jeżeli wiążą się z tym dochody pieniężne, to taki menażer będzie nerwowo nalegał, aby medium trochę jednak się wysiliło, ponieważ ludzie za to płacą itp. Krótko mówiąc: zapanują wątpliwości, niezadowolenie, szyderstwo i w końcu podczas następnego występu medium będzie kurczowo starało się wpaść w trans. W trakcie takich wysiłków może się zdarzyć, że nieświadomie powie coś, co »prawdopodobnie usłyszało« lub zacznie wprost oszukiwać, a to dla »mówiącego« medium nie jest znowu tak wielkim problemem.

W takim wypadku zapadnie wyrok następujący: oszustwo i zaprzeczenie wszelkim osiągnięciom spirytyzmu, ponieważ chyba rzeczywiście kilku ziemskich ludzi o mediumicznych zdolnościach poszło niezbyt uczciwą drogą, aby uniknąć narastających problemów. Zadam w związku z tym kilka pytań:

1. W której grupie ziemskich ludzi, bez względu na jej rodzaj działalności, nie ma oszustów? Czy gdzie indziej, w wypadku odkrycia kilku nieuczciwych indywiduów, równocześnie zaprzecza się osiągnięciom poczciwych pracowników?

2. Dlaczego tak dzieje się właśnie tylko w wypadku spirytyzmu, a nigdy gdzie indziej?

Na te pytania każdy może sam sobie łatwo odpowiedzieć.

A więc kto ponosi główną winę za tak niepocieszający stan rzeczy? Medium nie, ale sami ziemscy ludzie! Swymi zbyt jednostronnymi poglądami, a przede wszystkim swą absolutną ignorancją zmuszają medium, aby wybierało między niesprawiedliwymi oskarżeniami a oszustwem.

Bardzo rzadko się zdarza, aby ziemscy ludzie pozwolili pójść medium jakąś pośrednią drogą.

Mowa tutaj tylko o medium, które można traktować poważnie. Nie dotyczy to licznie występujących ziemskich ludzi z nieznacznymi tylko zdolnościami mediumicznymi, którzy starają się swój lichy talent wystawić na pierwszy plan. Nie mam także absolutnie zamiaru bronić licznych ziemskich ludzi gromadzących się wokół mediów. Prawdziwe wartości takich spirytystów pojawiają się tylko w wyjątkowych przypadkach. Wyjątek w tej grupie tworzą tylko poważni badacze, którzy interesują się tą dziedziną po to, aby się czegoś nauczyć, a nie dlatego, by sprzeciwić się, jako osądzający, którzy sami są zupełnie nieświadomi.

Większości tak zwanym wierzącym uczestnictwo w »seansach« nie tylko niczego nie daje, lecz stanowi ono stagnację lub krok wstecz. Stają się w ten sposób niezdolni do podjęcia jakiejkolwiek samodzielnej decyzji i w każdej sprawie pragną zaczerpnąć opinii »istot z tamtego świata«. Często w takich przypadkach chodzi o całkiem śmieszne ziemskie drobnostki.

Poważny badacz albo poczciwie poszukujący człowiek odczuwa zawsze rozgoryczenie, kiedy widzi niesamowite ograniczenie właśnie takich ziemskich ludzi, którzy przez całe lata przebywają w towarzystwie medium i czując się jak u siebie w domu są ich stałymi klientami.

Strojąc niezmiernie poważne i wzniosłe miny opowiadają niestworzone historie. Siedzą na »seansach« przejawiając fałszywą pobożność, byle tylko odczuć przyjemny, nerwowy dreszczyk, którego przyczyną jest przebiegający w ich fantazji kontakt z niewidzialnymi siłami.

W wielu takich przypadkach medium delektuje się pochlebstwami takich gości, którzy w rzeczywistości ujawniają w ten sposób swoje egoistyczne zachcianki zmierzające do jak najmocniejszych przeżyć. Lecz w ich przypadku takie przeżycie równoznaczne jest tylko z patrzeniem i słuchaniem, a więc z zabawami. Do przeżycia nie dojdzie przy tym nigdy.

Co więc o takich przypadkach powinien sądzić poważny człowiek?

1. Przede wszystkim to, że medium absolutnie nie może dodatnio wpłynąć na przebieg seansu. Może tylko otworzyć się i biernie czekać. Albowiem medium jest tylko instrumentem, z którego się korzysta, lecz który nie może wydać dźwięku, jeżeli nikt na nim nie zagra. Medium samo w sobie nie może więc zawieść. Kto w ten sposób argumentuje, ten tylko udowadnia, że jego poznanie jest bardzo ograniczone. Taki ziemski człowiek nie powinien parać się spirytyzmem i nie powinien na ten temat wygłaszać swoich opinii, ponieważ na pewno nie potrafi właściwie oceniać. Tak, jak powinien unikać uniwersytetu człowiek, któremu nauka wydaje się zajęciem zbyt pracochłonnym. Mówiąc w skrócie – medium to pomost, środek służący osiągnięciu konkretnego celu.

2. Następnie trzeba sobie uświadomić, że główne zadanie muszą spełnić uczestnicy seansu! Nie chodzi tu o wygląd zewnętrzny ani nawet o pozycję społeczną, ale o życie wewnętrzne każdego z uczestników!

Życie wewnętrzne to świat sam dla siebie i wiedzą o tym dobrze nawet najwięksi prześmiewcy. Wewnętrzne życie nie może być tak po prostu »niczym«, jeżeli posiada własne uczucia oraz własne twórcze, płodne myśli. Rozumując logicznie dojdziecie do wniosku, że chodzi w tym wypadku o subtelnomaterialne kształty i formy, które swym ciśnieniem powodują przebudzenie się uczuć, które w inny sposób nie mogłyby powstać.

Tak samo nie można by było oglądać w duchu żadnych wizji, gdyby ich tam nie było. Zaprzeczenie temu stanowiłoby największą lukę w prawach nauk ścisłych.

Tam musi więc coś być i rzeczywiście tam coś jest. Albowiem płodna myśl wytwarza w subtelnomaterialnym, a więc pozagrobowym świecie natychmiast odpowiadające jej kształty, których gęstość i zdolność życia zależna jest od siły uczucia danej twórczej myśli. Tak więc razem z tzw. wewnętrznym życiem człowieka powstaje równocześnie jego subtelnomaterialna okolica, która odpowiada jego życiu wewnętrznemu.

I właśnie owa okolica subtelnomaterialna ludzi wpływa wprost na medium, które potrafi się bardziej otworzyć na świat subtelnomaterialny. Może wpływać na medium dodatnio, lecz także może być to dla niego nieprzyjemne, a nawet bolesne. Dlatego właśnie może się zdarzyć, że rzeczywiste informacje płynące ze świata subtelnomaterialnego nie są przekazywane całkiem czysto. Przyczyną tego jest presja wywierana na medium przez ziemskich ludzi obecnych na seansie i posiadających niezbyt czyste duchowe lub subtelnomaterialne życie wewnętrzne.

Może to mieć jeszcze inne następstwa. Owa wewnętrzna nieczystość stanowi mur nie do przebycia dla czystszej subtelnomaterialności, tak więc z tego powodu do wymiany informacji albo wcale nie dojdzie, albo jest to przejaw tego samego subtelnomaterialnie nieczystego gatunku.

Jeśli uczestnicy seansu mają czyste życie wewnętrzne, zrozumiałym staje się możliwość połączenia z okolicą subtelnomaterialną, która odpowiada ich czystości. Jakiekolwiek dysproporcje stanowią jednak barierę nie do przebycia! Stąd właśnie owe olbrzymie różnice między poszczególnymi seansami, stąd ten chaos i bardzo częste przypadki całkowitego zawodu. Przyczyną tego wszystkiego są niezachwiane prawa czystej fizyki, które działają w taki sam sposób w zaświatach, jak tutaj.

Na podstawie powyższego wszystkie nieprzychylne opinie tzw. badaczy nabierają innego zabarwienia. A jeżeli ktoś potrafi obserwować procesy subtelnomaterialne, to musi się pod nosem uśmiechać, ponieważ wielu »badaczy« krytykując równocześnie wydaje wyrok na siebie i odkrywając swoje własne życie wewnętrzne krytykuje stan swojego ducha.

Inny przykład: Ktoś skontaktuje się z medium. Zdarza się, że za jego pośrednictwem rozmawia ze zmarłym krewnym. Przy okazji zapyta owego krewnego o radę w bardzo ważnej ziemskiej sprawie. Zmarły przekaże mu jakiś sposób rozwiązania tej sprawy, lecz nasz klient potraktuje to jak ewangelię, jak objawienie pochodzące nie z tego świata i dokładnie według rady tej postępuje. Po czasie spotka go wielkie rozczarowanie, które łączy się często z poważną ujmą.

A skutek? Klient zacznie przede wszystkim wątpić w rzetelność medium i może nawet w rozczarowaniu i złości podejmie konkretne kroki mające na celu zdyskredytowanie i publiczne oskarżenie medium, by ustrzec innych przed podobną stratą i niepowodzeniem.

Przy tej okazji musiałbym obecnie bliżej wyjaśnić życie na tamtym świecie i opisać, jak w wyniku przyciągania wszystkiego, co duchowo jednorodne, taki człowiek otwiera się na nurty świata pozagrobowego i jak jest potem przez owe nieprzyjazne nurty instrumentalnie wykorzystywany, stając się często zagorzałym przeciwnikiem podobnych metod. A czyni tak będąc przekonany o słuszności prawd, których broni i o powadze sprawy, którą w ten sposób dla ludzkości załatwia. W rzeczywistości jednak służy sprawom nieczystym i obciąża się karmą, potrzebując co najmniej całego dalszego życia na ziemi, aby ją odpokutować. Karma wytwarza ciągle nowe włókna tworząc w ten sposób sieć, w której ziemski człowiek tak się zaplącze, że w końcu, nie widząc wyjścia z sytuacji, zaczyna wściekać się i miotać.

Albo, rozczarowany klient wprawdzie nie uzna medium za oszusta, lecz zacznie poważnie wątpić we wszystko, co dotyczy świata pozagrobowego lub pójdzie wygodną drogą, tak jak tysiące innych, mówiąc sobie: »Co mnie w końcu obchodzą zaświaty. Niech sobie tym zawracają głowę inni. Mam coś lepszego do roboty«. Owo »lepsze« jest dla niego równoznaczne z gromadzeniem majątku, a więc ze służbą ciału i w ten sposób jeszcze bardziej oddala się od subtelnomaterialności.

Kto więc ponosi winę? Znów tylko on sam! Stworzył sobie niewłaściwy obraz, traktując radę z zaświatów jakby była ewangelią. To tylko i wyłącznie jego błąd i nie było w tym winy innych osób. Błędne było jego mniemanie, że zmarły dlatego, że jest subtelnomaterialny, stał się równocześnie do pewnego stopnia wszechwiedzący lub przynajmniej posiadający większe poznanie niż człowiek żyjący na ziemi.

W tym miejscu popełniają błąd setki tysięcy ziemskich ludzi. Wszystko, co zmarły człowiek wie dzięki swej przemianie to to, że równocześnie z tak zwaną śmiercią w rzeczywistości nie przestał istnieć.

Na tym też wszystko się kończy, chyba, że wykorzysta nadarzającą się w świecie subtelnomaterialnym okazję do dalszego dążenia wzwyż, a to jest także tam zależne w takim samym stopniu od podjęcia wolnej decyzji, jak od szczerego i trwałego wysiłku.

Jeżeli więc mieszkaniec zaświatów zostanie zapytany o rzeczy ziemskie, to odpowie zgodnie ze swoją wolą i przekonaniem, aby zadowolić pytającego. Jest przekonany, że przekazuje informacje jak najbardziej rzetelne. Nie uświadamia sobie tego, że nie jest zdolny do oceny warunków panujących na ziemi w takim samym stopniu, co człowiek na tej ziemi żyjący, ponieważ brak jemu gęstomaterialności, a ta jest przecież bezwarunkowo potrzebna do właściwej oceny.

Jego punkt widzenia musi więc być inny. Bez względu na to informację jednak przekazuje i daje w ten sposób w swym szczerym chceniu to, co w jego mniemaniu jest najlepsze. Nie można więc mieć pretensji ani do niego, ani do medium. Dlatego też nie jest zakłamanym duchem, ponieważ musimy z zasady rozróżniać tylko duchy świadome i nieświadome, a to z tej przyczyny, że w momencie, kiedy duch rozpocznie swój upadek, staje się cięższym, mniej czystym i równocześnie zawęża w naturalny sposób swój horyzont.

Duch w zaświatach daje i w ogóle działa ciągle według tego, co sam czuje: Żyje tylko uczuciem, a nie wyrachowanym rozumem, którego już nie posiada, ponieważ rozum nierozerwalnie połączony jest z ziemskim mózgiem, a tym samym z przestrzenią i czasem. Kiedy w momencie śmierci mózg przestał się liczyć, to duch nie może już myśleć i kalkulować, lecz tylko odczuwać, tylko bezpośrednio i ciągle przeżywać!

Popełniają błąd ci, którzy w sprawach ziemskich, związanych z przestrzenią i czasem, proszą o informację tych, którzy nie są już ograniczani ciałem i dlatego też spraw tych nie mogą pojmować.

Mieszkańcy zaświatów mogą rozróżniać, który kierunek działania w danym przypadku jest właściwy, a który nie, lecz o tym, w jaki sposób w danym kierunku iść, musi człowiek zadecydować sam, korzystając przy tym z ziemskich środków: swojego rozumu i swych doświadczeń. Musi wziąć pod uwagę wszystkie wchodzące w rachubę możliwości! To już jego praca.

Nawet wtedy, kiedy duch, który głęboko upadł, otrzymał możliwość przejawienia się i rozmowy, nie może nikt oskarżać go o kłamstwo i celowe mącenie dróg. On daje tylko to, co przeżywa i stara się równocześnie przekonać o tym innych. Nie może dawać niczego innego.

W ten sposób pośród spirytystów panuje niezliczona ilość mylnych poglądów.

»Spirytyzm« uzyskał niechlubną opinię. To nie jego wina, lecz wina większości jego zwolenników, którzy po nielicznych i w dodatku bardzo skromnych przeżyciach z euforią ogłaszali, że zasłona została dla nich uchylona. Potem gorliwie starają się dawać to innym ziemskim ludziom, przedstawiając im swój wyimaginowany obraz świata subtelnomaterialnego. Obraz ten wytworzyła ich nieokiełznana fantazja i to ona odpowiada najbardziej ich własnym życzeniom. Lecz takie obrazy rzadko kiedy zgadzają się z Prawdą!

Dodaj komentarz

EGZORCYZMY CZYLI OCZYSZCZANIE I ODPROWADZANIE DO ŚWIATŁA!

EGZORCYZMY CZYLI OCZYSZCZANIE I ODPROWADZANIE DO ŚWIATŁA!

402.

Żyjecie ziemskie duchy w pozamykanych ziemskich klatkach, w formach energetycznych tej ziemi, w ziemskich ciałach.

Nie dbając o swoje ciało gęstomaterialne w swoich słowach, myślach i czynach otwieracie się zewnętrznie na różne nurty sił i ich przejawy, w większości bardzo ciemne i natrętne. A ponieważ ciemne formy, mętne twory szukają pożywienia i siły, to w was znajdują miejsce, zakotwiczają, łączą się włóknem.

Można je łatwo poznać i rozróżnić w swoich rodzajach, ale dziś was ta wiedza nie dotyczy.

Kiedy już to »coś« do was przenika, wzmacnia z wami jednorodne cechy np.; chciwość, zawiść, żądze, głupotę, brak logiki itp. Zaczynacie się przeobrażać szybciej lub wolniej, aż demon, twór ciemny, forma… prawie całkowicie wami zawładną.

I wtedy wokół siejecie destrukcję, ferment, zamieszanie… służąc w ten sposób ciemnościom, Lucyferowi ciemnemu panu.

Jako wyrazisty przykład niech będzie mój upadły uczeń Roman R. tobiasz29wp vel Judasz Iskariocki. Nim tak mocno owładnęła ciemna forma, że działa już poza jego duchem całkowicie, prawowity właściciel został zepchnięty do miejsca, w którym jest jedno wyjście; śmierć, czyli opuszczenie tej ziemskiej otoczki, swego ciała.

Możecie zapytać; Jak rozpoznać opętanego, nawiedzonego, przeklętego, zauroczonego… itp.?

Bardzo łatwo dla człowieka odczuwającego jasno, wyraźnie się to rejestruje, można zrobić wgląd i zobaczyć wewnętrznym wzrokiem.

Przypadków jest wiele, nie opisuję w zbyt dla was wyrazisty sposób, bo chorego moglibyście niesłusznie posądzić i po co!

Za to mogę wskazać na sytuację i miejsca, gdzie »kolegę« możecie sobie zabrać do środka:

1.      stres, silne przeżycie…

2.      przy alkoholu, narkotykach, narkozach…

3.      podczas wizyt; w szpitalach, psycholog, psychiatra, grupa ludzi, którzy stykają się z ciemnymi, zabierają kasę i energię,

4.      cmentarze nowe i stare, widoczne i nie widoczne, ciemni w habitach, okultyści, tzw. ezoteryści – wielu, szaman, wróżbici, wróżki, tarociści…

5.      wywoływanie duchów, seanse spirytystyczne,

6.      kursy i szkolenia ezoteryczne,

7.      niewłaściwe książki, strony w Internecie, gry komputerowe,

8.      przygodny seks,

9.      wiele innych złych już nie ludzi i miejsc niebezpiecznych np. grupowe tzw. imprezy…

Zasadniczo wchodząc tam pozbawiacie się swojej naturalnej ochrony, wyrażacie tak zgodę na swoje nieszczęście.

Na głupotę nie ma rady.

Zdziwilibyście się gdybyście zobaczyli swoje otoczenie najbliższe moimi oczami, szok i przerażenie brzmi w tym wypadku bardzo pięknie!

A jeżeli myślicie, że Kościół coś może w tym kierunku zrobić, to popatrzcie w oczy np. na zdjęciu jakiemuś papieżowi, może być obecny czy wcześniejszy, można odczuć całkiem wyraźnie i jednoznacznie.

W uwolnieniu od tej ciemnej zarazy nie wystarczy się posługiwać kościelną książką czy świadectwem zbrodni na mnie sprzed dwóch tysięcy lat, czy przywoływania mojego Imienia w pustej modlitwie, to nigdy nie działało!

Obecnie ciemne formy naciskają na was coraz mocniej przez co mam wiele pracy, ale tylko wtedy, gdy się do mnie zwracacie bezpośrednio, a ciemności już dziś w was budzą lęk i przerażenie. Ale jak im służycie wiernie to, to przecież wasza zasłużona zapłata.

 

P.S.:

Można się wystraszyć i to mocno!

Dodaj komentarz

ZIEMSKI MAJĄTEK

ZIEMSKI MAJĄTEK

Bardzo często pojawia się pytanie, czy człowiek powinien wyrzec się ziemskiego majątku lub przestać się o niego troszczyć w wypadku dążenia do wartości duchowych.

Głoszenie takich zasad byłoby co najmniej niedorzeczne! Jeżeli mowa o tym, że nikomu nie wolno przywiązywać wagi do ziemskiego majątku, jeżeli dąży do królestwa niebieskiego, to nie oznacza to, że powinien ziemski majątek rozdać lub porzucić i żyć w nędzy. Człowiek może i powinien radośnie korzystać ze wszystkiego, co Bóg w stworzeniu jemu udostępnił.

To, że »nie wolno jemu lgnąć« do ziemskiego majątku, oznacza tylko, że człowiek nie powinien dopuścić do tego, aby najwyższym celem jego życia było gromadzenie ziemskiego majątku. Myśl ta nie powinna więc stać się jego obsesją.

Zajmowanie takiego stanowiska odciągałoby go w sposób oczywisty od celów wyższych. Nie interesowałby się nimi i nie miałby na nie czasu, ponieważ wszystkie włókna jego bytu zmierzałyby do jednego tylko celu: do gromadzenia majątku materialnego. To, czy chodziłoby przy tym o majątek jako taki, czy o radości życia z nim się wiążące, nie czyni żadnej różnicy, ponieważ wynik jest w zasadzie zawsze ten sam. Człowiek w ten sposób tylko wiąże się z ziemskim, a tracąc możliwość spoglądania w górę odcina się od możliwości wzlotu.

Ów fałszywy pogląd mówiący, że majątku świeckiego nie można połączyć z dążeniami do wzlotu duchowego, stał się w wypadku wielu ziemskich ludzi także przyczyną powstania niedorzecznego przekonania o niemożności pogodzenia żadnego kierunku duchowego z ziemskim majątkiem, jeśli praca nad duchem ma być traktowana poważnie. O dziwo, ziemska ludzkość nigdy nie uświadomiła sobie, jakie tym szkody sama sobie wyrządziła.

Ludzie ziemscy tym samym odbierają wartość najwyższym darom, do jakich w ogóle mają dostęp: darom duchowym. Ponieważ w wyniku zajmowania owego specyficznego stanowiska wszystkie duchowe dążenia skazane zostały, jak żebracy, na ofiary i datki, to stosunek do kierunków duchowych otrzymał niespostrzeżenie również taką samą etykietkę, jaka cechuje stosunek ludzi do żebraków. Dlatego wszelkie duchowe dążenia nie były traktowane z taką powagą, na jaką w rzeczywistości przede wszystkim zasługiwały.

To było także powodem tego, że wszelkie duchowe dążenia zawierały w sobie już od początku zarodek swej własnej śmierci, ponieważ będąc zależne od dobrej woli ludzi ziemskich nie mogły nigdy mocno stanąć na własnych nogach. Poważnie poszukującemu człowiekowi nie wolno więc nigdy gardzić świeckim majątkiem po prostu dlatego, aby mógł chronić i obronić przed ludzkością to, co dla niego jest najcenniejsze duchowość. Świeckiego majątku powinien w świecie gęstomaterialnym używać jak tarczy, aby mógł odpierać materialne materialnym.

Byłoby w tym przecież coś niezdrowego, gdyby troszczący się o wzlot duchowy pogardzali w czasach materializmu najmocniejszą bronią swych bezwzględnych przeciwników! Byłaby to lekkomyślność mogąca się bardzo mocno zemścić.

Dlatego wy, którzy naprawdę wierzycie, nie pogardzajcie majątkiem świeckim, ponieważ mógł on zostać utworzony także tylko Wolą Boga, którego chcecie przecież czcić! Nigdy nie pozwólcie jednak na to, aby poczucie posiadania świeckiego majątku ukołysało was do snu, lecz używajcie go w zdrowy sposób.

Tak samo trzeba podchodzić do owych szczególnych darów, jakimi są siły mogące leczyć różne choroby lub do innych podobnych zdolności. W swojej naiwności, którą właściwie można nazwać bezczelnością, ludzie ziemscy myślą sobie, że owe właściwości powinni mieć do dyspozycji za darmo, ponieważ ponoć zostały zesłane z duchowości także za darmo, aby z nich korzystać. Dochodzi wręcz do tego, że niektórzy oczekują przejawów specjalnej wdzięczności za to, że w momencie najwyższej potrzeby łaskawie skorzystali z takiej pomocy. Takim ludziom ziemskim nie powinno się pomagać, nawet gdyby była to jedyna rzecz, która mogłaby ich jeszcze uratować!

Obdarzeni takimi zdolnościami powinni najpierw sami nauczyć się bardziej doceniać wartości owego daru ofiarowanego im przez Boga, aby znowu nie rzucali pereł przed wieprze. Jeżeli mają naprawdę pomóc, to potrzebują w tym celu o wiele więcej cielesnej oraz subtelnomaterialnej siły i tak samo zresztą czasu, niż adwokat błyskotliwie broniący klienta lub lekarz odwiedzający swych chorych czy też malarz tworzący obraz. Nikomu nigdy nie wpadłoby do głowy, aby żądać bezpłatnej pomocy od prawnika, lekarza czy malarza. A przecież zdolność kojarzenia faktów, która potrzebna im jest do wykonywania ich zawodów, jest także tylko »Bożym darem« i niczym innym. Odrzućcie wreszcie swoje żebracze łachmany i pokażcie się w szacie, która wam się należy.

Dodaj komentarz

ASTROLOGIA

ASTROLOGIA

71.

Bywa nazywana królewską sztuką i nie bez racji. Nie dlatego bynajmniej, że jest królową wszystkich sztuk, a już na pewno nie korzystają z niej tylko ziemscy królowie, ale człowiek, który potrafiłby rzeczywiście odpowiednio do niej podchodzić, mógłby w duchowości zajmować stanowiska królewskie. Stałby się w ten sposób tym, w którego rękach spoczywa to, co się dzieje oraz do czego dojść nie może.

Nie ma jednak ani jednego ziemskiego człowieka, któremu owe zdolności zostałyby ofiarowane. Dlatego wszelkie wysiłki podejmowane w tej dziedzinie muszą pozostać tylko żałosnymi i niepewnymi eksperymentami, chociaż przeprowadzane są skrupulatnie i pieczołowicie. Jeśli natomiast eksperymentom tym towarzyszy zamiast najwyższej powagi zarozumialstwo i chorobliwa fantazja, to stają się one bluźnierstwem.

Same obliczenia opierające się na ruchu gwiazd mogą pomóc tylko nieznacznie. Do promieniowania gwiazd należy przecież także współdziałające z nim promieniowanie danego miejsca na ziemi, w którym człowiek żyje oraz niewątpliwie także wszelkie działanie żywej subtelnomaterialności. To na przykład świat form myśli, następnie karma, nurty ciemności i Światła w materii i jeszcze wiele innych spraw. Który człowiek może się szczycić tym, że posiada dokładny i jasny wgląd tak samo w najgłębsze głębiny jak i najwyższe wyżyny materii?

Promieniowanie gwiazd wytwarza tylko drogi i kanały, którymi mogą w pobliże ludzkiego ducha przenikać bardziej skoncentrowane przejawy wszystkiego, co w subtelnomaterialności jest żywe, aby miało to na ducha wpływ. Można to sobie również wyobrazić w ten sposób: gwiazdy wysyłają sygnały okresom, w których mogą bezpośrednio płynąć do człowieka skoncentrowane powracające działania uczynków zwrotnych i innych nurtów, które prowadzone są przez promieniowanie gwiazd. Do nieprzyjaznego lub wręcz wrogiego promieniowania gwiezdnego dołączają się nieprzyjazne lub złe nurty unoszące się dla danego człowieka w świecie subtelnomaterialnym. Do promieniowań przychylnych dołączają się zaś w wyniku jednorodności nurty dobre.

Dlatego same obliczenia nie są znów aż tak całkiem bezwartościowe. Muszą one dlatego być bezwarunkowo oparte na założeniu, że w czasie niesprzyjającego promieniowania dosięgnie człowieka także powracające niesprzyjające jemu działanie zwrotne. I na odwrót – sprzyjającemu promieniowaniu gwiazd towarzyszy działanie zwrotne sprzyjające. W inny sposób promieniowanie nie może się przejawić. Promieniowania gwiazd same w sobie nie są wszak żadnym pozbawionym mocy przywidzeniem, dopóki nie mają kontaktu z innymi siłami. Posiadają także samoczynne skutki, tworzą swego rodzaju tamę.

Jeżeli w świecie subtelnomaterialnym wchodzą w rachubę dla danego człowieka tylko złe skutki zwrotne, to ich czynność i wpływ na człowieka w dniach lub godzinach korzystnego promieniowania jest w wyniku gatunku tego promieniowania jakby odcięte, stłumione, zepchnięte na dalszy plan lub przynajmniej mocno ograniczone. Mechanizm ten działa naturalnie także w sytuacji odwrotnej. Niesprzyjające promieniowania gwiazd mogą zatrzymać sprzyjające skutki na tak długo, jak długo trwa działanie wrogich promieni, chociaż do człowieka akurat powraca dobre działanie zwrotne i właśnie działa.

Jeżeli więc kanały gwiezdnego promieniowania pozostają puste dlatego, że nie ma jednorodnych z nimi skutków karmicznych, spełniają przynajmniej rolę tymczasowej tamy przeciwko zwrotnym skutkom innego gatunku, jeśli oczywiście takie działają, a więc w jakimś stopniu kanały te przejawiają się zawsze. Dobre promieniowanie gwiazd nie musi przynosić jednak ze sobą zawsze czegoś dobrego, tak samo jak złe promieniowanie nie zawsze musi szkodzić, jeżeli dla danego człowieka nie jest to przygotowane.

Astrologowie nie mogą na to odpowiedzieć: »A więc mamy jednak rację!« Przecież ta ich racja jest w najróżniejszy sposób uwarunkowana i bardzo ograniczona. Nie daje im prawa do tak często przejawiającego się z ich strony zarozumialstwa i zachwalania własnej działalności, połączonej z czerpaniem korzyści materialnych. Puste kanały gwiezdnych promieni mogą wprawdzie być przyczyną przerwania danego działania, lecz niczego innego. Dobra i zła nie wytwarzają.

Trzeba jednak przyznać, że krótkotrwałe przerwanie niekorzystnych skutków działania zwrotnego jest właściwie w pewnym sensie także czymś dobrym. Udręczony człowiek może wtedy skorzystać z nadarzającej się okazji do odpoczynku, aby w ten sposób naczerpać siły potrzebnej jemu do znoszenia dalszego ciągu niekorzystnych skutków zwrotnych.

Oprócz tego właśnie niekorzystne promieniowania powinny pobudzić człowieka do większego wytężenia sił, które ducha obudzi, wzmocni i zawsze bardziej rozżarzy, jeżeli musi te przeszkody z wysiłkiem pokonywać.

Jeżeli nie zwracamy uwagi na chełpliwość i autoreklamę wielu astrologów, to ich obliczenia pomimo wszystko mogłyby przynosić pewną korzyść. Decydują o tym jednak jeszcze inne ważne okoliczności, w wyniku których na obliczeniach tych nie można polegać. Dlatego przynoszą ludziom w końcowym efekcie często więcej szkody niż pożytku.

W rachubę bowiem nie wchodzi tylko owych kilka ciał niebieskich, które biorą pod uwagę w dzisiejszych czasach astrologowie w swych obliczeniach. Bardzo ważna jest niezliczona liczba innych, przez astrologów nieznanych gwiazd, które działanie znanych gwiazd osłabiają lub wzmacniają, przecinają i odsuwają, tak więc końcowy wynik obliczeń może być niekiedy zupełnie różny od tego, do którego zdolny jest dotrzeć dziś chociażby najlepszy nawet astrolog.

Wreszcie decydującą jest jeszcze jedna sprawa i to ta najważniejsza i najbardziej skomplikowana: duch każdego człowieka! Na zestawianie astrologicznych obliczeń powinien ważyć się tylko taki człowiek, który prócz innych spraw potrafi także dokładnie, do ostatniego szczegółu ocenić każdego poszczególnego ducha! Taki człowiek musi być zdolny rozróżniać wszystkie jego cechy, właściwości, powiązania jego karmy, jak również całość jego dążenia. Krótko mówiąc, całą jego rzeczywistą subtelnomaterialną dojrzałość lub niedojrzałość musi on widzieć w gamie najbardziej subtelnych odcieni.

Choćby promieniowanie gwiazd było dla człowieka jak najbardziej przychylne, to i tak nie spotka go nic światłego, a więc dobrego, jeżeli w wyniku stanu swego ducha jest otoczony ciemnością. I na odwrót, nawet najbardziej zły gwiezdny nurt nie jest zdolny człowieka, którego filozofia życia pozwala jemu znosić wokół siebie tylko wszystko to, co czyste i jasne, ograniczyć do tego stopnia, aby jemu poważnie zaszkodzić. Wszystko w końcu przyjmie korzystny obrót spraw.

Wszechmoc i mądrość Boga nie jest tak jednostronna, jak wyobrażają to sobie zwolennicy astrologii w swych obliczeniach. Bóg nie czyni losu swych ludzi, a więc ich szczęścia i cierpienia, zależnym tylko od promieniowania gwiazd.

Promienie te wprawdzie mocno współdziałają i to nie tylko w wypadku każdej jednostki, lecz także w wypadku procesów ogólnoświatowych, zawsze są jednak tylko aktywnym narzędziem, a ich udział w owych procesach nie dość, że zależy od wielu innych wpływów, lecz jest także zależny od tego, czy owe wpływy i skutki mogą się przejawić. Jeżeli nawet wielu astrologów sądzi, że w swojej pracy opierają się na intuicji czy wręcz natchnieniu lub inspiracji, to i tak nie są zdolni wpłynąć na wyniki swej pracy do tego stopnia, aby można było bardziej dowierzać ich obliczeniom.

Obliczenia są więc jednostronne, niezupełne i pełne niedociągnięć, krótko mówiąc: są niedoskonałe. Wprowadzają wśród ludzi niepokój. Niepokój wszak jest najbardziej niebezpiecznym wrogiem ducha, ponieważ narusza mur będący naturalną ochroną i otwiera w ten sposób drzwi akurat przed takim złem, które w innym wypadku nie miałoby do człowieka dostępu.

Wielu ludzi ogarnia niepokój, jeżeli dowiedzą się, że znajdują się pod wpływem niekorzystnego, złego promieniowania. Często także bywają zbyt ufni, a w wyniku tego nieostrożni, jeżeli są przekonani o działaniu na nich promieni akurat im sprzyjających. Opierając się na niedoskonałych obliczeniach biorą na swoje barki dodatkowy ciężar zbędnych trosk, zamiast mieć ciągle wolnego, radosnego ducha, zdolnego zmobilizować do obrony o wiele więcej sił niż mogą stłumić najbardziej mocne złe nurty.

Jeżeli już astrologowie nie mogą postępować inaczej, to mieliby spokojnie kontynuować swe prace i doskonalić się w nich, lecz tylko w cichości i tylko dla siebie samych. Tak zresztą postępują wszyscy ci pośród nich, którzy sprawy te traktują poważnie! Powinni zaoszczędzić ludziom kłopotów związanych z poważnym traktowaniem ich niedoskonałych obliczeń, ponieważ w ten sposób sieją tylko zamęt i zgubę. Owocem takiego postępowania może być tylko nadszarpnięta wiara człowieka w swoje własne możliwości i szkodliwe ograniczanie wolnych duchów, a tego trzeba się koniecznie wystrzegać.

Dodaj komentarz

ZBRODNIA HIPNOZY

ZBRODNIA HIPNOZY

70.

To dziwne! Kiedyś ziemscy ludzie, przede wszystkim liczni lekarze ostro sprzeciwiali się teoriom, które twierdziły, że hipnoza rzeczywiście istnieje. Bez wahania oznaczali hipnozę za bezsens i podstęp. Tak samo zresztą niedawno wyglądała sytuacja z magnetoterapią, która jest dzisiaj błogosławieństwem dla wielu chorych. Osoby leczące z jej pomocą były bezwzględnie atakowane i oskarżane o szarlataństwo oraz wyłudzanie pieniędzy.

Dzisiaj wbrew temu wszystkiemu najczęściej używają hipnozy właśnie lekarze. Tego, co kiedyś w najbardziej niewybredny sposób atakowali, dzisiaj bronią.

Ową rzeczywistość można oceniać z dwóch punktów widzenia. Kto całkiem obiektywnie obserwował ówczesne spory i kłótnie, teraz musi uśmiechać się pod nosem, widząc, jak ci, którzy jeszcze nie tak dawno byli wrogami hipnozy, starają się obecnie jeszcze gorliwiej nią się posługiwać. Z drugiej strony trzeba jednak przyznać, że tak groteskowemu obrotowi sprawy należy się również uznanie. Trzeba mieć niemało odwagi, aby wystawiać swoją reputację na w tym wypadku mające rację bytu kpiny i docinki.

Można w takim postępowaniu zauważyć szczere chęci, z jakimi lekarze rzeczywiście chcą ludzkości pomóc, nie lękając się równocześnie zagrożenia ze strony prześmiewców.

Szkoda tylko, że ludzie nie wzięli z tego nauki na przyszłość i nie stali się bardziej ostrożni w wystawianiu swych ocen w wypadkach wręcz jawnego atakowania spraw należących do tego samego kręgu spraw, co hipnoza. W wielu innych sprawach tego typu rzecz wygląda, wbrew wszelkim doświadczeniom, niestety zupełnie tak samo lub jeszcze gorzej.

W końcu znowu sytuacja będzie się powtarzać. Ludzie ziemscy znów ni stąd, ni zowąd zaczną nagle gorliwie popierać coś, z czym do tej pory z uporem walczyli. Ba, mało tego. Będą bezwzględnie i wszelkimi środkami dążyć do opanowania tych rzeczy tylko we własnym zakresie, aby tylko oni sami mogli z tego korzystać, chociaż przedtem z ostrożnością pozostawiali odkrywanie tego innym, najczęściej tak zwanym »laikom«, których nieustannie atakowali.

Nie ustalam na razie, czy takie postępowanie powinno być traktowane jak zasługa i czyn bohaterski. Jest jednak bardziej prawdopodobne, że w wyniku ciągłego powtarzania się tej sytuacji może się ona pokazać w całkiem innym świetle. Taki zawsze jest wynik powierzchownego badania sprawy.

Cała rzecz jednak stanie się o wiele bardziej poważna, jeżeli należycie znacie skutki korzystania z hipnozy. To dobrze, że nareszcie uznano i potwierdzono istnienie hipnozy i że w wyniku tego nauka zaprzestała swych ataków. Ataków obfitych w słowa, lecz po obecnych doświadczeniach zdradzających tylko swoją niekompetencję. Ale to, że używanie hipnozy tak bardzo się rozprzestrzeniło i to w dodatku pod ochroną jej byłych przeciwników, którzy nagle posiedli wiedzę, świadczy tylko o tym, że owi wiedzący w rzeczywistości są o wiele bardziej oddaleni od rzeczywistego poznania niż laicy, którzy pierwotnie szukali i którzy czuli się obrażeni.

To straszne mieć świadomość tego, jakie nieszczęście powstaje w wyniku ufnego powierzania swego losu przez tysiące ziemskich ludzi w tak zwane powołane ręce w celu dobrowolnego poddania się hipnozie. Zostali do tego namówieni, lub, a to jest bardziej niż karygodne, bez swej wiedzy zmuszeni. I chociaż wszystko to dzieje się z jak najlepszymi zamiarami i z chęcią osiągnięcia dobra, to i tak nic nie zmieni faktu powstawania ogromnych szkód w każdym wypadku użycia hipnozy! Ręce używające hipnozy nie są powołane. Powołanym może być tylko ten, kto doskonale zna sfery, do których należą środki, jakich używa. W wypadku hipnozy chodzi o sferę subtelnomaterialną! Kto ją zna naprawdę, a nie tylko domyśla się tego, ten nigdy nie będzie używał hipnozy, jeżeli życzy swemu bliźniemu dobra. Chyba, że chce jemu umyślnie i z całą świadomością wyrządzić wielką krzywdę.

W ten sposób ziemscy ludzie obciążają się winą wszędzie tam, gdzie stosują hipnozę i to bez względu na to czy są laikami, czy też nie! Pod tym względem nie ma żadnych wyjątków!

Wystarczy po prostu logicznie się zastanowić, aby dojść do wniosku, że chodzi w końcu o niesamowitą lekkomyślność, jeżeli pracuje się z czymś, czego wyniki można przewidzieć tylko w początkowym stadium, a o końcowym efekcie nie potrafi się niczego powiedzieć.

Nie można spokojnie spoglądać na tak lekkomyślne postępowanie w dziedzinie dotyczącej błogości lub cierpienia bliźnich. Chodzi przecież o szkody spowodowane nie tylko osobie, która hipnozie się poddała. Odpowiedzialność spada także podwójnie ciężko na tego, który wszystko przeprowadził. Ludzie ziemscy nie powinni z ufnością poddawać się czemuś, czego sami dokładnie nie znają. A jeżeli dzieje się to bez ich wiedzy i woli, to postępowanie takie jest i tak zbrodnią, chociaż przeprowadzane jest przez tak zwane powołane ręce.

Ponieważ nie można zakładać, że wszyscy używający hipnozy mają zamiar swym bliźnim szkodzić, w rachubę wchodzi więc już tylko absolutny brak rozeznania dotyczący tak mechanizmu działania hipnozy, jak skutków swej własnej czynności. W to nie można wątpić nawet przez chwilę; można brać pod uwagę tylko jedno lub drugie. Jako jedyny możliwy pozostaje więc wariant drugi: nieznajomość rzeczy.

Kiedy więc ktoś działa na swego bliźniego za pomocą hipnozy, to pęta tym jego ducha! Owo pętanie samo w sobie jest przestępstwem duchowym, zbrodnią. Nie pomoże usprawiedliwianie się tym, że hipnoza została użyta w celu leczenia choroby cielesnej lub psychicznej. Obroną hipnozy nie może być również fakt poprawy kondycji psychicznej, a więc twierdzenie, że w ten sposób tylko polepszyła się wola człowieka, czyli, że ten zyskał.

Życie i postępowanie opierające się na takim przekonaniu to okłamywanie samego siebie. Duch może skorzystać tylko i wyłącznie z tego, co przeprowadzi w swym wolnym i przez nikogo nie zmanipulowanym chceniu, które właśnie potrzebne jemu jest do rzeczywistego wzlotu. Cała reszta to rzeczy, które się nie liczą i które mogą przynosić tylko chwilową korzyść lub szkodę.

Każde spętanie ducha, bez względu na to, w jakim celu zostało przeprowadzone, zawsze uniemożliwia postęp, a ten jest bezwarunkowo potrzebny Nie bacząc już nawet na to, że owo spętanie niesie ze sobą więcej zagrożenia niż pożytku. Na w ten sposób spętanego ducha może później w łatwy sposób oddziaływać nie tylko hipnotyzer, lecz duch ten jest do pewnego stopnia także zdany na wpływy subtelnomaterialne i to nawet wtedy, kiedy hipnotyzer ewentualnie tego zakazał. Jeżeli duch jest spętany, to brak jemu tak bardzo potrzebnej obrony przeciwko takim wpływom, obrony, którą może jemu dać tylko całkowita wolność poruszania się.

Fakt nie zaobserwowania żadnych przejawów owych ciągłych walk, ataków i udanej lub nieudanej obrony nie jest dowodem na to, że świat subtelnomaterialny nie jest żywy i że ludzie nie biorą w tym wszystkim udziału.

Każdy, kto znajduje się pod wpływem skutecznej hipnozy, ma więc bardziej lub mniej ograniczoną możliwość prawdziwego rozwoju swego najbardziej wewnętrznego sedna. Towarzyszące temu okoliczności zewnętrzne, bez względu na to, czy są przejściowo korzystne, czy niosące szkodę, są drugorzędne i nie mogą wpływać na ocenę zjawiska. Duch musi pozostać pod każdym względem wolny, ponieważ ostatecznie chodzi tylko o niego!

Załóżmy, że dojdzie do widzialnej, na pierwszy rzut oka wyraźnej poprawy, co zresztą jest częstym argumentem tych, którzy z hipnozy przy pracy korzystają. Lecz człowiek, o którego chodzi, nie odniósł z tego w rzeczywistości żadnej korzyści. Jego spętany duch nie może w subtelnomaterialności działać tak twórczo, jak duch posiadający doskonałą wolność. Subtelnomaterialne wytwory jego spętanej lub zmuszonej do czegoś woli nie posiadają siły, ponieważ zostały sformowane dopiero z drugiej ręki i w świecie subtelnomaterialnym bardzo szybko więdną. Dlatego jego ulepszone chcenie nie może jemu w zwrotnym działaniu przynieść takich korzyści, jakich można by oczekiwać w wypadku wytworów wolnego ducha.

Lecz tak samo sprawy wyglądają wtedy, kiedy duch spętany rozkazem hipnotyzera chce wykonać lub wykona coś złego. Jego subtelnomaterialne wytwory nie posiadają potrzebnej siły i szybko zanikną lub pozostaną wchłonięte przez inne wytwory z nimi jednorodne, chociaż gęstomaterialne postępowanie jest złe. W ten sposób w ogóle nie może nastać subtelnomaterialne działanie zwrotne, tak więc człowiek, który został do tego zmuszony, może wprawdzie odpowiadać za swoje czyny w obliczu świeckiej sprawiedliwości, lecz nigdy nie duchowo. Dokładnie o taki sam mechanizm działania chodzi w wypadku ludzi chorych umysłowo.

Widzimy w tym znów absolutną Sprawiedliwość Stwórcy, która w świecie subtelnomaterialnym przejawia się pod postacią żywych i doskonałych praw. Osoba zmuszona przez obcą wolę do złych czynów nie może być winna w takim samym stopniu, w jakim nie otrzyma błogosławieństwa człowiek czyniący dobro, ponieważ co uczynił lepszego, to uczynił będąc pod ciśnieniem obcej woli. On sam jako samodzielne »ja«, nie brał w tym udziału.

Może za to nastać coś innego: Do ducha hipnotycznie przemocą spętanego przykuty jest, jak łańcuchami do swej ofiary, również hipnotyzer. Łańcuchów tych się nie pozbawi, dopóki nie dopomoże swej przemocą spętanej i zatrzymanej w rozwoju ofierze dogonić wszystkiego tego, co w wyniku spętania hipnozą utraciła. Po zakończeniu swojego ziemskiego życia musi hipnotyzer podążyć aż do poziomów osiągniętych przez ducha przez niego spętanego, nawet jeżeli miałby zanurzyć się w najgłębszą głębinę.

Można sobie łatwo wyobrazić, co czeka na ziemskich ludzi często parających się hipnotyzowaniem. Kiedy po ziemskiej śmierci przebudzą się i trochę się opamiętają, to poznają z przerażeniem, jak wiele pętli wiąże ich zarówno z tymi, którzy umarli przed nimi, jak również z tymi, którzy jeszcze wędrują po ziemi. Ani jedna pętla nie zostanie im wybaczona. Włókno po włóknie muszą wszystkie rozwiązać, nawet gdyby mieli w ten sposób stracić tysiące lat.

Jest jednak całkiem prawdopodobne to, że uczynić tego nie zdążą, lecz zostaną porwani w rozkład do leja, który zniszczy ich osobowość, ich własne »ja«, albowiem ciężko zgrzeszyli przeciw Duchowi!

Dodaj komentarz

JEZUS CHRYSTUS W TELEWIZJI

JEZUS CHRYSTUS W TELEWIZJI

441.

Niczym złodziej filmowany ukrytą kamerą, już na nic innego dziennikarza Monikę D. z Polsatu nie stać. Film nie stanowi ciągu logicznej wypowiedzi, a próbuje się Syna Bożego pokazać w cieniu.

Lecz Światło jasno ukazuje jak dominikanie czytaj księża, pseudo lekarze czytaj psycholodzy, czy inni uczestnicy całego zdarzenia mdłe mają pojęcie o sobie samych, a o Synu Bożym najmniejszego pojęcia.

Chory świat ułudy, fałszywy obraz w telewizji.

Dziennikarz miał problem z gardłem, gdyż kłamliwy zamiar ją do Mnie skierował, brak pokory z kolan jej pochodził, układ trawienny nie funkcjonuje, gdyż swojego życia nie trawił, a nadmierne myślenie to dysfunkcja jej mózgu przedniego uciskiem się przejawił.

Osoba została oceniona zdrowotnie i oczyszczona, a bród ukazał się na Moich rękach i symbolicznie została zmyta jak cały ten materiał nagrany i niekompletny poskładany. Skutek zwrotny na dziennikarzu się przejawi, a i Polsat jako narzędzie nie zostanie oszczędzony.

Albo pokazuje się całość nagrania i wynikający z tego sens, albo przekazuje się niepełną wypowiedź ukrytą kamerą.

W Mojej wypowiedzi niosę pomoc potrzebującym, uzdrawiam chorych, ich ziemskie ciała zdrowieją, duchowo ożywają i ani jednego nie ma, który by nie otrzymał łaski uzdrowienia. Wzmacniam słabych w wierze i podnoszę na duchu, otrzymujecie łaskę na odczynienie grzechów, gdy pojmiecie dlaczego chorujecie, gdyż podaję przyczynę waszej dolegliwości czego medyk tzw. lekarz nie potrafi i możecie się uwolnić od klątwy, która wam ciążyła na życiu.

Pani Monika D. przyszła do Mnie z fałszywym znakiem, miała nieczysty zamiar, lecz program Interwencja w Polsacie stał się głośną reklamą Moją Syna Bożego, Świętego Graala na ziemi, największego Uzdrowiciela, który uzdrawia energią i leczy ludzkie duchy jakże skutecznie!

Pozdrawiam!

Jezus Chrystus

Dodaj komentarz

Starsze wpisy »