Archiwum dla Uzdrowiciel ze Światła

CHEMITRALE, TO ZBRODNICZY CZYN RZĄDÓW NA LUDZIACH!

CHEMITRALE, TO ZBRODNICZY CZYN RZĄDÓW NA LUDZIACH!

520.

Rządy wielu państw zezwoliły, aby powietrze, którym oddychacie zostało skażone celowo substancją chemiczną. Tak zwane chemitrale, to silne związki, które powodują wiele chorób u ludzi wnikając przez powietrze, którym oddychacie.

Dodatkowo skażają wodę, wnikają w glebę, a potem przez rośliny znów do waszego organizmu, w taki sam sposób są skażone zwierzęta.

To oczywista zbrodnia rządzących na swoich społeczeństwach, wspieranie ciemnych tworów, które dążą do realizacji swoich jakże upadłych idei. Już czas, aby to haniebne działanie wyszło na jaw. Już czas, aby organizacje wielonarodowe takie jak; ONZ, WHO – Światowa Organizacja Zdrowia, Bank Światowy czy inne, ukazały się w świetle swoich negatywnych działań.

Widać, że to wszystko zmierza do samego dna.

Każdy człowiek ma prawo do; czystego powietrza, którym oddycha, do czystej żywności, którą spożywa, do czystej wody, którą pije…, bo tylko tak może zabezpieczyć swoje zdrowie, aby jego duch miał sprawne ziemskie okrycie.

Stwórca poprzez naturę daje wam to wszystko do dyspozycji i nie możecie tego zmieniać, bez ujmy na swoim ziemskim ciele, do naturalnego rozwoju waszego ducha potrzebujecie w pełni sprawne ziemskie okrycie.

Niszcząc swoich bliźnich, niszczycie siebie w skutku zwrotnym, takie jest Boże prawo, które uderza teraz mocno w tych, którzy to wszystko wymyślili, stworzyli i użyli.

Ginie coraz więcej ziemskich tworów, już nie ludzi, natura poprzez żywioły dotkliwie was rani i zabija, niszczy wasze ziemskie dobra, kiedy wreszcie zrozumiecie, że to wszystko narasta i doprowadzi większość – wszystkich ciemnych do całkowitej zagłady.

Jest Królestwo Boże na ziemi, w nim Ja Król Jezus Chrystus, wy jesteście według Bożych praw Mi podporządkowani, swojej wolnej woli nie macie, panuje Wola Stwórcy, więc niepodporządkowanie się pojedynczych ziemskich ludzi, czy całych narodów doprowadza was do zagłady.

Ja swój cel osiągnę i na ziemi zostaną tylko czyści, to ci, którzy chcą Bożych praw w swoim życiu, chcą się zmienić na duchowych ludzi, to wartości, które utrzymają was jeszcze przy życiu na ziemi.

Twórcy ciemnych idei i ich zasad zanikają, w taki sposób, aby mocno to ich bolało, uświadamiając sobie, że źle postąpili.

Ponieważ Sąd Ostateczny się zakończył w 2007 roku, to każdy z was już się określił; za Światłem lub za ciemnościami i tam teraz w przyśpieszony sposób zmierza.

Cóż, życie prawdziwe płynie od Boga, martwi duchowo nie są nikomu tu na ziemi potrzebni, więc niech giną i to się realizuje na waszych oczach, to takie oczywiste, to żywiołowy proces.

Król Jezus Chrystus

Dodaj komentarz

NIEKIEDY CHOROBA POTRZEBNA!

NIEKIEDY CHOROBA POTRZEBNA!

506.

Aby coś lepiej pojąć, zrozumieć, doświadczyć, aby przygotować lepiej swoje okrycie do kolejnych procesów energetycznych. Trzeba wyciągać z tego wnioski na przyszłość, poznać proces i jego zależności.

Cały proces trzeba w naturalny sposób przeżyć i doświadczyć, jakiekolwiek tak zwane lekarstwa syntetyczne dobre są na śmietnik, blokują organizm i szkodzą jemu skutecznie, to dziś tak mocno się przejawia.

Medycy ziemscy nie lekarze, to całkiem sporo grono, które kosztem tak zwanych pacjentów mocno się bogaci, to konsorcjum niczym nie różniącym się od kompleksu obozów koncentracyjnych dla zdrowych ludzi.

Zależności są jasne i czytelne, łatwo rozpoznać, gdyż przejawiają się w dziennym świetle, to już koszmar.

Odrzucając naturalne duchowe życie, wsparte o zdrowe ziemskie ciało, staliście się tworami bez dziennej logiki i jakiejkolwiek zdolności odczuwania. Systematyczne działanie już pokoleniowe stworzyło twory nie mogące się duchowo przebudzić, aby stać się człowiekiem. Wasza wina, to wasze codzienne zachowanie i postępowanie, które stworzyło potwora nie mającego już dziś prawa istnieć. Służycie ciemnemu panu od pieniądza, religii i świeckiej władzy, którzy jeszcze nie tak dawno służyli Lucyferowi, który został skutecznie wyeliminowany. Zostały twory osamotnione z deformacją największą – z chorym, nadmiernym, nielogicznym myśleniem z odczuwaniem poniżej zwierząt.

Nie ma zgody na wasze trwanie jako zdeformowane twory już nie ludzie na ziemi w tej części Materii, więc zostajecie odwoływani. Obecnie wybiórczo, czyli ci wszyscy, którzy stoją w ziemskiej – świeckiej, finansowej czy religijnej hierarchii. Za wami pójdą tłumy, system stworzony uderza w twórców, ich chętnych sług, tych którzy są ręką wykonawczą, podającą.

Cóż, musicie zapomnieć o dominacji rozumu, obecnie dominuje duch, który ma Moje Światła wsparcie, ciemni bez sztucznych komponentów swojego bytu nie potrafią funkcjonować, zasada; morduj bliźniego swego na nich się realizuje, przyjrzyjcie się wyraźnie, to wnioski sami wyciągniecie co do dalszych zjawisk.

Wielka choroba Ziemi, która negatywnie oddziaływała na tą część Wielkiej Materii późniejszego stworzenia jest leczona nad wyraz skutecznie, jeszcze trochę ziemskiego czasu, a organizm energetyczny jakim jest Ziemia samodzielnie może funkcjonować jak było na samym początku, gdy ludzki duch współbrzmiał z Bożą Wolą w tej części Materii.

Poczujcie, co płynie z przekazu duchowego, to droga do pojęcia istoty Prawdy, rozumowo jednak szybko utopicie się w ciemnym bagnie.

Jezus Chrystus Uzdrowiciel Ziemi.

Dodaj komentarz

Głosi, że jest Bogiem i werbuje wiernych

Jezus Chrystus WrocławPOLSKA Gazeta Wrocławska

Głosi, że jest Bogiem i werbuje wiernych

24.10.2008

Wrocławski uzdrowiciel może być groźny. Wyznawców kusił na targach niezwykłości.
- Czy to prawda, że uważa się pan za Jezusa Chrystusa? – pytamy Romualda Statkiewicza. – Nie uważam się. Ja jestem Jezusem Chrystusem i mogę to udowodnić – odpowiada zdecydowanie.

Zdaniem pracowników Dominikańskiego Ośrodka Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych z Wrocławia, działalność mężczyzny może być niebezpieczna, bo stworzył on zalążek nowej sekty i od kilku miesięcy werbuje do niej ludzi. Ma już grupkę ludzi, która mu ślepo ufa. Niektórzy przestali utrzymywać kontakty z najbliższymi.
Jak ustaliliśmy, Statkiewicz chętnych na swoje “usługi” uzdrowiciela, jasnowidza, egzorcysty szukał na wrześniowych Wrocławskich Spotkaniach Zdrowia, Wróżb i Medycyny Niekonwencjonalnej w Hali Ludowej. Ale organizatorzy go nie kojarzą.
- Mógł się wystawić pod innym nazwiskiem – przyznaje Agnieszka Wardawa, rzeczniczka Hali.

- Znamy tego człowieka, tylko kiedyś posługiwał się pseudonimem Zachariasz – mówi dominikanin, ojciec Tomasz Franc. – Przez jakiś czas był związany z Haliną T., właścicielką księgarni ezoterycznej w Śródmieściu, która uznała siebie za boga i skupiła wokół siebie grupę ludzi. Byli pod tak mocnym jej wpływem, że oddawali jej część swoich dochodów. Na szczęście kobieta przestała działać. Ale pojawił się jej uczeń – opowiada ojciec Franc.

Dominikanin nie ukrywa, że ośrodek zajmujący się sektami miał już niepokojące sygnały w sprawie “nowego Jezusa”.
- Mieliśmy zgłoszenie od syna zaniepokojonego losem rodziców, którzy są wyznawcami ucznia – przyznaje dominikanin.
Dlaczego kontakty z “Jezusem” mogą być groźne dla ludzi?
- Jeśli ktoś uważa siebie za boga, może sobie rościć niesłuszne prawo do wszystkiego: naszych pieniędzy, naszego życia – twierdzi ojciec Franc.

Romuald Statkiewicz z wykształcenia jest wojskowym. Przez ponad 10 lat pracował w jednostce lotniczej we Wrocławiu. Ale mundur już dawno porzucił i wyprowadził się do Opola. Ostatnio zaczął prowadzić bloga jako “Jezus”. Na stronie przepowiada m.in. nadejście apokalipsy. Poza tym prowadzi działalność jako doradca życiowy i uzdrowiciel, który rzekomo wyleczy z wszystkich chorób, uwolni od klątw i czarów, ma moc jasnowidzenia. Oczywiście, nie za darmo.
Twierdzi, że wyleczył już wiele osób i mogą one to potwierdzić.
- Ja przekazuje im siłę do uzdrowienia. Problem w tym, że ludzie za dużo myślą, a za mało czują. Jestem tu po to, by im pokazać prawdę – tłumaczy. Podkreśla, że nikogo nie werbuje na siłę. A osoby z nim związane, to “ludzkie duchy, które go spotkały i zaczęły iść tą samą drogą”.

Dodaj komentarz

ŚMIERĆ

ŚMIERĆ

75.

Jest coś, w co wierzą wszyscy ziemscy ludzie bez wyjątku. To śmierć! Każdy jest przekonany, że śmierć nadejdzie. Jest to jeden z niewielu faktów, z którym nie łączą się żadne spory ani wątpliwości.

Chociaż wszyscy ziemscy ludzie już od najmłodszych lat liczą się z tym, że muszą kiedyś umrzeć, to i tak większość z nich nie dopuszcza do siebie myśli o tym. Wielu z nich nawet irytuje się, jeżeli w ich obecności przypadkiem zejdą rozmowy na ten temat. Inni znów z lękiem omijają cmentarze, unikają pogrzebów i starają się szybko pozbawić doznań związanych z napotkaniem konduktu pogrzebowego.

W dodatku ciągle dręczy ich ukryty strach przed niespodziewanym nadejściem śmierci. Nieokreślona obawa powstrzymuje ich od poważnego potraktowania owej nieodwracalnej rzeczywistości.

Trudno znaleźć jeszcze coś, co byłoby tak nieuniknione, a jednocześnie w myślach tak odkładane na bok, jak śmierć. A przecież oprócz narodzin nie ma w ziemskim życiu bardziej ważnego procesu niż śmierć. Jak bardzo rzuca się w oczy niechęć człowieka ziemskiego do rozważań na temat właśnie początku i końca swojego pobytu na ziemi. Rzeczom zaś mało ważnym lub wręcz błahym stara się nadać głęboki sens.

Człowiek ziemski bada i stara się dociec raczej do wszystkiego, co dzieje się w okresie między narodzeniem, a śmiercią, niż do spraw mogących przynieść jemu wyjaśnienie wszelkich zagadnień – spraw związanych z początkiem i końcem swojego ziemskiego życia. Śmierć i narodziny są ściśle połączone, ponieważ jedno jest wynikiem drugiego.

Jak mało powagi człowiek ziemski nadaje już samemu aktowi płodzenia! Z nadawaniem temu procesowi ludzkiego dostojeństwa można się spotkać tylko w nielicznych wypadkach. Ludzie ziemscy podczas owego procesu z upodobaniem sami siebie stawiają na poziomie zwierząt, lecz niewinności zwierząt nie potrafią przy tym dochować. W ten sposób schodzą pod ich poziom, albowiem zwierzęta postępują zawsze zgodnie z zajmowanym przez nich stopniem w stworzeniu.

Człowiek ziemski jednak nie potrafi lub też nie chce pozostać na stopniu, który jemu przysługuje. Schodzi coraz niżej i potem jest bardzo zdziwiony, kiedy widzi, że pod różnymi względami ludzkość zmierza nieustannie w dół.

Już wszystkie tradycje związane z weselem zmierzają do tego, aby małżeństwo traktować jak sprawę tylko i wyłącznie ziemską. W wielu wypadkach dochodzi wszystko tak daleko, że poważni ludzie odwracają się ze wstrętem od szczegółów, które niewątpliwie dotyczą tylko kontaktu ziemskiego. Wesela bardzo często zmieniają się wręcz w orgie handlarzy. Wszyscy rodzice, którzy posiadają świadomość swojej wielkiej odpowiedzialności, powinni w najbardziej surowy sposób zabronić swoim ziemskim dzieciom brania w nich udziału.

Chłopcy i dziewczyny, którzy przy zwyczajach i aluzjach towarzyszących tradycyjnym weselom nie odczuwają w swych wnętrzach budzącego się wstrętu i raczej nie odejdą świadomi własnej odpowiedzialności za swoje zachowanie i postępowanie, znajdują się już tak czy owak na tak samo niskim poziomie. Przy jakimkolwiek ocenianiu nie można ich brać już w rachubę. To tak, jakby także w tym wypadku ludzie ziemscy starali się przy pomocy narkotyku okłamywać sami siebie i udawać, że nie istnieje coś, o czym akurat nie chcą myśleć.

Kiedy jednak życie na ziemi opiera się na tak chwiejnych podstawach, co stało się już regułą, to można zrozumieć, że ludzie ziemscy starają się przejść bardzo szybko ponad faktem istnienia śmierci i okłamać samych siebie starając się kurczowo nie myśleć o niej. Fakt odsuwania na bok wszystkich poważniejszych myśli wynika z niskiego stopnia, na którym znajdują się podczas płodzenia. Bliżej nieokreślony strach, który niczym cień towarzyszy człowiekowi podczas całego jego ziemskiego bytu, wynika w większości wypadków z pełnego uświadomienia sobie lekkomyślności i niewłaściwości swojego postępowania, które nie jest godne człowieka samego.

Tak więc w końcu, nie mogąc w inny sposób osiągnąć spokoju, pozostanie im tylko kurczowe okłamywanie samych siebie i twierdzenie, że wraz ze śmiercią wszystko się kończy. Ludzie ziemscy potwierdzają tym samym, że są świadomi swoich kompleksów i swojego tchórzostwa wynikającego z istnienia ewentualnej odpowiedzialności lub trzymają się nadziei, że nie są o wiele gorsi od innych.

Lecz wszystkie te fałszywe wyobrażenia nie zmienią nawet w najmniejszym stopniu faktu zbliżania się do nich ziemskiej śmierci. A ona zbliża się z każdym dniem, ba, z każdą godziną!

Jakże żałosny widok można często oglądać w ostatnich godzinach wielu ludzi ziemskich, gdy starających się uparcie zaprzeczać istnieniu odpowiedzialności w życiu po śmierci zaczynają nagle dręczyć bojaźliwe pytania. Pytania te są dowodem na to, że nagle przestają wierzyć swoim przekonaniom. Lecz potem niezbyt może im to pomóc, ponieważ to znów tylko tchórzostwo pozwoli im przed wykonaniem wielkiego kroku z ziemskiego życia nagle zobaczyć, że życie po śmierci i z nim związana odpowiedzialność są możliwe.

Obawa, strach i tchórzostwo, tak samo, jak upór, nie mogą złagodzić lub usunąć koniecznych zwrotnych skutków wszelkiego postępowania. W taki sposób nie może nikt przejrzeć na oczy, a więc uzyskać poznania. Spryt rozumu, tak często wypróbowany podczas ziemskiego życia, jeszcze w ostatnich godzinach przed śmiercią sprawi umierającym ludziom ziemskim ze strachu fatalny kawał. Z powodu zwykłej ostrożności zechce nagle ów spryt szybko uczynić ziemskich ludzi rozumowo pobożnymi. I to w chwili, kiedy odłączanie się dalej żyjącego subtelnomaterialnego człowieka od jego gęstomaterialnego ciała osiągnęło już taki stopień, że życie uczuciowe w tym momencie równe jest sile rozumu, któremu było dotąd siłą podporządkowane.

To jednak nic im nie pomoże! Zbiorą to, co w swoim ziemskim życiu zasiali myśleniem i postępowaniem. Nawet tego najmniejszego w ten sposób nie zmienią, o naprawie nawet nie wspominając. Zostaną bez możliwości obrony wciągnięci w tryby bezwzględnie działających praw działania zwrotnego, aby w ten sposób przeżyć w subtelnomaterialności wszystkie swoje błędy. Aby więc przeżyć swoje myśli i uczynki, które powstały w wyniku niewłaściwego przekonania.

Tacy ziemscy ludzie powinni rzeczywiście obawiać się godziny, w której opuszczą swoje ziemskie ciało gęstomaterialne chroniące ich przynajmniej przez pewien czas, niczym wał ochronny, przed wieloma procesami subtelnomaterialnymi. Ów wał ochronny dano im, by za nim, jak za tarczą, mogli w spokoju zmienić się na lepsze lub nawet całkowicie rozwiązać wiele spraw, które bez owej ochrony musiałyby w nich twardo uderzyć.

To podwójnie, ba, dziesięciokrotnie smutniejsze, jeżeli ktoś kołysząc się, jak pijany, przebrnie przez miłosiernie darowany jemu czas ziemskiego życia lekkomyślnie okłamując samego siebie. Obawy i strach są więc w wypadku wielu ziemskich ludzi całkiem na miejscu.

Zupełnie inaczej wygląda to w wypadku tych, którzy swojego ziemskiego życia nie zmarnowali i jeszcze dostatecznie wcześnie, choć może nawet dosyć późno, lecz bynajmniej nie ze strachu i przerażenia, wstąpili na drogę duchowego wzlotu. Swoje poważne poszukiwania zabiorą ze sobą w świat subtelnomaterialny, a tam staną się one dla nich oparciem. Mogą bez obaw i strachu przejść ze świata gęstomaterialnego do subtelnomaterialności, czego zresztą i tak nie można uniknąć, albowiem wszystko doczesne, a więc także ciało gęstomaterialne, musi kiedyś znów zaniknąć. Godzinę owego odejścia mogą tylko powitać z zadowoleniem, ponieważ stanowi ona dla nich z całą pewnością krok naprzód, i to bez względu na przeżycia czekające na nich w świecie subtelnomaterialnym. Jeżeli takich ludzi spotka dobro, to ich uszczęśliwi, a ciężkie przeżycia zostaną im niespodziewanie ułatwione. Chcenie dobra jest w tym wypadku pomocą skuteczniejszą niż kiedykolwiek myśleli.

Sam proces śmierci nie jest niczym innym, jak tylko narodzinami w świecie subtelnomaterialnym. Jest podobny do narodzin w gęstomaterialności. Po odłączeniu ciało subtelnomaterialne jest połączone z gęstomaterialnym przez jakiś czas jakby pępowiną, która jest tym słabsza, im lepiej przygotował swojego ducha do pobytu w zaświatach rodzący się w subtelnomaterialności człowiek już w czasie swojego ziemskiego bytu.

Im bardziej człowiek sam siebie wiązał z ziemią swoim chceniem, im bardziej wiązał się z gęstomaterialnością nie chcąc nic wiedzieć o dalszym ciągu życia w subtelnomaterialności, tym mocniejsza staje się w wyniku jego własnego chcenia także owa pępowina, łącząca go z ciałem gęstomaterialnym. Bardziej gęste staje się także jego ciało subtelnomaterialne, które potrzebne jemu jest w świecie subtelnomaterialnym do osłony ducha.

Im bardziej wszakże gęste jest jego ciało subtelnomaterialne, tym bardziej staje się według naturalnych praw cięższe, a równocześnie także bardziej ciemne. W wyniku tego, że ciało subtelnomaterialne bardzo upodabnia się i przybliża do wszystkiego, co gęstomaterialne, będzie się ono od ciała gęstomaterialnego bardzo ciężko oddzielać. Taki człowiek oczywiście czuje także ostatnie bóle ciała gęstomaterialnego, jak również cały proces jego gnicia i rozkładu. Również podczas kremacji nie jest nieczuły.

Po końcowym odłączeniu się owego sznura łączącego opada taki z ziemią związany człowiek w świecie subtelnomaterialnym aż tam, gdzie okolica posiada gęstość i ciężar identyczny z nim. Tam, w sferze o takim samym ciężarze, spotka się potem także tylko z tymi, którzy myślą tak samo, jak on. To, że warunki bytu będą tam o wiele gorsze niż na ziemi w gęstomaterialności, jest całkiem zrozumiałe, ponieważ w subtelnomaterialności wszelkie uczucia przeżywa się w całości i bez przeszkód.

Inaczej to wygląda w wypadku ludzi, którzy do wszystkiego, co szlachetne, zaczęli dążyć już podczas swojego ziemskiego życia. U nich odłączenie ciał jest o wiele łatwiejsze, ponieważ mają w sobie żywe przekonanie o kroku w świat subtelnomaterialny. Ciało subtelnomaterialne oraz sznur łączący nie są tak gęste. Do odłączenia dochodzi bardzo szybko, ponieważ różnica pomiędzy nimi, a ciałem gęstomaterialnym jest nieznaczna. Podczas normalnego umierania takiego człowieka nie można w ogóle mówić o walce ze śmiercią, ponieważ w czasie ostatnich drgawek mięśni ciało subtelnomaterialne już przez dłuższy czas stoi obok ciała gęstomaterialnego. Sznur łączący jest luźny i słaby i nie pozwoli, aby stojący obok subtelnomaterialny człowiek odczuwał jakąkolwiek boleść. Nie może być mostem, po którym boleść przechodziłaby z gęstomaterialności do subtelnomaterialności.

Subtelnomaterialne ciało całkowicie wyzwoli się w o wiele krótszym czasie, ponieważ o wiele subtelniejsza materia sznura bardzo szybko uniemożliwi jakikolwiek kontakt pomiędzy obu ciałami. Później ciało to wznosi się wzwyż do sfery, która jest w takim samym stopniu subtelniejsza i lżejsza. Także ten człowiek będzie mógł spotykać się tam tylko z duchami myślącymi tak samo jak on oraz będzie odczuwać pokój i szczęście w życiu bogatym w szlachetne uczucia. Takie lekkie i przejrzyste subtelnomaterialne ciało jawi się naturalnie o wiele bardziej jasne i promienne, aż w końcu osiągnie taką subtelność, która pozwala na przenikanie promieniowania znajdującego się w nim ducha. Ten później całkowicie jasny i promienny wejdzie do duchowości.

Niech jednak wszyscy przebywający w pobliżu umierającego wystrzegają się głośnego lamentowania. Zbyt silne przejawianie żalu płynącego z rozłąki może wpłynąć na stojącego niedaleko lub właśnie oddzielającego się subtelnomaterialnego człowieka. Może on usłyszeć lub wyczuć narzekania, a jeżeli obudzi się w nim współczucie lub pragnienie powiedzenia jeszcze kilku słów na pożegnanie, to uczucia te znów mocniej go połączą z ciałem, ponieważ będzie chciał stać się bardziej zrozumiały dla tych, którzy tak boleśnie rozpaczają.

Ziemsko zrozumiałym może stać się tylko przy pomocy mózgu. Wynikiem jego dążeń jest jednak ściślejsze połączenie się z ciałem gęstomaterialnym, ponieważ jedno zależne jest od drugiego. Dlatego dopiero co wyzwolone subtelnomaterialne ciało nie tylko ściślej łączy się z ciałem gęstomaterialnym, lecz stojący obok subtelnomaterialny człowiek zostaje także wręcz wciągany z powrotem do gęstomaterialnego ciała. Skutek jest taki, że umierający znowu odczuwa wszystkie boleści, których już przedtem się pozbawił.

Gdy nadejdzie czas ponownego odłączenia, to jego przebieg jest o wiele cięższy i może trwać nawet kilka dni. Potem dochodzi do tak zwanych przedłużonych śmiertelnych zmagań, które są naprawdę bolesne i ciężkie dla tego, kto chce się odłączyć. Winę za to ponoszą ziemscy ludzie, którzy swoim egoistycznym rozpaczaniem przywołali go z powrotem z jego naturalnej drogi rozwoju.

Owo naruszenie normalnego przebiegu stało się przyczyną nowego i na siłę przeprowadzonego połączenia. Wystarczy tylko mała próba koncentracji ze strony umierającego, mająca za cel uczynić się bardziej zrozumiałym, aby tak się stało. Ponowne zerwanie nienaturalnego połączenia nie jest łatwe dla kogoś, kto nie posiada żadnych dotyczących tego doświadczeń. W dodatku nie można jemu pomóc, ponieważ nowego połączenia chciał sam.

Odchodzący człowiek może łatwo połączyć się z ciałem gęstomaterialnym, dopóki to jeszcze całkiem nie wystygło i dopóki istnieje sznur łączący, a ten zanika często dopiero po kilku tygodniach. Są to więc dla odchodzącego całkiem zbyteczne cierpienia. Wszyscy ci, którzy rozpaczają wokół łoża umierającego, postępują okrutnie i bezwzględnie.

Dlatego w pokoju, w którym ktoś umiera, powinien panować absolutny spokój. Niech zapanuje tam powaga odpowiadająca tej tak ważnej chwili! Osoby, które nie potrafią się opanować, powinny zostać wyprowadzone choćby przemocą, nawet jeżeli chodzi o najbliższych członków rodziny.

Dodaj komentarz

WIARA

WIARA

73.

Wiara nie jest taka, jak przejawia ją większość tzw. wierzących ludzi. Rzeczywista wiara powstaje dopiero wtedy, kiedy człowiek w doskonały sposób przyswoił sobie zawartość Bożych Przesłań i kiedy owe Boże Przesłania stały się dla niego żywym, osobistym, własnym przekonaniem.

Boże Przesłania przychodzą tak za pośrednictwem Bożego Słowa, jak i poprzez Jego stworzenie. Wszystko świadczy o Bogu i o Jego Woli. Z chwilą, kiedy człowiek może przeżywać cały ów proces, cały swój byt, będą jego uczucia, myśli i czyny jednym radosnym wielbieniem Boga.

Później jednak zamilknie i nie będzie na ten temat wiele mówił. Stał się wszakże osobowością, która poprzez swoje ciche czczenie Boga, które można również nazwać zawierzeniem Bogu, stoi mocno i bezpiecznie w całym stworzeniu. Przestanie fantazjować i unosić się w ekstatycznych marzeniach. Równocześnie przestanie żyć na ziemi tylko sprawami duchowymi, lecz będzie także swoją codzienną pracę wykonywał śmiało i z czujnymi zmysłami. Jeżeli zostanie zaatakowany i zmuszony do obrony, użyje umiejętnie swojego chłodnego rozumu niczym ostrej broni, bacząc jednak, aby nie był niesprawiedliwy.

Nigdy nie powinien milcząco znosić i tolerować krzywdy. W przeciwnym wypadku tylko by wspierał i wzmacniał zło.

Lecz istnieje bardzo wielu ziemskich ludzi, którzy tylko mniemają, że są wierzącymi! Chociaż w swym wnętrzu przyznają, że istnieje Bóg i Jego działanie, to obawiają się uśmieszków ze strony niedowiarków. Czują się głupio i nieprzyjemnie, a rozmowy na ten temat omijają z dyplomatycznym wyrazem twarzy. Zachowując się tak nieśmiało, idą ciągle wobec owych niedowiarków na ustępstwa. To nie wiara, lecz tylko wewnętrzne przyznanie! Tacy ziemscy ludzie w rzeczywistości wypierają się swego Boga, chociaż modlą się do Niego w ukryciu i oczekują z Jego strony wszelkiego dobra.

Fałszywego tolerowania zachowania niedowiarków nie może usprawiedliwić wymawianie się, że dla »wierzących« są sprawy te zbyt »święte i poważne«, aby narażać je na pośmiewisko. Nie można tego także nazwać skromnością, ponieważ jest to po prostu podłe tchórzostwo! Powiedzcie nareszcie głośno, czyjego Ducha jesteście dziećmi! Postępujcie hardo i odważnie z każdym człowiekiem, bo tylko tak wypada czynić dzieciom Bożym! Jedynie tak można wreszcie zmusić niedowiarków do powściągnięcia swych kpin, które są jedynie wyrazem ich niepewności. Obecnie wszakże kpiny te są pielęgnowane i odżywiane bojaźliwym zachowaniem wielu tak zwanych »wierzących«.

Ludzie ci okłamują sami siebie, nadając słowu »wiara« sens całkowicie różniący się od tego, którego ono żąda. Wiara musi być żywa, a to oznacza, że musi się stać czymś więcej niż tylko przekonaniem. Ona musi stać się czynem! A czynem się staje dopiero wtedy, gdy przeniknęła przez wszystko, przez uczucia, myślenie i postępowanie. Nie musi być nachalna, lecz wychodząc z wnętrza powinna stać się wyraźnie widoczna w każdym postępowaniu człowieka, musi stać się czymś oczywistym. Nikomu nie wolno trzymać jej przed sobą jak tarczy, jak zwykłe marzenie. Wszystko, co człowiek na zewnątrz przejawia, musi być tylko naturalnym wynikiem promieniowania wewnętrznego duchowego sedna.

Prawdziwa wiara musi po prostu być siłą, która promieniując z ducha człowieka przenika przez jego ciało i krew, i staje się w ten sposób jedyną, naturalną oczywistością. Nie ma w tym niczego nienaturalnego, wymuszonego lub nauczonego. To samo życie!

Spójrzcie na wielu wierzących: twierdzą, że bezwarunkowo wierzą w dalszy ciąg życia po śmierci i pozornie rzeczywiście nadają swym myślom taki kierunek. Kiedy jednak nadarzy im się okazja do otrzymania dowodu na owo pośmiertne życie, dowodu przekraczającego granice codziennego obserwowania, to są przerażeni lub głęboko tym faktem roztrzęsieni! W ten sposób jednak właśnie dają dowód tego, że w rzeczywistości ich przekonanie o życiu po śmierci nie było tak mocne. W przeciwnym wypadku każdy nadarzający się dowód musieliby traktować jak coś całkiem naturalnego. Nie powinno ich to więc ani przerażać, ani zbytnio wyprowadzać z równowagi.

Oprócz tego można by jeszcze przytoczyć niezliczoną liczbę przykładów wyraźnie mówiących o tym, jak mało wierzącymi są tak zwani wierzący. Wiara w nich nie jest żywa.

Dodaj komentarz

PRAWO DZIECKA WOBEC ZIEMSKICH RODZICÓW

PRAWO DZIECKA WOBEC ZIEMSKICH RODZICÓW

53.

Wiele ziemskich dzieci jest poszkodowanych i nieszczęśliwych tylko dlatego, że nie rozumieją stosunków panujących między nimi, a ich rodzicami. Sądzą, że to rodzice są odpowiedzialni za powołanie ich do ziemskiego bytu. Często można usłyszeć: »Oczywiście, że rodzice muszą się o mnie troszczyć, przecież to oni spowodowali moje przyjście na świat. To nie moja wina, że tu jestem.«

Nie można wypowiedzieć czegoś bardziej niedorzecznego. Każdy człowiek znajduje się na ziemi bądź na swą własną prośbę, bądź w wyniku swej własnej winy! Rodzice tylko umożliwiają inkarnację i nic poza tym. Każdy wcielony duch powinien odczuwać wdzięczność za to, że otrzymał tę możliwość!

Duch dziecka nie jest niczym innym, jak tylko gościem swych rodziców. Już sam ten fakt przemawia w tak wyraźny sposób, że staje się całkiem jasne, iż dziecko nie posiada wobec swych rodziców absolutnie żadnych praw! Nie posiada wobec rodziców praw duchowych! Prawa ziemskie powstały przecież tylko w wyniku działania czysto ziemskiego, ustanowionego przez państwo ładu społecznego, aby nie musiało ono przejąć konkretnych obowiązków.

Z duchowego punktu widzenia dziecko jest samodzielną osobowością! Oprócz ziemskiego ciała, które jako narzędzie potrzebne jemu jest do przejawiania się na tej gęstomaterialnej ziemi, nie przyjęło dziecko od rodziców niczego. Otrzymało więc tylko przybytek, z którego może skorzystać duch będący już wcześniej samodzielnym.

Lecz jeżeli rodzice płodzą, to biorą na siebie obowiązek zapewnienia owemu przybytkowi godziwych warunków dopóty, dopóki duch w nim usadowiony nie będzie zdolny sam się o niego zatroszczyć. To, kiedy ów czas nadejdzie, zależy od naturalnego rozwoju samego ciała. Wszystko, co rodzice oferują ponad to, jest z ich strony darem.

Dlatego dzieci powinny wreszcie raz przestać liczyć na rodziców i raczej pomyśleć o tym, aby możliwie szybko się usamodzielnić.

Oczywiście, że w tym wypadku nie decyduje to czy pracują w gospodarstwie rodziców, czy gdzie indziej. W każdym wypadku powinny jednak przejawiać aktywność, którą wszakże nie mogą być zabawy lub wypełnianie tak zwanych funkcji towarzyskich, lecz rzeczywisty i pożyteczny obowiązek, konkretna praca. Taka praca, którą musiałaby wykonywać inna osoba, specjalnie w tym celu zatrudniona, gdyby dziecko ją wykonywać przestało. Tylko w tym wypadku można mówić o pożytecznym bytowaniu na ziemi, o życiu przynoszącym dojrzałość ducha!

Kiedy dziecko zacznie pełnić takie obowiązki w gospodarstwie rodziców, bez względu na jego płeć powinni je rodzice nagradzać w taki sposób, w jaki musieliby nagradzać obcą zatrudnioną osobę. Mówiąc innymi słowy: jeżeli dziecko spełnia jakiś obowiązek, to trzeba go traktować i z nim rozmawiać jak z naprawdę samodzielnym człowiekiem.

A jeśli pomiędzy dziećmi, a rodzicami istnieją dodatkowo szczególne więzy miłości, zaufania i przyjaźni, to jest to dla obu stron tym piękniejsze, ponieważ w tym wypadku chodzi o dobrowolny kontakt, mający swoje źródło w wewnętrznym przekonaniu i dlatego cenniejszy. Chodzi wtedy o kontakt czysty i szczery, który potrwa także w zaświatach i służyć będzie wzajemnej pomocy i radości.

Różnego rodzaju tradycje rodzinne i wynikające z tego zmuszanie dzieci do czegokolwiek są czymś niezdrowym i karygodnym w momencie, kiedy dzieci przekroczyły pewną wiekową granicę.

Oczywiście, że nie istnieją nawet tak zwane prawa wynikające z pokrewieństwa, do których tak często odwołują się przede wszystkim różne ciotki, wujkowie, siostrzenice, bratankowie i wszyscy im podobni. Właśnie powoływanie się na prawa wynikające w tych wypadkach jakoby z pokrewieństwa jest godnym potępienia nawykiem, który musi wzbudzać sprzeciw każdego wewnętrznie samodzielnego człowieka.

W wyniku panujących tradycji stało to się, niestety, nawykiem do tego stopnia, że zazwyczaj nikt nie stara się nawet inaczej myśleć i pokornie, choć z wewnętrznymi oporami, temu się poddaje. Kto jednak choć raz odważy się samodzielnie myśleć, ten w głębi ducha będzie uznawać to za rzeczy tak śmieszne, tak godne pogardy, że oburzony odwróci się od takiej pretensjonalności.

Trzeba odrzucić raz na zawsze owe nienaturalne praktyki! Jak tylko w ludziach obudzi się żywszy i zdrowszy sposób myślenia, to przestaną tolerować taki nieporządek sprzeciwiający się zdrowemu rozsądkowi.

Przecież z życia zniekształconego w tak nienaturalny i gwałtowny sposób nigdy nie może powstać nic naprawdę wielkiego, ponieważ ludzi to ogranicza. Niby to drobnostka, lecz krępuje ludzi niesamowicie.

To tu musi rozpocząć się wyzwalanie, a polegać ma ono na odrzuceniu od siebie poniżających nawyków! Prawdziwa wolność polega tylko na właściwym poznaniu swych obowiązków, a to z kolei jest ściśle połączone z dobrowolnym ich spełnianiem! Jedynie spełnianie obowiązków daje prawa! To dotyczy także dzieci, ponieważ również one, jeśli spełniają sumiennie swoje obowiązki, mają swoje prawa.

Wszyscy rodzice maja jednak cały szereg ważnych obowiązków, które z prawami dzieci nie mają nic wspólnego.

Każdy dorosły człowiek powinien być świadom tego, co wynika z faktu płodzenia. Lekkomyślność i bezmyślność, jak również i niewłaściwe poglądy, zemściły się już w wystarczający sposób.

Uświadomcie sobie, że na tamtym świecie w pobliżu was jest przygotowanych wiele duchów, które czekają na możliwość ponownej inkarnacji na ziemię. Chodzi w większości wypadków o takie ludzkie duchy, które są spętane włóknami karmy i mają zamiar w nowym ziemskim życiu coś odpokutować.

Kiedy tylko nadarzy im się okazja, to od razu uchwycą się w miejscach, w których doszło do aktu płodzenia i czekają, aż dojrzeje nowe ludzkie ciało, w którym mogłyby zamieszkać. Podczas owego czekania dochodzi do łączenia się nowopowstających subtelnomaterialnych włókien młodego ciała i ducha wytrwale przebywającego w bezpośredniej bliskości przyszłej matki i włókien łączących matkę z czekającym duchem. Po osiągnięciu określonego stadium dojrzałości płodu włókna te odgrywają rolę pomostu, po którym obcy duch z zaświatów wchodzi do młodego ciała i od razu zajmuje go dla siebie.

Przychodzi w ten sposób obcy gość, który swoją karmą może spowodować wychowawcom niemałe kłopoty! Obcy gość! Jakże nieprzyjemna myśl! Człowiek powinien o tym nieustannie pamiętać i nigdy nie powinien zapomnieć, że może współdecydować o tym, który z czekających duchów zostanie wybrany, jeżeli lekkomyślnie nie zmarnuje czasu, w którym inkarnacja się odbywa.

Wcielenie jednakże podlega prawu przyciągania tych samych gatunków. Biegunem magnetycznym nie zawsze jednak musi być jednorodność jednego z rodziców, lecz często jest nim jakiś człowiek przebywający nieustannie w okolicy przyszłej matki.

Znajomość tych praw i świadome kierowanie się nimi może zapobiec licznym tragediom, lecz jak na razie ziemscy ludzie podchodzą do tych spraw bardzo lekkomyślnie i niefrasobliwie. W owym tak bardzo ważnym dla nich okresie uczestniczą w towarzyskich zabawach, zapraszają do swego domu przeróżne towarzystwo i nie troszczą się zbytnio o to, co ważnego szykuje się w tym czasie, aby później mogło to z wielką siłą wpłynąć na przebieg całego ich życia.

A przecież ludzie powinni wieloma sprawami świadomie kierować za pośrednictwem modlitwy wypływającej z nieustannych gorących życzeń. Mogliby w ten sposób osłabiać zło i wzmacniać dobro. Obcy gość, który do nich zawita w postaci dziecka, należałby do gatunku mile widzianego pod każdym względem! Ludzie ziemscy zbyt wiele rozmawiają o wychowywaniu dziecka przed jego narodzinami. Jak zawsze, także tu tylko w połowie pojmują skutki przejawiające się na zewnątrz.

Jak często to się zdarza, także w tym wypadku wnioski wyciągnięte z ich obserwacji są błędne. Wychowywanie przed narodzeniem jest absolutnie niemożliwe, zawsze jednak istnieje możliwość wpływania na przyciąganie, jeżeli dzieje się tak we właściwym czasie i z całą powagą! To przecież różnica, ponieważ w ten sposób można osiągnąć o wiele więcej niż przy pomocy jakiegokolwiek wychowywania przed narodzinami.

Kto wie już, o co chodzi, a jednak nadal łączy się bezmyślnie i lekceważąco, ten zasługuje na to, aby w jego najbliższą okolicę wdarł się ludzki duch, który może przynosić tylko niepokój, a nawet zło.

Dla duchowo wolnego człowieka nie powinno być płodzenie niczym innym, jak tylko dowodem na jego gotowość do przyjęcia na stałe do swojej rodziny jako gościa obcego ludzkiego ducha, aby dać jemu okazję do uwolnienia się na ziemi od starych włókien i do dojrzewania. Okazja do płodzenia powinna nastąpić tylko tam, gdzie obie strony są tego świadome i gorąco sobie tego życzą.

Patrzcie wreszcie na rodziców i dzieci tylko z punktu widzenia powyżej opisanej rzeczywistości, a wiele zmieni się samo przez się. Wzajemne odnoszenie się do siebie, wychowywanie i w ogóle wszystko stanie w ten sposób na innych, poważniejszych w porównaniu z dotychczas panującymi w tak licznych rodzinach, podstawach. Wzajemne względy i poszanowanie zaczną odgrywać ważniejszą rolę niż dotychczas. Świadomość samodzielności i dążenie do bycia odpowiedzialnym za cokolwiek przejawi się w naturalnym społecznym wzlocie narodu.

Lecz także dzieci wkrótce odzwyczają się od roszczenia sobie wobec rodziców praw, które nigdy nie istniały.

Dodaj komentarz

JEZUS CHRYSTUS W TELEWIZJI

JEZUS CHRYSTUS W TELEWIZJI

441.

Niczym złodziej filmowany ukrytą kamerą, już na nic innego dziennikarza Monikę D. z Polsatu nie stać. Film nie stanowi ciągu logicznej wypowiedzi, a próbuje się Syna Bożego pokazać w cieniu.

Lecz Światło jasno ukazuje jak dominikanie czytaj księża, pseudo lekarze czytaj psycholodzy, czy inni uczestnicy całego zdarzenia mdłe mają pojęcie o sobie samych, a o Synu Bożym najmniejszego pojęcia.

Chory świat ułudy, fałszywy obraz w telewizji.

Dziennikarz miał problem z gardłem, gdyż kłamliwy zamiar ją do Mnie skierował, brak pokory z kolan jej pochodził, układ trawienny nie funkcjonuje, gdyż swojego życia nie trawił, a nadmierne myślenie to dysfunkcja jej mózgu przedniego uciskiem się przejawił.

Osoba została oceniona zdrowotnie i oczyszczona, a bród ukazał się na Moich rękach i symbolicznie została zmyta jak cały ten materiał nagrany i niekompletny poskładany. Skutek zwrotny na dziennikarzu się przejawi, a i Polsat jako narzędzie nie zostanie oszczędzony.

Albo pokazuje się całość nagrania i wynikający z tego sens, albo przekazuje się niepełną wypowiedź ukrytą kamerą.

W Mojej wypowiedzi niosę pomoc potrzebującym, uzdrawiam chorych, ich ziemskie ciała zdrowieją, duchowo ożywają i ani jednego nie ma, który by nie otrzymał łaski uzdrowienia. Wzmacniam słabych w wierze i podnoszę na duchu, otrzymujecie łaskę na odczynienie grzechów, gdy pojmiecie dlaczego chorujecie, gdyż podaję przyczynę waszej dolegliwości czego medyk tzw. lekarz nie potrafi i możecie się uwolnić od klątwy, która wam ciążyła na życiu.

Pani Monika D. przyszła do Mnie z fałszywym znakiem, miała nieczysty zamiar, lecz program Interwencja w Polsacie stał się głośną reklamą Moją Syna Bożego, Świętego Graala na ziemi, największego Uzdrowiciela, który uzdrawia energią i leczy ludzkie duchy jakże skutecznie!

Pozdrawiam!

Jezus Chrystus

Dodaj komentarz

ZAWIESILIŚCIE SIĘ LUDZIE!

ZAWIESILIŚCIE SIĘ LUDZIE!

Jak program w komputerze, ani tu, ani tam was nie można włączyć, trzeba was wyłączyć i wtedy może jeszcze raz wystartujecie.

Jednak dalej macie stary, fałszywy, niedziałający program. Musicie wszystko nowe sobie zamontować już bez lucyferyzmu żadnego.

Nie możecie ze starego nic już wziąźć, nawet pyłku najmniejszego, bo wniknie w wasz system, tak jak atomy z pożywienia waszego, czy wody.

Wnikną w wasz system nerwowy zmieniając was całkowicie, tak wasz źle działający układ nerwowy będzie dawał wam fałszywy was obraz zdrowotny.

Tak na was działa chemia podczas przyjmowania różnorodnych specyfików w płynach czy tabletkach nie ma znaczenia, działa na was mocna, zła i ciemna forma, to narkotyki dla was w tabletkach, używkach, w waszych słowach, myślach i czynach. Nie ma znaczenia. Nie umiecie, zapomnieliście, nie chcecie już walczyć o siebie czystego człowieka.

Gdy ze mną się spotykacie, czytacie moje Słowo, którym Jestem, to się wyzwalacie, choć na początku przejawiają się bólem miejsca, które zarażone, chore macie. Toksyny – chemia uwalnia się do krwiobiegu, jest wydalana, a i boli godzinę, tydzień, zależy jak głęboko chemia i ciemne formy was przygniotły, wniknęły w was samych.

Ale i tak szybciej zdrowiejecie niż w medycynie szpitalnej, błąkając się w aptekach.

Dając sobie szansę sami się ratujecie, ale gdy nie chcecie, nic już was nie uratuje, żaden ziemski specyfik, organ przeszczepiony albo dziwny medyk.

Siła płynie od Stwórcy do mnie i do was, do moich apostołów, uczni i was czytelników Słowa Przesłania Miłości czy Świętego Graala.

Trzeba zawalczyć o siebie, więc walczcie, przekazuje jak i to praktycznie, a zarazem skutecznie, lecz gdy przychodzicie już duchowo martwi, to się sądzicie ostatecznie.

Witam żywych duchowo i do Światła, żegnam martwych duchowo i do leja rozkładu, a duchy bez świadomości na swoje miejsce w późniejszym stworzeniu!

 

Jezus Chrystus

Głos Boży

Dodaj komentarz

Jak pracują opolscy uzdrowiciele?

Jak pracują opolscy uzdrowiciele?

Romuald Statkiewicz wyczuwa obecność Judasza. On zbliża się od strony Wrocławia, bo zwęszył Jezusa Chrystusa. Czyli pana Romualda.

Z Jezusem można się skonfrontować telefonicznie, przez skype’a albo mejlem. (fot. Paweł Stauffer)

“Czasem coś błyśnie, coś czasem liźnie, coś się pokaże w samej bieliźnie…”.

Dwa tysiące lat Judasz był górą. Teraz nie ma szans.
Dlaczego?
Wie o tym Jezus Chrystus, czyli pan Romuald, jak nazywa się jego obecne ziemskie ciało.
Pan Romuald irytuje się rzadko, no, chyba że pytać go, czemu się nazwał Jezusem Chrystusem. Bo – wyjaśnia – nie nazwał, lecz jest nim.
- Tym samym, którego dwa tysiące lat temu…?
- Tak. To ja.

Przywykł do uśmiechów.
Takich charakterystycznych, zarezerwowanych dla ludzi, którzy… hmmm.
Pyta wtedy: skoro mam zarejestrowaną działalność gospodarczą, skoro uzdrawiam, pomagam ludziom w ich życiowych problemach, a państwo to docenia, biorąc ode mnie podatki, to co tu pomrukiwać… hmmm?

Jego ziemski brat też mu nie wierzył.
Kiedyś w jego rodzinnym Grodkowie powiedział: Skoro tak, to zrób cud.
- Nie pojmował – wyjaśnia z uśmiechem J.C., że cud to fragment planu Boga, tylko zmaterializowany w krótszym niż planowano czasie.

Ludzie różnie szukają Jezusa Chrystusa, by iść jego drogą.
Ja poszedłem na skróty. Wklepałem w internetową wyszukiwarkę: “uzdrowiciele opole”.

Jezus wygląda jak Jezus

Z Jezusem można się skontaktować telefonicznie, przez skype’a albo mejlem.

Oferuje pomoc we wszystkich sprawach, ale że w odróżnieniu od Rzymu, III RP ma większe wymagania wobec obywateli, za jego porady, energię trzeba płacić. 50 zł za godzinę.

Siedzimy z Jezusem Chrystusem w kawiarni na placu Wolności w Opolu, a ja nie umiem złapać go na niekonsekwencji czy choćby wahaniu. Nie, nie jest Żydem, lecz Polakiem. Oto dowód osobisty, a oto godło.
Bycie Polakiem nie przeszkadza w misji, bowiem Polacy to naród wybrany – tłumaczy.
Przyjdzie czas, to przekonamy się, do czego.

Jezus Chrystus wygląda jak Jezus Chrystus.
Niedowiarek może zresztą porównać jego twarz z tą na całunie turyńskim. Albo nałożyć zdjęcie internetowe J.C. na fotkę całunu.Ma w dłoniach energię. Niestety, moje dłonie są złym odbiornikiem. J.C. wyczuwa we mnie silną blokadę. Paweł, fotoreporter, jest bardziej chłonny. Łyka energię aż furczy.

Komu udziela porad, kogo uzdrawia?

To oczywiście tajemnica, także biznesowa. Nie wszyscy, właściwie… mało kto rad by się przyznać do szukania porad u pana Romualda, czyli J.C.

A tam, gdzie konwencja zawodzi, ludzkie siły nie wystarczają, a rozpacz nie pozwala się poddać – ludzie szukają pomocy właśnie u niego.

- Bym się zdziwił – opowiada – kto do niego przychodzi.

Często ludzie, których nikt by nie podejrzewał o wiarę w cokolwiek, czego nie potrafią dotknąć ani polizać. Ale co się dziwić rodzicowi, który szuka dzieciaka, co prysnął z domu na wakacje i nie daje znaku życia? Albo choremu, któremu lekarze nie dają nadziei? Albo komuś, komu w pracy nie idzie, w miłości… Tak w ogóle w życiu…

“W Grodkowie mówią, że mam fantazję po ziemskim ojcu i w głowie pomieszało się” – pisze o sobie J.C. na swym internetowym, jak najbardziej ziemskim blogu.

- Kto normalny – niech pierwszy rzuci szyderstwem – uśmiecha się znany opolski psycholog (“Uchowaj Boże nazwiska, koledzy by mnie usmażyli na grillu szyderstw”).
- Gdy wchodzisz w świat uzdrowicieli, wchodzisz w świat wiary. Wiary – więc nie logiki, doświadczenia, naukowo potwierdzonych procedur. I czasem stoisz osłupiały, słysząc, że kobieta ratująca swe dziecko, w transie podnosi samochód, przecząc w ten sposób całej fizyce. Może czasem warto zrezygnować z chełpliwego przekonania, że wszystko już wiemy, wszystko zrozumieliśmy.


Tyara:

– Demony lubią zagnieżdżać się w człowieku. (fot. Paweł Stauffer)

Uzdrowiciel nie saper…

A ten uzdrowiciel ma gabinet na piątym piętrze, prawie w centrum Opola i smutny głos. Smutny, bo dziennikarze robią z praktyków medycyny naturalnej idiotów. Jakichś magów, cudaków, a z jednej pani z Łodzi to zrobili prawie wiedźmę. Ale owszem, możemy porozmawiać. Za godzinę.

Jednak kwadrans później rozmawiamy już tylko esemesami.

Uzdrowiciel nie odbiera telefonów, pisze tylko, że się namyślił, i że nie porozmawiamy.

Negocjuję, ale jest uparty i coraz bardziej nerwowy. Śle kolejne esemesy, że wcale nie rozmawialiśmy. I że liczy, że nie będzie tekstu o nim ani żadnego wywiadu.

No, ale naprzeciw dworca PKS, więc w miejscu jak najbardziej publicznym, wśród wielu innych wisi reklamowa tabliczka: “Hipnoza – medycyna naturalna”.

Hipnotyzer jest naprawdę nerwowy, choć może faktycznie nie powinniśmy wchodzić akurat w momencie, gdy ktoś oparty bezwładnie o ścianę sprawiał wrażenie zahipnotyzowanego, z drugiej strony – jak pukać w grubo wytłumione drzwi, a dzwonka brak?

Wpadł na nas z furią i wypchnął z pokoju. Zwłaszcza aparat Pawła go rozsierdził!
- Oż wy błazny z trybuny! – krzyczał i jeszcze chyba coś o tym, że człowiek u niego w gabinecie, ten oparty o ścianę i jakby nad miarę wyluzowany, mógł przez nasze niespodziewane wejście całkiem odjechać i co wtedy?!

Cytowany już opolski psycholog:

- Uzdrowiciele wiedzą, że eksploatują żyłę złota. I bez żadnej odpowiedzialności za skutki tego, co robią. Bo gdy lekarz się pomyli, każdy jego ruch podczas leczenia będzie oceniany, a prokurator za progiem. A gdy pomyli się uzdrowiciel? Ot, siła wyższa i do kogo pretensje…?

W tym budynku rodziła się i dorastała połowa opolskiego kapitalizmu. Wystarczy popytać…

- W uzdrowieniach teraz robi? Ale jaja! – śmieją się ci, którzy dawniej znali uzdrowiciela:

- No tak, dziś nie ma po co stać pod bankiem…

Portier w kanciapie na parterze mówi, że tam, do uzdrowiciela, to przyjeżdżają ludzie z całej Polski. Zwłaszcza ze wschodu:

- Przemyśl, Rzeszów – ich najwięcej.

Wiem, bo często pytają mnie na dole, czy wysoko ten uzdrowiciel przyjmuje, to ja mówię, że wysoko, i że lepiej windą, byle drzwi trzymać.

Widocznie uzdrowiciel jeszcze długo potem nie mógł ochłonąć, bo słał kolejne esemesy. Np. “Adwokat przesłuchał dyktafon przeczytał wysyłane i przychodzące sms wszystko jeszcze raz odwołuję. A zbieranie plotek na mój temat zobaczymy? Nie udzielałem wywiadu!”.

W tym budynku przyjmuje wielu lekarzy. Ale unikają kontaktów z uzdrowicielem. Znajoma lekarka dwojga masażystów mających gabinet obok zapytała kiedyś uzdrowiciela, czy ma dyplom.
- Oj, ale się wkurzył! Coś warknął i zaraz zniknął za drzwiami – opowiadają.

Rzecznik prezydenta Opola próbował na naszą prośbę sprawdzić, ilu mamy w mieście uzdrowicieli:

- Nie sposób tego ustalić. Do prowadzenia tego typu działalności wystarczy samo zgłoszenie do rejestru, a w przepisach jest punkt-worek pod nazwą działalność “inna”. Co można określić tym mianem, zależy od wyobraźni petenta. Podkreślam, że są to przepisy nie naszego autorstwa, ale ogólnokrajowe.

Tyara rozwala demony

Zdarzają się przypadki, o których filozofom się nie śniło. Bywa na przykład, że demon w kogoś wstąpi.

Pani Elżbieta Gas, Tyara, nie traktuje tego zwrotu jako figury retorycznej. Widziała wiele demonów, które wlazły w ludzi i przeszkadzały, że bardziej nie można.

Więc praca Tyary polega na ich niszczeniu. I nie ma co żartować: to taka jej cecha. Jedni potrafią mnożyć w pamięci ogromne liczby, a ona rozwala demony. Jak ci w Ghost Busters. O swoich umiejętnościach opowiadała niedawno w TVN, w programie Ewy Drzyzgi.

Natychmiast poprosiliśmy Tyarę, z którą spotkaliśmy się w kawiarni nto, by zweryfikowała powszechne wśród dziennikarzy gazety przeczucia o obecności demonów w sekretariacie redakcji.

Tyara bez wahań wyczuła złą energię przeszywającą serce redakcji.

Więcej: wskazała jej źródło – zdjęcie grupowe naszego zespołu, uczynione z okazji jasełek w bierkowickim muzeum:

- Tu jest źródło zła – orzekła.

Postanowiliśmy nie przedłużać wątku i wrócić do kawiarni w piwnicy.

Więc demony istnieją, a szczególnie lubią zagnieżdżać się człowiekowi w tzw. dołku:

- Stąd popularny zwrot – siedzi mi coś na wątrobie.

Albo: powiedz, co masz na wątrobie – tłumaczy Tyara.

Na ogół człowiek sam jest sobie winny tego, że demon w nim zamieszka. Bo człowiek jest stworzony do radości i optymizmu, ale czasem zaczyna się czymś zamartwiać. Że mu się samochód popsuł, żona uciekła, albo kot zdechł. Gdy natężenie zgryzoty przekroczy pewien próg, otwiera się w ludzkiej aurze droga dla demona, który tylko na to czeka.

- Demony mają wredne pyski – opowiada Tyara.

- Ale je się ich nie boję.

Wiem, jak je zabić, więc to one boją się mnie.

Najczęściej wystarczy osikowy kołek, którym trzeba zadać demonowi właściwy cios.Mówi, że gdyby żyła w średniowieczu, pewnie spłonęłaby na stosie. Wtedy bano się takich kobiet jak ona, teraz cywilizacja sprawia, że ludzie sami się do niej garną. I płacą za radę, i za pomoc.

Tyara:
- To właściwie jedyne moje zajęcie, z którego się teraz utrzymuję. Chętnych jest mnóstwo.

Ostatnio byli rodzice dzieciaka, który zapamiętał się w grach komputerowych. Całymi dniami na ekranie strzelał, zarzynał, topił we krwi, dusił, deptał i rozrywał na strzępy hordy wrogów, aż zaczął się zdawać nie odróżniać, kto istnieje naprawdę, a kto jest ekranową luminescencją. Ktoś powiedziałby: zabrać dzieciakowi kompa i spokój. Ale Tyara wie, że w dziecku zagościł demon, któremu już teraz komputer niepotrzebny. I to jest jej działka: zabić drania. Demona znaczy.

Tyara, jak wszyscy uzdrowiciele, płaci w terminie podatki, nawet w telewizji publicznej występuje, gdy pokazują coś o zjawiskach paranormalnych. Swoje właściwości odczytuje jako szczególny dar, choć na początku, gdy uświadomiła sobie ich istnienie, była mocno sceptyczna.

- Bo to rzeczywiście trudne do uwierzenia: siedzimy przy stole, pijemy herbatę, wszystko ma swój porządek, wymiary, jest namacalne, a ja raptem te demony…

Ale one są, czy się to komuś podoba, czy nie. Czy będzie ze mnie pokpiwał, czy uwierzy.

Źle jest za dużo wiedzieć i widzieć. Dlatego Tyarze dar czasem ciąży. Bo może ktoś nie chce wiedzieć, że mu aura słabnie? Ale z drugiej strony, Tyara spojrzy na kogoś, kto słabo się czuje i powie: łyknij cukru. Bo Tyara widzi, że ten ktoś ma początki cukrzycy.

Znany opolski psycholog:

- Uzdrowiciele sprzedają ludziom coś, czego żaden NFZ nie ma w koszyku leków podstawowych, coś, czego nie uczą na żadnych studiach medycznych: nadzieję, że będzie dobrze. Jeśli więc fizycznie nie szkodzą, jeśli nie namawiają do odrzucenia konwencjonalnej medycyny, ale uzupełniają ją o, jak mówi młodzież, “pozytywne wibracje”- niech robią swoje.

Rozmawiamy, a Tyarze co chwila dzwoni telefon. Klienci.Czas Tyary jest cenny. Tyle zła na świecie, demonów do wygnania. Czekają na jej pomoc ludzie i Mojżesz, jej mąż (raczej partner – podkreśla Tyara), czeka.

Dlatego może innym razem opowie, jak w poprzednim życiu była żoną króla Hedorozjana, Hederozjaną:

- Właściwie nie ma czym się specjalnie chwalić.

Niedobra byłam…
- wzdycha Tyara, dopija kawę i odjeżdża swym samochodem.

Dużo jeszcze demonów jest do zabicia.

Mirosław Olszewski

Dodaj komentarz

EMIGRANCI CZY SZCZURY!

EMIGRANCI CZY SZCZURY!

Każdy kto opuszcza swoją Ojczyznę podążając za korzyściami materialnymi w obecnych czasach traci, a nie zyskuje!
Dlaczego?
Ponieważ w miejscu urodzenia ma najkorzystniejsze warunki zdrowotne;
1. żywność ma korzystne promieniowania i składnikami swoimi daje ziemskiemu ciału to co potrzebuje, na emigracji tego mostu nie ma, trzeba zabierać ze sobą żywność, aby nie tracić,
2. traci korzystny wpływ miejsca swojego urodzenia, promieniowanie miejsca jego urodzenia jest dla niego korzystne, a i promieniowanie gwiazd nie można pominąć dla tego miejsca, to jak osłona energetyczna, którą tracicie, gdy jedziecie w nieznane,
3. obecnie Polska jest miejscem najbardziej korzystnym energetycznie, jest narodem Wybranym, gdzie inkarnowałem ja Jezus Chrystus, a inne państwa czy narody, to w większości upadłe społeczności, tak więc tracicie, niczego dobrego tam nie zyskacie oprócz złudzeń swoich naiwnych.

Daje się zauważyć, że Polacy wchodzą w związki z obcokrajowcami. Z tego nic dobrego nigdy nie było, oprócz kilku wyjątków, nie myślcie, że do nich należycie.
Niszczycie sobie swoją czystą krew, a i naleciałości kultury i tradycji są barierą, gdzie tylko korzyści materialne nie wyrównają tego, jest przepaść, tak ze strony kobiety jak i mężczyzny.

Popatrzcie na jeszcze jeden aspekt, aspekt bardzo praktyczny;
1. USA nękane największymi w swoich dziejach katastrofami naturalnymi, a i ekonomicznie dolar zrówna się ze złotym,
2. Anglia jako wyspa ulegnie zatopieniu,
3. Grecja jako wyspa przestanie istnieć,
4. Z Niemiec niewiele zostanie, będzie morze spokojnie szumieć u brzegów Polski,
5. Europa mocno zostanie okrojona w swej linii brzegowej,
6. Chiny, tam wszystko skośne, to wielki upadek wielu narodowości,
7. O innych częściach Ziemi nie wspomnę, gdyż tam śladowe ilości Polaków, tzw. dobrych jeszcze do uratowania.

Tracicie ziemscy ludzie na emigracji czas, zdrowie, a i zarobione w taki sposób środki materialne szybko wam przepadną w waszych złych lokatach.
Mogę do was zawołać; WRACAJCIE, BO MOŻECIE JUŻ NIE ZDĄŻYĆ!

Dodaj komentarz

Starsze wpisy »